if it's meant to be
: czw mar 26, 2026 5:55 am
Syd zaśmiała się cicho, zasłaniając usta dłonią, próbując w ten sposób ukryć lekkie zaczerwienienie policzków. Kiedy wspomniał o klimie, skinęła głową, ale nie mogła się powstrzymać i mimowolnie wpatrywała się w to, jak zdejmował kurtkę. I wtedy… nagle wszystko się zatrzymało. Nie mogła oderwać wzroku. Jego ramiona, silne i szerokie, delikatnie się poruszały przy każdym oddechu. Dłonie... nieświadomie zaczęła przyglądać się dłoniom... żyły tak wyraźnie uwidocznione, że niemal mogła je poczuć pod palcami. Jej serce zadrżało, a w głowie pojawiło się jedno chaotyczne pytanie, dlaczego tak się czuję? Przecież… przecież nie myślałam o nikim w ten sposób. Nigdy. A teraz… teraz nie mogła oderwać oczu, jakby coś w niej nagle ożyło. Jej wzrok zatrzymał się na jego ustach. Była zahipnotyzowana, kompletnie pochłonięta tym jednym obrazem. Ślina w gardle stanęła jej na sekundę i przeklnęła sama siebie w myślach. Co się ze mną dzieje?
Syd zakrztusiła się ponownie, kaszląc gwałtownie, gdy zaproponował poklepanie po plecach. Pokiwała przecząco szybko głową, z lekkim zażenowaniem, ale i uśmiechem, w pewnym sensie chcąc powiedzieć nie trzeba, wszystko w porządku. Po prostu nie mogla uwierzyć, ze na dobra sprawę byli dzisiaj w tym samym budynku! How insane is that?! Przesunęła wzrok na niego i słuchała uważnie, gdy opowiadał o tym, od kiedy pracuje w AG, o tym, jak zmienił firmę i jak układa się jego codzienność. Każde słowo wydawało się jej ważne, a w głowie powoli układała obraz jego dnia.- Rozumiem… - wyszeptała po chwili, unosząc lekko brwi, jakby próbowała złapać odpowiedni ton - ale może, jeżeli będziesz jeszcze kiedykolwiek w pracy przytłoczony, umówmy się na… powiedzmy pięciominutową coffee break? - Jej uśmiech był szczery, ciepły. Sam fakt, że mógł się tak czuć, sprawiał, że czuła potrzebę, by być tu dla niego, jak tylko mogla. Nie miała w tym żadnego doświadczenia, w wspieraniu innych ludzi, ale była gotowa zrobić to dla niego w taki sposób jaki wydawał się jej najbardziej oczywisty.- I wiesz… nie zawracasz mi głowy, więc nie martw się tym. Chętnie cię wysłucham, Eric. Mówię to poważnie, okej?- Położyła dłoń na jego ramieniu i ścisnęła ją lekko, wysyłając w ten sposób czuły, subtelny sygnał wsparcia. Gdy Eric wyciągnął telefon i zaczął wpisywać ich kolejną „randkę” w kalendarzu, no i w tym samym momencie komentując okienną ucieczkę- Syd otworzyła usta w lekkim szoku - Lepiej tego nie rób, bo będę musiała skoczyć za tobą, pfft!- prychnęła, marszcząc nos i uśmiechając się jednocześnie. Zdecydowanie ten plan wydawał jej się niebezpieczny, ale i zabawny. Zerknęła na niego, gdy powiedział, ze szóstka była jego ulubionym numerem i odparła -To teraz będę musiała zrobić wszystko, żeby ten numer dalej ci się dobrze kojarzył, eh?- mruknęła półżartem. Gdyby tylko wtedy wiedziała, że to będzie ich prawie- może- ostatnia luźniejsza, spokojna rozmowa tego wieczoru, zanim będą zaraz gnać przez kręgielnię, uciekać przed tym typem, który nie miał za grosz myślenia, zanim w końcu znajdą się w tym kantorku, szukając schronienia.
Syd poczuła przy tym lekką ekscytację, ciepło w klatce piersiowej i to dziwne, przyjemne uczucie, że mogłaby zostać w tym momencie na zawsze, słuchając go, obserwując, jak wypełnia przestrzeń wokół siebie spokojem, który zaskakująco działał na nią kojąco. Ashford stała tak blisko niego w tej ciasnej kanciapie, gdzie powietrze wydawało się gęstsze niż na zewnątrz. Świat wokół naprawdę jakby na chwilę zwolnił - albo zupełnie się zatrzymał. Słyszała tylko cichą muzykę płynącą ze słuchawek, które dzieliła z Ericiem, i własne serce, które waliło tak głośno, że była pewna, że on też to słyszy. Jego perfumy wypełniały jej nozdrza... Był tak blisko. Tak cholernie blisko. Czuła się… wolna. Beztroska, którą dawał jej od samego początku tego wieczoru, teraz była jeszcze silniejsza. Żadnych zasad ojca, żadnych „nie wolno”, żadnych spojrzeń pełnych dezaprobaty. Tylko ona, Eric i ta absurdalna, sytuacja wyjęta niczym z jakiegoś Indie filmu.
