Strona 2 z 3

let's get rich, live like kings, let's get red like lobsters

: pn mar 16, 2026 11:06 am
autor: teddy darling
Miały wspólne hobby! Oglądanie seriali i głupich reality show można było do tego zaliczyć, prawda? Lubiły też grać na konsoli i w planszówki, pod warunkiem, że te nie zawierały instrukcji dłuższej niż dwie strony, bo wtedy Teddy nie nadążała za zasadami. No i lubiły podróżować, chociaż akurat na to nie zdołają znaleźć zbyt wiele czasu. Ale cała reszta się zgadzała!
Któreś z twoich? — uniosła wysoko brwi i posłała partnerce rozbawione spojrzenie. — Masz na myśli pracoholizm? To nie hobby, April — zauważyła, zresztą bardzo słusznie! Ślęczenie przed kompem i telefonem, jeszcze załatwiając sprawy służbowe, to żadne zainteresowanie, które można rozwijać.
Jasne, że Darling bywała uparta. Częściej jednak szła na ustępstwa. Tylko im bardziej Finch przypierała ją do muru i próbowała coś na niej wymusić, dawało to zupełnie odwrotny skutek i wtedy zamiast być potulna, próbowała udowodnić, że nie da się owinąć wokół palca. Stąd ten bunt. Ukochana zdecydowanie powinna zmienić taktykę, jeśli chciała coś osiągnąć. Ale najpierw musiała chyba zrozumieć, że po tylu latach zażyłej przyjaźni, Teddy poniekąd uodporniła się na jej zagrywki.
Co ty wygadujesz? Jedziesz, więc umiesz jeździć — dla niej kalkulacja była bardzo prosta. Samochód pędził szosą, tylko na moment zwalniając i to przez dzika - samobójcę. A skoro samochód mknął przed siebie, a za nim unosiły się kłęby kurzu, Finch potrafił prowadzić pojazd. Nie była to żadna większa filozofia. Nikt nie mówił tutaj o wykonywaniu jakichś szalonych manewrów czy zabawy w Verstappena, chodziło o zwykłe poruszanie się do przodu, ewentualnie cofanie w razie konieczności.
Palce Teddy coraz śmielej wkradały się pod materiał majtek, ale wtedy April zatrzymała się w ustronnym miejscu, zaraz przy gęstwinie, więc nie pozostało jej nic innego, jak również odpić pas. Już miała pociągnąć za klamkę, ale wtedy partnerka umościła się na jej kolanach, na co Darling parsknęła pod nosem zduszonym śmiechem.
Och, znowu zaczynasz? Teraz zamierzasz przynajmniej skończyć? A może powinnam dać ci nauczkę za tamto? — mruknęła, czując jak ciepłe pocałunki zsuwają się powoli wzdłuż jej szyi.
Jej głos brzmiał niby zaczepnie, ale w środku nie była już wcale taka pewna, czy naprawdę chce karać Finch za cokolwiek. Dłoń Teddy odnalazła jej włosy. Zacisnęła na nich palce i pociągnęła lekko do tyłu To wystarczyło, żeby zmusić ją do podniesienia głowy. Przez krótką chwilę patrzyła jej w oczy, a potem nachyliła się i wpiła się w jej usta z zachłannością, której nie potrafiła już powstrzymać.
Zaraz, a czy nie wspominała wcześniej o nauczce? Właśnie, powinna dać jej nauczkę! Tym bardziej że teraz role się odwróciły i to Darling miała przewagę. Wystarczyłoby tylko trochę samozaparcia. Kilka powolnych gestów i kilka szepniętych przy uchu słów, które mogłaby doprowadzić April do szaleństwa. Mogłaby obserwować, jak jej oddech staje się coraz płytszy i jak w oczach pojawia się ten znajomy, roziskrzony błysk. A potem mogłaby się odsunąć. To byłoby naprawdę podłe, ale sprawiedliwe. Może nawet satysfakcjonujące. Ale kiedy Finch znów musnęła jej szyję ustami, cała ta pięknie ułożona wizja rozpadła się w pizdu. Bo prawda była taka, że Teddy nigdy nie była dobra w odmawianiu jej czegokolwiek. Zwłaszcza wtedy, gdy znajdowały się tak blisko. Westchnęła cicho, opierając czoło o jej skroń. Przez krótką chwilę po prostu tam trwała, próbując zebrać myśli, które rozpływały się jak mgła pod wpływem każdego kolejnego dotyku.

mam wspomnień tu z tobą już tyle, że muszę zamówić ekipę, trzy tiry i małą przyczepę

