Please, Don’t Let Me Regret This
: ndz mar 15, 2026 3:14 am
Tamta noc wiele zmieniła. Tamten dzień wiele zmienił w ich życiu, niekoniecznie też na dobre, ale ostatecznie na koniec dnia zasnęli wtuleni w swoich ramionach. Skye chętnie by też została nad ranem, wylegując się razem z nim, ale chciała się o niego zatroszczyć przygotowując śniadanie. Tak jak on podczas pierwszej wspólnej nocy również zadbał o to, aby napełnić jej żołądek smażąc naleśniki. Brakowało jej jednak Dominica każdej kolejnej nocy, aby mogła zasypiać otulona przez niego, kochać się z nim bez wyrzutów i bez konieczności bycia cicho, aby nie zbudzić innych w domu. Czy kiedykolwiek brakowało jej tak Logana jak Reyesa? Wydawało jej się, że nie. Z Dominicem wszystko było silniejsze i bardziej intensywne. Był w jej oczach jak najlepszy narkotyk, którego gdy choć posmakujesz raz, od razu się od niego uzależniasz. Skye tak miała z blondynem - łaknęła rozmów, spacerów, pocałunków, czułych gestów, namiętnego seksu, a nawet chwil wyciszenia w swoim towarzystwie.
Dlatego obawa o jego życie i zdrowie była tak paraliżująca, że tylko odgłos bicia jego serca jej pomagał. Kiedy on ją przekupił? Bez dwóch przegapiła ten moment, ale nie ma żadnych wątpliwości, że straciła dla niego głowę. Widać to było po tym, gdy z czułością nie odstępowała go na krok.- Mam, ale nie wiem czy dam sobie radę z zadławieniem - zaśmiała się obrzucając go spojrzeniem od stopni głów. Była między nimi całkiem spora różnica wzrostu.-Ewentualnie jeśli poprosisz, mogę Ci pokazać jak się wykonuje usta usta- uśmiechnęła się zadziornie poruszając brwiami. Coś czuła podskórnie, że raczej na to przystanie, bo prawda była taka, że i ona przeczuwała, że go czymś przekupiła. Nie była pewna jak bardzo, ale wiedziała , że mu na niej zależy i to nie od wczoraj czy od tygodnia, ale od wielu miesięcy. Nigdy od nikogo nie dostała tyle wsparcia i zrozumienia, co od niego. Zawsze traktował ją z szacunkiem, czułością i sympatią, stając się jej najlepszym przyjacielem. Tak, językiem miłości Dominica były gesty i czyny, nie słowa. W tych bywał oszczędny, ale i tak zawsze mogła na niego liczyć w przeciwieństwie do swojego ówczesnego partnera.
Czy teraz była w związku z Reysem? Nie wiedziała co ich dokładnie łączy, ale jej twarz rozpromieniła się wesoło czując jak odwzajemnia jej uścisk i nie zabiera ręki. W końcu pierwszy raz okazywali sobie uczucia w miejscu publicznym i to trzeba przyznać, że od razu polecieli z grubej rury, skoro już zaliczyli szybkie macanko.
Zwróciła też uwagę na jego uśmiechy do kelnerki, podczas których instynktownie uścisnęła go jeszcze mocniej. Tak, była zazdrosna i nie była z tego dumna. Ufała mu bezgranicznie, ale to nie zmieniało tego, że nie chciała, aby ktoś jej go sprzątnął sprzed nosa. - Wiesz, że nie mam żadnego włącznika, który sprawia, że ot tak przestanę się martwić?- zauważyła na jego wzmiankę, żeby to zrobiła. Była typem osoby, która czasem martwiła się za bardzo , ale akurat teraz w tym przypadku nie uważała, że przesadza . To był groźny wypadek! A on cholernie dużo pracuje i to od zawsze , od kiedy go zna.- Musisz zacząć więcej delegować zadań- na przykład jej. Ona była gotowa mu pomagać w pracy, więc oby zaczął szybciej innym ufać! Wiedziała, że jej ufa, więc może przynajmniej ona będzie mogła go odciążyć w pracy, szczególnie w najbliższych dniach, gdy ból głowy może się utrzymywać. W dodatku będzie musiała go pilnować teraz o wiele szczególniej. - Obiecujesz?- spojrzała na niego uważnie, aby wybadać czy mówi prawdę, że się jej przyzna w razie co do problemów. Niestety zdążyła już zauważyć, że swoje problemy albo zamiatał pod dywan albo mierzył się z nimi sam, z kolei jej własne próbował rozwiązywać pomagając jej za każdym razem. Bez względu na to co ich łączyło, był jej przyjacielem i chciała, aby to działało obustronnie. Nie potrafiłaby się o niego nie martwić. Nie traktowała tego jako obowiązek, a coś naturalnego. Czuła się też przez to wyjątkowo, że była z tak cudowną osobą jak on, na tyle blisko. - I przez miesiąc masz takie godziny pracy- przypomniała mu z surową miną, bo przykro , ale nie wygrał zakładu!
