Strona 2 z 2

spare a light?

: pn mar 30, 2026 7:02 pm
autor: Dante Levasseur
Nie było chyba większego sensu, by w dalszym ciągu przekonywać ją, że bez większego problemu – w dodatku pewnie z zamkniętymi oczami, do tego jedną ręką – byłby w stanie złożyć całkiem zjadliwego burgera. Powiedzmy, że wygodniejszą opcją było uwierzenie jej na słowo, że faktycznie była już dostatecznie przekonana co do tego. No i tak właściwie… nadal przecież mimo wszystko liczył na to, że jakimś cudem ta nieszczęsna buda z żarciem okaże się otwarta i że wcale nie będzie musiał wykazywać się ani nieistniejącym talentem do włamań, ani tym nieco bardziej zauważalnym kulinarnym…
Za to uśmiechnął się szczerze w odpowiedzi zarówno na jej reakcję na jego pytanie, jak i to, które padło z jej strony. Przejął od niej jointa, po ledwie dwóch buchach musząc jednak pogodzić się z nieuniknionym i wyrzucając niedopałek na ziemię.
Poznałaś już Douglasa, jesteś przynajmniej o ten jeden poziom znajomości wyżej od mojej dziewczyny – wypalił bez większego zastanowienia, dopiero po krótkiej chwili reflektując się, że wspomniana dziewczyna pewnie nawet nie miała już mieć okazji poznać Douga i że w zasadzie chyba powoli powinien zacząć przyzwyczajać się do przedrostka byłej. W końcu… do tego mniej więcej to zmierzało. Ale zdecydowanie nie było to coś, czemu miałby zamiar poświęcać szczególną uwagę właśnie teraz. Nie po to przecież spędził wieczór na sukcesywnym wlewaniu w siebie alkoholu, żeby teraz zaprzepaścić osiągnięty efekt. A skoro tak – wciąż można było trzymać się żartobliwego tonu, bez niepotrzebnego rozgrzebywania przypadkiem poruszonego wątku.
Mógłby bez większego problemu przeoczyć mijaną przez nich grupkę dresów, obrzucając ich ledwie przelotnym spojrzeniem dla sprawdzenia źródła dobiegających z ich strony odgłosów – w końcu jedzenie było dostatecznie istotnym celem, by nie rozpraszać się po drodze niepotrzebnie. Choć najwyraźniej Erika miała na ten temat inne zdanie, zawieszając na jednym z nieznajomych spojrzenie na dłużej, co ewidentnie nie spodobało się obserwowanemu. A wyraz jego niezadowolenia trudno już byłoby tak po prostu zignorować. Nawet jeśli zdecydowanie powinno się. A jeśli już nawet nie zignorować, to przynajmniej przyznać pospiesznie, że zbyt długie przyglądanie się faktycznie było absolutnie zbędne, uprzejmie przeprosić za zakłócanie spokoju i jak najszybciej oddalić się w swoją stronę.
Tak, to mogłoby być całkiem niezłe wyjście z sytuacji.
I pewnie dlatego ani przez moment Dante o nim nie pomyślał.
Ej, może by tak trochę grzeczniej, co? – rzucił zamiast tego, obrzucając dresa krótkim spojrzeniem, które następnie prześlizgnęło się szybko po towarzyszach tamtego. I chyba właśnie wtedy, jeszcze przed całkiem zasadnym bo, kurwa, co? rzuconym w odpowiedzi, mógł zorientować się, że chyba nie był to najlepszy pomysł.
To… gdzie właściwie poszli twoi znajomi…? – zerknął w kierunku Eriki, starając się na szybko oszacować, na ile prawdopodobne mogłoby okazać się dołączenie do nich zanim mieliby zebrać profilaktyczny wpierdol od niespecjalnie przyjaznej grupki.

Erika Lindberg

spare a light?