let's get rich, live like kings, let's get red like lobsters

: pn mar 16, 2026 12:11 pm
autor: April Finch
— Przestań! Mam mnóstwo świetnych hobby — prychnęła urażona tym niedocenianiem. Jej praca też leżała w sferze zainteresowań, ale nie traktowała tego jak coś, co robione jest wyłącznie dla rozrywki. Gdyby jej za to nie płacili, spędzałaby na social mediach dużo mniej czasu. Na pewno nadal sporo, ale mieściłoby się to w granicach normy. Powinna ją wciągnąć w coś absolutnie utopionego w światach fantasy. Na takiej sesji Teddy też miałaby okazję zostać bohaterką! Na pewno świetnie by się bawiła. Finch totalnie ją musi do tego namówić. Może zaprosi do takiej rozgrywki kogoś ze swojej stałej ekipy? Na przykład Erikę, na pewno się świetnie dogadają!
Wzruszyła ramionami, nie chcąc rozwodzić się nad własnymi umiejętnościami prowadzenia. Porównywała się do Kiry, więc nie miała wątpliwości, że jest co najwyżej przeciętna. Właściwi to w zestawieniu z takimi zwykłymi kierowcami też nie robiła dobrego wrażenia. Teddy jeździła dużo lepiej. Na pewno rozsądniej. April za szybko się rozpraszała, robiła z trasy zbyt dużą zabawę i za szybko kurwiła na wszystkich wokół, żeby uchodzić za dobrą kierowczynię.
— Wydaje mi się, że to ty nie myślisz o niczym innym, tylko żeby skończyć.Uśmiechnęła się prowokacyjnie, gdy dziewczyna odsunęła ją od swojej szyi. Uwielbiała momenty, w których wychodziło z niej to wariactwo. To, że April była nieprzyzwoicie niecierpliwa i... nieprzyzwoita, było oczywiste. Jeszcze zanim zaczęły ze sobą sypiać, Darling miała setki okazji, żeby nasłuchać się na temat jej podbojów. Nie prowadziła (chyba!) notesu z jej potrzebami seksualnymi, ale na pewno zdawała sobie sprawę, że jej przyjaciółka była pod tym względem dość wymagająca. Wiedziała, w co się pakuje, wciągając ją do własnego łóżka. April nie podejrzewała jednak, że jej ukochana skrywa w sobie dokładnie to samo. Nie było nic lepszego niż obserwowanie, jak nie jest w stanie trzymać rąk przy sobie, jak nie mieści się w skórze z tej całej niecierpliwości. Oddała zachłanny pocałunek, chcąc jeszcze mocniej podgrzać atmosferę między nimi.
Składała na jej szyi drobne, czułe pocałunki. Rozkoszowała się otaczającą je ciszą, spokojem i prywatnością. Nie musiała się spieszyć, miały przecież dla siebie cały dzień. A to mogłaby robić godzinami. Mogłaby nie odsuwać się od niej do wieczoru, mogłaby ją tak zacałować na śmierć, aż w końcu rozpuściłaby się pod wpływem śliny.
— Nie chcesz? — zapytała szeptem, przesuwając palcami leniwie po jej nagim brzuchu. Miała na sobie zdecydowanie zbyt wiele warstw i to zdecydowanie nie było sprawiedliwe. Wysunęła dłonie spod tych wszystkich okropnych ubrań. Odgarnęła włosy z jej szyi, dając sobie lepszy dostęp do wciąż niedopieszczonego ciała. Mruknęła zadowolona, zasysając mocno skórę w miejscu, którego nie będzie w stanie zakryć żadnym materiałem. No, chyba że zacznie chodzić po Honolulu w szaliku.
— Mam przestać? — przesunęła jej włosy na drugą stronę, żeby móc złożyć identyczną pieczątkę na tej samej wysokości po drugiej stronie szyi. To było dużo przyjemniejsze niż spacer w nieznane wzdłuż zarośniętej ścieżki, który zaproponowała przed chwilą.

Ocieramy się o siebie, Razem ze mną obok mnie

let's get rich, live like kings, let's get red like lobsters

: pn mar 16, 2026 12:57 pm
autor: teddy darling
Wszystkie hobby April poszły nagle w niepamięć. A już na pewno te sesje rpg, o których Teddy nawet nie chciała słuchać. To nie była jej bajka. Była bohaterką w prawdziwym życiu, nie musiała udawać niczego, rzucając kostką. Na szczęście Finch miała stałą ekipę, więc nie musiała jej do tego tak usilnie namawiać. Ona też nie nagabywała jej, żeby wylewała z nią siódme poty na siłowni. Od tego miała swoje koleżanki. I kolegów, rzecz jasna! Nie musiały robić wszystkiego razem, bo to niezdrowe!
Niewątpliwie łóżkowe podboje Finch robiły wrażenie. Darling mogła pochwalić się podobnymi doświadczeniami, jednak nigdy nie widziała w tym sensu. Zwykle zachowywała takie szczegóły dla siebie. Nie należała do osób, które z łatwością dzieliły się prywatnością nawet z najlepszą przyjaciółką, a już na pewno nie do tych, które lubią się przechwalać. Czasami tylko wspomniała coś zupełnie od niechcenia. Nigdy jednak nie wdawała się w detale. Takie rzeczy wolała zatrzymywać dla siebie. Zresztą, skąd właściwie April miałaby cokolwiek wiedzieć o jej wymaganiach? Jeśli w ogóle miała jakieś wyobrażenie na ten temat, musiało ono opierać się wyłącznie na domysłach. Najprawdopodobniej nie zdawała sobie nawet sprawy z tego, z iloma kobietami Teddy była w przeszłości, a tym bardziej z tego, co wyprawiała z nimi w łóżku. Pod tym względem Darling była w znacznie lepszej pozycji, bo przecież Finch nie zamykała się gęba i ciągle paplała o tym, co tam ją jara.
Kiedyś skończę z tobą, jak tak będziesz mnie denerwować — zagroziła, ale nie wyjaśniła co miała na myśli. Albo porzucenie, albo morderstwo. April mogła sobie wybrać.
Pytania były strasznie durne. Do tego stopnia, że Teddy przewróciła oczami. Nie mogła pojąć ich sensu i dlaczego partnerka wpadł na pomysł, żeby je zadać. Każde kolejne brzmiało jeszcze bardziej bezsensownie niż poprzednie.
Zawsze chcę i dobrze o tym wiesz — odparła, wzdychając pod nosem. Czy tego nie było widać? Czy Darling kiedykolwiek nie miała ochoty? No właśnie. To akurat powinno być dostrzegalne gołym okiem. A jednak uwierała ją jakaś wewnętrzna irytacja, że zamiast przejść do rzeczy, bawiły się w jakieś podchody. Żeby tego było mało, wrócił do niej wieczór, kiedy Finch rozebrała ją, a potem, zamiast po prostu przelecieć, zaczęła narkotykowe rozkminy i nic z tego nie wyszło. Nie powinna tak wyolbrzymiać, ale chyba zbliżał jej się okres. Dobrze, że wraz z końcem wakacji, a nie na samym początku.
Miałyśmy pozwiedzać — przypomniała jej, bo chociaż najpiękniejsze widoki miała przed sobą, to mogłyby zobaczyć coś dodatkowo. Wbrew pozorom, Teddy nie była uzależniona od seksu i potrafiła myśleć o czymś innym. Najwyraźniej w przeciwieństwie do April. Czy to było jedno z jej hobby? Jeśli tak, to idealnie się składało, bo jednak miały wspólne zainteresowania! Czy to nie cudowne?! — Miałam zrobić ci ładne zdjęcia i w ogóle — ujęła jej twarz w swoje dłonie i skradła słodki pocałunek. A potem, jak gdyby nigdy nic, otworzyła drzwi i wygramoliła się z samochodu z ukochaną w ramionach. Wprawdzie musiała się trochę przy tym nagimnastykować, ale przecież Finch ważyła tyle, co nic!

