Met him first
: ndz mar 29, 2026 10:47 pm
Uroczy. Mężczyzna nie był pewien, czy chciał, żeby kobiety go tak określały. W takich chwilach zwykle zaczynał się wycofywać, wiedząc, czym groziły dalsze tego typu wyznania. Ale w jednym Skye na pewno miała rację - przyjaźń między chłopakami była konkretna. Obaj mogliby wskoczyć za sobą w ogień, więc pomoc przy poderwaniu dziewczyny była dla nich pestką. Choć Dominic nigdy by nie przypuszczał, że wpadnie mu w oko ta sama kobieta, co Loganowi. Z tym, że mieli niepisaną zasadę - kto pierwszy, ten lepszy. Tego więc starał się trzymać.
Właściwie rzadko kiedy był świadkiem podrywów Logana. Nie obserwował tych pierwszych spojrzeń, uśmiechów i żartów, które były kluczowe dla nowo nawiązującej się relacji pomiędzy przyjacielem a jego przyszłą partnerką. Zwykle dziewczyny Haynes przedstawiał większemu gronu w momencie, kiedy coś rzeczywiście kliknęło. Reyes zawsze pozostawiał mu przestrzeń, nigdy też nie nawiązując głębszych relacji z jego partnerkami. Może podświadomie czuł, jak bardzo mogły to być nietrwałe związki, by zaprzątać sobie nimi umysł? A może z żadną z nich nie nawiązał więzi, żeby w jego oczach wyglądała na potencjalny end game dla kumpla? Czy tak było w przypadku Skye? Nie mógł tego jeszcze w tym momencie określić.
— Lubię, o ile to nie tarot - odparł z rozbawieniem. Nie miał nic przeciwko dobrej partyjce gry w karty, choć to nie było jego ulubione zajęcie. Następna uwaga Skye i porozumiewawcze kiwnięcie głową na Carrie sprawiło, że uniósł kącik ust w szelmowskim uśmiechu. Znała go zaledwie od chwili, a i tak wydawała się wiedzieć więcej, niż inni. Była cholernie spostrzegawcza. - Jeśli miałbym w coś grać to wolałbym grę w kosza. Lubisz? - skrzętnie wymigał się od odpowiedzi. Prawda była taka, że nie szukał szczęścia ani w miłości, ani w kartach.
— Och, on wydaje się doskonale wiedzieć, czego chce od życia - przyznał na wzmiankę o Loganie jako dużym chłopcu. Podświadomie zazdrościł mu tego zdecydowania i wytrwałości w dążeniu do zamierzonego celu, jakim było napotkanie prawdziwej miłości i ustatkowanie się. Dominic też wiedział, czego chciał, ale było to zdecydowanie odmienne od poglądów przyjaciela. I Skye najwyraźniej też. - Dobra, nie potrzebuję wiedzieć już nic więcej. Zdałaś, Skye - uśmiechnął się do niej przelotnie, po raz kolejny obracając ją wokół własnej osi, tym samym kończąc rozmowę, żeby po prostu poddać się tańcu.
Upłynęło jeszcze trochę czasu na wspólnej zabawie, zanim cała czwórka zmęczona, ale zadowolona z przebiegu wieczoru, wpakowała się do auta tuż przed nastaniem świtu. Dominic przemierzał ulice Toronto, kierując się pod wskazany przez Skye adres, starając się skupić na muzyce w radiu i dłoni Carrie, zaciskającej się na jego udzie. Nie potrafił jednak powstrzymać się przed bezwiednym zerkaniem w lusterko wsteczne na siedzącą parę, zwłaszcza, kiedy słyszał szczery śmiech ciemnowłosej. Logan dawno nie był w tak dobrym humorze. A nowo poznana kobieta wydawała się… perfekcyjna. Jakby była stworzona dla… Haynesa.
Znalazłszy się na miejscu, przystanął autem na poboczu.
