Strona 2 z 4

Si voy por ti o vienes corriendo

: śr mar 11, 2026 7:46 pm
autor: Alvaro Salvatierra
Powiedział więc do słuchawki to, co Santiago mu kazał, znów starając się mówić na tyle głośno, żeby na pewno facet za nim go usłyszał. Nie był przekonany czy ten w ogóle robi sobie z tego cokolwiek, bo Alvaro odnosił wrażenie, że koleś po prostu mu nie wierzył albo jeśli nawet założył, że Salvatierra faktycznie na kogoś czeka i z kimś rozmawia, to nic sobie z tego powodu nie robił; wciąż był za blisko, wciąż się czaił i wciąż zdawał się nie spuszczać z niego wzroku.
Tłum, który utrudniał Santiago dostrzeżenie młodego, był właściwie jedynym czynnikiem, który sprawiał, że Alvaro czuł się teraz bezpieczniej. Miał jakieś takie poczucie, że teraz, gdy był pomiędzy tymi wszystkimi ludźmi, to tamten koleś z alejki będzie trzymał się od niego z daleka, bo raczej nie będzie chciał, żeby dzieciak mu zrobił aferę, ściągając na nich obu uwagę tak przy okazji. Gdy ktoś próbuje wykorzystać to, że inna osoba jest od niego słabsza, bardziej pijana albo po prostu łatwiejsza do zmanipulowania z jakiegoś powodu, to taka osoba nie chce raczej, żeby cała uwaga otoczenia kierowała się na nią. W większości przypadków - chyba, tak w każdym razie sądził - tacy ludzie zdawali sobie sprawę z tego, że ich zapędy nie są akceptowalne przez otoczenie, a im więcej oczu na nich patrzyło, tym większa szansa, że komuś wybitnie nie spodoba się to, co robią i że albo dostaną w pysk, albo wręcz trafią za kratki.
Serce zabiło mu szybciej, gdy usłyszał, że Santiago widział faceta z małpką i że zaraz tam podejdzie, bo jest niedaleko. Sam w takim razie też ruszył w kierunku faceta z małpką na ramieniu (swoją drogą, małpka wyglądała całkiem uroczo, miała na sobie ogrodniczki i zawiązaną pod szyją kokardkę, i choć organizacje działające na rzecz praw zwierząt pewnie byłyby innego zdania, to Alvaro uważał, że ta małpka jest przesłodka i gdyby był teraz w nieco innych okolicznościach, to totalnie chciałby mieć z nią zdjęcie).
Santiago pewnie mógł zacząć się niepokoić też tym, że Alvaro milczał przez chwilę, ale milczał dlatego, że wreszcie udało mu się wypatrzeć w tłumie znajomą sylwetkę, ewidentnie należącą do osoby, na którą czekał, więc ruszył w jej kierunku, dopiero po chwili uświadamiając sobie, że może jednak wypadałoby się odezwać, żeby nie straszyć Santiago bardziej, niż to konieczne.
- Te veo, quédate donde estás, ya voy. - rzucił jeszcze do słuchawki, po chwili wymijając grupkę osób (większość balująca teraz na ulicach Buenos Aires to byli młodzi ludzie, wszyscy zapewne świętowali rozpoczęcie argentyńskich wakacji i koniec szkoły - przynajmniej na kilkanaście najbliższych tygodni, a to też na pewno sprawiało, że Santiago nie było tak znowu łatwo wypatrzeć Alvaro) i gdy znajdował się już raptem parę kroków od niego schował telefon do kieszeni, nie rozłączając jednak połączenia, a pozostałą odległość pokonał już biegiem. Gdy tylko dotarł do Santiago wpadł mu w ramiona, przytulając się do niego mocno i chowając twarz w jego koszuli. Trochę wbrew sobie poczuł, że z powodu wszechogarniającego go teraz poczucia ulgi po jego policzkach popłynęły łzy, ale nie kłopotał się w tym momencie z ich wycieraniem.
- Lo siento, Santiago... - wymamrotał w materiał jego koszuli, rozpaczliwie obejmując go za szyję i wtulając się tak mocno, jak tylko mógł. Drżał na całym ciele, zupełnie jakby było mu strasznie zimno (choć to drżenie wynikało głównie z mieszanki przerażenia i ulgi, którą właśnie poczuł), a gdy Santiago odsunął go od siebie choć trochę na pewno dostrzegł, że zarówno ubranie Alvaro jak i sam chłopak nie są w najlepszym stanie, a wszystkie jego zadrapania, siniaki, ślady mocnego uchwytu na szyi i zaschnięta krew na policzku, boku szyi i koszulce tworzyły razem niezbyt optymistyczny obraz tego, co mogło mu się przytrafić. Salvatierra jednak nie myślał o tym teraz, po prostu wtulał się w niego, drżąc i pociągając nosem, próbując się przy okazji jakoś uspokoić i nie płakać, bo przecież wszystko już było dobrze, więc czemu nagle teraz chciało mu się ryczeć i czemu nie potrafił pohamować cisnących mu się do oczu łez...?