chętnie ci opowiem, jak mi z tobą świetnie jest

let's get rich, live like kings, let's get red like lobsters

: pn mar 16, 2026 2:30 pm
autor: April Finch
Nie bała się skończenia. Opcji z porzuceniem w ogóle nie brała pod uwagę. Nie przyjmowała do wiadomości, że Teddy mogłaby ją kiedykolwiek zostawić. Nie chciała wpuszczać tej myśli do swojej pokręconej głowy, bo to zawsze kończyło się bardzo źle. Potem nachodzą ją dziwne przemyślenia, gdy jest kompletnie wystrzelona w kosmos przez tabletki i nie potrafi się powstrzymać od wypowiedzenia ich, co niepotrzebnie stresuje jej partnerkę i psuje jej nastrój. A powinna mieć zawsze doskonały humor. Do śmierci podchodziła dużo lżej! Była gotowa zrobić dla Darling absolutnie wszystko. Równie dobrze mogła dać jej się pokroić.
— Wiem, ale lubię o tym słuchać — przyznała szczerze. Zdecydowanie była uzależniona od komplementów i pochwał. Ale to tylko jeden z bardzo licznych problemów z jej psychiką! Gdyby nie otrzymywała tych wszystkich słodkich słów, pewnie szybko okazało się, że ma bardzo niskie poczucie własnej wartości. Nie miałaby na czym opierać swojego delulu, wszystko runęłoby jak domek z kart i wyszłoby z niej mnóstwo smutku. Ale przy Teddy jej to nie groziło. Z zadziwiającą łatwością nadal dawała wymuszać na sobie nowe komplementy i miłosne wyznania. Oby jej się to zbyt szybko nie znudziło, bo April nie znudzi się to nigdy.
Mruknęła jakieś odruchowe potwierdzenie. Jasne, że miały zwiedzać. Ale przecież Hawaje nie uciekną. Zresztą! Co niby tutaj mogło być jeszcze takiego ciekawego? Widziały ocean, widziały palmy no i właściwie tyle. Można śmiało założyć, że reszta jest dokładnie taka sama i zająć się z powrotem sobą. Kompletnie nie przejmowała się wycieczką, robiąc trzecią z kolei malinkę na jej szyi. Jeszcze kilka i może wreszcie świat zauważy, że nie warto się do niej zbliżać, bo jest zajęta? No, może kilkanaście.
Uśmiechnęła się zadowolona, czując, jak Teddy ją podnosi. Była święcie przekonana, że dziewczyna wymyśliła jakiś nowy, wygody sposób na ułożenie się i kontynuowanie zabawy tak, żeby nikomu nic się nie wbijało w żadną część ciała. Niestety po tym, jak odstawiła ją na ziemię, przestała się garnąć do pieszczot. Finch uniosła brwi, przyglądając się jej z niedowierzaniem. Początkowo nie była nawet zła. To zbyt duży szok, by pamiętać o tym, że trzeba się też wściekać. Potrzebowała kilku sekund, by odnaleźć się w nowej nudnej rzeczywistości.
— To chodź. Zobaczymy, co tam jest — mruknęła, jak już przypomniała sobie, że powinna się trochę obrazić. Zgarnęła z samochodu kluczyki i telefon, po czym ruszyła przed siebie tajemniczą ścieżką. Nie będzie się przecież dopraszać! Znaczy wiadomo, mogłaby to robić – celowo i z wielką przyjemnością. Ale to nie była sytuacja, w której Teddy sobie na to zasłużyła. Bardzo chciała wierzyć, że teraz piłka jest po jej stronie i to ona powinna zgotować partnerce odpowiednią karę, żeby pokazać jej, na jak wiele sobie absolutnie nie zasłużyła, ale... pewnie bardzo szybko o tych postanowieniach zapomni.
Na wąskiej ścieżce było chłodniej niż w samochodzie. Spomiędzy gałęzi nie przebijało dużo słońca. Na szczęście nie wiał też wiatr, dzięki czemu nie zdążyło zrobić się nieprzyjemnie. Sama trasa nie była najgorsza. Nie wpakowałaby się przecież w jakieś chaszcze pełne paskudnego robactwa. Takich na pewno nie brakowało wokół, ale wydeptany dukt pozwalał spacerować spokojnie i bezpiecznie. Otaczały je wyłącznie dźwięki tutejszej natury. Szelest liści i śpiew jakichś dziwacznych ptaków sprawiały, że nie miała ochoty się za długo dąsać. A przynajmniej nie na naturę. Było zbyt przyjemnie, by się nie uśmiechać. Ale te uśmiechy w ogóle nie były dedykowane Teddy, niech sobie za dużo nie wyobraża.
Usłyszała głośny szum wody kawałek przed nimi. To nie mógł być ocean. Może miała tragiczną orientację w terenie, ale są jakieś granice nieogarnięcia. Nawet ona wiedziała, że to nie w tym rzecz. To musiało być coś ciekawszego, czego faktycznie jeszcze w te wakacje nie widziały. Przyspieszyła kroku, chcąc jak najszybciej rozgryźć tę zagadkę.
Wyszła zza gęstej ściany drzew i zatrzymała się zaskoczona. Hałas okazał się wodospadem. Z progu skalnego spadała kaskada wody, rozbijając się z głośnym szumem o taflę niewielkiego oczka wodnego. Otaczała ich wyłącznie zieleń i mokre skały, odcinając to miejsce od reszty świata. Było tu naprawdę pięknie, intymnie i magicznie. Wciągnęła głęboko pachnące wilgocią powietrze. Cieszyła się, że wysiadły z samochodu, ale nie miała zamiaru przyznawać tego na głos. Podeszła do samej krawędzi wody, kucając na moment, by zanurzyć w niej dłoń. Była przyjemnie chłodna.