: wt mar 31, 2026 12:07 pm
autor: Erika Lindberg
Były pewne rzeczy, których nie warto było brać za pewnik. Poza tym wielce rozczarowałaby się, gdyby uwierzyła w zdolności kulinarne Dantego, a otrzymała w zamian coś, co nie było jednak tak zjadliwe i nie stanowiło żadnego gourmet burgera. Chciała być zachwycona jak Sam L. Jackson w Pulp Fiction, a byle jaki produkt nie mógł zapewnić jej podobnego efektu. Zresztą słodkie zaskoczenie zawsze było dużo lepsze od gorzkiego rozczarowania wywołanego zbyt wielkim hype'em. Tak jak było z Cyberpunk 2077, który dla Eriki był grą niezwykle dobrą, ale nie tak wybitną na jaką była kreowana przez wszystkich na długo przed premierą.
- Och, wow. Jestem wyżej od dziewczyny? To w takim razie naprawdę to poważna sprawa - stwierdziła z pewnym namysłem, kiwając głową.
Tak naprawdę nie miało to żadnego znaczenia. W końcu nie miała pojęcia jak wyglądał jego związek. Nie każdego i nie od razu przedstawiało się rodzicom. Chociaż ekspertką nie była. Za bardzo była zorientowana utrzymywaniu przyjaźni i swoich zainteresowaniach, aby mieć większe doświadczenia związkowe.
Nie mieliby problemu z dresami, gdyby tylko Lindberg potrafiła patrzeć przed siebie. Oczywiście jej dzielny obrońca, Dante, postanowił zwrócić uwagę facetowi na jego słownictwo. Dzięki temu mieli przed sobą właśnie czterech wojowników podklasy monk drogi dresiarza. Nie dość, że mieli przewagę liczebną to jeszcze zdawali się znajdować kilka poziomów wyżej jeśli o walkę chodziło.
- Barney's - odpowiedziała nazwą upatrzonego wcześniej baru. - To jest ten moment, gdy spierdalamy, tak?
Pytanie w zasadzie było bezzasadne. Znaleźli się na pewno w opałach, bo mieli przed sobą chuliganów działających na dopalaczach i gotowych do tego, aby im sprzedać wpierdol.
- A dokąd to, kicia? - zapytał jeden z nich, podchodząc niebezpiecznie blisko Eriki.
Zareagowała zanim zdążyła pomyśleć. Jej stopa połączyła się z kroczem dresiarza w kopniaku tak mocnym, że godzien byłby co najmniej Mbappe, co zdecydowanie nie dość, że zaskoczyło to jeszcze zabolało dogłębnie dresa, który zwinął się wpół. To był ich moment.
- Spierdalamy - stwierdziła już bez wątpliwości i pociągnęła Dantego za ramię, bo w tym momencie na pewno sobie już przesrali.

Dante Levasseur

spare a light?