Santiago de la Serna

Si voy por ti o vienes corriendo

: śr mar 11, 2026 9:19 pm
autor: Santiago de la Serna
Rzeczywiście, zdenerwowało go milczenie Alvaro - wystraszył się o niego jeszcze bardziej, więc chwilę przed tym, zanim w końcu chłopak się odezwał, Santiago zaczął go nawoływać przez słuchawkę; a gdy usłyszał go chwilę później, ulga była tak wielka, że znów na moment pociemniało mu przed oczami. Zaczął się jednak nerwowo rozglądać na wszystkie strony - skoro chłopak go widział, to znaczy, że on też miał taką szansę. I dostrzegł go w tłumie chwilę przed tym, jak młody rzucił mu się w ramiona. Tiago przytulił go mocno, obejmując ramionami i wplatając palce w jego włosy, a twarz wtulając w jego włosy. Trzymał go długo, również lekko drżąc z ulgi, że go widzi, mimo stanu, w jakim Salvatierra się znajdował - ale był żywy i mógł biegać.
- No tienes nada de qué disculparte - odpowiedział wciąż z twarzą w jego włosach, tuląc go jak cenny skarb. Po jakimś czasie jednak rzeczywiście odsunął go od siebie delikatnie stwierdzając, że trzeba jechać do domu. Nie chciał teraz przyglądać mu się zbyt szczegółowo, bo sądził, że to może wywołać w chłopaku niemiłe odczucia - ogarnie go w domu, a teraz najważniejsze było zawiezienie go tam i danie mu poczucia bezpieczeństwa - Ven al coche.
Objął go ramieniem, trochę obawiając się go dotykać, więc robił to bardzo delikatnie. Nie był pewien, gdzie go boli, czy nie jest poraniony i czy dotyk nie będzie go bolał chociażby psychicznie. Owszem, jeszcze chwilę temu tulił go do siebie mocno, ale pozwolił sobie na to, bo Alvaro wpadł mu w ramiona, a teraz wolał nie robić żadnych mocniejszych ani gwałtowniejszych ruchów wobec chłopaka.
Pomógł mu wsiąść do samochodu, sam usadowił się znów za kierownicą i ruszył do domu, już spokojniej, niż w tę stronę. Patrzył przed siebie, trochę obawiając się na niego zerkać i zastanawiał się, co powiedzieć. Miał ochotę wypytywać go, co się stało, kto mu to zrobił i co konkretnie mu zrobił. Co prawda do jego świadomości zaczęły się przebijać pewne domysły, ale na razie nie potrafił ich przyjąć.
- Llegaremos pronto a casa, te cambiaremos de ropa y te bañaremos. ¿Estás herido?
Mówił cicho, łagodnie, choć jego głos lekko drżał ze stresu i bólu spowodowanego widokiem tej krwi, brudu i poszarpanych ubrań - ¿Qué quieres hacer primero en casa? ¿Empezamos con un baño para quitarnos todo el polvo?
Nie był do końca pewien, jak się zachowywać i co mógł zrobić w tej sytuacji, żeby nie wywoływać stresu u młodego.