Ale ja mam w sobie mordercę, Wojownika, chcę zjeść Twoje serce

let's get rich, live like kings, let's get red like lobsters

: pn mar 16, 2026 3:40 pm
autor: teddy darling
Mogła się tego spodziewać. April nigdy nie reagowała dobrze na odmowę, niezależnie od tego, czego ona dotyczyła. Nawet jeśli chodziło o coś zupełnie drobnego, potrafiła przyjąć to jak osobisty afront. Teddy wiedziała o tym od dawna, a mimo to za każdym razem czuła podobne zdziwienie. Trudno jej było zrozumieć, dlaczego April tak bardzo się tym przejmowała. Dla Darling sprawy wyglądały prościej. Nie widziała sensu w obrażaniu się bez wyraźnego powodu. Życie było wystarczająco krótkie, żeby jeszcze sobie dokładać! I nie wszystko musiało sprowadzać się do seksu. Nie każda chwila spędzona razem musiała kończyć się w ten sam sposób. Teddy nie uważała tego za najważniejszą część relacji. Oczywiście nie twierdziła, że to nie ma znaczenia, ale dla niej nie było to coś, od czego zależała cała reszta. Znacznie ważniejsze było to, czy dobrze się ze sobą czują, czy mogą swobodnie rozmawiać i czy zwyczajnie lubią swoje towarzystwo. Seks był fajnym, dodatkiem, którego nie brakowało i na pewno nie zabraknie w ich związku. Ale czasami Finch zachowywała się tak, jakby to nie było wystarczające. Chociaż trudno stwierdzić, czy teraz dąsała się trochę, bo Darling przerwała słodkie pieszczoty, czy o właśnie o to, że spotkała się z protestem. A może zwyczajnie gdzieś się rozmijały, kiedy jedna chciała się pieprzyć, a druga wolała chłonąć widoki natury, których długo później nie zobaczy, bo nie mogła podróżować według własnego widzimisię?
Wywróciła oczami, szczerze żałując, że w ogóle postanowiła się odezwać. Trzeba było zostać cicho. Przejechała opuszkami placów po swojej szyi, dokładnie w miejscu, gdzie April zostawiła po sobie czerwone ślady. Skóra mrowiła w przyjemny sposób. Dobrze, że żadna z nich nie wierzyła w bzdury o tym, jak malinki powodowały nowotwory. Ten, kto to wymyślił, powinien ponieść za to jakąś okrutną karę.
Długo planujesz być taka naburmuszona? — wetschnęła, ruszając za ukochaną. Za każdym razem, kiedy Finch odsuwała na bok gałęzie, a potem je puszczała, Teddy obrywała nimi prosto w twarz.
Dźwięk, który niósł się zza drzew z każdym krokiem stawał się głośniejszy, aż przerodził się w ciągły szum, a później w huk, jakby woda odbijała się od skał i zagłuszała wszystko inne. Wychyliła się za April i na moment zwolniła, pozwalając oczom przyzwyczaić się do widoku.
Wodospad, choć niewielki, robił wrażenie i Darling przenigdy czegoś nie widziała. Woda spadała z ciemnego, mokrego progu skalnego i rozpryskiwała się w drobnej mgle, która osiadała na liściach i kamieniach wokół. W powietrzu unosił się zapach wilgotnej ziemi i mchu. Teddy poczuła, jak chłodne krople osiadają na jej skórze, kiedy podeszła bliżej.
Och! — to jedyne, co zdołała z siebie wydobyć. Na nic bardziej konstruktywnego nie było ją stać, bo to, co właśnie znalazły, było po prostu nie do opisania!
Rozejrzała się powoli. Miejsce wyglądało tak, jakby ktoś wyciął je z reszty świata i schował głęboko w lesie. Wysokie drzewa tworzyły zielony dach nad wodą, a skały wokół oczka były śliskie i ciemne od wilgoci. Przez chwilę pomyślała, że to jedno z tych miejsc, które ludzie zwykle znajdują tylko na zdjęciach w internecie, a nie przypadkiem podczas wakacyjnej włóczęgi.
Jej wzrok przesunął się na April, która już kucała przy brzegu i zanurzała dłoń w wodzie. Teddy uśmiechnęła się lekko pod nosem. Oparła rękę o pień drzewa i przyglądała się temu przez chwilę, słuchając monotonnej muzyki spadającej wody. W końcu dołączyła do Finch i przykucnęła za nią, łapiąc za biodra, żeby pchnąć ją lekko i zaraz przyciągnąć do siebie. Może nawet wrzuciłaby ją do oczka wodnego, gdyby nie świadomość, że partnerka miała wciśnięty w kieszeń spodenek telefon. Tego mogłaby jej nie wybaczyć.
To łódka? — zapytała, dostrzegając na drugim końcu drewnianą konstrukcję. Poderwała się na nogi i ruszyła we wskazanym kierunku. — April, to łódka! — zawołała wesoło, już obmyślając w głowie plan, jak ją wypchnąć na wodę. Była trochę spróchniała, ale powinna spełniać swoją funkcję.

