tentazione Italiana
: wt mar 17, 2026 5:48 pm
Matheo Bachmann
Skinęła krótko głową, słysząc znaczenie jego migania. Jak dotąd nie była w stanie zrozumieć sygnałów, które wypowiadał w jej stronę. Zanotuje, spróbuje zapamiętać, bo może obiecywać będzie jeszcze inne rzeczy.
— Dlaczego właściwie wolontariat tam? — dopytała ze zmarszczonymi brwiami. Sama nie była dobra w rozmowy, zdecydowanie łatwiej słuchało się jej innych ludzi. Zresztą chciała przede wszystkim poznać Theo. Już zdawała sobie sprawę, że dobrym był człowiekiem, a bardziej fascynowały ją jego pobudki popychające go w tę stronę — jak to nie masz pojęcia? A z jedzenia? Picia? Seksu? — spytała, czując lekki szok. Nawet ona miała preferencje, a to wydawało się odrobinę dziwne. Lubiła cichy wieczór z książką, przyrodę, coś czemu mogła oddawać się bez myślenia. Miała ulubione rzeczy, chociaż bywały one dziwne. Ulubione miejsce? Prosektorium.
— No chyba sobie żartujesz... — mruknęła, trzymając łyżkę w dłoni z pełnym niezadowoleniem na twarzy. Szybko odłożyła sztuciec na blat, a sama ostrym wzrokiem zlustrowała Bachmanna. Westchnęła ciężko, cały czas kręcąc głową. Typowy, złośliwy chochlik. Nie dawał jej angażować się w relację, tylko dawał, kiedy ona chciała się odwdzięczyć. Pewnie boczyłaby się jakiś czas, gdyby nie kolejne pytanie na które widocznie spoważniała. Usta ułożyły się jej we wąską kreskę, a Ward jedynie krótko westchnęła. No tak, czas głębokich opowieści czas zacząć — mój brat i ja chcieliśmy od zawsze ratować ludzi. W zasadzie chciałam zostać chirurgiem — stwierdziła, wpatrując się w Theo, po czym spuściła wzrok. Z trudem przychodziło jej opowiadanie przeszłości — proszę nalej mi wina — powiedziała cichym tonem. Chwilę czekała, a gdy dostała kieliszek w dłonie, połowę jego zawartości wypiła na raz. Musiała się znieczulić — po stażu miałam nowotwór. Po wszystkich przygodach z nim nie chciałam mieć nic wspólnego z żywymi pacjentami. Dlatego wybrałam patologię — druga porcja znieczulenia — a medycynę sądową wybrałam, kiedy umarła moja bratowa i nie byłam w stanie wytrzymać spojrzeń pełnych troski. Martwi nie patrzą, nie mówią, nie jestem w stanie ich zawieść — czuła, jak słowa grzęzą jej w gardle. Nie lubiła opowiadania własnej historii. W takich chwila była mentalnie obdarta z ubrań. Zdążyła to przeżyć, przeprocesować, ale wystarczyło jedno pytanie, które było w stanie wybić ją całkowicie z rytmu.
— Nie powiedziałaś mi tego wtedy — przypomniała mu, marszcząc przy tym dość groźnie brwi. Już wtedy przecież oczekiwała usłyszenia tych słów. Chciała wiedzieć, że mu się podoba, że dobrze wygląda. Zamiast tego dostała wytłumaczenie o tym, że nikt nie zwraca na nią uwagi. Właśnie mieli! A właściwie jeden konkretny olbrzym miał zwrócić na nią uwagę.
— Nie mów w ten sposób, nie nudzisz mnie — stwierdziła, patrząc na niego groźnym spojrzeniem. Mogła być chłodną osobą, a jednocześnie miała w sobie coś takiego jak serce. Zwłaszcza w stosunku do mężczyzny, do którego coraz bardziej się przywiązywała — wiesz że... — zaczęła nagle Cynthia z lekko zmarszczonymi brwiami — nie musisz mnie słuchać i że chcę, żebyś czuł się dobrze przy mnie? — spytała finalnie, bo zmartwiła ją jego historia. Kimkolwiek byłaby ta kobieta, życzyłaby jej trafienie na jej stół. Podobno nikomu nie powinno życzyć się źle, ale czasem znajdowali się tacy ludzie, z którymi nie można było inaczej. Nie potrafiła zrozumieć, dlaczego ktoś zraniłby tak dobrego człowieka i... i go szkolił. To krótkie stwierdzenie wywołało w niej falę irytacji — wiesz, teraz jak byś wypił... To nie byłoby już nieznajomej, ale to twoja decyzja — zaraz wzruszyła delikatnie ramionami, rozkładając dłonie. Do niczego nie miała zamiaru go zmuszać. Jeśli uważał alkohol za słabość, przystanie na to. Mogła mieć darmowego kierowcę, prawda?
— Na razie nie wyminąłeś żadnej wady — uśmiechnęła się delikatnie, wpatrując się w niego z nieukrywaną ciekawością w oczach. Na kolejne stwierdzenie cała zesztywniała — Lakefield? — spytała, patrząc w niego cały czas. Nie, to niemożliwe, żeby jej przyjaciółka mogła być ex-terapeutką jej przyszłego faceta. Takie przypadki zwyczajnie w świecie się nie zdarzają.
Uśmiechnęła się, czując na ustach buziaka. Theo był słodki, zwłaszcza kiedy tak krążył w jej kuchni. Kiwnęła głową na jego instrukcję. Kolejna rozpływająca się truskawka w ustach, tego właśnie potrzebowała. Uniosła kąciki ust jeszcze wyżej, widząc, co on planuje. Nachyliła się w jego stronę, by móc przechwycić truskawkę, ale skradła mu jeden dłuższy pocałunek.