Alvaro Salvatierra

Si voy por ti o vienes corriendo

: czw mar 12, 2026 6:59 pm
autor: Alvaro Salvatierra
Alvaro miał na ten temat inne zdanie: gdyby nie zachciało mu się wyjść do klubu,żeby się zabawić, to nie byłoby tego wszystkiego. Nie byłoby jego własnego bólu, nie byłoby strachu Santiago, ten nie musiałby szukać go zdenerwowany po mieście, mógłby siedzieć sobie po prostu w domu, w jednym ze swoich pięknych szlafroków i sączyć drogie wino. Jednym głupim pomysłem wyjścia na miasto Salvatierra wszystko spieprzył.
- Creo que tengo algo por lo que disculparme después de todo - mruknął niechętnie, spoglądając na niego niepewnie, wciąż jednak z opuszczoną głową i wtulony w pierś Santiago.
Gdy ten objął go za ramiona i zaczął prowadzić w stronę samochodu, Alvaro kroczył przed siebie chyba tylko dzięki temu, że Tiago go trzymał; sam z siebie raczej nie utrzymałby się na nogach.
- Salí a una fiesta, debía regresar a las dos... Pero no sabía que ya eran las dos. - pociągnął nosem. - Cuando me desperté, todas las llamadas perdidas tuyas ya estaban allí... - pociągnięcie nosem, otarcie nosa wierzchem dłoni. - Debiste estar molesto porque no volví, y no quería hacerlo, lo siento... - kolejne pociągnięcie nosem. Czuł, że zbierają mu się w łzy w kącikach oczu, ale naprawdę bardzo się starał nie płakać. Nie chciał się mazać; czuł, że nie powinien, w końcu miał już siedemnaście lat (i pół!) i powinien być facetem, a nie beksą.
Gdy Santiago pomógł mu dotrzeć do samochodu Alvaro z trudem wpakował się do środka; zwłaszcza duży problem miał z podniesieniem nóg i wciągnięciem ich auta, ale jakoś dzięki pomocy Tiago udało mu się w końcu usadzić - powiedzmy, że w miarę wygodnie. Czuł ból, zwłaszcza gdy już usiadł, ale starał się o tym nie myśleć. Uniósł jeszcze ręce do góry, prosząc tym samym o zapięcie mu pasów, po czym wtulił się plecami w fotel i niemalże zwinął w kłębek. Gdy Santiago odpalił silnik i ruszył w stronę domu - jak Alvaro zakładał - poczuł jak powoli rozluźniają mu się mięśnie na plecach, które były mocno spięte od momentu, gdy ocknął się na chodniku. Dopiero w tym momencie zdał sobie sprawę z tego jak bardzo jego ciało było ciągle w gotowości do obrony i ucieczki, i dopiero w tym samochodzie, z Santiago u boku, Salvatierra poczuł, że może odpuścić. Że może przynajmniej spróbować się zrelaksować.
- No sé - wzruszył ramionami, słysząc pytanie o to, czy jest ranny. Powiedziałby raczej, że jest obolały, ale ranny chyba nie był. Nie zauważył, żeby krwawił jakoś bardzo, zarejestrował raptem kilka zadrapań i mocniejszych otarć na swoim ciele. Chwilę później, słysząc pytanie co chce robić jak przyjadą do domu i czy mogą zacząć od kąpieli, Alvaro oderwał wzrok od szyby i przeniósł swoje jasne, wilgotne oczy na mężczyznę. Dłonie miał zaciśnięte na swoich kolanach tak mocno, że pobielały mu knykcie, ale nie był nawet świadom tego, że zaciska ręce.
- Sí, creo que tomar un baño es una buena idea - kącik jego ust drgnął w półuśmiechu. Spróbował się obrócić nieco bardziej w stronę Santiago, podkulając nogi na siedzenie, przyciągnął kolana do swojej klatki piersiowej i objął je ramionami, policzek przytulając do fotela. - Gracias por venir a recogerme.