: czw kwie 09, 2026 6:36 pm
autor: Dante Levasseur
Może mimo wszystko jej powątpiewanie było całkiem zasadne… W końcu… w stanie, w jakim obecnie znajdował się Dante, istniało jednak spore ryzyko, że złożenie burgera mogłoby okazać się zadaniem, które miałoby go stanowczo przerosnąć. Lepszym – i trzeźwiejszym – zdarzało się już prawdopodobnie pomylić sosy, doszczętnie spalić mięso, czy popełnić inną, równie fatalną w skutkach gafę. Choć z drugiej strony… Erika również nie mogłaby aktualnie uchodzić za wzór trzeźwości, a jak powszechnie było wiadomo – alkohol, zwłaszcza w odpowiedniej ilości, dość mocno potrafił obniżyć kulinarne wymagania. Na tyle, by kebab, czy inna zapiekanka kupione w podrzędnej budzie podczas porannego powrotu z imprezy, mogły śmiało pretendować do miana najlepszego posiłku, minimalnie tylko ustępując miejsca babcinym obiadom. Możliwe więc, że mogłoby się mimo wszystko obejść bez jakiejś kulinarnej tragedii – nawet gdyby faktycznie miał jej tego nieszczęsnego burgera własnoręcznie poskładać…
Poniekąd można byłoby więc uznać za niefart, że do celu tej nieco chwiejnej wędrówki nigdy nie mieli okazji dotrzeć… Jeszcze większym niefartem mogło być natomiast to, że powód tego niepowodzenia ewidentnie nie wykazywał żadnych chęci na przyjacielskie – albo chociaż pokojowe – rozwiązanie sprawy.
Spierdalanie było więc całkiem niegłupią opcją. Znów
Jak chcesz, to możesz zostać, ale… tak, to zdecydowanie ten moment – przytaknął więc, będąc już w zasadzie gotowym do tego, żeby ten nieskomplikowany plan wcielić w życie, kiedy jeden z dresów spróbował udaremnić to Erice. I tym razem Dante nawet nie musiał w żaden – zapewne znów średnio skuteczny… – sposób się wtrącać. Ta bowiem poradziła sobie wyjątkowo sprawnie, zanim mógłby w ogóle jakkolwiek zareagować.
I chociaż w innych okolicznościach mógłby pewnie poświęcić sekundę lub dwie na chwilową solidarność z poszkodowanym, tym razem zdecydowanie nie było czasu nawet na to. Bo o ile jeden z dresów faktycznie całkiem skutecznie został wyeliminowany przynajmniej na jakiś czas, na chodzie wciąż pozostawało trzech jego kumpli… Nawet wiec bez tego pociągnięcia za ramię, ruszyłby bez wahania za Eriką, mając nadzieję w miarę szybko dotrzeć do baru, w którym mogliby zastać jej znajomych. Albo gdziekolwiek indziej, jeśli to gdziekolwiek miałoby okazać się strefą wolną od dresów.
Nieźle. A co masz zamiar zrobić z pozostałą trójką…? – starając się zmusić do stabilnego biegu, obejrzał się jeszcze przez ramię, by upewnić się, że wspomniana trójka faktycznie postanowiła ruszyć za nimi zamiast na przykład zająć się cierpiącym kumplem. I… ewidentnie był to błąd, bo mniej więcej w tym właśnie momencie jeden dresów chwycił go za przód kurtki, w kolejnej chwili uderzając jego plecami o ścianę przylegającego do chodnika budynku.
Kurwa… – stęknął, chwilowo nie będąc jednak w stanie zorientować się, czy pozostałych dwóch zdążyło dopaść również Erikę. Choć nawet jeśli tak… chyba i tak póki co na niewiele mógł się jej przydać. Nie żeby wcześniej był jakoś bardzo przydatny… – Słuchaj, to… wyszło jej jakoś tak przypadkiem, na pewno nie chciała. I serio możemy po prostu sobie pójść, nie musicie zawracać sobie nami głowy…
Wprawdzie nie bardzo wierzył, żeby jakaś siła perswazji miała w tym momencie szanse z siłą pięści, ale… spróbować mimo wszystko było warto. Choćby po to, żeby później mógł śmiało powiedzieć, że przynajmniej nie dał obić sobie mordy bez wcześniejszej próby zapobiegnięcia temu… Niezależnie od tego, jak bardzo nieskuteczna miałaby to być próba.

Erika Lindberg

spare a light?