bez cienia wstydu zjem cię, smakujesz mi powietrzem

let's get rich, live like kings, let's get red like lobsters

: pn mar 16, 2026 4:51 pm
autor: April Finch
Rozmijały się w tak wielu kwestiach i w tak wielu zgadzały. Przeplatało się to ze sobą przez te wszystkie lata, pozwalając im wytworzyć piękną przyjaźń. W związku to było trochę bardziej skomplikowane. Było mniej miejsca na wybaczanie sobie albo puszczanie głupich uwag mimo uszu. Musiały się po prostu od nowa siebie nauczyć. Za szybko osiadały na laurach, twierdząc, że skoro znają się tak dobrze, to nie zdobędą już żadnej nowej wiedzy. A przecież ich miłość nie polegała tylko na częstszym widywaniu się nago niż dotychczas. To też, ale to nie wszystko. Wbrew wszelkim pozorom April była w stanie nie stawiać seksu na pierwszym miejscu. Po prostu zbyt często tego nie okazywała. Ale to wina Teddy, która ją tak bezczelnie kusiła każdym gestem.
— Długo — odparła, wzruszając ramionami. To właściwie nie była prawda. Wiedziała, że szybko jej się znudzi. To przecież nie była poważna kłótnia. To w ogóle nie była kłótnia! Nie chciała marnować wakacyjnego czasu na obrażanie się godzinami. Będzie mogła to robić, jak już wrócą do Kanady. Będzie mogła zrzucać Teddy na głowę godziny uporczywego milczenia. Na pewno dotkliwie odczuje brak wiadomości, odbierania dziesiątek linków, w które nigdy nie wejdzie i przerwy w dostawie prowokacyjnych zdjęć! Albo wcale nie odczuje, bo przecież, jak jest w pracy, to nie ma za dużo czasu na patrzenie w telefon. Finch będzie obrażała się w eter.
Widok był naprawdę rozkoszny. Miały więcej szczęścia niż rozumu, że trafiły w takie miejsce. Jakby zaczęły szukać podobnych w internecie, to pewnie trafiłyby do jakiegoś uroczego, ale obleganego przez ludzi zakątka. A tutaj? Panował przede wszystkim święty spokój. Miejsce pewnie było oblegane głownie przez lokalsów. Ale i oni nie będą tu siedzieć bez przerwy, szczególnie w środku dnia w dzień powszedni. Uczciwi obywatele teraz pracowali.
Uśmiechnęła się, tym razem wyłącznie z powodu Teddy i dla Teddy. Jej dotyk był bardziej kojący niż monotonny szum wody. Złość jej od razu przeszła. Miała ochotę obrócić się do niej przodem, zarzucić ręce na szyję i wycałować za wszystkie czasy. Chciała wciągnąć je obie do wody i po prostu cieszyć się bliskością. Ale jej dziewczyna nagle wyparowała. Rzuciła coś o łódce i pomknęła w jej stronę. Finch wywróciła oczami, zawiedziona takim obrotem spraw. Wcale nie zrobi się tak miło, jak chciała. No trudno. Przynajmniej jej partnerka była tym wszystkim zachwycona. A ona uwielbiała patrzeć na jej radość. Musi jej po prostu pomóc. Zamienić się na moment w małą piratkę i uznać, że łódka to faktycznie najciekawsze, co je dzisiaj spotkało.
Podniosła się z kucków i ruszyła za strażaczką. Łódka faktycznie tam była. W połowie wyciągnięta na brzeg, do połowy zarośnięta jakimiś dziwnymi pnączami i przysypana liśćmi. Zdecydowanie pamiętała lepsze czasy. Skoro Darling tak bardzo chciała się w to bawić, April nie zamierzała jej psuć nastroju.
— Dobra, Pizarro, łap za tę rufę, czy jak to się, kurwa, nazywa. — Machnęła ręką wskazując jedną z części łódki. Czy w takich małych obiektach w ogóle używano tego słownictwa? Pewnie nie. Trudo. Chwyciła za krawędź wilgotnego drewna i na znak strażaczki, która ustawiła się po swojej stronie, szarpnęła z całej siły. Łódka jęknęła żałośnie, trąc dnem o kamienie, ale zsunęła się kilka centymetrów w stronę wody. Udało się ją zwodować. I nawet nie zaczęła od razu tonąć. Zanurzyła brudne dłonie w wodzie, chcąc pozbyć się tego niezidentyfikowanego syfu, który zebrała z drewna.
— Myślę, że utonięcia na łodzi w jakimś buszu może nie być nawet w ubezpieczeniu od moich rodziców. — Nachyliła się w stronę łajby, zgarniając z niej jakieś wielkie liście, które była w stanie wyciągnąć ciągle stojąc na brzegu. Ubezpieczenie faktycznie miała całkiem rozbudowane, ale niektórych pomysłów nie przewidzieli nawet Finchowie. Chociaż cholera wie. Umowa, którą kazali jej podpisać, była wyjątkowo gruba. Wiadomo, że jej nie przeczytała.
— Jak ją nazwiesz? — dopytała, sięgając po telefon. Statek musiał mieć imię, każdy to wie, nawet April. Uruchomiła aparat i cyknęła kilka zdjęć wodospadowi, paskudnej łódce i Teddy próbującej pozbyć się zawadzającego im syfu.

