Strona 2 z 2

The Wrap up party • Love is blind Toronto

: pn kwie 06, 2026 10:52 pm
autor: Peach J. Pepper
Peach faktycznie się czuje jak to jojo, bo Galen ma niesamowitą umiejętność hipnotyzowania jej swoim spojrzeniem i obecnością, a jednocześnie chwilę później mówi, żeby sama podejmowała decyzje. Oczywiście, że sama je koniec końców będzie podejmowała, bo nie zdzierżyłaby świadomości, że chłop nią steruje, ale jednak miło byłoby, gdyby się zaoferował i jej zapewnił taką pewność, bo to działa bardzo dobrze na poczucie bezpieczeństwa.
On jej tutaj mówi, że jak nie spróbują, to się nie dowiedzą, ale co ona ma na to tak właściwie mu odpowiedzieć? Że ona mogłaby z nim spróbować już od jakiś dwudziestu lat? Przedziwna to dla Peach była sytuacja, kiedy jedyny chłopiec którego nieprzerwanie zawsze chciała, nagle jej mówi takie rzeczy. Tak jakby jej marzenie się właśnie ziszczało, niestety coś jej nie pasowało w tym wszystkim, bo miała jakieś dziwne wrażenie, że Galen tak mówi tylko dlatego, że nie przepada za Jeffem? Niby nie wiedział o tym, że to z nim skończy ten program a i tak przyszedł, i tak pisał do niej sprośne smski, ale jednak teraz, kiedy wszystko było jak na dłoni, pomyślała, że może jednak nie chodzi o nią? Bo gdyby chodziło o nią, to chyba nie zwlekałby tak długo z jakimś wyznaniem, prawda?
No i znów jest niedobrze.
Peach patrzy na niego z niedowierzaniem i zdenerwowana aż dotyka ułożonych włosów, jakby chciała je za ucho założyć. Patrzy na niego uważnie i pyta:
- Powiedziałbyś tak samo do Cherry, która cię zdradziła bo poleciała za porywem serca? - jak go tak wzieła pod włos, to zrozumiała, że Galen nie przemyślał tej swojej strategii w której chciał przekonać jej, ale ona też nie przemyślała do końca tego co chciała mu przekazać. - Przepraszam, ale chyba wiesz o co mi chodzi - patrzy na niego wymownie, ciekawe czy wciąż jest idealna skoro mu mówi takie rzeczy. On natomiast jej oczy już otwiera, bo faktycznie ona nie postawi już teraz na Jeffa na pewno, kiedy dowiedziała się, że Galen ma o nim aż tak złe mniemanie.
Stoją więc po obu stronach krzeseł i Peach chciałaby mu powiedzieć, że nie ma racji, że ona robi tak jak chciała, ale nie mogła już tak zrobić, bo zmieniła zdanie. Poza tym znów ją wziął pod włos, bo zarzucił takim pytaniem, które po chiwli milczenia nagle odwróciło całą tą dramatyczną sytuację w jeden uśmiech, który zaczna się malować na jej ustach. Nie mogła mu powiedzieć przecież, że nic nie czuje, szczególnie że on z takim zaangażowaniem ją przekonywał, że jeżeli miała coś czuć, to prędzej jakieś pragnienie w jego kierunku. Dlatego uśmiecha się do niego i wzrusza ramionami, nie mówiąc nic.
Niech sobie Galen dopowie, ot co.
W końcu jednak mówi:
- Pojdę z tobą
I skoro tak tylko powiedziała, to nagle jakiś ciężar z niej spadł i rozejrzała się po całym pomieszczeniu w poszukiwaniu swoich rzeczy z którymi tu dziś przyszła. Znalazła telefon i torebusie, znalazła też jakieś leginsy i bluzkę. Wciska te rzeczy w torebusie i łapie za klamkę, nim jeszcze wyjdą spojrzy na niego, bo może nie spodziewał się tego, że to wszystko może być takie proste? Ale czy musi być skomplikowane? -Poczekaj na mnie przed wejściem
I jak wyszła to zaraz pobiegła na dół, gdzie już kręcony został ich ślub. Peach poszła przez ten wybieg i jak tylko stanęła przed Jeffem to zrozumiała, że nie może przecież za niego wyjść. Nawet kiedy on jej mówił jak miło z nią spędził czas, to ona odpowiedziała tym, że to był miły czas ale nie jest gotowa i nie chce brać z nim ślubu. Wszyscy na sali zdziwieni, ten oficer od ślubów w szoku, bo ten jeden akurat miał być pewniaczkiem, Jeff cały się zrobił fioletowy i pyta co sięstało, chce za Peach biec, ale Peach już ucieka sprzed ołtarza i tylko się zatrzymała, żeby oddać mikrofon. Więc kiedy on się ruszył, to ona już zdązyła wyjść na zewnątrz. Trochę jej łezek popłyneło, ale to dopiero jak usiadła w samochodzie i doszły do niej wszystkie te emocje.
A później no albo ten Galen na nią czekał, oby czekał, bo jak wybiegła z tego miejsca w którym miały być wesela, to za cholere nie wiedziała jak ma wrócić do domu. No i jeżeli czekał no to właśnie wskoczyła do niego do auta, na tylne siedzenie, bo na przednie to by się w tej kiecy nie zmieściła i mówi, żeby nie patrzł, bo ona się musi przebrać z tej sukni balowej.

