this wasn’t the plan
: wt mar 31, 2026 8:59 pm
W przeciwieństwie do niego, potrafiła przynajmniej całkiem jasno wyrazić to, co siedziało jej w głowie. Choć w tym przypadku poprzeczka raczej nie była zawieszona zbyt wysoko – nie, kiedy Dante miał póki co spore trudności z jakimkolwiek poukładaniem wszystkiego tego, co kotłowało mu się pod czaszką. O wyrażaniu czegokolwiek – a już w szczególności takim, które miałoby jakikolwiek sens i mogłoby być zrozumiałe dla innych – nie mogło być więc mowy. I pewnie wciąż nie byłoby na to większych szans, gdyby to właśnie Elsa nie wykazała się dostatecznym uporem, by rzeczywiście nakłonić go do zdecydowania się na coś zamiast trwania w jakimś idiotycznym zawieszeniu, w którym sam nie wiedział, czego mógłby chcieć.
A przecież to akurat okazywało się nagle zadziwiająco proste – przynajmniej w chwili, kiedy zdecydował się przyciągnąć ją do siebie i kiedy nie spotkał się z jakimkolwiek protestem z jej strony. Ani też chęcią posłużenia się tą wspomnianą już prostownicą. A przynajmniej… niekoniecznie w kontekście, w jakim wymieniona została w ich rozmowie po raz pierwszy…
Nawet gdyby chciał, pewnie i tak nie dałby rady powstrzymać się przed wymownym uniesieniem brwi na tę wzmiankę o kablach i ich różnorodnych funkcjach. Tak rzecz miała się z lekkim uśmiechem, jaki w tym samym momencie wykwitł na jego twarzy.
– Związać…? – o ile duszenie wciąż nie wydawało się zbytnio atrakcyjną opcją, tak tej najwyraźniej nie sposób byłoby w żaden sposób nie skomentować. – Nie pamiętam, żeby kręciły cię takie zabawy, ale… nie brzmi najgorzej.
Choć może jednak przynajmniej raz lub dwa – ewentualnie kilkanaście – zdarzało jej się grozić mu w przeszłości przywiązaniem do krzesła, jeśli bez tego nie potrafiłby przynajmniej przekonująco udawać, że stara się skupić na tym, co ona usiłowała mu bezowocnie tłumaczyć. I oczywiście, że tak wtedy, jak i teraz więcej było w tym żartobliwej nuty niż faktycznej groźby, czy chęci wypróbowania nowych upodobań… Nawet jeśli z drugiej strony wcale nie musiało to oznaczać, że miałby jakoś przekonująco protestować, jeśli naprawdę zdecydowała się zaprezentować mu takie właśnie zastosowanie kabla od suszarki, prostownicy, czy innej lokówki. Zwłaszcza w momencie, kiedy znajdowała się tak blisko, on zdążył już uświadomić sobie jakim idiotą był chcąc uciekać jeszcze kilka chwil temu i… kiedy wyjątkowo łatwo byłoby zgodzić się niemal na wszystko, w dodatku bez większego namysłu.
– To… – nadal jednak próbował odpowiedzieć na jej kolejne słowa, odpuszczając to sobie jednak w chwili, kiedy ich usta ponownie się spotkały. Odwzajemniając jej pocałunek, nie mógł oczywiście w żaden sposób wynagrodzić jej tych kilku lat bez jakiegokolwiek znaku życia, ale mógł przynajmniej w jakimś stopniu zrekompensować jej tę idiotyczną reakcję sprzed paru chwil. I chociaż jeszcze do niedawna faktycznie mógł mieć jakieś wątpliwości co do tego, czego miałby chcieć, w tym jego geście z całą pewnością ich nie było. Nie miał zamiaru zmieniać zdania, ponownie uciekać i… jeszcze przez chwilę, kiedy już znowu dzieliło ich ledwie kilka milimetrów, nie miał zamiaru odsuwać się od niej bardziej.
– Cieszę się, że nie dałaś mi tak po prostu wyjść – przyznał, zanim raz jeszcze krótko musnął jej wargi własnymi i odsunął się jeszcze odrobinę. W końcu… gdyby nie to, że w przeciwieństwie do niego przynajmniej potrafiła – całkiem głośno i wyraźnie – powiedzieć, co chodziło jej po głowie, najpewniej rzeczywiście wyszedłby z jej salonu, wierząc w tym konkretnym momencie, że byłoby to najlepsze możliwe rozwiązanie. I nawet jeśli pewnie szybko zdążyłby go pożałować, znów najprawdopodobniej zabrakłoby mu sensownego pomysłu na to, jak mógłby to naprawić. Bo to zawsze był największy problem – naprawianie tego, co bardzo łatwo udawało się spieprzyć.
