come out and play
: ndz kwie 12, 2026 2:57 pm
Wesołe miasteczko w Richmond Hill było za-je-bi-ste.
Lucas może i nie raz bywał w tego typu miejscach, nie raz przecież z samą Indie, ale to, co władze miasta stworzyły na kilka tygodni tutaj było niesamowite. Wszystkie światła, muzyka i atrakcje zapierały dech w piersi. Szczególnie u kogoś takiego jak Lucas, który kochał tego typu miejsca. Kochał gry, rywalizacjei Indie, ale cicho. Oczy błyszczały mu przez całą drogę wzdłuż oświetlonych alejek, kiedy przeciskali się wśród tłumu. Ludzi było od groma, ale co się dziwić, kiedy taka atrakcja zawitała do miasta.
W pierwszej kolejności skierowali się do kasy, w której można było kupić bileciki na atrakcje. Miller nigdy nie miał umiaru. Zawsze wszystko chciał brać w kolosalnych ilościach, a potem martwić się nadwyżką. I tak też było w tym przypadku. Bo zamiast kupić dla nich po dziesięć biletów na start, on od razu wziął całe, jebane sześćdziesiąt. Baba w kasie patrzyła na niego jak na wariata i Indie pewnie też, ale przecież to był ich wieczór! Nikt nie mógł ich powstrzymać przed świetną zabawą, a już na pewno nie jego portfel i on już o to zadbał. Nawet rozbił swoją skarbonkę na tą okazję, chociaż tego akurat Caldwell nie musiała wiedzieć.
Już chciał się jej zapytać, gdzie chciała iść w pierwszej kolejności, ale ona jakby czytała mu w myślach, już łapała go za rękę i ciągnęła w stronę kowbojskiej strzelnicy.
— Yeaw-haaa — krzyknął, kiedy facet za ladą się z nimi przywitał. Było widać, że był już nieco podchmielony? Może nie. Może tylko oni wiedzieli, ile browarów tak naprawdę wyzerowali w pociągu i podczas spaceru tutaj. Wysłuchał uważnie wszystkich instrukcji, przeskakując z nogi na nogę, nie mogąc się doczekać, aż w końcu dostaną spluwy. Nawet wystawił rękę, żeby iść pierwszy, ale wtedy Indie przypomniała mu o dobrych manierach. — Dobra, już dobra. Strzelaj — machnął ręką i przepuścił ją przodem. Sam ustawił się kilka kroków dalej, dając jej odpowiednio dużo miejsca dla swobody. Nie życzył jej źle. A jednak kiedy spudłowała, niekontrolowanie ryknął śmiechem.
— Ha! Mówiłem, że ci tyłu zabraknie, jak będziesz taka hop siup do przodu! — klasnął w dłonie i podszedł bliżej, żeby przejąć od niej spluwę, przy okazji zaglądając z rozbawieniem w jej błękitne oczy, w których teraz mieniły się setki światełek z otoczenia. — Dawaj to, pokaże ci jak to się robi.
Lucas połowę swojego życia spędził na graniu w strzelanki. I chociaż robił to przeważnie na kompie i konsoli, tak przecież nie mogło się to AŻ TAK różnić od prawdziwej broni, czyż nie? No jak się zaraz okazało trochę się jednak różniło, ale finalnie udało mu się oddać dwa celne strzały.
— Aha, aha, aha — oddał facetowi broń i odwrócił się do Caldwell. — Co tam mówiłaś pod nosem? — nachylił się w jej kierunku. — Oh Lucas, jesteś taki niesamowity i utalentowany? — podniósł ton głos, imitując swoją przyjaciółkę, po czym wyszczerzył się zadowolony. — Ah przestań, bo się zawstydzę — machnął ręką, a zaraz przybrał pozycję obronną, bo to, że Indie będzie chciała mu wyjebać po tym, jak ją zaczepiał, było raczej więcej niż pewne. Co więcej — trochę na to czekał. Zdecydowanie wolał, kiedy biła go po zrywach sarkazmu i zaczepkach, niż gdy wydzierali się na siebie na zapleczu kina, wyrzucając sobie kurewsko ciężkie dla serca żale.
