poof! you are now untired and very happy
: czw mar 26, 2026 9:28 pm
Niczego nie zamierzała mu ułatwiać, choć istniało nikłe prawdopodobieństwo, że w którymś momencie Mindy rzeczywiście się znudzi. Nie było ono wielkie, ponieważ zwykle charakteryzowała ją raczej spora determinacja, która nasilała się w chwilach, w których miała do czynienia z wyjątkowo uciążliwymi dla niej kwestiami, a taką przecież było posiadanie nowego o c h r o n i a r z a.
Nie minęło wiele czasu, a Montague szczerze zatęskniła za mężczyzną, który do tej pory pełnił funkcję jej kierowcy. Nie łączyła ich zbyt duża zażyłość, ale mimo to w jego towarzystwie czuła się swobodnie, ponieważ sama odpowiadała za jego zatrudnienie. To ona go znalazła i to ona wyznaczała wyraźne granice, których on przestrzegał.
W przypadku Baileya nie mogła na to liczyć, a przynajmniej tak jej się wydawało. Niezależnie od tego, czego by nie powiedział, Mindy nie miała uwierzyć w to, że nie będzie raportował bezpośrednio do jej ojca wszystkiego, co się tu wydarzy. To właśnie myśl o tym tak bardzo doprowadzała ją do szału. Przez to też nie myślała racjonalnie i zachowywała się tak głupio, jak teraz. Zamiast spać smacznie we własnym łóżku, planowała ciągać go po podejrzanych zakamarkach miasta, aby dać mu się we znaki.
Przy okazji zaburzała także własny komfort.
Z jakiegoś powodu poczuła się dziwnie, kiedy tak po prostu spełnił jej prośbę. Może nawet z pewną nawiązką, bo to przecież nie tak, iż oczekiwała od niego, że całkowicie zamilknie. Z myślą o tym poczuła się nieswojo, jednak zapomniała o tym, kiedy w głośnikach zahuczała ta uciążliwa muzyka. W pierwszym odruchu przymknęła powieki i obiecała sobie, że jakoś to zniesie, ale długo nie wytrzymała. Co więcej, znów miała zachować się po prostu g ł u p i o.
Zamierzała wykorzystać przeciwko niemu jego własną broń. Odpięła pas bezpieczeństwa i wychyliła się pomiędzy przednimi siedzeniami, aby dosięgnąć radia, którego ustawienia zamierzała zmienić. Przede wszystkim chciała zmniejszyć głośność, a także włączyć coś, co aż tak bardzo nie działałoby jej na nerwy. Nie miałaby jednak nic przeciwko temu, gdyby przy okazji trochę rozzłościło jego.
Bailey Harrigan
Nie minęło wiele czasu, a Montague szczerze zatęskniła za mężczyzną, który do tej pory pełnił funkcję jej kierowcy. Nie łączyła ich zbyt duża zażyłość, ale mimo to w jego towarzystwie czuła się swobodnie, ponieważ sama odpowiadała za jego zatrudnienie. To ona go znalazła i to ona wyznaczała wyraźne granice, których on przestrzegał.
W przypadku Baileya nie mogła na to liczyć, a przynajmniej tak jej się wydawało. Niezależnie od tego, czego by nie powiedział, Mindy nie miała uwierzyć w to, że nie będzie raportował bezpośrednio do jej ojca wszystkiego, co się tu wydarzy. To właśnie myśl o tym tak bardzo doprowadzała ją do szału. Przez to też nie myślała racjonalnie i zachowywała się tak głupio, jak teraz. Zamiast spać smacznie we własnym łóżku, planowała ciągać go po podejrzanych zakamarkach miasta, aby dać mu się we znaki.
Przy okazji zaburzała także własny komfort.
Z jakiegoś powodu poczuła się dziwnie, kiedy tak po prostu spełnił jej prośbę. Może nawet z pewną nawiązką, bo to przecież nie tak, iż oczekiwała od niego, że całkowicie zamilknie. Z myślą o tym poczuła się nieswojo, jednak zapomniała o tym, kiedy w głośnikach zahuczała ta uciążliwa muzyka. W pierwszym odruchu przymknęła powieki i obiecała sobie, że jakoś to zniesie, ale długo nie wytrzymała. Co więcej, znów miała zachować się po prostu g ł u p i o.
Zamierzała wykorzystać przeciwko niemu jego własną broń. Odpięła pas bezpieczeństwa i wychyliła się pomiędzy przednimi siedzeniami, aby dosięgnąć radia, którego ustawienia zamierzała zmienić. Przede wszystkim chciała zmniejszyć głośność, a także włączyć coś, co aż tak bardzo nie działałoby jej na nerwy. Nie miałaby jednak nic przeciwko temu, gdyby przy okazji trochę rozzłościło jego.
Bailey Harrigan