Santiago de la Serna

Si voy por ti o vienes corriendo

: czw mar 12, 2026 9:52 pm
autor: Santiago de la Serna
- Fuiste a la fiesta porque tienes derecho, y nada malo debería haber pasado allí - odpowiedział natychmiast stanowczo, nieświadomie spinając mięśnie i zaciskając palce mocniej na kierownicy. Był wściekły na tego, kto zrobił krzywdę Alvaro, chociaż jeszcze nie miał pojęcia, kto by to mógł być - zamierzał się jednak dowiedzieć, a przynajmniej spróbować się dowiedzieć, wszelkimi dostępnymi mu metodami. Salvatierra jeszcze o tym nie wiedział (a przynajmniej Santiago sądził, że jeszcze nie wie), że de la Serna był złodziejem; ale jako członek przestępczego półświatka miał różne swoje dojścia, a te dojścia miały swoje dojścia. Ktoś komuś był winien przysługę, ktoś inny nie gardził pieniędzmi. Tiago był pewien, że znajdzie gnoja - No es tu culpa, solo la de quien te hizo daño.
Odetchnął ciężko, uświadomiwszy sobie, że znów zaczyna się nakręcać, a w tej sytuacji to nie było dobre - mógł wystraszyć Alvaro, sprawić, że ten poczułby się nieswojo, nawet jeśli wiedział, że to nie przeciw niemu jest skierowana złość jego "starszego brata". W takich sytuacjach to emocje brały górę, a nie rozum, więc mogły sprawić, że chłopak zacząłby się bać również Santiago.
Zerknął kątem oka na młodego, kiedy ten powiedział, że nie wie, czy jest ranny, ale rzeczywiście póki co nie widział na jego ciele nic poza zadrapaniami. Przynajmniej tyle dobrego, chociaż miał świadomość, że to nie oznacza, że coś się nie okaże po tym, jak Alvaro się rozbierze.
- De nada - odpowiedział na podziękowanie - No te dejaría solo, especialmente cuando me estás pidiendo ayuda.
Niedługo później zaparkował pod swoim domem i tak, jak wcześniej pomógł chłopakowi wsiąść, tak teraz delikatnie wyciągnął go z samochodu. Prawdę mówiąc, miał ochotę zanieść go do domu, ale pomyślał, że być może to by już była przesada w oczach Alvaro, więc póki młody mógł iść, Santiago jedynie podtrzymywał go, obejmując ramionami.
- Un baño - powiedział cicho, prowadząc go do łazienki - Espera aquí.
Oparł chłopaka o pralkę i odkręcił wodę, żeby napełniła wannę. Zastanawiał się przez chwilę, czy dolać do niej płynu do kąpieli, żeby zapach pomógł mu się zrelaksować, ale nie był pewien, czy to dobry pomysł, bo jeśli zadrapania były na całym ciele młodego, to mogły zacząć piec. Ostatecznie zrezygnował z tego pomysłu w takim razie i popatrzył na Alvaro.
- ¿Prefieres estar solo o puedo ayudarte? - zapytał najłagodniej i najbardziej czule, jak tylko umiał. Naprawdę chciał tu zostać: po pierwsze dlatego, że chciał pomóc chłopakowi w tej kąpieli, która teraz z pewnością nie będzie łatwa; po drugie nie chciał go zostawiać samego ze swoimi myślami; po trzecie obawiał się trochę, czy chłopak się nie wywali i nie zrobi sobie większej krzywdy; a po czwarte chciał zobaczyć, czy rzeczywiście nie jest ranny i czy nie trzeba go opatrzyć. Był jednak gotów wyjść stąd, jeśli Alvaro sobie tego zażyczy; choć siedziałby jak na szpilkach i cały czas nasłuchiwał, czy nie dzieje się tam nic złego.

Alvaro Salvatierra

Si voy por ti o vienes corriendo

: pt mar 13, 2026 10:29 pm
autor: Alvaro Salvatierra
To fakt, że przez nakręcającego się Santiago Alvaro też zaczynał odczuwać coraz większy niepokój. Nie był chyba wystraszony, nie bał się starszego brata, to jeszcze nie było to, ale zauważał jego napięcie ciała, drżenie jego głosu i ten rozprzestrzeniający się w oczach mężczyzny pożar, który wymierzony był jednak nie w niego, a w jego... No właśnie, tutaj Salvatierra nie był pewien odpowiedniego słowa. Oprawcę? Może. Nadal był jednak nieprzekonany jeśli chodziło o to czy faktycznie to nie jego wina, ale nic na razie w tym temacie więcej nie mówił. Wciąż był zdania, że wszystko to ściągnął na siebie (i na Santiago) sam i że ten, który zrobił mu krzywdę, po prostu to wykorzystał.
Przy pomocy mężczyzny jakoś doczłapał się do łazienki, ale było to dla niego dość męczące przedsięwzięcie. Nie było jednak pewności jak by zareagował, gdyby Santiago spróbował go zanieść - być może przyjąłby to spokojnie, może grzecznie wtuliłby się w niego po drodze, a może wręcz przeciwnie, zacząłby panikować i krzyczeć? Powiedzmy więc, że to lepiej, że de la Serna po prostu pomagał mu iść, bo może to była bezpieczniejsza opcja, która oszczędziła im obu dodatkowych nerwów.
Posłusznie oparł się o pralkę, przenosząc właśnie na nią spory ciężar swojego ciała i przymknął lekko oczy, oddychając z czymś w rodzaju drżącej ulgi. Cieszył się, że był już w domu, że był bezpieczny i że te kilka lat wcześniej poznał kogoś takiego, jak Santiago - opiekuńczego, troskliwego i dobrego faceta, który zwykle wolał, gdy ludzie postrzegali go jako zło wcielone, ale sam Alvaro nie umiał tak na niego patrzeć. Dla niego od tamtego pierwszego dnia był po prostu aniołem stróżem. Teraz, patrząc na niego, gdy ten przygotowywał mu kąpiel, był tej jego anielskości więcej, niż pewien.
- No sé cómo prefiero - wzruszył lekko ramionami, sięgając palcami do guzików swojej koszuli, którą zaczął rozpinać; w innych okolicznościach robiłby to prawdopodobnie z uśmiechem kokietki na ustach, patrząc prosto w oczy Santiago i czerpiąc niewyobrażalną frajdę z zawstydzania go, ale teraz... cóż, teraz okoliczności nie były normalne, więc rozbierając się wpatrywał się w podłogę, wyglądając przy tym, jakby miał ochotę zapaść się pod ziemię i właściwie tak właśnie było.
- No creo haber sentido nunca vergüenza al desnudarme delante de alguien. - rzucił z lekkim uśmiechem, starając się brzmieć, jakby był to kiepski żart, choć tak naprawdę wcale nie był nim rozbawiony i nie sądził, że rozbawi tym Santiago. Rozbierał się dość powoli, bo też nie bardzo był w stanie się ruszać, co po części się wyjaśniło, gdy rozpiął już swoją koszulę, odsłaniając tym samym świeże siniaki na dole brzucha, zaczynające się gdzieś na podbrzuszu i wchodzące pod materiał spodni, których zaczął się pozbywać w momencie, gdy odłożył już nieco zbyt pedantycznie złożoną koszulę na pralkę za sobą. Chciał poprosić, ale żeby Santiago mu z tym pomógł, bo nie bardzo wiedział jak zdjąć te spodnie bez pochylania się, a w tym stanie nie bardzo był w stanie się tak zgiąć... ale jakoś prośba o pomoc nie chciała mu przejść przez gardło, więc póki co męczył się sam, oddychając przy tym coraz ciężej i mając coraz większą ochotę po prostu pójść spać, żeby tylko przeczekać te najbliższe godziny.

