Strona 2 z 2
Won't you tell me your name?
: śr mar 18, 2026 12:21 pm
autor: River Cross
— Zdecydowanie jestem imponująca. — Kiwnęła głową, zgadzając się z nią. Może i Prescott nie do końca to miała na myśli, ale to nic nie szkodzi. Wiedziała przecież swoje. Nie wątpiła w te słowa nawet przez sekundę, a jeżeli Ruelle miała się faktycznie za taką ogarniętą i inteligentną, to też musiała tak uważać. Proste.
Prychnęła rozbawiona uwagą o swoim ego. Coś w tym zdecydowanie było. Nie zgadzała się z nią w kwestii posiadanej wiedzy, bo przecież pod tym względem czuła się bardzo pewnie. Ale wybujałe ego? Podobno wpasowywała się w ten schemat. Nie słyszała tego przecież pierwszy raz w życiu. Jej zdaniem miała perfekcyjną samoocenę, bardzo dobrze dostosowaną do własnych możliwości i wcale się nie przeceniała. Ale może jednak Ruelle była zbyt ograniczona, żeby to zauważyć? Cross nie czuła się w obowiązku wyciągania jej z tych błędnych założeń. Albo w końcu dostrzeże to sama albo będzie żyć z tą nieświadomością na wieki i taka niedoinformowana umrze.
Wbijanie jej czegokolwiek w ciało nie mieściło się w sferze rozrywek, na jakie Cross była gotowa w tym tygodniu. Okej, może to nie do końca była prawda. Znalazłaby kilka ciekawszych opcji niż długopis i oko. W jej myślach natychmiast pojawiła się wizja, w której przesuwała leniwie palcami po powiekach Ruelle, kierując się w dół – przez jej policzek, szyję, tors... Nie, to tym bardziej nie nadawało się do wykorzystania. Uśmiechnęła się do własnych myśli. Jeszcze, kurwa, czego. Musi zostać przy wizjach mordowania.
Schowała papierosy z powrotem do kurtki, gdy Prescott już jednym się poczęstowała. Z tej samej kieszeni wyjęła zapalniczkę – oczywiście z gołą babą. Hojnie obdarzona przez naturę chirurga wytatuowana blondynka prężyła się na masce jakiegoś sportowego samochodu. Cross zawsze wolała takie bez odniesień do motoryzacji, ale niestety tylko taką udało jej się ostatnio komuś podebrać. Czyżby gołe baby odchodziły do lamusa? Oby nie. Była wprawdzie zagorzałą feministką, ale i wielką fanką takich gadżetów. Odpaliła ogień, z uwagą obserwując najpierw dłoń Prescott, która zacisnęła się na jej nadgarstku, a potem usta, między którymi trzymała papierosa.
— Doprawdy? To czemu jeszcze nie uciekłaś w popłochu, Mała? — Oczywiście, że całkowicie zignorowała jej prośbę o nieużywanie tego określenia. Było zbyt trafne, żeby je tak łatwo porzucać. Zresztą, Ruelle powinna przez te lata zauważyć, że stawianie jej zakazów to najkrótsza droga do sprawienia, by coś zrobiła.
— Ja na przykład przyszłam narysować to zapomniane przez bogów miejsce — wyjaśniła, odpalając własnego papierosa. Obróciła głowę, bo nie była aż tak niewychowana, by dmuchać dymem prosto w czyjąś twarz. A przynajmniej nie z bezcelowej złośliwości. Ruchem głowy wskazała w stronę zakładu pogrzebowego, przed którym stały, żeby precyzyjniej określić, co właściwie szkicowała.
— Chociaż sama już nie wiem. Z daleka robiło całkiem inne wrażenie niż z bliska — dodała, przenosząc wzrok na Prescott. Nadal mówiła o zakładzie? Przyglądanie się dziewczynie z tak bliska przecież też dało jej masę... nowych wrażeń.