: sob kwie 11, 2026 12:31 am
autor: Erika Lindberg
Oboje nie znajdowali się w stanie wybitnej trzeźwości, a dodatkowo jeszcze właśnie postanowili wypalić sobie na spółkę jointa, który swoje także zrobi w odpowiednim czasie. No, ale w najlepszym wypadku faktycznie żadne z nich nie będzie się dobierało do kuchni. Chyba, że zrezygnują z pójścia do knajpy i jakimś cudem skończą w mieszkaniu któregokolwiek z nich. Do niego pewnie nie musieliby się włamywać. O ile nie zgubiliby kluczy.
Zdecydowanie mieli razem pecha. Jakimś cudem to zwykle wszystko zaczynało się koncertowo pierdolić z jej winy. To ona zaalarmowała Douga o ich obecności w piwnicy, a teraz to jej spojrzenie w uliczkę sprawiło, że dresy postanowiły przejść do konfrontacji.
Przytaknęła na słowa Dantego, który tylko potwierdził jej obawy. Cholera, gdyby tylko była aktywniejsza na wuefie. Albo biegała tak jak pierdyliard ludzi w tym przeklętym Toronto to pewnie miałaby lepsze szanse na to, że im się wymknie. Tylko, że jej zainteresowanie głównie sprowadzały się do siedzenia z czymś do czytania lub przed ekranem. No i okazjonalnego żarcia na dowóz.
Przez moment nawet pędzili przed siebie. Nie było czasu na zastanowienie się lub męską solidarność. Musieli wiać przed siebie ile sił w nogach. Pech chciał, że pora była nadzwyczaj późna i poza barami czy klubami, które były rozsiane tu i ówdzie raczej nie mieli żadnego lokalu, w którym mogliby się schronić. Musieli zatem dotrzeć do swojego bezpiecznego punktu docelowego.
- Będę improwizować! - odkrzyknęła mu, co było pewnie błędem, bo zaraz poczuła coś na kształt zadyszki czy krótkiego zapowietrzenia się w czasie biegu.
Powinna mieć przy sobie gaz pieprzowy. Niestety, zgubiła go gdzieś. Najpewniej we własnym mieszkaniu, bo była aż tak utalentowana. Abby mówiła, żeby na siebie uważała, ale oczywiście nie mogła usłuchać współlokatorki... Zresztą czy na pewno rozpyliłaby taki Cloudkill żeby wyeliminować całą trójkę? Podejrzewałaby, że wyszedłby jej tylko taki lekki Poison Spray jak w DnD. Atak na 10 stóp na pojedynczy target... To z pewnością by nie przeszło.
Mogłaby uciec jeszcze kawałek, ale wtedy pozostawiłaby swojego kompana na pewną śmierć. Właściwie to z pewnym opóźnieniem zobaczyła to, że Dante został pociągnięty za kurtkę i od dobrych paru metrów jednak nie biegł tuż za nią, a zamiast tego próbował się wykręcić z tego wszystkiego.
- Powinieneś lepiej pilnować swojej dziewczyny, bratku - powiedział jeden z dresów, ewidentnie zmierzając na solo z niedoszłym mistrzem burgerów.
- Hej! Nie jestem jego dziewczyną tylko znajdą! - sprostowała, wracając się na miejsce dresowego starcia.
- A co to, kurwa, znaczy? - zapytał jeden z nich, wyraźnie skonfundowany.
W sumie sama chciałaby wiedzieć. Chwilowo jednak tylko wzruszyła ramionami i postanowiła odpalić protokół "Leroy Jenkins". W końcu agresor nie spodziewał się tego, że staranuje go z bara i na moment nawet się cofnął zaskoczony takim atakiem. Szkoda tylko, że na niewiele się to zdało i musiała się liczyć z jeszcze bardziej rozeźlonymi Sebastianami. Noż, kurwa mać.[/akapait]

Dante Levasseur

spare a light?

