Strona 2 z 2

House of cards

: ndz mar 29, 2026 1:30 pm
autor: Cherry Marshall
Cora Marshall, Charlie Marshall

Ile ty masz lat Cora? — syknęła jeszcze Charity, wywracając teatralnie oczyma. Używała przekleństw przy osobach, z którymi czuła się bezpiecznie. Nie miała, z kim uprawiać seksu, to były zwyczajne f a k t y, o których mogła głośno mówić. Niezobowiązujące kutasy jednak nie były dla niej — a ty nie zwracaj jej uwagi, PRACOWAŁA, to może poprzeklinać — i ten fakt pracy dla Cherry był wystarczający. Może nie pracowała dla firmy rodzinnej, to wypomniałaby jej później, ale jednak ten widok był dla niej na tyle wyjątkowy, że nie mogła przejść obok niego obojętnie. Nawet całkiem szeroki uśmiech wymalował się na jej twarzy.
Tyle że późniejsze wiadomości sprawiły, że do mózgu Cherry zaczęły spływać miliony wątpliwości. Zdawała sobie sprawę z jednej niesamowicie istotnej sprawy. Nie liczyły się teraz myśli pojawiające się w jej głowie, musiała uspokoić Corę. Dlatego szybko znalazła się blisko niej i nie miała zamiaru puszczać, dopóki cała trójka, a może nawet czwórka nie spotka się. Musieli wszystko rozplanować, postępować bardzo ostrożnie, a ktoś musiał podpytać ojca o wszystko. Tylko to wszystko później... wpierw powinni zająć się blondynką.
Charlie ma rację — kolejny raz przyznawała rację rodzeństwu, pewnie gdyby nie sytuacja, w której zostali postawieni, nie wypowiedziałaby tego kilka razy — jesteś Marshallówną, cokolwiek wyszło w badaniach, przypominasz nas — może nie wyglądem, może nie każdą cechą charakteru, a jednak wychowała się wraz z nimi. Nikt nie powinien mieć żadnej wątpliwości. Jedne i drugie słowa rodzeństwa latały jej dookoła. Wszyscy mieli sporo wątpliwości, a Cherry... musiała przybrać stabilną rolę, kogoś kto nie rozdmuchiwał tematu.
Musimy porozmawiać z mamą... — powiedziała stanowczym głosem Charity — tego nie wiemy Cora, ale się dowiemy... — dodała, próbując unieść kąciki ust. Sytuacja nie powinna być tragiczna, ale... gdyby nie była to rodzinna tajemnica, powinni o niej wiedzieć cokolwiek.
Oh Cora, na pewno kocha — stwierdziła spokojnym głosem, głaszcząc ją delikatnie po głowie — wychował Cię, uczucia tego typu nie znikają — tyle że szczerze nie była za bardzo pewna swojego ojca. Christopher był jeszcze bardziej w gorącej wodzie kąpany, a jeśli istniała szansa, że nic nie wiedział... to rozpęta się prawdziwe piekło.
Dowiemy się wszystkiego... spokojnie — wymruczała Charity, ściskając ją jeszcze mocniej. Starała się przekazać jej wszystkie emocje, które miała w sobie. Miłość, troskę czułość. Ujęła twarz blondynki w dłonie, wycierając palcami jej twarz od łez — Cora, nie tutaj... nie czas na łzy w tym miejscu... — mówiła spokojnym tonem Cherry — wezmę Cię do siebie i Charlie też przyjedzie z nami, co?