Nad wszystko uśmiech twój, Nad grusz kwitnących sad

let's get rich, live like kings, let's get red like lobsters

: pn mar 16, 2026 5:39 pm
autor: teddy darling
Długo. No jasne, że długo. Dobrze, że długo w słowniku April oznaczało zaledwie kilka minut. Akurat pod tym względem Teddy znała ją bardzo dobrze. Właściwie nie wiedziała, co musiałaby zrobić, żeby Finch złościła się na nią tak naprawdę i żeby rozciągnęło się to w czasie. Nawet milczenie, które wynikało z pracy, nie było wystarczającym powodem! April musiała w końcu uświadomić sobie dobitnie, z kim się związała i że Darling nie będzie mogła być na każde jej pstryknięcie palcem. Byłoby miło, ale to tak nie działało. Nie rzuci nagle wszystkiego, żeby odczytać wiadomość albo zareagować na śmiesznego mema. W wyobrażeniu partnerki może tak powinno być i to bardziej niż pewne, że zetną się o to milion razy. A wtedy Teddy wykorzysta swój urok osobisty i szybciutko ją udobrucha. A potem April sama stwierdzi, że niepotrzebnie tak się na nią wściekała totalnie bez sensu.
Rozpromieniła się cała, kiedy ukochana do niej dołączyła i chętnie pomogła zwodować łódkę. Fajnie, że jej dziewczyna nie bała się trochę pobrudzić, to dopiero byłoby nudne, gdyby stroniła od każdego syfu, a tego nie brakowało. Wokół było mnóstwo wodorostów, mokrych liści i mułu, który grzązł pod butami. Dlatego Darling ściągnęła swoje adidasy i weszła do wody prawie po kolana, żeby łódka nie ryła o dno.
Nazwa! No tak, każda łódź miała mieć nazwę!
Kwietniowy Albatros — wypaliła pierwsze, co przyszło jej na myśl. Nawet w takich momentach, wszystkie jej myśli obejmowały April. — Pięknie, prawda? — uśmiechnęła się z nieukrywanym zadowoleniem. Była taka kreatywna! Szkoda tylko, że łódka sama w sobie była w takim opłakanym stanie. Przynajmniej przy każdym kolejnym szarpnięciu nie próbowała pójść na dno. Ale to szybko może ulec zmianie, kiedy tylko wejdą na pokład. To znaczy do środka, w którym znajdowały się tylko nadłamane ławki i jedno, smutne wiosło.
Dlaczego od razu zakładasz, że utoniemy? — Teddy przytrzymała się krawędzi, bo wlazła właśnie w coś ohydnie obślizgłego. Nie była szczególnie wrażliwa i o ile nie natrafi gołą stopą na coś, co będzie pająkiem, nic nie powstrzyma jej od wpakowania się na łódkę. — No i co ci wtedy po takim ubezpieczeniu? Rodzice dostaną fortunę za twoją śmierć? Można się na tobie wzbogacić? Powinnam rozważyć, czy cię całkiem przypadkiem nie podtopić? — zmrużyła oczy, jakby naprawdę zastanawiała się nad taką opcją. Nie, teraz to nie miało sensu. Muszą poczekać do ślubu, inaczej Darling nie otrzyma złamanego centa.
Coś owinęło jej się wokół palców. Zamoczyła rękę w wodzie i wyciągnęła z niej włochatego wodorosta, którego odrzuciła na bok. A przynajmniej tak jej się wydawało, bo to ustrojstwo wylądowało na ramieniu April.
Oj, pardon — zreflektowała się, przytrzymując łódkę z obu stron. — Wskakuj — zachęciła ją kiwnięciem głowy. — Może to nie będzie jej dziewiczy rejs, ale jakiś tam na pewno — wprawdzie trudno nazwać rejsem pływanie po oczku wodnym, ale kto by się tym przejmował? One pływały na tej łódce pierwszy raz i ostatni raz. Nie dlatego, że ta miała zaraz pociągnąć je ze sobą na dno, ale prawdopodobnie nigdy więcej tutaj nie wrócą.
Kiedy Finch wgramoliła się do środka, Teddy od razu podążyła jej śladem. Zwinnie wskoczyła na pokład, co było trochę durne, bo łodziom bujnęło na lewo, a potem na prawo. Stanęła w bezruchu, próbując utrzymać równowagę i uspokoić Kwietniowego Albatrosa. Zadziałało, więc mogła przycupnąć i sięgnąć po wiosło, odpychając je na sam środek wzburzonej przez wodospad wody.

to przecież dobrze, dobrze o tym wiem - chciałbym umrzeć przy tobie

let's get rich, live like kings, let's get red like lobsters

: pn mar 16, 2026 6:08 pm
autor: April Finch
Czekało je piękne życie pełne trudnych emocji i tęsknoty April wymieszanych z regularnym gaslightowaniem w wykonaniu Teddy. Finch bywała naiwna jak dziecko, na pewno da się owinąć wokół palca. Wmówi jej każdą bzdurę i wyjdzie na to, że jest w tej relacji co najmniej święta. Oby tylko nie popadła w te kompleksy, bo taka wersja April naprawdę będzie nie do zniesienia i nikt jej nie zechce, nawet Teddy.
Jej granice zdecydowanie nie były postawione tak daleko jak te strażaczki. Nie stroniła od szaleństw i nie uciekała na widok każdego syfu, ale taplanie się w czymś takim nie sprawiało jej przyjemności. Dobrze, że nie miała dzisiaj na sobie niczego wyjątkowo drogiego. Nawet bieliznę miała całkowicie przeciętną! Jeżeli nie będzie w stanie dobrać bluzy lub krótkich spodenek, to trudno. Pozbędzie się ich bez żalu. Już bardziej byłoby jej szkoda połamanych paznokci.
— Pięknie, pięknie — zgodziła się od razu. Nie miała pojęcia, czy łajby powinny być nazywane w ten sposób, ale niech będzie. Ważne, że w jakiś sposób została w tym zawarta, choć wcale nie było takiego obowiązku. Kojarzyła, że statki często noszą kobiece imiona. Zakładała, że kapitanowie chrzczą je po miłościach swojego życia. Albo chociaż po najlepszym seksie. Mogła mieć tylko nadzieję, że w głowie Darling zaliczała się do chociaż jednej z tych kategorii.
— Po ślubie to ty się wzbogacisz na mojej śmierci. Zrób z tą kasą co chcesz, ale oczekuję, że część wydasz na jakiegoś wybitnego portrecistę, który uwieczni mnie na płótnie na wieki — powiedziała poważnym tonem. To zdecydowanie nie był żart. Chciałaby, żeby jej przyszła żona skorzystała z majątku, który spadnie jej na łeb w taki sposób, jaki podpowie jej serce. Choćby miała wydać wszystko na te swoje różne niebezpieczne hobby, trudno! Albo na randki z nowymi kobietami. Ale pewne rzeczy musiały zostać ustalone już teraz. Piękny, ogromny obraz April powinien zawisnąć nad czyimś kominkiem. Najlepiej, gdyby na płótnie była w jakimś stopniu w negliżu.
— Teddy! — jęknęła zażenowana, gdy dostała wodorostem. No to już trochę przesada. Dwoma palcami ostrożnie zdjęła z ramienia tę ohydę i cisnęła nią gdzieś w krzaki. Otrzepała uważnie bluzę, próbując pozbyć się każdego możliwego śladu po tym, co ją spotkało. Najchętniej pozbyłaby się nawet wspomnienia. Ale się nie dało. Na ramieniu został wilgotny ślad, a w jej głowie obraz ohydztwa, ktorym ciska w nią Darling.
Zdjęła buty i ostrożnie wgramoliła się do środka. Udało jej się nie wywrócić, co było sporym osiągnięciem. Westchnęła z ulgą siadając na wilgotnej desce. Obserwowała z niepokojem, jak na pokład ładuje się jej partnerka. Na szczęście i tym razem uniknęły wywrotki. Może powinny zastanowić się nad życiem wilków morskich?
— Cholera, mogłam wziąć z domu to ukulele. Zagrałabym ci teraz jakąś piękną balladę w trakcie tego rejsu — westchnęła tęskno do kanarkowego instrumentu, który kupiła kilka dni temu. Zdecydowanie przepłaciła. Nie była to jakaś plastikowa atrapa, a faktyczny instrument, ale nie był wykonany tak porządnie, jak powinien. Będzie raczej miłym wspomnieniem, a nie kolejną metodą na zamęczanie Teddy potrzebami twórczego wyżycia się.
— Jak dopłyniemy na drugą stronę, to ziemia będzie nasza, nie? I wszystko, co na niej żyje. Tak chyba funkcjonują Amerykanie? — Spojrzała na brzeg, zastanawiając się, jak mogłyby wyzyskiwać tej zagajnik. Kapitalizm podsunął jej od razu kilka bardzo smutnych, ale intratnych pomysłów. Uśmiechnęła się ciepło do ukochanej, zachwycona, że razem zdobywają nowe lądy. Jak zwiedzać świat, to tylko z nią! Była taka silna, zdolna, pomysłowa, piękna i niesamowicie seksowna. April w ogóle nie próbowała znowu zacząć się do niej dobierać, choć stało to nieco w sprzeczności z jej naturą. Wpatrywała się w Darling maślanymi oczami, w ogóle nie martwiąc się faktem, że były jakoś tak nienaturalnie nisko w tej łódce. A może nawet coraz niżej? Nie, na pewno się jej wydawalo.