Santiago de la Serna

Si voy por ti o vienes corriendo

: pt mar 13, 2026 10:49 pm
autor: Santiago de la Serna
Santiago zamierzał położyć go spać, jednak nie chciał, żeby ten kładł się... brudny. I nie chodziło tu o kurz czy błoto z ulicy, ale o ten bardziej psychiczny brud - on i tak pozostanie przynajmniej przez jakiś czas, ale będzie go nieco mniej po tej kąpieli. Przynajmniej trochę, odrobinę.
Obserwował z zatroskaniem, jak chłopak się rozbierał. Kilka razy odwrócił wzrok, chcąc dać mu trochę prywatności i przestrzeni, jednak chciał też wiedzieć, jak bardzo źle z nim było i czy na pewno nie jest ranny. Nie podchodził jednak, trzymał się na odległość, żeby nie wywoływać w Alvaro jeszcze większego dyskomfortu. Nie zaśmiał się - nawet się nie uśmiechnął - w odpowiedzi na jego żart, bo mimo, że rozumiał, że Salvatierra chce jakoś rozładować atmosferę, to jednak ta cała sytuacja zdecydowanie nie była zabawna, a żart nie był ani trochę śmieszny.
Widząc, jak chłopak męczy się ze spodniami, w pewnym momencie zrobił ruch, jakby chciał do niego podejść i pomóc, ale zaraz się cofnął, nie chcąc mu się narzucać i go stresować.
- ¿Puedo ayudarte...? - zapytał cicho i niepewnie, nadal nie do końca wiedząc, jak właściwie ma się zachowywać. Kilka razy chciał jednak wyjść, żeby dać mu prywatność i przestrzeń, ale zrezygnował z tego, żeby w razie czego móc mu pomagać i żeby chłopak nie zrobił sobie krzywdy w jakikolwiek sposób, przypadkiem lub nie.
On zdecydowanie nigdy nie widział w sobie anioła i byłby zaskoczony, gdyby się dowiedział, że ktokolwiek ma o nim takie zdanie. Ale temu dzieciakowi oddał serce i naprawdę chciał dla niego jak najlepiej, chciał, żeby młody miał dobry start w życie - przynajmniej ten, który on mógł mu dać. Nadal nie wiedział, dlaczego akurat jemu, dlaczego to ten chłopak go do siebie przekonał, dlaczego to jemu właśnie zaproponował dach nad głową, jedzenie i wykształcenie, ale pokochał go jak własnego brata czy syna i traktował jak rodzinę, nawet jeśli inni się temu sprzeciwiali i nie chcieli tego zrozumieć.
- Sabes que no te voy a hacer daño, ¿verdad? Solo quiero ayudarte a bañarte y luego acostarte para que puedas descansar.
Cały ten czas w domu starał się być jak najcichszy i mieć jak najbardziej łagodny, ciepły i troskliwy ton, a jednocześnie nie wykonywać żadnych gwałtownych ruchów.
Trudno mu się patrzyło na te siniaki na podbrzuszu chłopaka i zastanawiał się, skąd one się mogły wziąć - czy był bity w tym miejscu? Czy po prostu ktoś oparł go o coś twardego tyłem do siebie... Kiedy Tiago to sobie wyobraził, jego oczy pociemniały i mimowolnie na moment wykrzywił usta, ale miał nadzieję, że zorientował się w tym na tyle szybko, że chłopak tego nie zauważył. Teraz jednak nie mógł się pozbyć z przed oczu widoku Alvaro leżącego połową ciała na jakiejś skrzynce czy blacie jakiegoś stołu podczas, gdy ktoś poruszał się za jego plecami bez jego zgody. Tiago jednak stłumił w sobie narastająca ponownie wściekłość - powścieka się później, kiedy młody już pójdzie spać, a teraz, przy nim nie powinien choćby nawet odczuwać takich emocji. Musiał nad sobą panować.