House of cards

: śr kwie 01, 2026 1:49 pm
autor: Charlie Marshall
Mało brakowało, a Charlie zacząłby masować sobie skronie, słuchając tinderowych licytacji i bzdurnych tłumaczeń. Wyglądało na to, że drobne złośliwości były mechanizmem obronnym całej rodziny. Spojrzał na siostry z mieszanką niedowierzania i rezygnacji. Czasem miał wrażenie, że wskoczyłyby za siebie nawzajem w ogień, a jego sprzedały psom na pożarcie. Głupia solidarność jajników. Gdzie był Cassian i solidarność plemników w takim momencie? - Doprawdy, Charity? Fascynująca teoria. To może od razu dajmy jej medal, bo pracowała? - Charlie uniósł do góry jedną brew. Pewnie ciągnąłby temat dalej, gdyby nie kierunek, w którym potoczyła się dalsza rozmowa, bo nagle Tinder, przekleństwa i głupie przekomarzanki straciły jakiekolwiek znaczenie. Poklepał Corę po głowie, gdy znów zaniosła się płaczem. Szczerze? Pierwszy raz w życiu w głowie Charliego nie pojawiał się żaden plan. Stał na środku korytarza, trzymając siostry w objęciach i nie miał pojęcia, co zrobić ani co powiedzieć. Ledwo docierały do niego słowa Cory - coś o tym, że ojciec nie wiedział jeszcze o całej sytuacji i że… że na pewno Cory już też nie kochał. Potem zaczęła mówić Cherry - tak, Charlie się z nią zgadzał, musieli porozmawiać z matką o tej sytuacji… Tak, musieli stąd wyjść i tak, Charlie pójdzie z nimi. Bezmyślnie kiwał głową na te wszystkie słowa i pewnie potakiwałby dalej, gdyby pytanie Cory - Charlie, co mam teraz zrobić? - nie wybiło go z letargu. - Zrobimy tak, jak mówi Cherry - rzekł, odsuwając się od nich na niewielką odległość. Westchnął ciężko i pomasował czoło jedną dłonią, jakby ten gest miał pomóc mu w myśleniu. Nie pomógł. Zmarszczył brwi. - Poczekajcie na mnie chwilę przy windzie, przyniosę ci wodę, Cora - zadecydował ostatecznie i ruszył szybkim krokiem w kierunku… automatu? Bistro? Sam nie wiedział. - Zaraz będę - rzucił jeszcze przez ramię, zanim zniknął za zakrętem. Potrzebował powietrza i chwili dla siebie, żeby poukładać myśli i ustalić plan działania. Jak będę mieć teraz na nazwisko? A co ze świętami? A mama? Mam też inną mamę? A może mam inną siostrę i brata? Co mogę mieć, jeżeli mam grupę 0? Słowa Cory odbijały się echem po korytarzu. Jedyna odpowiedź, jaka przychodziła mu w tej chwili do głowy, brzmiała "Nie wiem". No i to "Nie wiem" zaczynało go irytować. Do tej pory na każde pytanie "Co teraz?" miał przygotowany plan A, B i C. A TERAZ? Przecież… przez wszystkie lata dorastania, przez wszystkie wspólne obiady, święta i kłótnie, nikt nigdy nie dał im odczuć, że któreś z nich nie pasuje do obrazka. Cora była nierozerwalną częścią tej rodziny, a teraz jeden wynik badania krwi miał temu wszystkiemu zaprzeczyć? Zastanawiał się, czy ojciec wiedział. Jeśli wiedział i milczał… no cóż, był w stanie to zrozumieć. Jednak jeśli nie wiedział… Jeśli nie była córką Christophera Marshalla, to czyją, do cholery?