: ndz kwie 19, 2026 12:53 pm
autor: Dante Levasseur
Zdecydowanie nie powinna przypisywać sobie aż tak wielkich zasług, jeśli chodziło o spektakularne porażki za każdym razem, kiedy zupełnym przypadkiem zabierali się za coś wspólnie. W końcu… on też miał w tym swój niemały udział. Bo przecież pewnie nie pomyślałaby nawet o włamywaniu się do piwnicy w jego domu rodzinnym, gdyby nie natrafiła na niego akurat w momencie, gdy bez większego powodzenia próbował dostać się do środka… I niewykluczone, że również trójka niezbyt przyjaznych dresów podarowałaby jej to lekkomyślne spojrzenie, gdyby Dante potrafił w porę ugryźć się w język.
Bezsprzecznie obydwoje mieli więc średnio przydatny talent do pakowania się w coraz to większe problemy. I najwyraźniej oba te talenty potrafiły połączyć się w efektowne combo.
Szkoda tylko, że tym razem to mogło zakończyć się jego obitą mordą. I chociaż podobnych atrakcji na ten wieczór raczej nie planował, zauważając kątem oka odbiegającą nieco dalej, najwyraźniej nieświadomą jego drobnego niepowodzenia Erikę, a także całkiem wyraźnie widząc przed sobą szykującego się do przywalenia mu dresa, powinien chyba pogodzić się z takim obrotem spraw. Choć może wciąż jeszcze była jakaś nadzieja na zachowanie wszystkich zębów na swoim miejscu… Zwłaszcza, że przynajmniej jeszcze przez chwilę nie musiał najwyraźniej decydować, czy mniej beznadziejnym pomysłem byłoby spróbować uderzyć agresora zanim ten miałby to zrobić, czy może jednak silić się na jakieś skomplikowane uniki.
On też co prawda nie miał bladego pojęcia, co miałoby oznaczać to całe bycie znajdą, ale… umówmy się, w tym konkretnym momencie Erika naprawdę mogłaby być kimkolwiek. Istotniejsze od tego i tak było chyba to, że naprawdę dawno już chyba nie miał okazji aż tak ucieszyć się z czyjejś obecności. I chociaż dość mocno kusiło, żeby tak po prostu osunąć się po tej ścianie, przysiąść sobie i może odetchnąć z ulgą, to… chyba wciąż nie był to najlepszy moment.
Jakieś jeszcze pomysły…? – mruknął, odpychając się więc od ściany, by przejść nieco bliżej Eriki. Nie dało się ukryć, że całe to spierdalanie wyszło im co najmniej średnio. A także tego, że niewielkie mieli już szanse na to, żeby powrócić do przerwanego planu, skoro po obu stronach chodnika czekały przeszkody w postaci dwóch wkurwionych dresów. Co gorsza – wnioskując po całkiem niedalekich odgłosach, można było chyba przypuszczać, że również ten trzeci powoli wracał do jakiejś sprawności…
A skoro najbardziej oczywisty sposób na uniknięcie konfrontacji zwiódł… najwyraźniej przyszła pora na negocjacje. Bo te wciąż jednak wydawały się trochę bardziej atrakcyjnym rozwiązaniem niż ewentualne mordobicie. Choćby przez wzgląd na sympatię do własnych zębów i wciąż jeszcze całkiem prostego nosa…
Nie mając więc w zanadrzu żadnego lepszego pomysłu, bez większych nadziei odwrócił się w stronę stojącego bliżej nowego znajomego. Mimo wszystko wciąż zachowując ten względnie bezpieczny dystans. Taki mniej więcej odrobinę dłuższy niż wyciągnięcie ręki…
Dobra, słuchaj… mam jeszcze – wyciągnął z kieszeni sfatygowaną paczkę, zaglądając następnie do środka i tłumiąc cisnące się na usta przekleństwa – jednego skręta. I może trochę drobnych. Możemy się dogadać, przecież nie trzeba od razu psuć sobie wieczoru, no nie…?
W porządku, karta przetargowa była co najmniej kiepska, nawet gdyby do tego wszystkiego chcieli dorzucić zapalniczkę Eriki. Ale może wciąż warto było wierzyć w niezbyt wysoki poziom intelektu tych dwóch – a wkrótce może i znów trzech – jegomości. Oraz wiążące się z tym prawdopodobieństwo, że ten nieszczęsny jeden skręt i kilka drobniaków miałoby ich w zupełności usatysfakcjonować jako rekompensata za nachalne spojrzenie, nieprzemyślane komentarze i absolutnie przypadkowe znokautowanie ich kumpla…

Erika Lindberg

spare a light?