Mimo spalonych mostów, Znajdę sposób I wpadnę na drugi brzeg

let's get rich, live like kings, let's get red like lobsters

: pn mar 16, 2026 7:09 pm
autor: teddy darling
Nie zniosłaby, gdyby April zaczęła popadać w kompleksy. Nie mogła dopuścić, żeby kiedykolwiek do tego doszło. Kochała każdą jej wersję, ale wszystko miało swoje granice. Smutna Finch, ze spuszczonym na kwintę nosem, to przecież w ogóle nie była ona! Teddy już wolałaby, żeby wściekała się na nią bez większego powodu. To akurat zniesie dzielnie, byle tylko była tym radosnym promyczkiem, który zna swoją wartość, o czym zresztą Darling nigdy nie pozwoli jej zapomnieć. A i tak wolała grać z nią w otwarte karty, niż owijać makaron na uszy i zatajać przed nią bóg wie co.
Nie miała pojęcia, czy nazwa, którą wybrała, jakkolwiek wpisywała się w kategorie nazewnictwa dla łodzi, ale nazywanie jej po prostu April wydało się zbyt proste. Kochała jej imię, doskonale brzmiało w ustach Darling, ale przecież Kwietniowy Albatros miał sznyt i styl! I pod każdym względem kojarzył jej się z Finch. Z miłością życia, z najlepszym seksem i w ogóle ze wszystkim, więc tutaj nie można było niczego podważyć.
Nie wiem, April — pokręciła głową z udawaną niechęcią. — A co, jeśli woda sodowa uderzy mi do głowy i - oczywiście w wielkiej rozpaczy po tobie - roztrwonię hajs na dziwki? — westchnęła ciężko. Wtedy nici z portretu. Ale może Finch nigdy się nie dowie? Na pewno się nie dowie, w końcu będzie martwa, więc będzie jej wszystko jedno. W zadośćuczynieniu otrzyma ładne epitafium, a Teddy ustawi jej urnę w wyjątkowym miejscu w salonie. Albo w sypialni, żeby mogły razem zasypiać.
O nie! Jak mogły nie wziąć ukulele? Pewnie dlatego, że wystrzeliły z apartamentu jak z procy i nie miały pojęcia, że trafią w tak urokliwe miejsce. Możliwe, że zostając w samochodzie w ogóle nie miałby pojęcia o jego istnieniu, więc nie pozostawało im nic innego, jak cieszyć się naturą i rejsem w nieznane. Na nieznany drugi brzeg. Mogło je tam spotkać wszystko! Może znajdą jakiś dawno zapomniany skarb, który został zrzucony z szczytu wodospadu z nadzieją, że nikt nigdy go nie odkryje?
Możesz zaśpiewać mi jakieś szanty. Albo improwizować — podrzuciła, wiosłując raz z jednej, raz z drugiej strony. Właściwie obojętne, co zanuciłaby Finch, jej głos zawsze rozmiękczał Teddy serce. Przy niczym nie zasypiało jej się lepiej, jak przy cichym śpiewie w akompaniamencie gitary. Albo po prostu przy samym śpiewie.
Odruchowo spojrzała w kierunku, o którym mówiła partnerka. Były już całkiem blisko, chociaż łódź coraz bardziej stawiała opór. Spróchniałe dziadostwo. Ale zawracanie mijało się z celem, bo były już bliżej niż dalej. Tylko potem trzeba było jeszcze wrócić.
Spójrz, Simba. Wszystko, czego dotyka światło, to nasze królestwo. Czas panowania każdego króla jest jak słońce - wschodzi i zachodzi. Kiedyś słońce mojego panowania zajdzie, a wzejdzie dla ciebie, jako nowego króla— zacytowała, próbując emitować głos Mufasy. Zamysł był dobry, ale aktorką dubbingową to raczej nie zostanie. A już na pewno nie będzie dubbingować starych chłopów. — Z tobą to mogę się tam nawet osiedlić. Właśnie tam, na tym drugim brzegu. Nie, tak naprawdę, to nie. Żadna z nas nie mogłaby żyć w takich warunkach, nawet ja. Cenię sobie wygodę, więc lepiej... — urwała, czując jak jej stopy brodzą w wodzie.
Coś było nie tak. Teddy spuściła wzrok i dostrzegła, że faktycznie wodę miała już po kostki, a łódź przechyla się powoli po stronie April. Co ona? Nie czuła, że ma cały mokry tyłek, czy zawsze tak się czuła, patrząc na Darling?
Cholera jasna! — jęknęła, próbując opanować sytuację i energicznie machając wiosłem. Niestety, jedyne co osiągnęła, to ochlapanie własnych spodenek i przyspieszenie procesu nabierania wody. Łódka najwyraźniej postanowiła zakończyć swój marny żywot właśnie teraz. Z każdą sekundą przeciekała coraz bardziej, a woda bulgotała między szczelinami. — Musimy się ewakuować! Idź pierwsza! Kapitan opuszcza statek jako ostatni! — oznajmiła dramatycznym tonem, który w sumie pasował do tej rozpadającej się łupiny. Była przekonana, że to brzmi profesjonalnie. W końcu tyle razy oglądała Titanica, że znała zasady przetrwania w sytuacjach kryzysowych. Drobny szczegół, że tam chodziło o gigantyczny transatlantyk, a nie o spróchniałą łódkę, wydawał się totalnie nieistotny.

