Strona 2 z 2

herbs

: ndz cze 07, 2026 5:51 pm
autor: Luna Rivera-Rosenhall
Lian Mei

Większość klientów Luna byłaby w stanie określić mianem prawdziwych gwiazd. Od razu wybijali się na tle innych ludzi, ezoterycznością, czy samym byciem. Dało się zauważyć, że na każdy możliwy sposób byli wyjątkowi. Tego brakowało zdaniem Luny Lianowi. Miał w sobie coś niezwykłego, ale schowane było to pod zmęczeniem i znudzonym wyrazem twarzy.
Tak, albo nie przypominasz Chopina 一parsknęła krótko, unosząc oba kąciki ust ku górze 一 w Vegas jeden z moich kumpli się za niego przebierał, podobno to jakiś słynny kompozytor 一ohh, jak tęskniła za Vegas. Noce spędzone na laniu alkoholu, oświetlone blaskiem neonów i za gorącą temperaturą. Toronto w porównaniu do jej domu było nijakie 一bycie typowym jest nudne 一 parsknęła pod nosem 一 przeznaczenie by nie istniało, gdyby każdy wyglądał identycznie 一 oczami wyobraźni wyobraziła sobie taśmę tworzącą identycznych ludzi. Dla niej było to najbardziej niebezpieczne. Przewidywalność wprawiała ją w samoistne drżenie, a na samą myśl miała wszystkiego i każdego dosyć.
Tak 一 odrobina adrenalina i tajemniczości wkraczała do zwyczajnej kawiarni. Z torebki wyjęła talię kart, którą zawsze nosiła przy sobie 一 To ryzykuj i wybierz cztery karty 一 rozchyliła wszystkie, które miała, czekając na decyzję. Sama chwilę później na nowo nimi tasowała, próbując wybrać najbardziej odpowiednią.
Wieża 一 nie mogła ukryć własnego uśmiechu. Właśnie takiego rozdania spodziewała się po siedzącym przed nią mężczyzną. Może to właśnie go powinna ocalić z okowów codzienności一 w przeszłości coś runęło szybciej, niż byłeś w stanie to zaakceptować. Teraz w stosunku do ludzi jesteś dużo ostrożniejszy 一wyjawiła krótko. Między nimi czuła przedziwny dysonans, którego chciałaby się pozbyć, ale jak dotąd nie było ku temu wątpliwości. Karty jedynie utwierdzały ją w wizji Liana, stworzoną przez samą siebie w głowie 一 Czwórka kielichów dla teraźniejszości... 一znowu zachichotała krótko 一 zmęczenie i emocjonalne znużenie 一 zaraz uniosła kartę księżyca 一 nie tyle, co boisz się ludzi, a tego że ktoś inny mógłby stać się naprawdę ważny 一 kolejna była karta gwiazdy 一 stoi przed Tobą wybór związany z zaufaniem. Nie będzie on ani bezpieczny, ani komfortowy 一 uniosła własną filiżankę, po czym wzrok padł jej z powrotem na Liana 一 podoba Ci się to ryzyko?