I chyba próbował dosyć sprytnie zmienić temat rozpraszając jej uwagę. Przymknęła oczy rozkoszując się jego wargami na swoich i delikatnie je rozchylając. - Hmm a co masz konkretnie na myśli?- szepnęła w jego usta. - Bo wiesz, ja Ci proponowałam odpuszczenie burgerów i powrót od razu do łóżka, ale w takim razie skoro odmówiłeś, to pewnie jeszcze jakiś spacer masz w zanadrzu?-spytała wysuwając powoli język, by nim delikatnie przejechać po jego wardze. Zaraz jednak odsunęła się nieco, ale tylko na tyle, aby móc spojrzeć w jego oczy. Poza tym wciąż się nachylała w jego kierunku, a jej puls od razu przyspieszył. Faktycznie, nieźle mu szła zmiana tematu.
Dominic Reyes
Dlatego obawa o jego życie i zdrowie była tak paraliżująca, że tylko odgłos bicia jego serca jej pomagał. Kiedy on ją przekupił? Bez dwóch przegapiła ten moment, ale nie ma żadnych wątpliwości, że straciła dla niego głowę. Widać to było po tym, gdy z czułością nie odstępowała go na krok.- Mam, ale nie wiem czy dam sobie radę z zadławieniem - zaśmiała się obrzucając go spojrzeniem od stopni głów. Była między nimi całkiem spora różnica wzrostu.-Ewentualnie jeśli poprosisz, mogę Ci pokazać jak się wykonuje usta usta- uśmiechnęła się zadziornie poruszając brwiami. Coś czuła podskórnie, że raczej na to przystanie, bo prawda była taka, że i ona przeczuwała, że go czymś przekupiła. Nie była pewna jak bardzo, ale wiedziała , że mu na niej zależy i to nie od wczoraj czy od tygodnia, ale od wielu miesięcy. Nigdy od nikogo nie dostała tyle wsparcia i zrozumienia, co od niego. Zawsze traktował ją z szacunkiem, czułością i sympatią, stając się jej najlepszym przyjacielem. Tak, językiem miłości Dominica były gesty i czyny, nie słowa. W tych bywał oszczędny, ale i tak zawsze mogła na niego liczyć w przeciwieństwie do swojego ówczesnego partnera.
Czy teraz była w związku z Reysem? Nie wiedziała co ich dokładnie łączy, ale jej twarz rozpromieniła się wesoło czując jak odwzajemnia jej uścisk i nie zabiera ręki. W końcu pierwszy raz okazywali sobie uczucia w miejscu publicznym i to trzeba przyznać, że od razu polecieli z grubej rury, skoro już zaliczyli szybkie macanko.
Zwróciła też uwagę na jego uśmiechy do kelnerki, podczas których instynktownie uścisnęła go jeszcze mocniej. Tak, była zazdrosna i nie była z tego dumna. Ufała mu bezgranicznie, ale to nie zmieniało tego, że nie chciała, aby ktoś jej go sprzątnął sprzed nosa. - Wiesz, że nie mam żadnego włącznika, który sprawia, że ot tak przestanę się martwić?- zauważyła na jego wzmiankę, żeby to zrobiła. Była typem osoby, która czasem martwiła się za bardzo , ale akurat teraz w tym przypadku nie uważała, że przesadza . To był groźny wypadek! A on cholernie dużo pracuje i to od zawsze , od kiedy go zna.- Musisz zacząć więcej delegować zadań- na przykład jej. Ona była gotowa mu pomagać w pracy, więc oby zaczął szybciej innym ufać! Wiedziała, że jej ufa, więc może przynajmniej ona będzie mogła go odciążyć w pracy, szczególnie w najbliższych dniach, gdy ból głowy może się utrzymywać. W dodatku będzie musiała go pilnować teraz o wiele szczególniej. - Obiecujesz?- spojrzała na niego uważnie, aby wybadać czy mówi prawdę, że się jej przyzna w razie co do problemów. Niestety zdążyła już zauważyć, że swoje problemy albo zamiatał pod dywan albo mierzył się z nimi sam, z kolei jej własne próbował rozwiązywać pomagając jej za każdym razem. Bez względu na to co ich łączyło, był jej przyjacielem i chciała, aby to działało obustronnie. Nie potrafiłaby się o niego nie martwić. Nie traktowała tego jako obowiązek, a coś naturalnego. Czuła się też przez to wyjątkowo, że była z tak cudowną osobą jak on, na tyle blisko. - I przez miesiąc masz takie godziny pracy- przypomniała mu z surową miną, bo przykro , ale nie wygrał zakładu!
I chyba próbował dosyć sprytnie zmienić temat rozpraszając jej uwagę. Przymknęła oczy rozkoszując się jego wargami na swoich i delikatnie je rozchylając. - Hmm a co masz konkretnie na myśli?- szepnęła w jego usta. - Bo wiesz, ja Ci proponowałam odpuszczenie burgerów i powrót od razu do łóżka, ale w takim razie skoro odmówiłeś, to pewnie jeszcze jakiś spacer masz w zanadrzu?-spytała wysuwając powoli język, by nim delikatnie przejechać po jego wardze. Zaraz jednak odsunęła się nieco, ale tylko na tyle, aby móc spojrzeć w jego oczy. Poza tym wciąż się nachylała w jego kierunku, a jej puls od razu przyspieszył. Faktycznie, nieźle mu szła zmiana tematu.
Dominic Reyes