Alvaro Salvatierra

Si voy por ti o vienes corriendo

: pt mar 13, 2026 11:23 pm
autor: Alvaro Salvatierra
Zawahał się chwilę nad odpowiedzią; z jednej strony tak, chciał, żeby Santiago mu pomógł, bo sam nie bardzo sobie radził przez ból, uniemożliwiający mu swobodne poruszanie się, pochylanie i jakiekolwiek bardziej skomplikowane ruchy, z drugiej jednak wstydził się tego w jakim był stanie, nadal miał poczucie że to jego wina i że on tylko wszystko komplikuje, że bez niego Santiago nie miałby tylu zmartwień, nie kłóciłby się tak często z rodzeństwem czy partnerkami, no i ogólnie posiadanie dzieciaka pod opieką, który w dodatku nie był jego dzieciakiem i o którego Santiago się wcale nie prosił, na pewno nie było ani łatwą ani przyjemną sprawą. Zwłaszcza, że Alvaro też do najłatwiejszych w obsłudze nie należał, więc nie raz Santiago słyszał od obrońców jego fortuny, że ten niewdzięczny dzieciak z ulicy (częściej w tych rozmowach nazywany po prostu dziwką, choć nigdy przez samego Santiago) po prostu czyha na jego pieniądze i że Tiago ani się obejrzy, a już jego konta będą lżejsze o (tu wstaw dowolną sumkę, bo padały bardzo różne, pewnie w zależności od tego jak bardzo rozmówca był w danej chwili nakręcony i cięty na Alvaro). Prawda jednak była taka, że Salvatierra wcale nie czyhał na pieniądze Santiago, były one dla niego sprawą trzeciorzędną lub jeszcze mniej ważną nawet i kochałby go tak samo nawet wtedy, gdyby ten był biedakiem - w końcu kochał jego serce i piękny umysł, a nie pieniądze na jego kontach bankowych. Alvaro nigdy nawet o te pieniądze przesadnie nie pytał; ot, wiedział, że facet jest bogaty, że może sobie pozwolić na wszelkie wygody i na co tylko ma ochotę, ale... cóż, coś w tym jest, że najbardziej na pieniądzach zależy tym ludziom, którzy najczęściej przywołują je jako argument, po prostu.
- Sí, por favor. - skinął w końcu głową, opuszczając ręce wzdłuż boków i odsuwając się minimalnie od pralki. Zachciał się lekko, bo do tej pory pralka trzymała go w miarę w pionie, ale szybko sięgnął ręką za siebie, by oprzeć się o urządzenie ręką i by zachować chociaż pozory równowagi.
- Sé que no me harás daño. Ni siquiera se me pasó por la cabeza. - posłał mu lekki uśmiech. Dostrzegł ten cień, który pojawił się w oczach Santiago, dostrzegł grymas na jego twarzy, ale nie odebrał tego jako coś wbrew sobie. On również zauważył te siniaki, więc mógł zakładać, że o nie chodziło mężczyźnie i że to przez nie wyglądał w tej chwili na... zdenerwowanego, powiedzmy. On sam wolał nie myśleć skąd wzięły się te zasinienia, ale domyślał się, jakie miały pochodzenie. Zresztą, im więcej czasu mijało od jego pobudki i im bardziej trzeźwy się czuł, tym miał wrażenie, że wracały do niego jakiś obrazy z minionego wieczoru; na razie bardziej w formie przebłysków i niejasnych migawek, ale jednak.
- No es nada, no te preocupes. - odezwał się po chwili, cicho, dostrzegając, że wzrok de la Serny ucieka w stronę tych siniaków, mniej lub bardziej świadomie. Wiedział, że to bujdy, bo czuł, że coś się jednak stało, nawet jeśli pełnia tego wszystkiego jeszcze nie do końca do niego docierała, ale co innego wiedzieć, a co innego chcieć, żeby wiedział o tym Santiago. De la Serna był dla niego zbyt dobry, zbyt kochany i zbytnio się o niego troszczył i martwił, żeby dowalać mu świadomością tego, co konkretnie zaszło. Ale tak, Alvaro pamiętał, że w pewnym momencie facet przycisnął go brzuchem do jakiegoś stołu czy biurka, pamiętał też, że jak przez mgłę zapach jego perfum i ten charakterystyczny sposób, w który dyszał mu do ucha. Nie chciał jednak tego pamiętać, więc gdy tylko zaczął sobie więcej przypominać to potrząsnął głową, ewidentnie odpędzając od siebie te wizje.
- No pasó nada. - mruknął jeszcze raz, chyba tym razem bardziej do siebie.