Ruelle I. Prescott
Won't you tell me your name?
: śr mar 18, 2026 8:03 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Przez jakiś czas jedynie przyglądała się swojej rozmówczyni i pewnie mogłaby prychnąć z oburzeniem lub się zaśmiać na jej stwierdzenie, ale to było już zdecydowanie powyżej jej możliwości ekspresji. Za bardzo by się wysiliła dla kogoś takiego jak ona.
- Masz o sobie zbyt wysokie zdanie - odparowała, ale powinna zapewne już odpuścić sobie wszelką polemikę.
Może i nie znała jej szczególnie dobrze biorąc pod uwagę jak wiele czasu upłynęło od tego, gdy miały ze sobą jakikolwiek kontakt, ale pewne rzeczy mogła spokojnie ustalić na podstawie prostych obserwacji. Z drugiej strony jakby nie patrzeć to była wyjątkowo uprzedzona względem dziewczyny i zapewne powinna się powstrzymać od wyciągania jakichkolwiek wniosków.
Nie była świadoma tego, co właśnie przemykało przez myśli stojącej naprzeciw niej River. Sama nie myślała o niczym szczególnym. Może poza tym jak bardzo Cross potrafiła jej napsuć krwi. Oraz o tym, że wyrosła na naprawdę wysoką cholerę, co sprawiało, że znajdując się tuż przy niej zaczynała odczuwać coś w rodzaju kompleksu niższości. Naprawdę chciałaby mieć chociaż te kilka centymetrów więcej, aby nie wydawać się tak drobną w porównaniu z Azjatką.
Dla niej wygląd zapalniczki nie miała rzecz jasna większego znaczenia. Wciąż jednak zerknęła na roznegliżowaną blondynkę o wyjątkowo sztucznych piersiach, która samoistnie przyciągała wzrok. Zaraz jednak podniosła spojrzenie na dziewczynę. Zwłaszcza, że po raz kolejny usłyszała ten konkretny zwrot, który sprawił, że lekko ściągnęła brwi z niezadowoleniem.
- Bo nie mam w zwyczaju uciekać. Powinnaś to wiedzieć, flaca - odparła, oburzona samą myślą o tym, że miałaby uciekać i to jeszcze w popłochu.
Nie było mowy o tym, aby bała się kogoś takiego jak River Cross. Nie była nawet blisko w jakimkolwiek zestawieniu rzeczy, od których mogłaby uciekać, ale nie zamierzała się szczególnie długo się nad tym rozwodzić.
- Ach, tak? - mruknęła i powoli zaciągnęła się trzymanym między wargami papierosem i poczuła jak kojący dym zaczął wypełniać jej płuca nim w końcu wydmuchnęła go niemal w twarz górującej nad nią dziewczyny. - Co cię niby tak zainteresowało w tym miejscu? Tajemniczy punkt, w którym schodzi się życie ze śmiercią? Powolny upadek egzystencjalny?
Sama nie powiedziałaby nigdy, że zakład pogrzebowy był zapomnianym miejscem. Przewijało się przez niego naprawdę sporo osób. Jak chociażby bardzo specyficzna blondynka, która kiedyś płakała nad znalezionym na ulicy rozjechanym szczurem i z płaczek prosiła ją o to, aby urządziła dla niego pogrzeb. To był naprawdę niezwykle dziwny dzień.
River Cross
Won't you tell me your name?
: śr mar 18, 2026 8:45 pm
autor: River Cross
Uniosła nieco podbródek, jakby chciała pokazać, że jest tak samo wysoka jak jej opinia na własny temat. To nie była prawda, opinia była o wiele potężniejsza. Nie widziała w tym absolutnie żadnego minusa. Dokładnie tak powinna się przecież czuć sama ze sobą. Mamy zawsze powtarzały jej, że musi doceniać własną wartość, więc robiła to pełną piersią. Mogło być jej co najwyżej przykro, że Prescott nie patrzyła na świat w ten sam sposób. Przy jej wymiarach takie podbudowanie na pewno by się przydało.
