Jeźdźcy Apokalipsy
: pt mar 20, 2026 10:49 pm
Santiago, słysząc, że to oczywiste, że Sergio ma dobry gust, bo inaczej nie byłby mężem Sala, uśmiechnął się połową ust, stwierdzając w duchu, że ta parka wygląda uroczo. Zawsze zresztą tak uważał, od kiedy zobaczył ich na raz po raz pierwszy. Sergio zresztą też zawsze wydawał mu się trochę dziwny - jakby nie wszystkie rzeczy z otoczenia ogarniał, nie wszystko zawsze dostrzegał albo - być może dostrzegał, ale nie zawsze umiał odpowiednio zareagować. Teraz zresztą też wyglądał na spiętego, jakby nie bardzo umiał się odnaleźć w tej rzeczywistości i wśród tylu ludzi na raz. Tiago nie był pewien, czy ma co do tego rację, ale tak mu się wydawało.
- Tak, jasne - odpowiedział bratu, kiedy ten ruszył po jakieś napoje. Odprowadził go wzrokiem, gdy mężczyzna zaczął przeszukiwać szafki - Ta w rogu, tam są jakieś szklanki i kubki.
Sam poszedł zaraz po indyka pieczonego razem z ziemniakami oraz po sałatkę z surowych warzyw z kuskusem. Postawił jedno i drugie na stole i również zatrzymał się - podobnie, jak Alvaro - z dłońmi na oparciu krzesła, słysząc pytanie Sergio. Spojrzał na niego nieco zaskoczony taką bezpośredniością, ale z drugiej strony do pewnego stopnia mógł ją zrozumieć: facet dopiero dowiedział się o drugim życiu swojego męża i jego rodziny, więc nic dziwnego, że był ciekawy.
Kiedy Alvaro zaczął mówić - i to zaczął od tego, że "nie wie, czy jest genialny" - Tiago posłał mu karcące spojrzenie mówiące "przestań pierdolić głupoty, ile razy mam powtarzać?", jednak nie odezwał się. Po chwili wbił spojrzenie w stół, wracając wspomnieniami do tamtych chwil w muzeum, do tych wszystkich klejnotów, miecza, do planowania tamtego napadu, wspólnej radości, kiedy udało im się w końcu wymyślić, jak to zrobić... Coś ścisnęło go za serce, a on sam nie wiedział, czy to przyjemny uścisk - bo wspomnienia były dobre - czy niekoniecznie, bo nigdy się to już nie powtórzy. Na jego twarzy odmalowały się wszystkie emocje z tym związane: tęsknota, żal, szczęście i rozpacz, jednocześnie.
- Sí - odpowiedział na pytanie partnera - Coś koło tego.
Znalezienie kupca na to wszystko również nie było łatwe, ale w końcu się udało; choć w pewnym momencie Tiago już zaczynał wątpić w powodzenie tego przedsięwzięcia i zastanawiał się, czy nie przetopić tych klejnotów, bo wtedy co prawda straciłyby na wartości (oraz - nie oszukujmy się - pięknie), ale przynajmniej łatwiej byłoby je sprzedać. Ostatecznie jednak nie trzeba było tego robić.
Przełknął ślinę, próbując w ten sposób rozluźnić ściśnięte teraz gardło, po czy usiadł.
- Częstujcie się, smacznego.
Nie patrzył na nikogo, pogrążony teraz we wspomnieniach.
Alvaro Salvatierra Sergio Martinez Salazar Martinez
- Tak, jasne - odpowiedział bratu, kiedy ten ruszył po jakieś napoje. Odprowadził go wzrokiem, gdy mężczyzna zaczął przeszukiwać szafki - Ta w rogu, tam są jakieś szklanki i kubki.
Sam poszedł zaraz po indyka pieczonego razem z ziemniakami oraz po sałatkę z surowych warzyw z kuskusem. Postawił jedno i drugie na stole i również zatrzymał się - podobnie, jak Alvaro - z dłońmi na oparciu krzesła, słysząc pytanie Sergio. Spojrzał na niego nieco zaskoczony taką bezpośredniością, ale z drugiej strony do pewnego stopnia mógł ją zrozumieć: facet dopiero dowiedział się o drugim życiu swojego męża i jego rodziny, więc nic dziwnego, że był ciekawy.
Kiedy Alvaro zaczął mówić - i to zaczął od tego, że "nie wie, czy jest genialny" - Tiago posłał mu karcące spojrzenie mówiące "przestań pierdolić głupoty, ile razy mam powtarzać?", jednak nie odezwał się. Po chwili wbił spojrzenie w stół, wracając wspomnieniami do tamtych chwil w muzeum, do tych wszystkich klejnotów, miecza, do planowania tamtego napadu, wspólnej radości, kiedy udało im się w końcu wymyślić, jak to zrobić... Coś ścisnęło go za serce, a on sam nie wiedział, czy to przyjemny uścisk - bo wspomnienia były dobre - czy niekoniecznie, bo nigdy się to już nie powtórzy. Na jego twarzy odmalowały się wszystkie emocje z tym związane: tęsknota, żal, szczęście i rozpacz, jednocześnie.
- Sí - odpowiedział na pytanie partnera - Coś koło tego.
Znalezienie kupca na to wszystko również nie było łatwe, ale w końcu się udało; choć w pewnym momencie Tiago już zaczynał wątpić w powodzenie tego przedsięwzięcia i zastanawiał się, czy nie przetopić tych klejnotów, bo wtedy co prawda straciłyby na wartości (oraz - nie oszukujmy się - pięknie), ale przynajmniej łatwiej byłoby je sprzedać. Ostatecznie jednak nie trzeba było tego robić.
Przełknął ślinę, próbując w ten sposób rozluźnić ściśnięte teraz gardło, po czy usiadł.
- Częstujcie się, smacznego.
Nie patrzył na nikogo, pogrążony teraz we wspomnieniach.
Alvaro Salvatierra Sergio Martinez Salazar Martinez