#001. Drama? We don’t know her
: pn maja 18, 2026 4:00 pm
Uśmiechnęła się na myśl o rozbieraniu faceta z garnituru — Jamie miała rację. To mogło być emocjonujące doświadczenie, dopóki rozbierany mężczyzna był kimś, kogo naprawdę chciało się rozbierać. Jeśli sama wybrałaby sobie faceta, byłoby to dużo przyjemniejsze, ale jeśli tym facetem byłby ktoś wybrany przez matkę, to chyba by tak nie działało. Zwłaszcza, że ludzie rzadko rozbierali się nawzajem bez powodu.
— Tak, to jest fajne... A jeszcze fajniej jak mruczą i mówią, żeby ich więcej dotykać — pokręciła głową, przeczesując palcami długie włosy. Naprawdę lubiła to w facetach. Trochę ją to kręciło, to domaganie się dotyku — chyba po prostu lubiła mieć kontrolę nad każdą strefą w życiu, co miało najwidoczniej odbicie również w tej seksualnej. Nieszczególnie jej to przeszkadzało.
— Będziemy pracować, serio — obiecała po otworzeniu wina i rozlania go do szklanych naczyń. Wróciła na poprzednie miejsce, podając drugą lampkę w dłonie Jamie.
Skoro miały za sobą oficjalne rozpoczęcie, pozostało tylko zachęcić Jamie do opowiedzenia o tym mężczyźnie, który zajmował jej myśli. Wolała, żeby Jamie powiedziała pierwsza, co ją trapi, bo Shereen potrzebowała chwili, żeby ogarnąć, o czym w ogóle chciała powiedzieć. W ostatnim czasie jej myśli przypominały poplątany zlepek emocji, zarówno złych, jak i dobrych. I nie bardzo wiedziała, od czego powinna zacząć. Najgorsze było to, że wszystko, co przychodziło jej do głowy, zaczynało się od imienia byłego chłopaka — zupełnie jakby Oliver wyrył się na stałe w jej życiu jak trudno do usunięcia tatuaż. A wolała, żeby tak nie było. Popijając spokojnie wino, słuchała słów przyjaciółki. Szczere zainteresowanie wymalowane na jej twarzy było jednoznaczne. Zapamiętywała słowa Jamie, przetrawiając je w głowie. Ten facet, o którym mówiła, zdaniem Winfield powinien się w końcu określić, bo trwanie w relacji opartej na niepewności rzadko kiedy niosło za sobą pozytywne skutki. Spojrzała na przyjaciółkę nieco zmartwiona. Była ostatnią osobą, a przynajmniej jedną z ostatnich, która miała prawo do oceniania Jamie. Shereen sama nie była święta, a potrzeby miał każdy i powinno się z nimi żyć w zgodzie — niezależnie od tego, czy był to seks, czy może potrzeba kupienia biletu na koncert ulubionego zespołu.
— Wiesz, Jamie. Wiem z doświadczenia, że relacje, które nie są... — zawahała się, wykonując dłonią ruch przypominający okrąg zakreślony w powietrzu. — Stabilne, szybko się rozpadają. Nieważne jak dobrze byś się nie czuła w jego towarzystwie i niezależnie od tego, jak nieziemski mielibyście seks, w pewnym momencie zabraknie poczucia bezpieczeństwa. Zwłaszcza, że typ już od początku daje sprzeczne sygnały. Chyba czułabym się zmęczona, a ty jak się czujesz? — zrozumiałaby, gdyby dla Jamie ten mężczyzna był kimś, kogo mogła nawet kochać. Próbowała przedstawić jej tę gorszą stronę medalu. Wbrew pozorom kobiety dążyły głównie do stabilności emocjonalnej, czego nie można było powiedzieć o każdym mężczyźnie — zdarzały się wyjątki i naprawdę Shereen szanowała tych facetów. Problem tkwił w tym, że ich duża część niestety rzadko myślała o konsekwencjach i przyszłości. Cieszyła się szczęściem przyjaciółki i jej radością, ale nie zapominała o szczerości — nie chciała, żeby Jamie wplątała się w relację, której pożałuje. Martwiła się o nią.
Jamie Park
— Tak, to jest fajne... A jeszcze fajniej jak mruczą i mówią, żeby ich więcej dotykać — pokręciła głową, przeczesując palcami długie włosy. Naprawdę lubiła to w facetach. Trochę ją to kręciło, to domaganie się dotyku — chyba po prostu lubiła mieć kontrolę nad każdą strefą w życiu, co miało najwidoczniej odbicie również w tej seksualnej. Nieszczególnie jej to przeszkadzało.
— Będziemy pracować, serio — obiecała po otworzeniu wina i rozlania go do szklanych naczyń. Wróciła na poprzednie miejsce, podając drugą lampkę w dłonie Jamie.
Skoro miały za sobą oficjalne rozpoczęcie, pozostało tylko zachęcić Jamie do opowiedzenia o tym mężczyźnie, który zajmował jej myśli. Wolała, żeby Jamie powiedziała pierwsza, co ją trapi, bo Shereen potrzebowała chwili, żeby ogarnąć, o czym w ogóle chciała powiedzieć. W ostatnim czasie jej myśli przypominały poplątany zlepek emocji, zarówno złych, jak i dobrych. I nie bardzo wiedziała, od czego powinna zacząć. Najgorsze było to, że wszystko, co przychodziło jej do głowy, zaczynało się od imienia byłego chłopaka — zupełnie jakby Oliver wyrył się na stałe w jej życiu jak trudno do usunięcia tatuaż. A wolała, żeby tak nie było. Popijając spokojnie wino, słuchała słów przyjaciółki. Szczere zainteresowanie wymalowane na jej twarzy było jednoznaczne. Zapamiętywała słowa Jamie, przetrawiając je w głowie. Ten facet, o którym mówiła, zdaniem Winfield powinien się w końcu określić, bo trwanie w relacji opartej na niepewności rzadko kiedy niosło za sobą pozytywne skutki. Spojrzała na przyjaciółkę nieco zmartwiona. Była ostatnią osobą, a przynajmniej jedną z ostatnich, która miała prawo do oceniania Jamie. Shereen sama nie była święta, a potrzeby miał każdy i powinno się z nimi żyć w zgodzie — niezależnie od tego, czy był to seks, czy może potrzeba kupienia biletu na koncert ulubionego zespołu.
— Wiesz, Jamie. Wiem z doświadczenia, że relacje, które nie są... — zawahała się, wykonując dłonią ruch przypominający okrąg zakreślony w powietrzu. — Stabilne, szybko się rozpadają. Nieważne jak dobrze byś się nie czuła w jego towarzystwie i niezależnie od tego, jak nieziemski mielibyście seks, w pewnym momencie zabraknie poczucia bezpieczeństwa. Zwłaszcza, że typ już od początku daje sprzeczne sygnały. Chyba czułabym się zmęczona, a ty jak się czujesz? — zrozumiałaby, gdyby dla Jamie ten mężczyzna był kimś, kogo mogła nawet kochać. Próbowała przedstawić jej tę gorszą stronę medalu. Wbrew pozorom kobiety dążyły głównie do stabilności emocjonalnej, czego nie można było powiedzieć o każdym mężczyźnie — zdarzały się wyjątki i naprawdę Shereen szanowała tych facetów. Problem tkwił w tym, że ich duża część niestety rzadko myślała o konsekwencjach i przyszłości. Cieszyła się szczęściem przyjaciółki i jej radością, ale nie zapominała o szczerości — nie chciała, żeby Jamie wplątała się w relację, której pożałuje. Martwiła się o nią.
Jamie Park