: ndz kwie 19, 2026 4:22 pm
autor: Erika Lindberg
Oboje byli agentami chaosu, których połączone siły doprowadzały do niemożliwych wprost scenariuszy. Lepiej było ich od siebie izolować, ale jakieś siły sprawiły, że mimo wszystko wpadali na siebie w tak ogromnym mieście. Może coś znajdowało się na rzeczy i powinni pogodzić się z tym, że siły w kosmosie pragnęły, aby dalej mącili coś w tym mieście... To brzmiało jak niezwykle dobry wstęp do jakiegoś programu.
Obita morda i obrobiony portfel zdawały się być w tym momencie dosyć dobrą prognozą, bo jakby nie patrzeć zawsze mogło być gorzej. Całe szczęście przynajmniej istniała między nimi jakaś solidarność. Mogła spierdalać, a zdecydowała się na to, aby jednak zawrócić i ratować swojego towarzysza, który gdyby nie ona to nigdy nie wylądowałby w takiej sytuacji.
Była znajdą. Nie mieli jakiejś konkretnej relacji, a wszystko opierało się na tym, że zwyczajnie wpadli na siebie i w ten sposób się znaleźli na ulicy. Była jak ten bezdomny psiak, który przez jakiś czas łazi za człowiekiem dlatego, że dostał kilka głasków... Lub też mógł wypalić skręta na pół. To jednak nie było szczególnie istotne.
- Mnie pytasz? Wybacz stereotypowanie, ale czy faceci częściej się nie wdają w bójki? - zapytała, bo sama nie miała pojęcia, co powinni teraz robić.
Nie pakowała się normalnie w akie kłopoty, ale jak widać z nim wszystko musiało wyglądać Mogła jedynie sięgnąć do swoich skandynawskich korzeni. Postarać się odnaleźć w sobie siłę dawnych tarczowniczek, które pływały na drakkarach i pomyśleć o tym, że wpierdol był przecież towarem eksportowym wikingów, więc powinna jakoś zadowolić swoich przodków. Jeśli miała zginąć... To tylko w taki sposób, aby trafić do Valhalli i pić ze złotych rogów przy swoich pradziadach i prababkach.
- W żadne układy nie będziemy się bawić. Będziemy się napierdalać - oświadczył jeden z Sebiksów i splunął na chodnik tuż przed Dantem.
- Możemy po prostu obić ci mordę i sobie to wszystko zabrać - dorzucił drugi, a w tle coraz bardziej słychać było kroki nadciągającego do nich sojusznika.
Nie podobało jej się to, ale wyglądało na to, że nie było większego wyjścia z tej sytuacji. Wypięła jedynie pierś przed siebie, uniosła głowę i spojrzała w kierunku dresiarzy.
- Jak chcecie to możemy się napierdalać... - odparła dumnie po czym wzięła głębszy oddech i... - LUDZIE! PALI SIĘ! RATUNKU!
To był trik, który zawsze działał, a Lindberg mimo wszystko miała płuca, które potrafiła wykorzystać. Krzyk poniósł się po ulicy i sprawił, że w kilku oknach od razu pojawiły się zaciekawione twarze lokatorów. Szach mat, dresiści. Czy teraz zaatakują ich, gdy pojawiła się jakaś widownia? Oby tylko utrzymali jakoś ich zainteresowanie, aby nie zostać znowu sam na sam z dresiarzami.

Dante Levasseur

spare a light?