Santiago de la Serna

Si voy por ti o vienes corriendo

: pt mar 13, 2026 11:40 pm
autor: Santiago de la Serna
Skoro Alvaro mu pozwolił - a wręcz poprosił - Santiago podszedł do niego powoli, nadal starając się nie wykonywać gwałtownych ruchów i mając nadzieję, że nie spłoszy chłopaka, że nie zrobi nic, co sprawiłoby, że ten poczułby się jeszcze gorzej.
- Si hago algo que no quieres, dímelo, ¿de acuerdo? - powiedział, patrząc mu w oczy - No haré nada que no quieras que haga.
Powoli wyciągnął ręce w jego stronę i sięgnął do spodni, czując się teraz obrzydliwie: jakby to on krzywdził chłopaka, jakby robił mu po raz kolejny to, co młody już dzisiaj przeszedł. Tłumaczył sobie, że przecież on nie miał takich zamiarów, jak jego napastnik, że chciał mu właśnie pomóc, a nie zrobić krzywdę, ale to niewiele mu pomagało - i tak czuł w tym momencie obrzydzenie do siebie, że zdejmuje spodnie chłopakowi, który niedawno został napadnięty. Mimo wszystko ze wszystkich sił starał się tego po sobie nie pokazywać, żeby ten przypadkiem nie pomyślał, że to obrzydzenie było skierowane w jego stronę. Jakimś cudem udało mu się zachować kamienną twarz - z pewnością pomogły w tym lata praktyki jako osoby, która nie pokazuje swoich prawdziwych uczuć i emocji.
Ostrożnie zsunął z niego spodnie, ukucnął, żeby pomóc mu wyplątać stopy z nogawek, poskładał ubranie i odłożył na pralkę tak, jak wcześniej Alvaro zrobił z koszulą.
- También tenemos que quitarnos la ropa interior. ¿Puedo ayudarte con eso? - zapytał łagodnie, prostując się i teraz mając ochotę zrobić krzywdę samemu sobie, choćby uderzając się czymś ciężkim w głowę, żeby tylko zagłuszyć ból psychiczny, jaki teraz czuł w związku z tym rozbieraniem Alvaro. Wiedza o tym, że nie było w tym najmniejszych podtekstów seksualnych, nie pomagała.