— Fakt, nie masz — przyznała jej rację. Nie będzie jej przecież dyskredytować na każdym możliwym polu. Akurat w tym przypadku w pełni się z nią zgadzała. Nie przypominała sobie żadnej sytuacji, w której Ruelle bałaby się konfrontacji z nią. A próbowała ją prowokować dziesiątki razy. Była bardzo wytrzymała. A może była masochistką?
— Flaca... — powtórzyła, starając się imitować jej akcent. Zasmakowała słowa w ustach. Nie znała hiszpańskiego, kojarzyła tylko kilka podstawowych zwrotów i potrafiła zaśpiewać kilka piosenek lecąc fonetycznie na pamięć i nie mając pojęcia, o czym właściwie bredzi.
— Co to znaczy? Pewnie coś kinky? — dopytała, nie obawiając się własnej niewiedzy. Nie brzmiało to jak wulgaryzm. Czy w ogóle próbowało ją w jakiś sposób obrażać? Na pewno tak! River zdawała sobie sprawę, że to na pewno nie był żaden komplement, tylko próba odgryzienia się podobnym określeniem, którego ona używała. Nie miała pojęcia, czy otrzyma od Ruelle szczerą odpowiedź. Zapamiętała to słowo, żeby sprawdzić je potem samodzielnie.
Zmrużyła oczy, kiedy dmuchnęła w nią dymem. Pokiwała głową ze zrozumieniem. A więc jednak bawiły się na tym poziomie. Właściwie to się tego nie spodziewała. Liczyła na dużo bardziej skomplikowany pojedynek, przecież Prescott stać na więcej. A może tak było lata temu? Może w międzyczasie wywiało z niej ten ogień, od którego w ogóle Cross chciało się ją zaczepiać? Nie sprawiała takiego wrażenia. Patrzyła na nią ze złością i butą, czyli dokładnie tak, jak powinna.
— Nie, Ruelle. Nie mam już piętnastu lat, nie uważam, że rozmyślanie o przemijaniu czyni mnie głęboką. — Uniosła brew, przyglądając się jej z rozbawieniem. Oczywiście, że śmierć była ciekawym tematem. Zakład pogrzebowy, wbrew pozorom, nie był najciekawszym miejscem do rozmyślania na jej temat. Stanęła w kontrze do słów Prescott z czystej przekory, jak zawsze.
— Ta żelazna konstrukcja. Jest dziwaczna. Całość powinna być łagodna i elegancka, to jest surowe... agresywne. akby chciało dobijać cię ponownie, gdy tu wchodzisz. — Wskazała ręką na żelazną konstrukcję nad wejściem do zakładu. Ostre linie faktycznie kontrastowały z łagodną aurą bijącą od tego miejsca. Od razu przykuło to jej uwagę. Pasowało to do jej osobistego, brudnawego stylu.
— No i te drzwi powinny być szersze. Są takie paskudne, nieproporcjonalnie wąskie. Nie wydają ci się komiczne? — Zmarszczyła brwi, jeszcze raz przyglądając się uważnie wejściu, tym razem z bliska. Tutaj wyglądało to jeszcze gorzej niż z dachu. Bił od tego jakiś dziwaczny komizm logiczny. Spojrzała z powrotem na Ruelle, ciekawa jej odpowiedzi, znów wydmuchując dym gdzieś na bok.
Ruelle I. Prescott
Won't you tell me your name?
: śr mar 18, 2026 11:01 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Mogły zapewne naprawdę sprzeczać się bez końca. Wiadomym było, że zapewne jak w wielu różnych przypadkach prawda leżała gdzieś po środku, ale żadna z nich by tego nigdy nie przyznała znajdując się naprzeciw tej drugiej. Miały w sobie zdecydowanie zbyt wiele dumy. Czasami wydawało jej się, że bawią się nieprzerwanie w przeciąganie liny i nie zrezygnują póki nie będą mieć jej całkowicie po swojej stronie.
