I liked you better when you weren't on my mind
: pn mar 16, 2026 2:56 pm
— To nie miało nic wspólnego z flirtem. Powiedziałam prawdę. — Wzruszyła ramionami, niezrażona jej buntowniczą postawą. Nie było szans, by przyjęła do wiadomości informację, że kiedyś było inaczej. Właściwie spokojnie mogła założyć, że nadal się jej podobała i bardzo szybko w ten fakt uwierzyć. Nie byłoby w tym przecież nic dziwnego.
— Proszę, April. Pomóż mi, April. Dziękuję, April, jesteś bardzo miła — mruknęła do samej siebie pod nosem, imitując oschły ton Inari, gdy ta zeszła po schodach. Przytrzymała drzwi, faktycznie chcąc się na coś przydać. Miała za miękkie serce, żeby w tej sytuacji po prostu zwiać. Kusiło ją, żeby puścić drzwi w cholerę i wreszcie stąd wyjść, ale szybko odpuściła.
Ułożyła książki na podłodze, robiąc z nich prowizoryczną blokadę do drzwi. Jakoś się to trzymało. Oparła się plecami o drzwi, cierpliwie czekając, aż jej rozmówczyni wróci, najlepiej z Andersonem. Sięgnęła po telefon, chcąc nieco pobuszować w życiu Nilsinger z perspektywy internetu. Było jej obojętne, czy trafi na jej prywatne social media, czy raczej te zawodowe. Spodziewała się nawet artykułów w prasie, z których jasno będzie wynikało, że kobieta jest bezwzględną morderczynią. Tego ostatniego niestety nie znalazła. Przesunęła wzrokiem po leadach tekstów opisujących jeden z jej ostatnich projektów. To nie było aż tak ciekawe. Finch nie znała się na architekturze. Wiedziała, że nie da rady odpowiednio docenić jej osiągnieć bez rozmowy na ich temat z samą Nilsinger. Co innego, gdyby to ona opowiedziała jej o swoich ostatnich sukcesach. Wysłuchałaby jej uważnie, pojęłaby dużo więcej i pewnie byłaby pod wielkim wrażeniem. Ale na taką miłą rozmowę się nie zapowiadało.
Usłyszała wołanie z dołu. Już nabierała powietrza, żeby się wreszcie odszczekać, że wcale nie ma tak na imię, ale kolejne informacje nieco ostudziły jej bojowe nastawienie. To było dużo ważniejsze.
— Dzwonię — odkrzyknęła, chcąc dać znać, że przyjęła komunikat. Wybrała numer alarmowy, a jej umysł automatycznie przełączył się na tryb pracy, w którym przecież potrafiła ogarniać dwieście tematów naraz. Zrelacjonowała szybko dyspozytorowi, co zaszło i gdzie właściwie się znajdują. Rozłączyła się i pochyliła się nad schodami, czując, jak serce wali jej w piersi. Nie lubiła piwnic. Nie czuła się w nich komfortowo, przytłaczały ją. Ale to nie był moment na rozczulanie się nad swoimi lękami.
— Kurwa mać — mruknęła pod nosem i zbiegła wreszcie po schodach w dół. Im szybciej to załatwią, tym szybciej będzie mogła się stąd wydostać.
— Zaraz będą. Co się, kurwa, patrzysz. Ułóż go bokiem — warknęła, wyraźnie zirytowana całą sytuacją i własnymi problemami. Nerwy nie były dobrym doradcą, ale wyżywanie się na Inari było teraz najwygodniejszą i najprostszą metodą poradzenia sobie z lękiem. Kucnęła przy mężczyźnie i od razu rozluźniła mu krawat. Teraz wystarczyło ułożyć go w pozycji bocznej i liczyć, że karetka zjawi się szybko. Przesunęła facetem, rzucając Inari zniecierpliwione spojrzenie. We dwie poszłoby im zdecydowanie szybciej.
Inari Nilsinger
— Proszę, April. Pomóż mi, April. Dziękuję, April, jesteś bardzo miła — mruknęła do samej siebie pod nosem, imitując oschły ton Inari, gdy ta zeszła po schodach. Przytrzymała drzwi, faktycznie chcąc się na coś przydać. Miała za miękkie serce, żeby w tej sytuacji po prostu zwiać. Kusiło ją, żeby puścić drzwi w cholerę i wreszcie stąd wyjść, ale szybko odpuściła.
Ułożyła książki na podłodze, robiąc z nich prowizoryczną blokadę do drzwi. Jakoś się to trzymało. Oparła się plecami o drzwi, cierpliwie czekając, aż jej rozmówczyni wróci, najlepiej z Andersonem. Sięgnęła po telefon, chcąc nieco pobuszować w życiu Nilsinger z perspektywy internetu. Było jej obojętne, czy trafi na jej prywatne social media, czy raczej te zawodowe. Spodziewała się nawet artykułów w prasie, z których jasno będzie wynikało, że kobieta jest bezwzględną morderczynią. Tego ostatniego niestety nie znalazła. Przesunęła wzrokiem po leadach tekstów opisujących jeden z jej ostatnich projektów. To nie było aż tak ciekawe. Finch nie znała się na architekturze. Wiedziała, że nie da rady odpowiednio docenić jej osiągnieć bez rozmowy na ich temat z samą Nilsinger. Co innego, gdyby to ona opowiedziała jej o swoich ostatnich sukcesach. Wysłuchałaby jej uważnie, pojęłaby dużo więcej i pewnie byłaby pod wielkim wrażeniem. Ale na taką miłą rozmowę się nie zapowiadało.
Usłyszała wołanie z dołu. Już nabierała powietrza, żeby się wreszcie odszczekać, że wcale nie ma tak na imię, ale kolejne informacje nieco ostudziły jej bojowe nastawienie. To było dużo ważniejsze.
— Dzwonię — odkrzyknęła, chcąc dać znać, że przyjęła komunikat. Wybrała numer alarmowy, a jej umysł automatycznie przełączył się na tryb pracy, w którym przecież potrafiła ogarniać dwieście tematów naraz. Zrelacjonowała szybko dyspozytorowi, co zaszło i gdzie właściwie się znajdują. Rozłączyła się i pochyliła się nad schodami, czując, jak serce wali jej w piersi. Nie lubiła piwnic. Nie czuła się w nich komfortowo, przytłaczały ją. Ale to nie był moment na rozczulanie się nad swoimi lękami.
— Kurwa mać — mruknęła pod nosem i zbiegła wreszcie po schodach w dół. Im szybciej to załatwią, tym szybciej będzie mogła się stąd wydostać.
— Zaraz będą. Co się, kurwa, patrzysz. Ułóż go bokiem — warknęła, wyraźnie zirytowana całą sytuacją i własnymi problemami. Nerwy nie były dobrym doradcą, ale wyżywanie się na Inari było teraz najwygodniejszą i najprostszą metodą poradzenia sobie z lękiem. Kucnęła przy mężczyźnie i od razu rozluźniła mu krawat. Teraz wystarczyło ułożyć go w pozycji bocznej i liczyć, że karetka zjawi się szybko. Przesunęła facetem, rzucając Inari zniecierpliwione spojrzenie. We dwie poszłoby im zdecydowanie szybciej.
Inari Nilsinger