the best medicine
: śr mar 25, 2026 11:02 pm
Nie każ mi na to odpowiadać... Gdy załkała w jego ramionach i wtuliła się w niego jeszcze bardziej, zaczął mieć dziwne wrażenie, że bała się swoich emocji. Zupełnie jakby oszukiwała samą siebie, próbując pozostać szlachetną w świecie pełnym dupków. Z jednej strony mu to imponowało, bo jej moralność i lojalność były w dzisiejszych czasach towarem deficytowym, a z drugiej... cholernie go to irytowało. Dlaczego wolała cierpieć w milczeniu, zamiast sięgnąć po coś, czego tak bardzo pragnęła? A pragnęła jego. Czuł to. Opatulił ją szczelnie ramionami i zaczął głaskać jej włosy. Kurwa, on zaraz zwariuje. Powoli przestawał rozumieć rzeczywistość. - Dobrze - szepnął w końcu, rozluźniając nieco uścisk, by mogła złapać oddech, choć wciąż nie wypuszczał jej ze swoich ramion. Uniósł dłoń i kciukiem starł łzę z jej policzka. Nie chciał, żeby płakała z jego powodu. No i gdy zaproponował wyjazd, faktycznie przestała płakać - zapewne z szoku. - Lecę na Teneryfę na kilka dni. Będę podpisywać kontrakt. Ivy, po prostu to przemyśl, może znajdziesz na to przestrzeń - rzekł spokojnie, patrząc prosto w jej wielkie, błękitne oczy, w których czaiła się teraz konsternacja. Dyżury. Dante. Dylematy. Na pewno musiała sobie to wszystko poukładać w głowie, w końcu wyskoczył z tą propozycją jak Filip z konopi. Przecież masz ją. Te słowa zabrzmiały jak oskarżenie. Zacisnął usta w wąską kreskę i poczuł ukłucie irytacji, że doprowadził do takiej sytuacji. - Tak, mam ją - odparł twardo, w końcu wychodząc naprzeciw jej słowom, skoro powtórzyła już kilkukrotnie, że miał narzeczoną i nie zamierzała odpuszczać. Tak, miał narzeczoną, ale... - Ale uparcie ignorujesz moje pytanie, Ivy. Pytałem o to, co by było, gdyby świat wyglądał inaczej. Gdybyśmy byli tylko my - wyjaśnił, już nieco normalniejszym tonem. Nagle dźwięk powiadomienia na jego telefonie przeciął ciszę na klatce schodowej - wyjął telefon z kieszeni, spodziewając się, kto mógł do niego napisać. Oczywiście, że wiadomość napisała Cherry, i oczywiście, że pytała, gdzie się, kurwa, podziewał z tą wodą. Cholera, powinien wracać. I kupić wodę. - Ivy... muszę już wracać do sióstr - wymruczał z trudem, po czym odsunął ją od siebie tylko po to, żeby ująć jej twarz w obie dłonie. - Zależy mi na tobie. Jesteś dla mnie ważna, Ivy. Przemyśl to proszę i daj mi znać - powtórzył, kciukami gładząc jej policzki. Widział wahanie w jej oczach - czy to co robili było właściwe? Oczywiście, że nie było. Jednak miał dość robienia tylko i wyłącznie tego, co było właściwe - chyba właśnie dlatego Charlie nie wytrzymał. Ignorując wibrujący w kieszeni telefon z kolejnym ponagleniem od Cherry, pochylił się i przycisnął swoje usta do ust Ivy. Pocałował ją miękko i ostrożnie - chciał jej przekazać w tym pocałunku wszystko to, czego nie potrafił jej jeszcze powiedzieć. Teneryfa nie oznaczała ślubu, a on... on był gotowy zmienić dla niej całe swoje życie. Chciał, żeby to w końcu do niej dotarło. - Będę czekał na wiadomość. Jakąkolwiek - wymruczał, muskając jeszcze raz jej czoło wargami. No i mimo że słowa pożegnania już padły, jakoś nie potrafił jej puścić i po prostu wyjść, mimo że przeczuwał, że Cherry zaraz pójdzie go szukać, a Cora najpewniej w dalszym ciągu zalewała się łzami. Westchnął ciężko i oparł swoje czoło o jej czoło. Nie chciał jej zostawiać.
love of my life
love of my life