Zdecydowanie zatem ucieczka nie była czymś, co znajdowało się w repertuarze Prescott. Zwłaszcza, gdy miała naprzeciw siebie River. To byłoby niczym porzucenie własnego honoru, a na to nie mogła sobie pozwolić. Dlatego niezależnie od tego, co się działo musiała stać naprzeciw swojej oponentki i pokazać to, że nie była pod żadnym pozorem gorsza.
Uśmiechnęła się do siebie, gdy tylko usłyszała jak Cross powtarza za niej wypowiedziane słowo i stara się odgadnąć jego znaczenie. Mogłaby jej od razu powiedzieć, co właściwie znaczy, ale gdzie w tym byłaby zabawa? No właśnie. Wolała zatem zatrzymać tłumaczenie dla siebie jako słodką tajemnicę.
- Chciałabyś, żeby było kinky - rzuciła z lekkim rozbawieniem, bo akurat takiej zaczepki by się nie spodziewała z jej strony.
Miała momentami wrażenie, że były naprawdę niekonsekwentne. Powinny już dawno się rozejść, a zamiast tego tkwiły w tym dziwnym momencie, paląc papierosy z jednej paczki i patrząc sobie w oczy z zadziornością kryjącą się w spojrzeniu. To był chyba najdłuższy kontakt wzrokowy jaki utrzymywała z drugim żywym człowiekiem od dłuższego czasu.
Może i było to szczeniackie zagranie, ale nie mogła się od tego powstrzymać. Patrzyła wprost na nią, wydmuchując kolejne nikotynowe opary, które ze względu na utrzymującą się między nimi bliskość siłą rzeczy musiały trafić w twarz Cross. W końcu jakże śmiałaby się od niej odwrócić? Takie zagranie było nie do pomyślenia.
- Czyli nie słuchasz już Paramore i nie wzdychasz do Gerarda Waya z My Chemical Romance jak większość krawędziowych nastolatek? - zapytała, starając się sobie przypomnieć, co jeszcze można byłoby zarzucić takim piętnastolatkom.
Zdawała sobie jednak sprawę, że nie powinna się wyśmiewać z tego w jakikolwiek sposób. W końcu wciąż słuchała regularnie albumu Fallen od Evanescence i lubowała się w tych wszystkich ponurych oraz mrocznych dziełach. W dodatku jeszcze się zatrudniła w zakładzie pogrzebowym, aby powiększyć swoją pulę oszczędności. Jedyne, co odróżniało ją w tej chwili od krawędziowych piętnastolatek to aromantyzm, który nie pozwalał jej na sporą część durnych zachowań.
- To stary zakład pogrzebowy, River, a nie nowoczesny apartamentowiec, który ma swoim wyszukanym projektem przyciągnąć nowobogackich - zauważyła, gdy tylko Cross wygłosiła swoją opinię. - Miał być przede wszystkim praktyczny. Surowy i agresywny jak sama śmierć niektórzy mogliby rzec. Stoi tu wystarczająco długo, że wrósł w krajobraz i stał się jego częścią...
Zaciągnęła się raz jeszcze papierosem, kontemplując wygląd swojego miejsca pracy. Prawdopodobnie pierwszy raz przyglądała mu się właśnie pod takim kątem, ale zawsze musiał być ten pierwszy raz.
- Nie - odpowiedziała prosto. - Po co ci nowe drzwi? Te są całkiem dobre i wypełniają właściwie swoją funkcję.
Wpuszczały i wypuszczały skutecznie petentów, a wieczorami, gdy zamykano zakład nie dawały się otworzyć intruzom. Chyba właśnie tyle się wymagało od drzwi w lokalach. Zresztą kto w ogóle chciałby się wkraść do zakładu pogrzebowego?