— Ej a może teraz łowienie rybek? Patrz tam — wskazał jej dłonią odpowiednie miejsce. — Może chociaż wędkarstwo pójdzie ci ZNOŚNIE.
You know I love you ⋆˙⟡ ⋆.˚ ⊹₊⟡ ⋆
Lucas może i nie raz bywał w tego typu miejscach, nie raz przecież z samą Indie, ale to, co władze miasta stworzyły na kilka tygodni tutaj było niesamowite. Wszystkie światła, muzyka i atrakcje zapierały dech w piersi. Szczególnie u kogoś takiego jak Lucas, który kochał tego typu miejsca. Kochał gry, rywalizacje
W pierwszej kolejności skierowali się do kasy, w której można było kupić bileciki na atrakcje. Miller nigdy nie miał umiaru. Zawsze wszystko chciał brać w kolosalnych ilościach, a potem martwić się nadwyżką. I tak też było w tym przypadku. Bo zamiast kupić dla nich po dziesięć biletów na start, on od razu wziął całe, jebane sześćdziesiąt. Baba w kasie patrzyła na niego jak na wariata i Indie pewnie też, ale przecież to był ich wieczór! Nikt nie mógł ich powstrzymać przed świetną zabawą, a już na pewno nie jego portfel i on już o to zadbał. Nawet rozbił swoją skarbonkę na tą okazję, chociaż tego akurat Caldwell nie musiała wiedzieć.
Już chciał się jej zapytać, gdzie chciała iść w pierwszej kolejności, ale ona jakby czytała mu w myślach, już łapała go za rękę i ciągnęła w stronę kowbojskiej strzelnicy.
— Yeaw-haaa — krzyknął, kiedy facet za ladą się z nimi przywitał. Było widać, że był już nieco podchmielony? Może nie. Może tylko oni wiedzieli, ile browarów tak naprawdę wyzerowali w pociągu i podczas spaceru tutaj. Wysłuchał uważnie wszystkich instrukcji, przeskakując z nogi na nogę, nie mogąc się doczekać, aż w końcu dostaną spluwy. Nawet wystawił rękę, żeby iść pierwszy, ale wtedy Indie przypomniała mu o dobrych manierach. — Dobra, już dobra. Strzelaj — machnął ręką i przepuścił ją przodem. Sam ustawił się kilka kroków dalej, dając jej odpowiednio dużo miejsca dla swobody. Nie życzył jej źle. A jednak kiedy spudłowała, niekontrolowanie ryknął śmiechem.
— Ha! Mówiłem, że ci tyłu zabraknie, jak będziesz taka hop siup do przodu! — klasnął w dłonie i podszedł bliżej, żeby przejąć od niej spluwę, przy okazji zaglądając z rozbawieniem w jej błękitne oczy, w których teraz mieniły się setki światełek z otoczenia. — Dawaj to, pokaże ci jak to się robi.
Lucas połowę swojego życia spędził na graniu w strzelanki. I chociaż robił to przeważnie na kompie i konsoli, tak przecież nie mogło się to AŻ TAK różnić od prawdziwej broni, czyż nie? No jak się zaraz okazało trochę się jednak różniło, ale finalnie udało mu się oddać dwa celne strzały.
— Aha, aha, aha — oddał facetowi broń i odwrócił się do Caldwell. — Co tam mówiłaś pod nosem? — nachylił się w jej kierunku. — Oh Lucas, jesteś taki niesamowity i utalentowany? — podniósł ton głos, imitując swoją przyjaciółkę, po czym wyszczerzył się zadowolony. — Ah przestań, bo się zawstydzę — machnął ręką, a zaraz przybrał pozycję obronną, bo to, że Indie będzie chciała mu wyjebać po tym, jak ją zaczepiał, było raczej więcej niż pewne. Co więcej — trochę na to czekał. Zdecydowanie wolał, kiedy biła go po zrywach sarkazmu i zaczepkach, niż gdy wydzierali się na siebie na zapleczu kina, wyrzucając sobie kurewsko ciężkie dla serca żale.
— Ej a może teraz łowienie rybek? Patrz tam — wskazał jej dłonią odpowiednie miejsce. — Może chociaż wędkarstwo pójdzie ci ZNOŚNIE.
You know I love you ⋆˙⟡ ⋆.˚ ⊹₊⟡ ⋆