: pt maja 01, 2026 12:27 pm
autor: Dante Levasseur
W nieco bardziej sprzyjających okolicznościach pewnie mogliby poświęcić chwilę lub dwie na zastanowienie się nad ewentualnymi statystykami i nad tym, czy w tym jej stereotypowaniu rzeczywiście kryło się nieco prawdy. I prawdopodobnie mogliby też dojść do wniosku, że nawet na przykładzie ich dwojga dałoby się wysnuć wnioski, że owszem, z tego dwuosobowego zestawu to on był chyba tym, któremu zdecydowanie częściej zdarzało się – niekoniecznie dobrowolnie i z różnymi rezultatami – uczestniczyć w jakichś bójkach. Tylko… chyba niekoniecznie wiązało się z tym jakieś większe doświadczenie w tym zakresie. Bo to przecież zwykle wychodziło dość spontanicznie, czego zresztą doskonałym przykładem mogła być sytuacja, w której właśnie przyszło im się znaleźć.
No i wciąż problem nie leżał w tym, żeby z większym doświadczeniem dać sobie obić tę durną mordę, a raczej zachować ją we względnie nienaruszonym stanie. W tym akurat zbyt wielkiego doświadczenia nie posiadał.
Z tymi tutaj może fajnie byłoby się jednak w żadną nie wdawać, więc wybacz stereotypowanie, ale uznałem, że w całym tym unikaniu masz trochę większą wprawę – no dobra, może i nie należał do tych najbardziej rozsądnych, ale… umówmy się, w tym konkretnym przypadku chyba nawet on musiał zdawać sobie sprawę z tego, że jakakolwiek bójka z tymi typami po prostu nie mogła skończyć się zbyt dobrze. A przynajmniej nie dla nich dwojga, bo koledzy dresiarze mogliby jedynie poczuć lekki zawód z powodu dość nędznych łupów wojennych po całej akcji.
I jeśli Erika zamierzała sięgać do korzeni skandynawskich przodków… jemu pozostawali chyba jedynie ci, których sugerować mogłoby francuskie brzmienie nazwiska. Wywieszenie metaforycznej białej flagi i taktyczna ucieczka jawiły się więc jako opcja całkiem kusząca. Niestety – póki co raczej niedostępna, skoro mieli na swojej drodze całkiem konkretne i trudne do ominięcia przeszkody. Szkoda więc, że średnio przekonująca próba negocjacji i jego jakże hojna oferta również zawiodły, co dość jasno sugerowały zasłyszane w odpowiedzi słowa.
Odruchowo cofnął się po tej zapowiedzi napierdalania się, być może tylko dzięki temu unikając przynajmniej naplucia mu wprost na buty. Chociaż i tak zatrzymał się w pół kroku, słysząc za plecami całkiem trafne spostrzeżenie drugiego dresa.
Może jed… – nie dokończył, słysząc tym razem odważną deklarację znajdy i z wymalowanym na twarzy niedowierzaniem odwracając się w jej stronę. Zanim jednak zdążyłby zadać najbardziej adekwatne do sytuacji pytanie, które mogłoby brzmieć mniej więcej jak co, kurwa? albo inne pojebało cię?, ta wykazała się rozsądkiem znacznie większym, niż można byłoby przypuszczać po jej wcześniejszych słowach.
I trzeba było przyznać, że ta strategia rzeczywiście podziałała. Przynajmniej na chwilę, odbijając się na twarzach nowych znajomych wyrazem autentycznego zaskoczenia i czegoś, co mogło zdradzać zachodzące pod czaszkami głębokie procesy myślowe. Choć te pewnie nie mogły zająć im zbyt wiele czasu – strach pomyśleć, co mogłoby stać się z umysłami nienawykłymi do takiego wysiłku, gdyby ten miał potrwać dłużej…
Trzeba więc było improwizować, bez marnowania czasu na zastanawianie się nad sensownością ewentualnych działań. I w tym przynajmniej faktycznie miał jakąś wprawę… A zaparkowany tuż obok przy krawężniku samochód zdawał się być całkiem przydatnym rekwizytem, toteż bez większego namysłu Dante podszedł do niego pospiesznie, uderzając w kolejnej chwili w karoserię i modląc się w duchu, żeby ten rzeczywiście miał działający alarm. Miał. I kiedy jego jazgotliwy dźwięk poniósł się po całkiem cichej jak dotąd ulicy, a w oknach pojawiło się jeszcze więcej zaciekawionych twarzy, mógł zwrócić się ponownie w stronę Eriki, ruchem głowy wskazując kierunek, w którym powinni jak najszybciej się udać.
Spierdalanie było dobrą opcją, nie…? – rzucił jeszcze, na wypadek gdyby miała co do tego jeszcze jakieś wątpliwości. Albo jakby zmieniła zdanie i mimo wszystko wolała się jednak napierdalać z dresami. Zwłaszcza, że sam liczył raczej na to, że w tych okolicznościach oni również postawią na spierdalanie, najlepiej w przeciwnym do ich dwojga kierunku…

Erika Lindberg