River Cross
Won't you tell me your name?
: czw mar 19, 2026 11:59 am
autor: River Cross
Żadna z nich nie miała ochoty być tą, która odpuszcza. Obie chciały mieć ostatnie słowo w dyskusji, niezależnie od tematu. Połączenie tych cech wytwarzało mieszankę, z którą trudno było funkcjonować. Nic dziwnego, że ich przepychanki słowne nakręcały się jak kula śniegowa. Aż dziwne, że nigdy nie doszło do rękoczynów. Cross jednak nie szastała przemocą na prawo i lewo, była na nią gotowa wyłącznie w momencie wyczuwalnej opresji. A przecież Prescott nigdy na nią tak naprawdę nie siadła – w żaden sposób. Nie zasłużyła sobie na porządny cios. Jeszcze.
— Oczywiście, że tak — odparła od razu, idąc w zaparte. Przecież nie dałaby się jej tak łatwo zawstydzić. Sama z siebie zasugerowała, że nowe słówko musiało być kinky, więc się z tego teraz nie wycofa. Reakcja Prescott utwierdziła ją w przekonaniu, że musi to wyrażenie zapamiętać, sprawdzić i wykorzystać w jakiś podły sposób.
— Ale wiesz, że jak będziesz tak robić, to nie zacznę nagle pachnąć tobą, Mała? To nadal tylko papierosy, a nimi śmierdzę od samego rana. — Pokręciła głową z udawanym zażenowaniem, przeciągając jeszcze przez moment klimat dyskusji na temat jej potencjalnych kinków. Dmuchanie dymem w twarz było zbyt prostą zagrywką, by się o to nie zaczepić. Właściwie wystawiła jej na pustą.
— Nigdy nie kręciły mnie takie cipy jak Gerard Way. Zakładałam raczej, że przelecę Jello Biafrę. — Wzruszyła ramionami. My Chemical Romance w żaden sposób jej nie wadziło, ale jakoś nie zgrywało się jej wzdychanie do wokalisty. Tym razem nie musiała się buntować dla samej zasady, Prescott po prostu nie trafiła, co zdecydowanie ułatwiało sprawę. Biafra nigdy specjalnie nie kręcił jej fizycznie, ale przecież nie o to w tym wszystkim chodziło. Jedno było pewne, nie mogła wymienić Sida Viciousa, nieważne, jak głośno do niego wzdychała w liceum. To byłoby z kolei za proste.
— Uważasz, że śmierć zasługuje na takie spłycenie? Fakt, że jesteśmy chowani w brudnej ziemi i zżerani przez robactwo to za mało i na powierzchni też nie zasługujemy na właściwą celebrację? — Przekrzywiła nieznacznie głowę, przyglądając się rozmówczyni. Może faktycznie coś w tym było i ludzie powinni się umówić, by zacząć traktować przemijanie właśnie w ten sposób? Pewnie wielu założyłoby, że tak będzie dużo lżej. Ale zrobiłoby się przy okazji tak obrzydliwie nudno, a River nie była w stanie znieść nudy.
— Zakład pogrzebowy, który otwiera się tylko na żywych, jest bezczelny — wyjaśniła, przesuwając resztkę papierosa w wargach tak, by było jej go wygodnie utrzymać bez użycia rąk. Sięgnęła po szkicownik i odnalazła niedokończony rysunek budynku. Obróciła zeszyt w stronę Ruelle i postukała paznokciem w fragment z otwartymi, szerokimi drzwiami, pokazując jej, co konkretnie powinno wydarzyć się z architekturą tego miejsca.
Ruelle I. Prescott
Won't you tell me your name?