Galen L. Wyatt

The Wrap up party • Love is blind Toronto

: śr kwie 08, 2026 5:19 pm
autor: Galen L. Wyatt
Galen tak naprawdę... nie wiedział czego chce.
Zawsze był niezdecydowany, a już zwłaszcza jeśli chodzi o kobiety, bo przecież on się do nich nie przywiązywał. Wymieniał je w jednej chwili, idąc za porywem serca, albo ekhem… czegoś innego. Nie zakochiwał się. Podobno...
Pierwsza była Marcie, dla której stracił głowę, którą kochał tak bardzo, że kiedy ich drogi się rozeszły, to on przecież próbował się zabić. Kiedy jego związek z Cherry też się posypał próbował tego po razu drugi. Nikt o tym nie wiedział oprócz pewnej brunetki, która wtedy ściągnęła go z mostu, że Galen ślizgał się w swoich eleganckich bucikach po drugiej stronie barierki.
Więc kiedy Peach powiedziała o Cherry, kiedy nie dość że przypomniała mu o tej zdradzie, to jeszcze wytknęła to, że czy do niej powiedziałby tak samo...
Porywy serca Charity Marshall, które zaprowadziły ich do bolesnego upadku, rozstania, które Wyatt przecież przeżył, może jeszcze przeżywał gdzieś w środku. Nie ruszył się z miejsca, ale... dotknęło go to. Przełknął jedynie ślinę, niebieskimi tęczówkami przesuwając po jej twarzy.
Rozumiał co chciała mu powiedzieć?
Może i tak.
Bo może tylko to, że dorośli ludzie nie powinni się kierować porywami serca, bo kończą tak... jak on z Cherry. A miało być tak pięknie, biała suknia ślubna. Wesele jak z bajki, a potem bajeczny dom na wzgórzach Scarborough. A potem dziecko. Galen chciał mieć z Cherry dziecko.
A teraz został z niczym.
I jak jeszcze przed chwilą wyciągnął rękę do Peach, to teraz ją cofnął. Teraz ulokował ją w kieszeni swoich idealnie wyprasowanych spodni. A jednak zaraz jej pytał o to, czy ona naprawdę nic do niego nie czuła. A po tym uśmiechu, który rysował się na jej pełnych ustach widział przecież, że... czuła. Widział to w jej oczach, które błyszczały na jego widok, bo Galen tak działał na kobiety. Zdawał sobie z tego sprawę.
Więc kiedy powiedziała to pójdę z tobą nie był wcale zaskoczony. Skinął głową i właściwie miał ją przodem puścić do wyjścia, ale kiedy się przed nim zatrzymała, znowu znalazł się niebezpiecznie blisko niej, znowu niebieskie tęczówki zawiesił na jej ciemnych oczach.
- Podstawię samochód - te słowa zawiesił tak blisko jej pełnych warg, że mogła je czuć na swoich ustach.
Galen też zszedł na dół, zakręcił się trochę wśród gości, bo przecież musiał zobaczyć minę Jeffa, to jak się zrobił fioletowy, a później to już rzeczywiście wyszedł z kaplicy, żeby podstawić swoje auto. Dzisiaj krwisto czerwone Ferrari, bardzo charakterystyczne. Zaparkował przed wejściem, jeszcze poprawiając swoje idealnie ułożone włosy, przeglądając się w lusterku, a kiedy Peach usiadła na tylnym siedzeniu, kiedy zamknęła za sobą drzwi, to zaraz odjechał w stronę zachodzącego słońca. A tak naprawdę to gdzieś po prostu przed siebie. Zerknął tylko na Peach w lusterku, kiedy kazała mu nie patrzeć. Ale przecież nie będzie tego robił, bo Galen był dżentelmenem, może raz tylko zerknął w lusterko.
Auto wypuścił na jakąś ulicę za miasto. Bo jeśli myślała, że co? Że odstawi ją tak po prostu do domu, to też się myliła. I dopiero, jak się przebrała i przeszła na przednie siedzenie obok niego zostawiając suknię ślubną na tylnej kanapie, to odwrócił się do niej i utkwił w niej te niebieskie tęczówki.
Skoro chciała z nim uciec, to on przecież nie mógł jej tego odmówić.
Ucieczki gdzieś z dala od Toronto i od tego wszystkiego. Tylko oni.
Koniec
Peach J. Pepper