Cherry Marshall Cora Marshall

House of cards

: wt kwie 07, 2026 12:50 am
autor: Cora Marshall
Patrzyła to na Cherry, to na Charliego. Raz jedno ją ochrzaniało, drugie broniło, potem na odwrót… Już się zaczynała w tym wszystkim gubić i aż tupnęła nogą jak mała dziewczynka, którą przecież już nie była. - Czy możecie się uspokoić i chociaż raz w życiu nie obgadywać mnie tak jakbym wcale nie stała tutaj obok?- spytała wyraźnie poirytowana. Już przy nich głupiała, kto i kiedy może przeklinać, pracować i najlepiej w ogóle oddychać. W dodatku jeszcze do tego Cherry się jej nagle pyta, ile ma lat. Co ma piernik do wiatraka? Już jeden taki się o to jej pytał ostatnim razem.
Niestety Cora coraz mniej rozumiała z tego wszystkiego. Im dalej w las, tym bardziej się gubiła. Zawsze latała z głową w chmurach i nigdy jej to nie przeszkadzało. Lubiła żartować, że jeśli człowiek im mniej wie, tym lepiej śpi. W jej przypadku to się idealnie sprawdzało, bo coraz więcej faktów z jej życia , wprowadzało do niego tylko mętlik i stres. - Cherry w czym Was niby przypominam?- spojrzała na siostrę jakby z choinki się urwała. Blondynka nie była aż tak głupia. - Zawsze się różniłam od Was, a teraz nawet inną grupę krwi mamy- jęknęła coraz bardziej załamana tym wszystkim. Włosy można przefarbować. Wiedzę można zdobyć, ale grupy krwi zmienić nie można.
Dowiedzenie się po ponad dwudziestu latach, że Twój ojciec to nie ojciec, może całkowicie rozwalić człowieka. Tym bardziej, gdy wychowywało się w rodzinie Marshalli, a Christopher był surowym i wymagającym ojcem. - Naprawdę? Wciąż mnie kocha?- spojrzała na siostrę niemal błagalnym wzrokiem, jakby twierdząca odpowiedź była jedynym, co ją trzyma przy życiu. Zaraz jednak dostała reprymendę, że to nie miejsce na łzy, co oczywiście wywołało w Corze jeszcze większy i głośniejszy atak płaczu. - Boże, nawet płakać już nie mogę. Przecież Marshalle nie płaczą, a ja płaczę, bo nie jestem Marshallem- mówiła zaciągając się łzami i wycierając rękawem bluzy mokry nos. W końcu odezwał się brat - najstarszy i podobno równie mądry co siostra. Blondynka spojrzała na niego w małym szoku, bo tak mało się odzywał, że przez chwilę zapomniała, że tu jest. - Charlie, weź też wózek, bo ja chyba już nie dam rady iść- jęknęła i ukryła twarz w dłoniach dalej płacząc.


Cherry Marshall
Charlie Marshall

House of cards

: wt kwie 07, 2026 9:37 pm
autor: Cherry Marshall
Charlie Marshall, Cora Marshall

Dobrze, już się zamykamy — skapitulowała Charity. Mogli ją obgadywać, kiedy nie było jej w pobliżu. Teraz to było wręcz niemoralne. Widziała przecież, w jakim stanie była Cora. Jej myśli wręcz parowały, a Cherry nie chciała, by wybuchnęła od nich. Jedna zła wiadomość na raz. Kwestia krwi nawet u niej wypruwała żyły.
W dążeniu do swojego, ambicji i zasadach, którymi się wychowujemy — jedne z niewielu rzeczy. Na pewno było ich więcej, bo tak jak Cherry była uparta, by zdobyć kontrakt, tak Cora była uparta, by pokazywać własną indywidualność To że różniła się od reszty rodziny nie oznaczało braku pokrewieństwa. Każdy z nich był wyjątkowy na swój własny, pojebany sposób — nasi rodzice razem nas wychowali, Cora. Jesteś Cora pierdolona Marshall. Nic tego nie zmieni — wycedziła przez usta, chwytając jej twarz. Marshall. Tego nic nie zmieni. Była wychowywana wraz z nimi, wspólnie spędzonych lat nic nie zmieni — grupa krwi nie definiuje człowieka, podobnie jak wygląd — powiedziała poważnym tonem, ale im więcej mówiła, tym blondynka w gorszym stanie się znajdowała. Aż sama była w szoku, obserwując ją. Nie mogła się jej dziwić. Dla niej samej byłby to największy szok życia.
Na pewno Cię kocha, my też Cię kochamy — chociaż przez myśli Charity przechodziły zdecydowanie inne myśli. Różnie mogłoby się to skończyć, zdawała sobie z tego cholernie sprawę. Ich ojciec bywał okrutny, miał własne zasady, a wszystko rozchodziłoby się oto, czy wiedział o całym przedsięwzięciu — Marshalle też płaczą. — stwierdziła spokojnym tonem, marszcząc brwi, a gdy usłyszała o taktycznym wyjściu Charliego, to aż miauknęła. Przeokropny typ.
Cholerny Charles... jebany tchórz — mruknęła, zanim znowu nie przytuliła mocno do siebie siostry — Chodź tu do mnie, skarbie — przyciągnęła ją mocno do siebie, głaszcząc ją kojącym dotykiem po plecach. Chciała ją odprężyć, żeby odpoczęła, by każde niepotrzebne zmartwienie uciekło z jej głowy.
I gdzie on kurwa jest? — spytała Charity, rozglądając się za Charlsem. W tej chwili potrzebowała go bardziej niż przy finalizowaniu jakiegokolwiek innego kontraktu — poczekaj, napiszę do niego... — mruknęła Cherry, wyjmując telefon i wypisując wściekłe wiadomości. Łącznie z tymi dotyczącymi kastracji, była w zasadzie gotowa na popełnienie tego czynu — gdzie byłeś co? — warknęła, mierząc go ostrym wzrokiem. Nie dość, że wciąż trzymała Corę w ramionach, to nieskazitelna koszula Charliego... wyglądała niezbyt zachęcająco — i czemu twoja koszula jest mokra?! — chociaż to nie wydawało się najważniejsze. Najważniejsza była Cora.

