i'm so sick of you, please, just jump already
: wt mar 17, 2026 3:45 pm
Inari nie odpowiedziała od razu. Zamiast tego schyliła się, jakby rozmowa zeszła na drugi plan.
Najpierw okulary — podniosła je ostrożnie, strzepując z nich pył krótkim ruchem kciuka. Jedno szkło było pęknięte, oprawka wygięta pod złym kątem. Na sekundę zatrzymała je w dłoni, zbyt długo jak na zwykły przedmiot, po czym bez słowa wsunęła do kieszeni marynarki.
Potem iPad. Leżał kawałek dalej. Podniosła go i przejechała palcami po ekranie — szkło było spękane w rogu, cienkie linie rozchodziły się jak pajęczyna. Zatrzymała wzrok na tym miejscu przez ułamek sekundy. Wyrzuciła go bez zastanowienia, aby ratować Niamh. Odłożyła go do aktówki, jakby nic się nie stało.
Na końcu sama aktówka — otrzepała ją dokładnie, poprawiła zapięcie, wyrównała krawędzie dokumentów w środku. Kliniczne ruchy. Oszczędne.
Dopiero wtedy się wyprostowała i przez chwilę stała bokiem do Niamh, patrząc na krawędź budynku. Wiatr uderzył mocniej, szarpiąc materiał ich ubrań i niosąc ze sobą chłód. Inari zrobiła pół kroku. Stanęła tak, żeby częściowo zasłonić Niamh od podmuchów.
To nie był wielki gest. Raczej subtelne przesunięcie — coś, co łatwo było przeoczyć, jeśli nie patrzyło się uważnie.
— Moja asystentka cię zawiezie. Chyba właśnie zmienia się z innym na dole... — powiedziała, bez patrzenia na nią. — Lekarz, dom, biuro. Sama wybierzesz miejsce. — Zrobiła krótką przerwę. — Nie powinnaś teraz prowadzić. — Jej ton nie zostawiał miejsca na dyskusję, ale nie był też ostry. W domu Nilsingerów nazywano to szorstką troską... o biznes. — A jeśli zostawiłaś gdzieś samochód… — urwała na moment, jakby dobierała słowo — ...mogę zorganizować kierowcę. Odstawi go tam, gdzie wskażesz. — Lekko przechyliła głowę.— W jednym kawałku.
Wiatr znowu się zawziął targając ubraniami, ale Inari nawet nie zmieniła pozycji. Tylko zmrużyła odrobinę powieki. Zupełnie, jakby siła natury uparła się na dopadnięcie Niamh Kilroy, należnej jej ofiary, a Nilsinger uparła się, aby postawić się światu.
— Wrócimy tu — dodała ciszej. — Innym razem.
I tyle.
Dobrze wiedziała, że Niamh nie zrezygnuje z projektu tylko dlatego, że jej życie zostało zagrożone przez mankament budowlany. Pod tym kątem były takie same.
Niamh R. Kilroy
Najpierw okulary — podniosła je ostrożnie, strzepując z nich pył krótkim ruchem kciuka. Jedno szkło było pęknięte, oprawka wygięta pod złym kątem. Na sekundę zatrzymała je w dłoni, zbyt długo jak na zwykły przedmiot, po czym bez słowa wsunęła do kieszeni marynarki.
Potem iPad. Leżał kawałek dalej. Podniosła go i przejechała palcami po ekranie — szkło było spękane w rogu, cienkie linie rozchodziły się jak pajęczyna. Zatrzymała wzrok na tym miejscu przez ułamek sekundy. Wyrzuciła go bez zastanowienia, aby ratować Niamh. Odłożyła go do aktówki, jakby nic się nie stało.
Na końcu sama aktówka — otrzepała ją dokładnie, poprawiła zapięcie, wyrównała krawędzie dokumentów w środku. Kliniczne ruchy. Oszczędne.
Dopiero wtedy się wyprostowała i przez chwilę stała bokiem do Niamh, patrząc na krawędź budynku. Wiatr uderzył mocniej, szarpiąc materiał ich ubrań i niosąc ze sobą chłód. Inari zrobiła pół kroku. Stanęła tak, żeby częściowo zasłonić Niamh od podmuchów.
To nie był wielki gest. Raczej subtelne przesunięcie — coś, co łatwo było przeoczyć, jeśli nie patrzyło się uważnie.
— Moja asystentka cię zawiezie. Chyba właśnie zmienia się z innym na dole... — powiedziała, bez patrzenia na nią. — Lekarz, dom, biuro. Sama wybierzesz miejsce. — Zrobiła krótką przerwę. — Nie powinnaś teraz prowadzić. — Jej ton nie zostawiał miejsca na dyskusję, ale nie był też ostry. W domu Nilsingerów nazywano to szorstką troską... o biznes. — A jeśli zostawiłaś gdzieś samochód… — urwała na moment, jakby dobierała słowo — ...mogę zorganizować kierowcę. Odstawi go tam, gdzie wskażesz. — Lekko przechyliła głowę.— W jednym kawałku.
Wiatr znowu się zawziął targając ubraniami, ale Inari nawet nie zmieniła pozycji. Tylko zmrużyła odrobinę powieki. Zupełnie, jakby siła natury uparła się na dopadnięcie Niamh Kilroy, należnej jej ofiary, a Nilsinger uparła się, aby postawić się światu.
— Wrócimy tu — dodała ciszej. — Innym razem.
I tyle.
Dobrze wiedziała, że Niamh nie zrezygnuje z projektu tylko dlatego, że jej życie zostało zagrożone przez mankament budowlany. Pod tym kątem były takie same.
Niamh R. Kilroy