i wystarczy jedno wiosło, popłyniemy razem, byle z nurtem nas poniosło

let's get rich, live like kings, let's get red like lobsters

: pn mar 16, 2026 7:52 pm
autor: April Finch
— To najpierw zamów portret, a potem zacznij się puszczać. — Wywróciła oczami zażenowana jej postawą. Bardzo chciała, żeby po jej ewentualnej śmierci Teddy ruszyła dalej i znalazła własne metody na szczęście, ale ta wzmianka o dziwkach jakoś jej nie przypasowała. Wizja tego, że jej partnerka zacznie tonąć w kobietach, szarpnęła coś nieprzyjemnego w jej wnętrzu. Ale wiedziała, że to głupie. Zza grobu nie będzie się przecież czepiać. Nawet, gdyby było to możliwe, odpuściłaby. Nabędzie się jeszcze zazdrosna za życia na zapas. W zamian za wielką miłość i równie wielką kasę z ubezpieczenia oczekiwała wyłącznie portretu. Tyle chyba Darling da radę zrobić, zanim da się porwać swojej chuci. To ciekawe, że przy April jednak potrafiła się powstrzymać, a co obcych bab już chciała być pierwsza! Bezczelna.
— That's the one I chose. That's always staring at you. That's the boat I row and though it seems to be — zanuciła cicho pierwszą piosenkę, jaka przyszła jej do głowy, która jakkolwiek odnosiła się do łódki i pływania. No dobrze, drugą. Najpierw pomyślała o Swimming Pools Kendricka, ale to nie miałoby kompletnie sensu. Tak przynajmniej mogła okazać jej miłość, a nie zacząć głęboką dyskusję o problemie alkoholizmu w narodzie. Miłość była zdecydowanie bardziej w jej stylu. Naprawdę żałowała, że nie ma ze sobą żadnego instrumentu, na którym mogłaby dla niej grać. Chociaż jeśli miałaby od tego zasnąć, to może na dobre wyszło? Była główną sterniczką, kapitanką, pewnie też majtkiem i w ogóle wszystkim. Lepiej żeby nie odleciała.
— A to takie ciemne miejsce? Wygląda jakby mieszkały tam jakieś straszne obrzydlistwa. — Ruchem głowy wskazała w głąb zielonych drzew i krzaków. Wejście w nie na pewno łączyłoby się z byciem zaatakowanym przez stado robactwa i zaplątaniem się w pajęczyny. Żadna z nich na pewno nie miała zamiaru sprawdzać, czy jej podejrzenia były słuszne. Lepiej nie ryzykować. Tu, w jasnym miejscu, było przecież tak przyjemnie! I zadziwiająco mokro.
Spojrzała w dół dopiero, gdy Teddy rozpoczęła nerwowe próby ocalenia ich. Faktycznie sytuacja nie wygląda zbyt dobrze. Nabierały wody i nie miały niczego, czym mogłyby zakleić dziurę. Nawet gumy do żucia! Nawet nie miała zamiaru wspominać, że w świecie DnD istniało dość proste zaklęcie radzenia sobie z takimi uszkodzeniami, które uratowałoby im dupę. Zostawi swoje hobby dla samej siebie. Teraz priorytetem był ratunek. Była pod wrażeniem zaangażowania Teddy. Naprawdę chciała siedzieć na łódce do samego końca. A może liczyła, że jak wyskoczy z niej duspko April, to nagle ją wyprze do góry? Jakiekolwiek miała intencje, chciała jej pomóc. Szkoda tylko, że żadna z nich nie pomyślała logicznie i nie rozebrały się przed wodowaniem. Wszystko będą miały mokrusieńkie. A nie było tak gorąco, by to wyschło, zanim wrócą do samochodu. No trudno, będą tak ociekać.
Wsunęła się zgrabnie do wody, licząc, że nie natrafi na nic obrzydliwego. Nie było tragicznie. Zanurzenie się w całości nie było najprzyjemniejsze na świecie, woda faktycznie była chłodna, ale szybko można było się do tego przyzwyczaić. April zanurkowała, chcąc przepłynąć pod łódką. Na szczęście na środku oczka było dość głęboko i nie musiała trzeć brzuchem o dno. Popłynęła w stronę wodospadu.
— No już zostaw tę łajbę i chodź! Za wodospadem na bank jest skarb — zawołała, wdrapując się na wilgotną skałkę obok spadającej głośno wody. To było oczywiste! W gierkach zawsze w takich miejscach był sekret. Czekała na nich jakaś super zbrojka albo chociaż apteczka. Zaczesała mokre włosy do tyłu, nie chcąc, żeby kleiły jej się do twarzy. Luźna bluza zrobiła się zadziwiająco ciężka po tym zmoczeniu. Dobrze, że to nadal Hawaje, bo jakby się miały pochorować na koniec urlopu, to dopiero byłoby okropnie.

Tobą oddycham, płonę i znikam