Skinęła krótko głową, słysząc znaczenie jego migania. Jak dotąd nie była w stanie zrozumieć sygnałów, które wypowiadał w jej stronę. Zanotuje, spróbuje zapamiętać, bo może obiecywać będzie jeszcze inne rzeczy.
— Dlaczego właściwie wolontariat tam? — dopytała ze zmarszczonymi brwiami. Sama nie była dobra w rozmowy, zdecydowanie łatwiej słuchało się jej innych ludzi. Zresztą chciała przede wszystkim poznać Theo. Już zdawała sobie sprawę, że dobrym był człowiekiem, a bardziej fascynowały ją jego pobudki popychające go w tę stronę — jak to nie masz pojęcia? A z jedzenia? Picia? Seksu? — spytała, czując lekki szok. Nawet ona miała preferencje, a to wydawało się odrobinę dziwne. Lubiła cichy wieczór z książką, przyrodę, coś czemu mogła oddawać się bez myślenia. Miała ulubione rzeczy, chociaż bywały one dziwne. Ulubione miejsce? Prosektorium.
— No chyba sobie żartujesz... — mruknęła, trzymając łyżkę w dłoni z pełnym niezadowoleniem na twarzy. Szybko odłożyła sztuciec na blat, a sama ostrym wzrokiem zlustrowała Bachmanna. Westchnęła ciężko, cały czas kręcąc głową. Typowy, złośliwy chochlik. Nie dawał jej angażować się w relację, tylko dawał, kiedy ona chciała się odwdzięczyć. Pewnie boczyłaby się jakiś czas, gdyby nie kolejne pytanie na które widocznie spoważniała. Usta ułożyły się jej we wąską kreskę, a Ward jedynie krótko westchnęła. No tak, czas głębokich opowieści czas zacząć — mój brat i ja chcieliśmy od zawsze ratować ludzi. W zasadzie chciałam zostać chirurgiem — stwierdziła, wpatrując się w Theo, po czym spuściła wzrok. Z trudem przychodziło jej opowiadanie przeszłości — proszę nalej mi wina — powiedziała cichym tonem. Chwilę czekała, a gdy dostała kieliszek w dłonie, połowę jego zawartości wypiła na raz. Musiała się znieczulić — po stażu miałam nowotwór. Po wszystkich przygodach z nim nie chciałam mieć nic wspólnego z żywymi pacjentami. Dlatego wybrałam patologię — druga porcja znieczulenia — a medycynę sądową wybrałam, kiedy umarła moja bratowa i nie byłam w stanie wytrzymać spojrzeń pełnych troski. Martwi nie patrzą, nie mówią, nie jestem w stanie ich zawieść — czuła, jak słowa grzęzą jej w gardle. Nie lubiła opowiadania własnej historii. W takich chwila była mentalnie obdarta z ubrań. Zdążyła to przeżyć, przeprocesować, ale wystarczyło jedno pytanie, które było w stanie wybić ją całkowicie z rytmu.
— Nie powiedziałaś mi tego wtedy — przypomniała mu, marszcząc przy tym dość groźnie brwi. Już wtedy przecież oczekiwała usłyszenia tych słów. Chciała wiedzieć, że mu się podoba, że dobrze wygląda. Zamiast tego dostała wytłumaczenie o tym, że nikt nie zwraca na nią uwagi. Właśnie mieli! A właściwie jeden konkretny olbrzym miał zwrócić na nią uwagę.
— Nie mów w ten sposób, nie nudzisz mnie — stwierdziła, patrząc na niego groźnym spojrzeniem. Mogła być chłodną osobą, a jednocześnie miała w sobie coś takiego jak serce. Zwłaszcza w stosunku do mężczyzny, do którego coraz bardziej się przywiązywała — wiesz że... — zaczęła nagle Cynthia z lekko zmarszczonymi brwiami — nie musisz mnie słuchać i że chcę, żebyś czuł się dobrze przy mnie? — spytała finalnie, bo zmartwiła ją jego historia. Kimkolwiek byłaby ta kobieta, życzyłaby jej trafienie na jej stół. Podobno nikomu nie powinno życzyć się źle, ale czasem znajdowali się tacy ludzie, z którymi nie można było inaczej. Nie potrafiła zrozumieć, dlaczego ktoś zraniłby tak dobrego człowieka i... i go szkolił. To krótkie stwierdzenie wywołało w niej falę irytacji — wiesz, teraz jak byś wypił... To nie byłoby już nieznajomej, ale to twoja decyzja — zaraz wzruszyła delikatnie ramionami, rozkładając dłonie. Do niczego nie miała zamiaru go zmuszać. Jeśli uważał alkohol za słabość, przystanie na to. Mogła mieć darmowego kierowcę, prawda?
— Na razie nie wyminąłeś żadnej wady — uśmiechnęła się delikatnie, wpatrując się w niego z nieukrywaną ciekawością w oczach. Na kolejne stwierdzenie cała zesztywniała — Lakefield? — spytała, patrząc w niego cały czas. Nie, to niemożliwe, żeby jej przyjaciółka mogła być ex-terapeutką jej przyszłego faceta. Takie przypadki zwyczajnie w świecie się nie zdarzają.
Uśmiechnęła się, czując na ustach buziaka. Theo był słodki, zwłaszcza kiedy tak krążył w jej kuchni. Kiwnęła głową na jego instrukcję. Kolejna rozpływająca się truskawka w ustach, tego właśnie potrzebowała. Uniosła kąciki ust jeszcze wyżej, widząc, co on planuje. Nachyliła się w jego stronę, by móc przechwycić truskawkę, ale skradła mu jeden dłuższy pocałunek.