Didn't see that one coming...
: ndz kwie 12, 2026 6:54 pm
To znaczy, że chcesz tego?
To było ciężkie pytanie, bo nie była w stu procentach pewna. Nie była jak te wszystkie kobiety, które się cieszą i nie mogą się doczekać macierzyństwa. Możliwe, że to przez to, że w ogóle się do tego nie przygotowywała i została wzięta z zaskoczenia, ale w tym momencie przede wszystkim czuła niepewność. Czy sobie poradzi? Czy była gotowa na zostanie matką? Czy da radę wychować dobrze małego człowieka, który miał się rozwijać pod jej sercem?
Fakt, że miała wsparcie w Giovannim był jej bardziej niż potrzebny. To, że jej nie odtrącił, a przypomniał, że będzie w tym z nim jeśli tylko chciała, był niesamowicie budujący oraz uspokajający. Bo właśnie to też potrzebowała usłyszeć.
Ale czy znała odpowiedź na jego pytanie?
Nie umiała odpowiedzieć mu, że chce lub nie chce tego w stu procentach. Nigdy o tym nie marzyła, nigdy nawet o tym nie myślała. Wiele lat uciekała przed ciążą. Teraz jednak wszystko się zmieniło. Ona się zmieniła, tak samo jak jej życie oraz wszystkie okoliczności.
Westchnęła ciężej pod nosem, podnosząc na niego spojrzenie. Jeszcze przez chwilę nie odpowiadała, mieląc w głowie własne myśli. Dopiero później sięgnęła ostrożnie, powoli do jego karku, układając na nim swoją wolną dłoń.
— Jesteś moją rodziną, Giovanni. Chcę spędzić przy tobie resztę swojego życia, więc jeśli jesteś w tym ze mną i jest to jest nasz kolejny etap, to chcę go — przyznała szczerze, przez cały ten czas nie odrywając spojrzenia z jego oczu i dłoni od karku.
Porzuciła wszystkich dla niego i tego, co miała z nim. Pozostawiła swoją rodzinę, która nawet nie wiedziała o tym, że bierze ślub. Pozwoliła wszystkim myśleć, że wciąż jest zaginiona i najprawdopodobniej już nie żyje. Salvatore był jej najbliższą osobą. Kimś, z kim miała wziąć ślub. I nawet jeśli dla niego miało to być czysto strategiczne, dla niej wiązało się także z masą silnych uczuć, które do niego czuła. Dlatego też wieści o ciąży jej całkowicie nie załamały, a jedynie wystraszyły.
Bo to on był ojcem.
Przysnęła się, gdy ją do siebie przyciągnął i ten jeden gest wystarczył, aby poczuła się spokojniejsza. Jakby cała poprzednia niepewność związana z przekazaniem zaskakujących wieści nagle uleciała. Tylko tyle potrzebowała. Wydawałoby się, że drobny gest, który dla niej znaczył bardzo dużo.
Dlaczego bałaś się mojej reakcji?
Kącik ust jej drgnął w żałosnym uśmiechu, który jednak tak samo szybko zniknął, co się pojawił.
— To jeszcze naleciałość po Subinie — wyjaśniła, opuszczając spojrzenie na biurko. Jakby czując się zwyczajnie głupio, że jej podświadomość podsuwała jej takie scenariusze, skoro od incydentu we Włoszech minęły już długie miesiące. Nie mówiąc o tym, że z Subinem widziała się ostatni raz dawno temu, a mimo to, pewnie jeszcze długi czas będzie leczyć traumy oraz dawne odruchy po przemocowym małżeństwie z Koreańczykiem. — Obawiałam się, że posądzisz mnie o zdradę, skoro podobno nie możesz mieć dzieci. — Zawsze mógł wykonać test, a ona by jeszcze dostarczyłaby mu próbki, bo była absolutnie pewna wyniku. — I chociaż wiem, że się nie unosisz, to i tak się bałam, że mnie obwinisz czy okrzyczysz — dodała, podnosząc z powrotem na niego spojrzenie.
To było silniejsze od niej. Te nawyki w zachowaniu, jakby wciąż żyła z kimś, kto oskarżałby ją o każde niepowodzenie w życiu. I chociaż Subin skakałby z radości na wieść o ciąży, bo przecież tak bardzo się o nią starał, tak wiedziała, że gdyby cokolwiek poszło nie po jego myśli, to by się na nią wydarł. I zapewne też podniósł rękę.
A wiadomość o nieplanowanej ciąży była raczej nie po myśli… żadnego z nich.
— Po prostu czasem zapominam, że nie muszę się już bać — powiedziała.
Chociaż ze wszystkich osób, które znała, paradoksalnie, to właśnie on był najgroźniejszy. I to jego powinno się obawiać.