Alvaro Salvatierra

Si voy por ti o vienes corriendo

: sob mar 14, 2026 12:09 am
autor: Alvaro Salvatierra
Alvaro nie zauważył tego obrzydzenia u Santiago i to chyba dobrze, bo z jego podejściem i obwinianiem samego siebie o zaistniałą sytuację istniało prawdopodobieństwo graniczące wręcz z pewnością, że uznałby, że to obrzydzenie jest skierowane do niego, a nie ku samemu Santiago czy mężczyźnie, który tej nocy zrobił mu krzywdę. Czasem więc - a w każdym razie w sytuacjach takich jak ja - to, że Kocur potrafił sprawiać wrażenie człowieka, który jest pozbawiony uczuć i którego nic nie jest w stanie ruszyć bywało zaletą.
- Sí, está bien. - pokiwał głową, mając ochotę przytulić się do Santiago, ale z drugiej strony chciał już też po prostu mieć z głowy kąpiel, a więc wcześniej i cały proces rozbierania się i położyć się do łóżka. Zakładał, że nie zaśnie od razu, że prawdopodobnie będzie mu trudno w ogóle się zrelaksować na tyle, żeby pójść spać, ale miał nadzieję, że może po prostu jego zmęczony organizm albo otumaniony jeszcze narkotykiem umysł zlitują się nad nim i pozwolą mu przespać przynajmniej kilka - albo najlepiej kilkanaście - godzin bez zbędnego budzenia się.
- Puedes ayudarme, no tengo suficiente movilidad para hacerlo yo solo. - westchnął cicho, na moment ukrywając twarz w dłoniach i biorąc głęboki, drżący oddech. Prawdę mówiąc chciał jedynie przetrzeć twarz dłońmi, żeby się uspokoić, ale jak widać nie do końca wyszło tak, jak planował. Czuł dyskomfort związany z całą tą sytuacją, ale nie dlatego, że Santiago robił coś nie tak, że jakoś mu się z czymkolwiek narzucał czy że był za bardzo offensive, po prostu... sam nie wiedział czemu, chyba wynikało to głównie z migawek tego, co przytrafiło mu się parę godzin wcześniej w połączeniu z wstydem, który wciąż odczuwał, zwłaszcza gdy Santiago musiał go oglądać w tym stanie. Przymknął oczy, chcąc po prostu jakoś to wszystko przeczekać, a gdy już stał przed nim nagi (myślał o tym czasem, ale nigdy nie w takim kontekście, to fakt) przy asekuracji de la Serny wszedł do wanny, krzywiąc się lekko, gdy musiał się znów zgiąć i podnieść nogi. Oparł plecy o ścianę wanny, obejmując się ramionami i wstrzymał na jakiś czas oddech, próbując się uspokoić i nie pozwolić mu ogarnął go atak paniki, który - miał wrażenie - niebezpiecznie się zbliżał.

Santiago de la Serna

Si voy por ti o vienes corriendo

: sob mar 14, 2026 12:26 am
autor: Santiago de la Serna
Kiwnął głową, dając Alvaro chwilę na oddech - zdawał sobie sprawę, że to bardzo trudne dla chłopaka, choć podejrzewał, że nie jest w stanie sobie wyobrazić, co młody teraz czuł. Kiedy jednak ta chwila minęła, uprzedził, że w takim razie zaraz go dotknie, żeby Salvatierra nie wystraszył się, kiedy nagle poczuje na sobie jego dłonie. Pomógł mu się rozebrać, a potem - wciąż z tą samą delikatnością - wpakował go do wanny, będąc dla niego podporą, kiedy ten podnosił nogi. Oparł go o ściankę, a sam oparł się na wyprostowanych rękach o krawędź.
- ¿Quieres que te ayude a lavarte o prefieres que no te toque? - zapytał cicho, patrząc na niego z troską - Sé sincera, porque entiendo que quizás ahora mismo no quieras que te toquen en absoluto.
Prawdę mówiąc nie zdziwiłby się, gdyby Alvaro nie zgodził się na pomoc przy myciu, nawet gdyby sam nie był w stanie tego zrobić - ale Santiago nie zamierzał naciskać. Starał się też nie zwracać uwagi na różowawe zabarwienie wody, które pojawiło się od razu po umieszczeniu w niej chłopaka - zauważył to, ale próbował odpędzić od siebie myśli o tym i traktować ten fakt jako coś zupełnie normalnego. O dziwo nawet mu się to udawało: nawet nie zauważył, w którym momencie przeszedł w tryb całkowicie zadaniowy: zapewnić Alvaro jak największy komfort, nie robić gwałtownych ruchów, pomóc mu się wykąpać, pomóc mu się ubrać w piżamę i zaprowadzić go do łóżka. Myślał już wcześniej o tym, żeby dać mu jakieś leki nasenne, ale na to przyjdzie pora, kiedy młody będzie już pod kołdrą. Jeden krok na raz: teraz liczyło się to, żeby chłopak nie spanikował w tej wannie, a to zdawało się coraz bliższe spełnienia.
- Alvaro, mírame - powiedział ciepło - Ahora no te pasará nada malo, estás salvo. Yo te cuido, te ayudo, estás fuera de peligro.
Odetchnął, pocierając kciukiem o środkową część środkowego palca - nie zauważył tego gestu, po prostu był to dla niego jakiś drobny sposób na rozładowanie emocji, które teraz ze wszystkich sił tłumił.
- Te quiero como a un hermano, eres mi familia y haré cualquier cosa para que te sientas seguro de nuevo, ¿sabes?

Alvaro Salvatierra