Are we still doing this?
: wt kwie 28, 2026 11:29 am
Mógł podziękować swojej matce tak naprawdę tylko i wyłącznie za to, że pozwoliła mu wybrać swoją własną drogę, jak bardzo kręta i pod górę by nie była. Obydwoje rodzice pochodzili z pieniędzy, o ile o stronie ojca wiele nie wiedział, o tyle ta matki była pełna wpływowych ludzi, lekarzy, profesorów, prawników i całej sielankowej reszty.. Stare pieniądze, które nigdzie się nie wybierały, nie potrzebowały hałasu, krzyku i z założenia pozwalały dzieciakom popełniać swoje błędy i odnajdywać swoje priorytety. Wiedział, że miał jej wsparcie i właściwie fakt, czy była czy nie była dobrą matką kiedy dorastał, nie miało znaczenia. Był wdzięczny za to, jak stawała za nim murem za każdym razem, gdy ojciec próbował go sobie podporządkować i sprowadzić do pionu; jedyne co mu się udało, to wzmocnić w Theo przekonanie, że te sztywne realia wcale nie były dla niego. Może po prostu podał się bardziej do norweskiej strony jego matki? Pewnie tak. Skinął głową w niemym podziękowaniu za te gratulacje, posyłając mu szeroki, ciepły uśmiech. Zwłaszcza kiedy wspomniał o dodatkowej pomocy finansowej, gdyby była taka potrzeba, na co Bachmann lekko pokręcił głową. - Naah, mam swoje oszczędności, jakkolwiek by pewnie nie były marne w porównaniu z twoimi... Ale zobaczymy. Dziękuję. - wiedział, że matka by go nie zawiodła, szansa też istniała, że ojciec mógłby dać się przekonać do wsparcia pomysłu pójścia w coś, co leżało obok medycyny.. Może. Wątpił, żeby mógł wspierać cokolwiek, co mocno opierało się o pracę fizyczną, w ciągłym biegu, stresie, w tej "bezinteresowności", której jego ojciec zdecydowanie nie rozumiał. Nie ważne. Nie potrzebował jego błogosławieństwa, nie lubił gościa tak czy srak.
Na moment musiał odstawić swoją szamkę, bo ten nagły atak wesołości wycisnął z kącików jego oczu łzy. Legitne małe łezki, które otarł, przecierając twarz dłońmi, nadal sporadycznie pozwalając sobie na mały chichot, kręcąc głową. Komedio-dramat, serio. - Nie, nie.. Dobra, może trochę jak debil, bo ciągniesz długo tą farsę, jakby miało się coś zmienić magicznie. - wywrócił lekko oczami, ale koniec końców nie mógł go oceniać. W życiu by mu nie wytknął gonienia za szczęściem, miłością czy ostatnimi z tej trójcy, marzeniami. Wspierał, nawet jeśli w gruncie rzeczy ten wybór wcale nie był moralny. Pieprzyć moralność. Życie było usiane w większości upadkami, nie wzlotami, więc jeśli znalazł coś, co go cieszyło, Theo mógł mieć tylko nadzieję, że złapie to coś mocno i nie pozwoli uciec. Zdradzał przy tym swoją narzeczoną i finalnie miał zerwać zaręczyny? Dobrze. Lepiej późno niż później, ślub łatwiej odwołać niż bujać się z rozwodem. - Leć i baw się dobrze. Wrap it before you tap it. Daj znać jak się przyda kanapa. - chyba mu dawał swoje błogosławieństwo właśnie? Tak, chyba tak. Rozbawiło go to po raz kolejny, wyrywając z klatki chichot. Hey, życie było całkiem super, nie? Tak, wyszedł ze związku jeszcze zanim dobrze w związek wszedł, a jego najlepszy przyjaciel zdradzał narzeczoną w poszukiwaniu własnego szczęścia i... A, jebać. Potykanie się w drodze do lepszego jutra było całkiem warte tych siniaków. - Prowadzę, więc głosuję za herbatą i słodkimi rzeczami. - gdyby kiedykolwiek odmówił słodyczy... Trzeba będzie dzwonić po lekarza. Albo egzorcystę. Ale tamten dzień nie był dniem egzorcyzmów i z jakiegoś powodu, prawdopodobnie przez ten wybuch rozbawienia, nastrój Theo obrócił się o 180'. Wszystko było zajebiście.
Charlie Marshall
Na moment musiał odstawić swoją szamkę, bo ten nagły atak wesołości wycisnął z kącików jego oczu łzy. Legitne małe łezki, które otarł, przecierając twarz dłońmi, nadal sporadycznie pozwalając sobie na mały chichot, kręcąc głową. Komedio-dramat, serio. - Nie, nie.. Dobra, może trochę jak debil, bo ciągniesz długo tą farsę, jakby miało się coś zmienić magicznie. - wywrócił lekko oczami, ale koniec końców nie mógł go oceniać. W życiu by mu nie wytknął gonienia za szczęściem, miłością czy ostatnimi z tej trójcy, marzeniami. Wspierał, nawet jeśli w gruncie rzeczy ten wybór wcale nie był moralny. Pieprzyć moralność. Życie było usiane w większości upadkami, nie wzlotami, więc jeśli znalazł coś, co go cieszyło, Theo mógł mieć tylko nadzieję, że złapie to coś mocno i nie pozwoli uciec. Zdradzał przy tym swoją narzeczoną i finalnie miał zerwać zaręczyny? Dobrze. Lepiej późno niż później, ślub łatwiej odwołać niż bujać się z rozwodem. - Leć i baw się dobrze. Wrap it before you tap it. Daj znać jak się przyda kanapa. - chyba mu dawał swoje błogosławieństwo właśnie? Tak, chyba tak. Rozbawiło go to po raz kolejny, wyrywając z klatki chichot. Hey, życie było całkiem super, nie? Tak, wyszedł ze związku jeszcze zanim dobrze w związek wszedł, a jego najlepszy przyjaciel zdradzał narzeczoną w poszukiwaniu własnego szczęścia i... A, jebać. Potykanie się w drodze do lepszego jutra było całkiem warte tych siniaków. - Prowadzę, więc głosuję za herbatą i słodkimi rzeczami. - gdyby kiedykolwiek odmówił słodyczy... Trzeba będzie dzwonić po lekarza. Albo egzorcystę. Ale tamten dzień nie był dniem egzorcyzmów i z jakiegoś powodu, prawdopodobnie przez ten wybuch rozbawienia, nastrój Theo obrócił się o 180'. Wszystko było zajebiście.
Charlie Marshall