— Jesteśmy - przyznał, ostatni raz spoglądając na lusterko, po czym spojrzał na domagającą się uwagi Carrie. Uśmiechała się do niego figlarnie, jeszcze nie wiedząc, że to był ostatni raz, kiedy kończyło się to wspólnym powrotem do jego mieszkania. Oby chociaż Logan miał więcej szczęścia.
Skye Murray
Właściwie rzadko kiedy był świadkiem podrywów Logana. Nie obserwował tych pierwszych spojrzeń, uśmiechów i żartów, które były kluczowe dla nowo nawiązującej się relacji pomiędzy przyjacielem a jego przyszłą partnerką. Zwykle dziewczyny Haynes przedstawiał większemu gronu w momencie, kiedy coś rzeczywiście kliknęło. Reyes zawsze pozostawiał mu przestrzeń, nigdy też nie nawiązując głębszych relacji z jego partnerkami. Może podświadomie czuł, jak bardzo mogły to być nietrwałe związki, by zaprzątać sobie nimi umysł? A może z żadną z nich nie nawiązał więzi, żeby w jego oczach wyglądała na potencjalny end game dla kumpla? Czy tak było w przypadku Skye? Nie mógł tego jeszcze w tym momencie określić.
— Lubię, o ile to nie tarot - odparł z rozbawieniem. Nie miał nic przeciwko dobrej partyjce gry w karty, choć to nie było jego ulubione zajęcie. Następna uwaga Skye i porozumiewawcze kiwnięcie głową na Carrie sprawiło, że uniósł kącik ust w szelmowskim uśmiechu. Znała go zaledwie od chwili, a i tak wydawała się wiedzieć więcej, niż inni. Była cholernie spostrzegawcza. - Jeśli miałbym w coś grać to wolałbym grę w kosza. Lubisz? - skrzętnie wymigał się od odpowiedzi. Prawda była taka, że nie szukał szczęścia ani w miłości, ani w kartach.
— Och, on wydaje się doskonale wiedzieć, czego chce od życia - przyznał na wzmiankę o Loganie jako dużym chłopcu. Podświadomie zazdrościł mu tego zdecydowania i wytrwałości w dążeniu do zamierzonego celu, jakim było napotkanie prawdziwej miłości i ustatkowanie się. Dominic też wiedział, czego chciał, ale było to zdecydowanie odmienne od poglądów przyjaciela. I Skye najwyraźniej też. - Dobra, nie potrzebuję wiedzieć już nic więcej. Zdałaś, Skye - uśmiechnął się do niej przelotnie, po raz kolejny obracając ją wokół własnej osi, tym samym kończąc rozmowę, żeby po prostu poddać się tańcu.
Upłynęło jeszcze trochę czasu na wspólnej zabawie, zanim cała czwórka zmęczona, ale zadowolona z przebiegu wieczoru, wpakowała się do auta tuż przed nastaniem świtu. Dominic przemierzał ulice Toronto, kierując się pod wskazany przez Skye adres, starając się skupić na muzyce w radiu i dłoni Carrie, zaciskającej się na jego udzie. Nie potrafił jednak powstrzymać się przed bezwiednym zerkaniem w lusterko wsteczne na siedzącą parę, zwłaszcza, kiedy słyszał szczery śmiech ciemnowłosej. Logan dawno nie był w tak dobrym humorze. A nowo poznana kobieta wydawała się… perfekcyjna. Jakby była stworzona dla… Haynesa.
Znalazłszy się na miejscu, przystanął autem na poboczu.
— Jesteśmy - przyznał, ostatni raz spoglądając na lusterko, po czym spojrzał na domagającą się uwagi Carrie. Uśmiechała się do niego figlarnie, jeszcze nie wiedząc, że to był ostatni raz, kiedy kończyło się to wspólnym powrotem do jego mieszkania. Oby chociaż Logan miał więcej szczęścia.
Skye Murray