– I… pamiętasz jeszcze, że czeka na ciebie obiad…? – kolejne zdanie musiało już zostać ozdobione charakterystycznym uśmiechem i wypowiedziane pasującym do niego, nieco rozbawionym tonem. Zwłaszcza, że nawet jeśli rzeczywiście nie miał zbytnio ochoty ani na to, by zabierać ręce, które całkiem wygodnie ulokowały się na jej biodrach, ani jakkolwiek dalej się od niej odsuwać, to… w końcu właśnie ten nieszczęsny, najpewniej całkowicie już zimny i nieco zapomniany obiad miał być przecież głównym powodem, dla którego w ogóle tutaj przyszedł. Lub raczej – główną wymówką.
Elsa Eriksen
A przecież to akurat okazywało się nagle zadziwiająco proste – przynajmniej w chwili, kiedy zdecydował się przyciągnąć ją do siebie i kiedy nie spotkał się z jakimkolwiek protestem z jej strony. Ani też chęcią posłużenia się tą wspomnianą już prostownicą. A przynajmniej… niekoniecznie w kontekście, w jakim wymieniona została w ich rozmowie po raz pierwszy…
Nawet gdyby chciał, pewnie i tak nie dałby rady powstrzymać się przed wymownym uniesieniem brwi na tę wzmiankę o kablach i ich różnorodnych funkcjach. Tak rzecz miała się z lekkim uśmiechem, jaki w tym samym momencie wykwitł na jego twarzy.
– Związać…? – o ile duszenie wciąż nie wydawało się zbytnio atrakcyjną opcją, tak tej najwyraźniej nie sposób byłoby w żaden sposób nie skomentować. – Nie pamiętam, żeby kręciły cię takie zabawy, ale… nie brzmi najgorzej.
Choć może jednak przynajmniej raz lub dwa – ewentualnie kilkanaście – zdarzało jej się grozić mu w przeszłości przywiązaniem do krzesła, jeśli bez tego nie potrafiłby przynajmniej przekonująco udawać, że stara się skupić na tym, co ona usiłowała mu bezowocnie tłumaczyć. I oczywiście, że tak wtedy, jak i teraz więcej było w tym żartobliwej nuty niż faktycznej groźby, czy chęci wypróbowania nowych upodobań… Nawet jeśli z drugiej strony wcale nie musiało to oznaczać, że miałby jakoś przekonująco protestować, jeśli naprawdę zdecydowała się zaprezentować mu takie właśnie zastosowanie kabla od suszarki, prostownicy, czy innej lokówki. Zwłaszcza w momencie, kiedy znajdowała się tak blisko, on zdążył już uświadomić sobie jakim idiotą był chcąc uciekać jeszcze kilka chwil temu i… kiedy wyjątkowo łatwo byłoby zgodzić się niemal na wszystko, w dodatku bez większego namysłu.
– To… – nadal jednak próbował odpowiedzieć na jej kolejne słowa, odpuszczając to sobie jednak w chwili, kiedy ich usta ponownie się spotkały. Odwzajemniając jej pocałunek, nie mógł oczywiście w żaden sposób wynagrodzić jej tych kilku lat bez jakiegokolwiek znaku życia, ale mógł przynajmniej w jakimś stopniu zrekompensować jej tę idiotyczną reakcję sprzed paru chwil. I chociaż jeszcze do niedawna faktycznie mógł mieć jakieś wątpliwości co do tego, czego miałby chcieć, w tym jego geście z całą pewnością ich nie było. Nie miał zamiaru zmieniać zdania, ponownie uciekać i… jeszcze przez chwilę, kiedy już znowu dzieliło ich ledwie kilka milimetrów, nie miał zamiaru odsuwać się od niej bardziej.
– Cieszę się, że nie dałaś mi tak po prostu wyjść – przyznał, zanim raz jeszcze krótko musnął jej wargi własnymi i odsunął się jeszcze odrobinę. W końcu… gdyby nie to, że w przeciwieństwie do niego przynajmniej potrafiła – całkiem głośno i wyraźnie – powiedzieć, co chodziło jej po głowie, najpewniej rzeczywiście wyszedłby z jej salonu, wierząc w tym konkretnym momencie, że byłoby to najlepsze możliwe rozwiązanie. I nawet jeśli pewnie szybko zdążyłby go pożałować, znów najprawdopodobniej zabrakłoby mu sensownego pomysłu na to, jak mógłby to naprawić. Bo to zawsze był największy problem – naprawianie tego, co bardzo łatwo udawało się spieprzyć.
– I… pamiętasz jeszcze, że czeka na ciebie obiad…? – kolejne zdanie musiało już zostać ozdobione charakterystycznym uśmiechem i wypowiedziane pasującym do niego, nieco rozbawionym tonem. Zwłaszcza, że nawet jeśli rzeczywiście nie miał zbytnio ochoty ani na to, by zabierać ręce, które całkiem wygodnie ulokowały się na jej biodrach, ani jakkolwiek dalej się od niej odsuwać, to… w końcu właśnie ten nieszczęsny, najpewniej całkowicie już zimny i nieco zapomniany obiad miał być przecież głównym powodem, dla którego w ogóle tutaj przyszedł. Lub raczej – główną wymówką.
Elsa Eriksen