: czw mar 19, 2026 9:12 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Dobrały się po prostu idealnie. Obie uparte jak dwa osły, które nie potrafiły za nic sobie odpuścić. Każde ich spotkanie było prawdziwą przeprawą i próbą sił. Ścierały się ze sobą dosłownie o wszystko, ale nigdy ich sprzeczki nie były w stanie urosnąć do rangi niezwykle brutalnych awantur. Mimo wszystko zawsze trzymały jakiś poziom.
- Liczysz na zbyt wiele - stwierdziła jedynie krótko, uśmiechając się lekko zaczepnie.
Gdyby chodziło o kogo innego to mogłaby uznać podobną uwagę o delikatny flirt, ale nie w przypadku Cross. Była też zdecydowanie ponad to, aby drażnić się z nią sugestiami, że mogłaby jej się podobać. Lub też po prostu nie nadszedł jeszcze odpowiedni moment na to, aby sięgnąć po takie zagrywki.
- Nie jestem psem by znaczyć swój teren, River - zwróciła jej uwagę. - Zresztą nawet gdybym była to czemu miałabym akurat ciebie znakować?
W końcu nie miała ku temu żadnego powodu. Nie przepadały za sobą. Każde spotkanie zamieniało się w pewnego rodzaju bitwę, więc na pewno Ruelle nie mogła uznać Cross za swoją cokolwiek by to mogło znaczyć. Nie wspominając już o tym, że zostawianie na kimś swojego zapachu kojarzyło jej się głównie z niezwykle lubieżnymi scenariuszami... A w takich zdecydowanie nie widziała się z River Cross.
- Mhmm... Oryginalnie - mruknęła, nie bardzo wiedząc jak inaczej mogłaby to skomentować.
Czy obchodziły ją preferencje dziewczyny i to z jakim celebrytą najchętniej by się przespała? Nie bardzo. Niemniej dowiedziała się dzięki temu, że raczej nie trafiła ze swoim tanim stereotypowaniem. Zresztą nawet nie liczyła na to, że dzięki temu dowie się czegoś na temat dawnej znajomej ze szkoły.
- Nie twierdzę, że tak uważam. Nie wszystko też musi mieć jakieś głębsze znaczenie... Myślisz, że ktoś projektował ten budynek z myślą o zakładzie pogrzebowym czy raczej o tym, że właściciele zakładu po prostu znaleźli dogodne miejsce, które nadawało się do prowadzenia interesu? - odpowiedziała, porzucając na chwilę tematy zamysłu artystycznego i architektonicznego.
Niektóre efekty mogły być zamierzone, a inne z kolei być jedynie wynikiem pewnej wypadkowej, za którą nie stała konkretna intencja. Właśnie z tego założenia wychodziła sama Ruelle. Nie zastanawiała się nigdy nad charakterem miejsca, w którym pracowała. Brała raczej pewne rzeczy za pewną oczywistość, nad którą nie warto było się zastanawiać.
Zaciągnęła się raz jeszcze papierosem i strzepnęła nadmiar popiołu na chodnik. Pochyliła się nad szkicownikiem i przyjrzała się uważnie liniom, które tworzyły zakład pogrzebowy w interpretacji River. Musiała przyznać, że rysunek był naprawdę dobry. Nie zamierzała jednak tego przyznać na głos.
- Denatów się nie wnosi od frontu, tonta - skomentowała, decydując się na kolejny hiszpański zwrot wobec dziewczyny. - Karawan podjeżdża od tyłu. Właśnie tamtędy denaci są wynoszeni i wnoszeni. Dyskretnie i bez wzbudzania sensacji przechodniów. Z poszanowaniem prywatności dla zmarłych.
Nie sądziła, że będzie musiała to tłumaczyć, ale w końcu mogła zdradzić co nieco szczegółów odnośnie tego jak wyglądało funkcjonowanie jej firmy. Nie był to wcale jakiś wielki sekret.
River Cross
Won't you tell me your name?