Kiedy przytulił ją na ten krótki moment, Syd przymknęła oczy i pozwoliła, żeby jej policzek na sekundę oparł się o jego klatkę piersiową. Motyle w brzuchu szalały tak mocno, że prawie bolało. Ciepło jego ciała, zapach, bicie jego serca tuż przy jej uchu… wszystko to sprawiło, że na chwilę zapomniała o bólu w dłoni i o wściekłym typie biegający na zewnątrz prawie jak w odcinku BennyHill'a. Gdy się odsunął i powiedział, że ona tu zostanie, a on pójdzie po tulipana i resztę rzeczy, Syd zareagowała instynktownie. Złapała go kontuzjowaną lewą dłonią za nadgarstek i zacisnęła palce. Natychmiast wyrwał jej się cichy, bolesny jęk, - N-nnie… nie idź… - wyszeptała szybko, a jej glos delikatnie zadrżał. Zerknęła na niego spod rzęs, a jej policzki w tamtym momencie dosłownie płonęły rumieńcem. Szybko odwróciła wzrok, zawstydzona własną reakcją, ale nie puściła jego nadgarstka.- Pójdziemy razem… za chwilkę - wydusiła z siebie.
W końcu puściła go i wysunęła rękę do góry, pokazując mu swoje palce... już zaczynały sinieć, skóra wokół stawów była obrzęknięta i nieprzyjemnie fioletowa. - Będę musiała później chyba je jakoś zabandażować… -prychnęła pod nosem, próbując obrócić to w żart, choć bolało jak jasna anielka. Przytaknęła tylko na jego słowa, że jest tu całkiem miło. Wzięła głębszy oddech, starając się uspokoić te szalejące motyle.- Mogę?- zapytała cicho, wsuwając iPada do przedniej kieszeni jego spodni, żeby mieć wolne ręce. Gdy jej dłoń opadła, koniuszki palców prawej ręki zahaczyły delikatnie o jego palce. Nie cofnęła ich od razu. Zamiast tego pozwoliła, żeby ten dotyk trwał chwilę dłużej. - Jest naprawdę miło, Eric… - dodała nieśmiało, podnosząc delikatnie buzię, żeby znowu spojrzeć na jego twarz. Jego oczy… ten ich kolor zaczynał jej się naprawdę podobać. Stała tak blisko, że prawie czuła jego oddech na swojej skórze. Serce wciąż waliło jej jak oszalałe, ale tym razem nie chciała uciekać od niego wzrokiem.- Nie wiem jak ty, ale ja się bawię naprawdę świetnie, - uśmiechnęła się szeroko. Czuła się jakby była w jakimś filmie i grała właśnie główna role z Ericiem. Po prostu chciała w tym miejscu trwać, jeszcze przez chwilkę, zanim wyjdą na zewnątrz, cofną się po resztę rzeczy i pójdą pograć w darty, bo hej.. naprawdę chciała tego sprobować. Stała tak przed nim... nie odsuwając się nawet o centymetr, wciąż dzieląc z nim tę jedną słuchawkę i to ciasne, intymne miejsce, w którym świat na zewnątrz jakby przestał istnieć.
eric ☘︎ 𝟕
Syd zakrztusiła się ponownie, kaszląc gwałtownie, gdy zaproponował poklepanie po plecach. Pokiwała przecząco szybko głową, z lekkim zażenowaniem, ale i uśmiechem, w pewnym sensie chcąc powiedzieć nie trzeba, wszystko w porządku. Po prostu nie mogla uwierzyć, ze na dobra sprawę byli dzisiaj w tym samym budynku! How insane is that?! Przesunęła wzrok na niego i słuchała uważnie, gdy opowiadał o tym, od kiedy pracuje w AG, o tym, jak zmienił firmę i jak układa się jego codzienność. Każde słowo wydawało się jej ważne, a w głowie powoli układała obraz jego dnia.- Rozumiem… - wyszeptała po chwili, unosząc lekko brwi, jakby próbowała złapać odpowiedni ton - ale może, jeżeli będziesz jeszcze kiedykolwiek w pracy przytłoczony, umówmy się na… powiedzmy pięciominutową coffee break? - Jej uśmiech był szczery, ciepły. Sam fakt, że mógł się tak czuć, sprawiał, że czuła potrzebę, by być tu dla niego, jak tylko mogla. Nie miała w tym żadnego doświadczenia, w wspieraniu innych ludzi, ale była gotowa zrobić to dla niego w taki sposób jaki wydawał się jej najbardziej oczywisty.- I wiesz… nie zawracasz mi głowy, więc nie martw się tym. Chętnie cię wysłucham, Eric. Mówię to poważnie, okej?- Położyła dłoń na jego ramieniu i ścisnęła ją lekko, wysyłając w ten sposób czuły, subtelny sygnał wsparcia. Gdy Eric wyciągnął telefon i zaczął wpisywać ich kolejną „randkę” w kalendarzu, no i w tym samym momencie komentując okienną ucieczkę- Syd otworzyła usta w lekkim szoku - Lepiej tego nie rób, bo będę musiała skoczyć za tobą, pfft!- prychnęła, marszcząc nos i uśmiechając się jednocześnie. Zdecydowanie ten plan wydawał jej się niebezpieczny, ale i zabawny. Zerknęła na niego, gdy powiedział, ze szóstka była jego ulubionym numerem i odparła -To teraz będę musiała zrobić wszystko, żeby ten numer dalej ci się dobrze kojarzył, eh?- mruknęła półżartem. Gdyby tylko wtedy wiedziała, że to będzie ich prawie- może- ostatnia luźniejsza, spokojna rozmowa tego wieczoru, zanim będą zaraz gnać przez kręgielnię, uciekać przed tym typem, który nie miał za grosz myślenia, zanim w końcu znajdą się w tym kantorku, szukając schronienia.