herbs

: śr cze 10, 2026 2:24 pm
autor: Lian Mei
Nie miał nic przeciwko zwyczajności, prywatnie był jej orędownikiem i tam gdzie Luna wolała widzieć nudną powtarzalność tam Lian dopatrywał się bezpieczeństwa w przewidywalności. Już samo brzmienie słowa wyjątkowy rozbudzało w nim drażliwość, a kojarzyło się wyłącznie z brandingiem i zagrożeniem. Wiedział, że posiadał talent - może nawet i rzeczywiście specjalny - ale jednocześnie ta wiedza nie przekładała się bezpośrednio na sposób w jaki postrzegał samego siebie. Prywatnie, ilekroć Lian znikał z pola widzenia kamer i stawał się swoim jedynym towarzystwem, wypielęgnowany przez agencję wizerunek kreujący go na ekscentrycznego artystę komfortowo wygrzewającego się w świetle błyskowych lamp znikał, wraz z dopinanymi pod zdjęciami creditami dla projektantów których nosił i lokalizacjami w jakich bywał. Pozbawiony etykiety produktu był jedynie bardzo zmęczonym człowiekiem wolącym małe espresso zamiast mrożonego latte macadamia ze Starbucksa i lubił bredzić o kompozytorach.
No podobno. 一 Musiał zasłonić usta dłonią; prawie parsknął śmiechem prosto w filiżankę.
Nie był szczególnym fanem Chopina, więc sprowadzenie go do lokalnej atrakcji w Las Vegas nie wywołało w nim automatycznej potrzeby bronienia go własną piersią w dyskusji. Mógł skończyć gorzej niż inspiracja dla ulicznych przebierańców. Mogli go wycisnąć jak Beethovena z „Für Elise“.
Na widok kart, z których wybrał wspomniane cztery praktycznie na chybił trafił, ograniczył się z ekspresją do lekkiego przymrużenia powiek. Nie rozpoznawał ani jednej, tarot nigdy szczególnie go nie interesował.

Masz rację 一 odezwał się, zanim Luna wystudiowanym gestem odwinęła drugą z kart. 一 Miał na imię Hùn Dùn. Pamiętam jak... 一 Zwilżył wargi koniuszkiem języka i wciąż trzymając filiżankę w obu dłoniach, przechylił się do przodu z pełną powagą i w skupieniu wychodzącym mu płytką zmarszczką na czole. 一 Miałem tylko siedem lat i właśnie zbudowałem domek z trzech talii kart, a ten piekielny kot po prostu po nim przebiegł. To pewnie przez babcię, obrzydliwie go rozpaskudziła.
Obrócone w żart podsumowanie domniemanej tragedii zostało odbite dla rewanżu w stronę Luny, a Lian z wciąż sceptycznie uniesioną brwią i pobłażliwym uśmiechem opadł z powrotem na oparcie fotela, choć na spiętych ramionach wyczuł znajomy, nieprzyjemny dreszcz. Ta sama drażliwość, która pojawiała się ilekroć ktokolwiek zbliżał się do sedna problemu, jaki gnił w nim od środka od lat.
Przy kolejnej karcie odbił wzrokiem w prawo, prosto na pstrokaciznę kafelków wspinających się po ścianie.

A to coś nowego akurat. Dobrze wiedzieć, że mam problem z... ach, zmęczeniem i emocjonalnym znużeniem. W życiu bym nie zgadł, będę chyba musiał rozejrzeć się za jakimiś ziołami i dostawcą. Och, no właśnie. Ty nim jesteś, cóż za zbieg okoliczności 一 wymruczał niechętnie, nieco bardziej szorstko niż zamierzał. Na swoją obronę - Lian nie znał człowieka, który po prawie trzech dobach bez snu wciąż byłby przyjemny do współprzebywania.
I kiedy sądził, że właściwie temat wątpliwej wiarygodności wróżb Luny został pogrzebany i zwieńczony puentą, ostatnie dwie karty wraz z ogólnikową interpretacją strzeliły go na odlew prosto w twarz.
Lian wstrzymał nawet filiżankę w pół drogi do ust, mrugnął przytomniej i przez moment nie miał dla odmiany żadnej gotowej do wymierzenia uwagi. Coś podniosło mu się nagle w żołądku.
Oczywiście, że pomyślał o Danielu.
Nie wierzył w tarota. Był dość sceptyczny gdy chodziło o jakiekolwiek gusła, rzecz jasna poza tymi w jakich został zakorzeniony matką Chinką, więc nie zdziwiłby się, gdyby coś podobnego usłyszał od babki wróżącej z ptasich kości. Naturalnie zatem taka trafność u szarlatanki z Las Vegas - jak widział ją Lian - wywołała w nim podejrzliwość.

Zakładając, że... że gdyby teoretycznie tak było, o jakim ryzyku mówimy? Wiesz coś więcej?


Luna Rivera-Rosenhall