: czw mar 19, 2026 9:54 pm
autor: River Cross
Spojrzała na nią, jak na kompletną wariatkę. Zadanie takiego pytania było ostatecznym dowodem, że Prescott była skończoną dziwczką i nadawała na kompletnie innych falach niż River. Niewątpliwie dużo gorszych. Dziewczyna rozłożyła szeroko ręce, prezentując się w pełnej okazałości.
— Jesteś aż tak pozbawiona gustu? A kto niby nie chciałby mnie znakować? — prychnęła, niemalże urażona tą uwagą. Szczyt wszystkiego, no naprawdę. Dla tej dziewczyny nie było już żadnej nadziei, skoro zadawała takie głupie pytania. Cross rozumiała w pełni, że nie ma zamiaru zapraszać jej na randkę, bo przecież to byłoby najdziwniejsze spotkanie w historii schadzek. Ale żeby aż tak? Nie mieć tyle godności, by przyznać coś oczywistego? Wzruszyła ostatecznie ramionami. W sumie powinna się tego spodziewać. Uwagi odnośnie do jakości jej gustu miała przecież od lat. No i doskonale pamiętała, że z jakiegoś powodu Prescott była kompletnie odporna na jej urok i pocałunki. Durna.
— Oczywiście, że to pierwsze! Kto chciałby wynajmować lokal pod zakład pogrzebowy po jakimś starym mięsnym? Albo co gorsza, po sklepie dla wędkarzy. — Spojrzała na budynek raz jeszcze, tym razem z prawdziwym obrzydzeniem. Sama nie wiedziała, która opcja byłaby bardziej okropna. Domyślała się, że któraś z nich może być prawdziwa. Budynek wyglądał na dość stary, pewnie było tu wcześniej milion rzeczy, zanim ktoś wpadł na otwarcie biznesu, na który klientów nie zabraknie nigdy. Ale ta wersja opowieści była nudna, czyli kompletnie nie w guście River.
Obserwowała uważnie reakcję Prescott na rysunek. Zawsze łaknęła komentarzy na temat swojej twórczości. Mogłaby o niej dyskutować godzinami, nawet z tymi kretynami, którzy uważali, że była kiepska. Miała serce ze złota i była gotowa wytłumaczyć im, jak bardzo nie mieli racji. Problem w tym, że twarz Prescott była dość nieprzenikniona. Żałowała, że miała nad nią aż taką przewagę wzrostu i nie mogła dokładnie przyjrzeć się jej oczom zapatrzonym w rysunek. Z nich pewnie wyczytałaby coś więcej.
— Jasne, nie oswajajmy ludzi z jedyną pewną rzeczą, jaka czeka ich w życiu. Kierujmy zmarłych tylnym wejściem, jak coś, co trzeba ukrywać. Nie zasługują na celebrację, są przecież martwi. Niech wchodzą od strony, która przyspiesza proces zapominania i zamieniania ich tylko w mięsiste wspomnienie — ironizowała. Zamknęła szkicownik i schowała go z powrotem do plecaka. Skoro Ruelle nie miała ochoty w żaden sposób komentować jej rysunku, to na pewno nie zasłużyła na to, by zobaczyć kolejne. Cross rozumiała, że jej wizja jest sprzeczna z wygodą i logiką, nie potrzebowała dokładnych tłumaczeń systemu transportowania zwłok, bo bo nie sprawiał wrażenia specjalnie skomplikowanego. Ale na pewno potrzebowała nie zgadzać się z rozmówczynią.
— Tonta. Tego też nie znam. Satysfakcjonuje cię obrażanie mnie, skoro nawet nie mogę poczuć się urażona? — Przejechała powoli językiem po zębach, dając sobie jeszcze jedną chwilę na zastanowienie. Nie, zdecydowanie nie miała pojęcia, co znaczy to słowo. Skoro ustaliły już, że Rue nie próbuje być kinky, nietrudno było się domyślić, że stara się jej w jakiś sposób dopiec.
Ruelle I. Prescott