Giovanni Salvatore
To było ciężkie pytanie, bo nie była w stu procentach pewna. Nie była jak te wszystkie kobiety, które się cieszą i nie mogą się doczekać macierzyństwa. Możliwe, że to przez to, że w ogóle się do tego nie przygotowywała i została wzięta z zaskoczenia, ale w tym momencie przede wszystkim czuła niepewność. Czy sobie poradzi? Czy była gotowa na zostanie matką? Czy da radę wychować dobrze małego człowieka, który miał się rozwijać pod jej sercem?
Fakt, że miała wsparcie w Giovannim był jej bardziej niż potrzebny. To, że jej nie odtrącił, a przypomniał, że będzie w tym z nim jeśli tylko chciała, był niesamowicie budujący oraz uspokajający. Bo właśnie to też potrzebowała usłyszeć.
Ale czy znała odpowiedź na jego pytanie?
Nie umiała odpowiedzieć mu, że chce lub nie chce tego w stu procentach. Nigdy o tym nie marzyła, nigdy nawet o tym nie myślała. Wiele lat uciekała przed ciążą. Teraz jednak wszystko się zmieniło. Ona się zmieniła, tak samo jak jej życie oraz wszystkie okoliczności.
Westchnęła ciężej pod nosem, podnosząc na niego spojrzenie. Jeszcze przez chwilę nie odpowiadała, mieląc w głowie własne myśli. Dopiero później sięgnęła ostrożnie, powoli do jego karku, układając na nim swoją wolną dłoń.
— Jesteś moją rodziną, Giovanni. Chcę spędzić przy tobie resztę swojego życia, więc jeśli jesteś w tym ze mną i jest to jest nasz kolejny etap, to chcę go — przyznała szczerze, przez cały ten czas nie odrywając spojrzenia z jego oczu i dłoni od karku.
Porzuciła wszystkich dla niego i tego, co miała z nim. Pozostawiła swoją rodzinę, która nawet nie wiedziała o tym, że bierze ślub. Pozwoliła wszystkim myśleć, że wciąż jest zaginiona i najprawdopodobniej już nie żyje. Salvatore był jej najbliższą osobą. Kimś, z kim miała wziąć ślub. I nawet jeśli dla niego miało to być czysto strategiczne, dla niej wiązało się także z masą silnych uczuć, które do niego czuła. Dlatego też wieści o ciąży jej całkowicie nie załamały, a jedynie wystraszyły.
Bo to on był ojcem.
Przysnęła się, gdy ją do siebie przyciągnął i ten jeden gest wystarczył, aby poczuła się spokojniejsza. Jakby cała poprzednia niepewność związana z przekazaniem zaskakujących wieści nagle uleciała. Tylko tyle potrzebowała. Wydawałoby się, że drobny gest, który dla niej znaczył bardzo dużo.
Dlaczego bałaś się mojej reakcji?
Kącik ust jej drgnął w żałosnym uśmiechu, który jednak tak samo szybko zniknął, co się pojawił.
— To jeszcze naleciałość po Subinie — wyjaśniła, opuszczając spojrzenie na biurko. Jakby czując się zwyczajnie głupio, że jej podświadomość podsuwała jej takie scenariusze, skoro od incydentu we Włoszech minęły już długie miesiące. Nie mówiąc o tym, że z Subinem widziała się ostatni raz dawno temu, a mimo to, pewnie jeszcze długi czas będzie leczyć traumy oraz dawne odruchy po przemocowym małżeństwie z Koreańczykiem. — Obawiałam się, że posądzisz mnie o zdradę, skoro podobno nie możesz mieć dzieci. — Zawsze mógł wykonać test, a ona by jeszcze dostarczyłaby mu próbki, bo była absolutnie pewna wyniku. — I chociaż wiem, że się nie unosisz, to i tak się bałam, że mnie obwinisz czy okrzyczysz — dodała, podnosząc z powrotem na niego spojrzenie.
To było silniejsze od niej. Te nawyki w zachowaniu, jakby wciąż żyła z kimś, kto oskarżałby ją o każde niepowodzenie w życiu. I chociaż Subin skakałby z radości na wieść o ciąży, bo przecież tak bardzo się o nią starał, tak wiedziała, że gdyby cokolwiek poszło nie po jego myśli, to by się na nią wydarł. I zapewne też podniósł rękę.
A wiadomość o nieplanowanej ciąży była raczej nie po myśli… żadnego z nich.
— Po prostu czasem zapominam, że nie muszę się już bać — powiedziała.
Chociaż ze wszystkich osób, które znała, paradoksalnie, to właśnie on był najgroźniejszy. I to jego powinno się obawiać.
Giovanni Salvatore