Syd poczuła przy tym lekką ekscytację, ciepło w klatce piersiowej i to dziwne, przyjemne uczucie, że mogłaby zostać w tym momencie na zawsze, słuchając go, obserwując, jak wypełnia przestrzeń wokół siebie spokojem, który zaskakująco działał na nią kojąco. Ashford stała tak blisko niego w tej ciasnej kanciapie, gdzie powietrze wydawało się gęstsze niż na zewnątrz. Świat wokół naprawdę jakby na chwilę zwolnił - albo zupełnie się zatrzymał. Słyszała tylko cichą muzykę płynącą ze słuchawek, które dzieliła z Ericiem, i własne serce, które waliło tak głośno, że była pewna, że on też to słyszy. Jego perfumy wypełniały jej nozdrza... Był tak blisko. Tak cholernie blisko. Czuła się… wolna. Beztroska, którą dawał jej od samego początku tego wieczoru, teraz była jeszcze silniejsza. Żadnych zasad ojca, żadnych „nie wolno”, żadnych spojrzeń pełnych dezaprobaty. Tylko ona, Eric i ta absurdalna, sytuacja wyjęta niczym z jakiegoś Indie filmu.
Kiedy przytulił ją na ten krótki moment, Syd przymknęła oczy i pozwoliła, żeby jej policzek na sekundę oparł się o jego klatkę piersiową. Motyle w brzuchu szalały tak mocno, że prawie bolało. Ciepło jego ciała, zapach, bicie jego serca tuż przy jej uchu… wszystko to sprawiło, że na chwilę zapomniała o bólu w dłoni i o wściekłym typie biegający na zewnątrz prawie jak w odcinku BennyHill'a. Gdy się odsunął i powiedział, że ona tu zostanie, a on pójdzie po tulipana i resztę rzeczy, Syd zareagowała instynktownie. Złapała go kontuzjowaną lewą dłonią za nadgarstek i zacisnęła palce. Natychmiast wyrwał jej się cichy, bolesny jęk, - N-nnie… nie idź… - wyszeptała szybko, a jej glos delikatnie zadrżał. Zerknęła na niego spod rzęs, a jej policzki w tamtym momencie dosłownie płonęły rumieńcem. Szybko odwróciła wzrok, zawstydzona własną reakcją, ale nie puściła jego nadgarstka.- Pójdziemy razem… za chwilkę - wydusiła z siebie.
W końcu puściła go i wysunęła rękę do góry, pokazując mu swoje palce... już zaczynały sinieć, skóra wokół stawów była obrzęknięta i nieprzyjemnie fioletowa. - Będę musiała później chyba je jakoś zabandażować… -prychnęła pod nosem, próbując obrócić to w żart, choć bolało jak jasna anielka. Przytaknęła tylko na jego słowa, że jest tu całkiem miło. Wzięła głębszy oddech, starając się uspokoić te szalejące motyle.- Mogę?- zapytała cicho, wsuwając iPada do przedniej kieszeni jego spodni, żeby mieć wolne ręce. Gdy jej dłoń opadła, koniuszki palców prawej ręki zahaczyły delikatnie o jego palce. Nie cofnęła ich od razu. Zamiast tego pozwoliła, żeby ten dotyk trwał chwilę dłużej. - Jest naprawdę miło, Eric… - dodała nieśmiało, podnosząc delikatnie buzię, żeby znowu spojrzeć na jego twarz. Jego oczy… ten ich kolor zaczynał jej się naprawdę podobać. Stała tak blisko, że prawie czuła jego oddech na swojej skórze. Serce wciąż waliło jej jak oszalałe, ale tym razem nie chciała uciekać od niego wzrokiem.- Nie wiem jak ty, ale ja się bawię naprawdę świetnie, - uśmiechnęła się szeroko. Czuła się jakby była w jakimś filmie i grała właśnie główna role z Ericiem. Po prostu chciała w tym miejscu trwać, jeszcze przez chwilkę, zanim wyjdą na zewnątrz, cofną się po resztę rzeczy i pójdą pograć w darty, bo hej.. naprawdę chciała tego sprobować. Stała tak przed nim... nie odsuwając się nawet o centymetr, wciąż dzieląc z nim tę jedną słuchawkę i to ciasne, intymne miejsce, w którym świat na zewnątrz jakby przestał istnieć.
eric ☘︎ 𝟕