House of cards

: sob kwie 11, 2026 8:15 pm
autor: Charlie Marshall
Zostawiając Corę i Cherry na środku korytarza, nie sądził, że z jednego emocjonalnego spotkania od razu wejdzie w drugie i zabierze Ivy Harrison na klatkę schodową nie tylko po to, aby się dowiedzieć, że zerwała ze swoim chłopakiem, ale też żeby ją przytulić, pocałować i zaprosić na wyjazd służbowy na Teneryfę. Co mu strzeliło do głowy? To był przecież... beznadziejny, lekkomyślny pomysł. Powinien zostać z siostrami i nigdzie nie iść, wtedy uniknąłby całej tej sytuacji i... Kogo on chciał oszukać? Przecież chciał zabrać Ivy ze sobą. Chciał podarować jej kilka dni beztroski, z dala od problemów, myśli o zerwaniu i szpitalu. Postępował głupio? A i owszem, ale najwyraźniej psychika zaczynała mu siadać i wizja nadchodzącego ślubu podsuwała mu coraz głupsze rozwiązania sytuacji w wyniku stresu. Dobra, stop, stop, powinien skupić się teraz na czymś innym - o, na przykład na powrocie do sióstr i skombinowaniu wózka i wody. Widział wiadomość od Cherry, pewnie była już wkurwiona, że jeszcze nie wrócił, dlatego musiał przyspieszyć ruchy. Wózek zabrał spod jakiejś sali, bo stał bez opieki na korytarzu, a wodę złapał w automacie, który ostatecznie odnalazł tuż obok windy, przy której miały na niego czekać Cora z Cherry, ale nie czekały, dlatego z całym tym asortymentem podreptał pod salę, gdzie... dalej się przytulały! Cora wciąż była w rozsypce, a Cherry wyglądała, jakby chciała kogoś zamordować. I tym kimś był ewidentnie on, Charlie. - Jestem. Przecież słyszałaś, że idę po wodę i wózek. Nie moja wina, że w tym szpitalu znalezienie czegokolwiek graniczy z cudem. A poza tym miałyście czekać przy windzie - przekręcił oczami, po czym podał rękę Corze i pomógł jej usiąść na skradzionym wózku. Miał nadzieję, że nie zabrał go jakiejś staruszce, która chciała iść z rodziną na spacer, czy coś. I czemu twoja koszula jest mokra?! Słowa Cherry sprawiły, że zamarł na moment. No tak, o tym nie pomyślał. Przejechał dłonią po klatce piersiowej, czując wilgoć w miejscu, gdzie Ivy opierała głowę. Oho. Oj. Także tak... No... Hmmm... - Bo... to... woda, duh? - odpowiedział, jakby to było najbardziej oczywista rzecz na świecie. Po tych słowach pokręcił głową i zaczął prowadzić Corę na wózku w kierunku wind. - Dobra, chodźcie już stąd, bez sensu tak stać - rzucił pod nosem, a chwilę później już byli w windzie, zjechali na parter, poszli (Cora pojechała wozem szpitalnym) do auta, pomogli Corze wejść do samochodu, zostawili wózek na parkingu, no i pojechali na smutny wieczorek przy winku, no.

Cherry
Cora


𝑡ℎ𝑒 𝑒𝑛𝑑