i know you're not alone on the night shift
: pn mar 16, 2026 12:01 pm
Późna pora nieco ograniczała możliwości. Sporo pizzerii w Toronto nie przyjmowało już zamówień na wynos, więc Kira od razu zaznaczyła, jaką pizzę chętnie pochłonie, jeśli nie będzie tej ze szparagami. Nie miała zamiaru wymyślać, choć gdyby była wystarczająco zdesperowana i spragniona ulubionych dodatków, wsiadłaby w swoje Ferarri i pojechała po wspomnianą pizzę nawet na koniec Kanady. Ale nie mogła tak po prostu stąd wyjść, miała robotę do zrobienia.
— Podejrzewam, że od każdego — powiedziała i nawet podniosła się z krzesła, żeby przelecieć wzrokiem po pozostałych stanowiska. Wzięła też pod uwagę, że ktoś mógł akurat stać przy drukarce za ścianą albo wyjść do kuchni. — Dzisiaj jest nas zmianie koło dwudziestu osób, więc pewnie coś koło tego? — skoro miała zgadywać, to strzeliła. Nie mogła się za bardzo pomylić, wszyscy harowali od rana, niektórzy jedli ostatni posiłek w porze lunchu, więc trzeba było założyć, że języki uciekały im do dupy.
Posłała Whitmore rozbawione spojrzenie i obróciła się na krześle, kiedy ta od razu zaczęła stawać w obronie szefostwa. Oczywiście, że nikt nie chciał ich tutaj wykończyć. W teorii. W praktyce bywało różnie, w zależności od natłoku obowiązków. Na przykład dzisiaj, kiedy tak właściwie nikt nie musiał tutaj koczować, bo to nie była wina zwykłych, szarych pracowników, że jakiś haker ominął zabezpieczenia redakcji. A jednak byli tutaj i zapierdalali jak małe mróweczki. To świadczyło o tym, że ludzie nie mieli przełożonych w poważaniu i byli oddanymi pracownikami Toronto Sun. Niewłaściwym traktowaniem nie zdołaliby zatrzymać przy sobie ludzi.
— Daj spokój, niczego takiego nie sugeruję — sprostowała Finch, tak na wszelki wypadek, żeby menadżerka projektu wiedziała, że to były tylko durne, niewinne żarty. — Bardzo ładnie o nas dbacie. Owocowe wtorki, grupowe ubezpieczenie, a dla chętnych pakiety sportowe i na wydarzenia kulturowe. Czego chcieć więcej? — zapytała, jednak szybko zdała sobie sprawę, jak to mogło zabrzmieć. Dokładnie tak, jakby Kira ironizowała. — Nie no, mówię serio. Nie pracowałabym tutaj, gdyby tylko zauważyła, że coś jest nie tak — co jak co, ale Kira szanowała swój cenny czas, spokój i zdrowie psychiczne. Toronto Sun może było największą redakcją w mieście, ale nie jedyną, z łatwością znalazłby etat gdzie indziej. — Już nie chwal się tak tą kartą, lepiej zamów coś, co umili nam czas. Na przykład konsolę z kilkoma padami. I co z tym stołem do bilardu? — przypomniała Daisy ich pogawędkę w kuchni, kiedy ta pytała, czego brakowało i co przydałoby się, żeby zwiększyć efektywność.
Odwróciła się do komputera i w tym samym czasie na ekranie pojawiła się lista aktualizacji systemu. Finch przycisnęła sobie palce do skroni, wymieniając w myślach marki sportowych samochodów. Rzadko wybuchała szałem, chociaż czasami się zdarzało, jednak w obecnej sytuacji tylko spokój mógł ją uratować.
Daisy Whitmore
— Podejrzewam, że od każdego — powiedziała i nawet podniosła się z krzesła, żeby przelecieć wzrokiem po pozostałych stanowiska. Wzięła też pod uwagę, że ktoś mógł akurat stać przy drukarce za ścianą albo wyjść do kuchni. — Dzisiaj jest nas zmianie koło dwudziestu osób, więc pewnie coś koło tego? — skoro miała zgadywać, to strzeliła. Nie mogła się za bardzo pomylić, wszyscy harowali od rana, niektórzy jedli ostatni posiłek w porze lunchu, więc trzeba było założyć, że języki uciekały im do dupy.
Posłała Whitmore rozbawione spojrzenie i obróciła się na krześle, kiedy ta od razu zaczęła stawać w obronie szefostwa. Oczywiście, że nikt nie chciał ich tutaj wykończyć. W teorii. W praktyce bywało różnie, w zależności od natłoku obowiązków. Na przykład dzisiaj, kiedy tak właściwie nikt nie musiał tutaj koczować, bo to nie była wina zwykłych, szarych pracowników, że jakiś haker ominął zabezpieczenia redakcji. A jednak byli tutaj i zapierdalali jak małe mróweczki. To świadczyło o tym, że ludzie nie mieli przełożonych w poważaniu i byli oddanymi pracownikami Toronto Sun. Niewłaściwym traktowaniem nie zdołaliby zatrzymać przy sobie ludzi.
— Daj spokój, niczego takiego nie sugeruję — sprostowała Finch, tak na wszelki wypadek, żeby menadżerka projektu wiedziała, że to były tylko durne, niewinne żarty. — Bardzo ładnie o nas dbacie. Owocowe wtorki, grupowe ubezpieczenie, a dla chętnych pakiety sportowe i na wydarzenia kulturowe. Czego chcieć więcej? — zapytała, jednak szybko zdała sobie sprawę, jak to mogło zabrzmieć. Dokładnie tak, jakby Kira ironizowała. — Nie no, mówię serio. Nie pracowałabym tutaj, gdyby tylko zauważyła, że coś jest nie tak — co jak co, ale Kira szanowała swój cenny czas, spokój i zdrowie psychiczne. Toronto Sun może było największą redakcją w mieście, ale nie jedyną, z łatwością znalazłby etat gdzie indziej. — Już nie chwal się tak tą kartą, lepiej zamów coś, co umili nam czas. Na przykład konsolę z kilkoma padami. I co z tym stołem do bilardu? — przypomniała Daisy ich pogawędkę w kuchni, kiedy ta pytała, czego brakowało i co przydałoby się, żeby zwiększyć efektywność.
Odwróciła się do komputera i w tym samym czasie na ekranie pojawiła się lista aktualizacji systemu. Finch przycisnęła sobie palce do skroni, wymieniając w myślach marki sportowych samochodów. Rzadko wybuchała szałem, chociaż czasami się zdarzało, jednak w obecnej sytuacji tylko spokój mógł ją uratować.
Daisy Whitmore