all the games we play
: pn mar 16, 2026 5:53 am
Nie chciał. Nie mógł. Nie wiedział jak.
Brzydził się. Nienawidził. Samego siebie.
Jak niby jej miał to wszystko powiedzieć, ubrać w słowa masę negatywnych emocji i lat, w których miotał sobą na prawo i lewo, nie ważąc na nic. Tylko czasami był zbyt mało nawalony, by odpowiednio wyjść z własnego ciała i udawać, że nic się nie działo. Wszystko było ok. Wyjebał się. Nic takiego, nie? Nawalony, tańczył gdzieś, cholera wie gdzie, potknął się, bam, no i posiniaczył jak debil. Fuck around and find out.
Na moment wstrzymał oddech, kiedy usadowiła się za nim, mięśnie stężały, wyprężając jego ciało. Była zbyt blisko. Jak niby mógł zbudować mur ochronny wokół swojego zmęczonego ego, kiedy go obejmowała? Kiedy się do niego przytulała i głaskała, jak zranione zwierzę? Zadrżał, złapał raptowny oddech, zaklął pod nosem. - Nie chcę. - jego głos zabrzmiał żałośnie, słabo i drżąco, nawet jeśli starał się to zakryć, obniżając go o oktawę. Zaklął po raz kolejny, odkładając nieotwarte piwo znów na stolik, ściągnął okulary, ciepnął gdzieś za piwem. Nie czuł dłoni, własnej twarzy, karku. Nie mógł złapać głębszego oddechu, co tylko wybiło go z rytmu, a potem.. Zaczął się śmiać. Histerycznie. Drżąco. Płakał? Może tak, w sumie śmiech i rozpadanie się na kawałki w płaczu aktywowały dokładnie te same mięśnie. Pewny rodzaj emocjonalnej ulgi, której na razie jeszcze nie mógł poczuć, w połowie czując się jak szaleniec, a w połowie panikując o własny oddech. Co do chuja. Nie pozwolił sobie płakać w momencie. Nie pozwolił sobie płakać później, oprócz krótkiego momentu pod prysznicem, gdzie zwinął się w kulkę, chowając twarz we własnych kolanach. Obcy człowiek zabrał mu autonomię, użył siły, żeby poddać go własnej woli, zrobił krzywdę na wiele sposobów, o których nie chciał myśleć. Miał prawo się rozpaść. Miał prawo nie chcieć pamiętać.
Schował twarz we własnych dłoniach. Trząsł się, chociaż nadal nie wiedział dlaczego. Mrowiąca twarz, dłonie i nogi bolały. Mózg go bolał. Serce go bolało. Może umierał? Nigdy wcześniej nie przeżył napadu paniki zbyt otępiony, by cokolwiek czuć. Chyba naprawdę nie lubił być trzeźwy jednak.
- ...Nie..Nie mogę. - wymamrotał zza własnych dłoni, łapiąc głębokie, raptowne hausty, ale ledwo wypuszczając powietrze z płuc w krótkich, drżących oddechach. Nie mógł się uspokoić.
Żałosne, skrzywdzone zwierzę, pod czułym dotykiem kogoś, komu ufał. Kto kiedyś się o niego troszczył.
v
Brzydził się. Nienawidził. Samego siebie.
Jak niby jej miał to wszystko powiedzieć, ubrać w słowa masę negatywnych emocji i lat, w których miotał sobą na prawo i lewo, nie ważąc na nic. Tylko czasami był zbyt mało nawalony, by odpowiednio wyjść z własnego ciała i udawać, że nic się nie działo. Wszystko było ok. Wyjebał się. Nic takiego, nie? Nawalony, tańczył gdzieś, cholera wie gdzie, potknął się, bam, no i posiniaczył jak debil. Fuck around and find out.
Na moment wstrzymał oddech, kiedy usadowiła się za nim, mięśnie stężały, wyprężając jego ciało. Była zbyt blisko. Jak niby mógł zbudować mur ochronny wokół swojego zmęczonego ego, kiedy go obejmowała? Kiedy się do niego przytulała i głaskała, jak zranione zwierzę? Zadrżał, złapał raptowny oddech, zaklął pod nosem. - Nie chcę. - jego głos zabrzmiał żałośnie, słabo i drżąco, nawet jeśli starał się to zakryć, obniżając go o oktawę. Zaklął po raz kolejny, odkładając nieotwarte piwo znów na stolik, ściągnął okulary, ciepnął gdzieś za piwem. Nie czuł dłoni, własnej twarzy, karku. Nie mógł złapać głębszego oddechu, co tylko wybiło go z rytmu, a potem.. Zaczął się śmiać. Histerycznie. Drżąco. Płakał? Może tak, w sumie śmiech i rozpadanie się na kawałki w płaczu aktywowały dokładnie te same mięśnie. Pewny rodzaj emocjonalnej ulgi, której na razie jeszcze nie mógł poczuć, w połowie czując się jak szaleniec, a w połowie panikując o własny oddech. Co do chuja. Nie pozwolił sobie płakać w momencie. Nie pozwolił sobie płakać później, oprócz krótkiego momentu pod prysznicem, gdzie zwinął się w kulkę, chowając twarz we własnych kolanach. Obcy człowiek zabrał mu autonomię, użył siły, żeby poddać go własnej woli, zrobił krzywdę na wiele sposobów, o których nie chciał myśleć. Miał prawo się rozpaść. Miał prawo nie chcieć pamiętać.
Schował twarz we własnych dłoniach. Trząsł się, chociaż nadal nie wiedział dlaczego. Mrowiąca twarz, dłonie i nogi bolały. Mózg go bolał. Serce go bolało. Może umierał? Nigdy wcześniej nie przeżył napadu paniki zbyt otępiony, by cokolwiek czuć. Chyba naprawdę nie lubił być trzeźwy jednak.
- ...Nie..Nie mogę. - wymamrotał zza własnych dłoni, łapiąc głębokie, raptowne hausty, ale ledwo wypuszczając powietrze z płuc w krótkich, drżących oddechach. Nie mógł się uspokoić.
Żałosne, skrzywdzone zwierzę, pod czułym dotykiem kogoś, komu ufał. Kto kiedyś się o niego troszczył.
v