enigmatic meeting
: czw kwie 02, 2026 7:53 pm
Lepiej, żeby nie grzebał w jej przeszłości. Nie sądziła, że zajdzie gdzieś głębiej, że odkryje, co tak naprawdę sprawiło, że stała się tym, kim się stała. Nie chciała tego. Nie chciała tracić jego zaufania. Nie chciała też musieć pożegnać go z tym światem – nie mógł znać prawdy, bo ta byłaby dla niego niebezpieczna. Lubiła go, ale był gliną i chyba mu nie ufała. Zresztą ona nigdy nie ufała nikomu w pełni. Potrafiła spać z nożem i pistoletem pod materacem. Nigdy nie czuła spokoju i ciągle była w stanie dziwnego napięcia. Bycie takim człowiekiem nie sprzyjało budowaniu relacji, nawet jeżeli ktoś mógłby zrozumieć jej przeszłość.
– Jasne – odpowiedziała, już zerkając we wsteczne lusterko, ale o dziwo nikt się nie ruszył. Może więc tylko im się wydawało, że mogli być dla nich zagrożeniem. Nie stali tym samochodem w przyjemnej okolicy, więc mogło być tak, że po prostu kręciły się tam typy spod ciemniejszej gwiazdy niż oni w tamtym momencie.
– Nikogo za nami nie ma, może jesteśmy przewrażliwieni – zaśmiała się, ciągle obserwując lusterko. Zero. Nic. Nada. Mogli spokojnie odetchnąć, ale Sierra i tak nadal była w trybie „walcz albo uciekaj”, tylko już bardziej subtelnym i mniej zauważalnym dla postronnego obserwatora.
– Mój ojciec był gliną i był bardzo wierny fladze i odznace. Do tej pory nie zrozumiałam, co nim kierowało, więc pytam ciebie jako glinę. Czy to kwestia poczucia sprawiedliwości? Możliwości posiadania pewnego rodzaju władzy? Skoro nie system i nie bycie częścią politycznej machiny, to co?
Skinęła głową, gotowa wjechać z nim na ten cholerny parking. I tak nie miała nic do gadania. Była trochę na jego łasce, bez samochodu i z deszczem, który wręcz napierdalał. Musiała więc potulnie kiwać głową. Czuła, że i tak nie zaśnie po powrocie, więc równie dobrze może się z nim powłóczyć.
Kiedy w końcu znaleźli się na parkingu, podała mu grzecznie zawiniątko spod swoich nóg przez szybę samochodu i obserwowała, jak znika za drzwiami. Siedziała spokojnie, z ciekawości otworzyła schowek, ale były tam tylko fajki, gumy do żucia i papiery od samochodu. Zawsze była ciekawa, co ludzie wożą w swoich schowkach. Ona, tak dla przykładu, woziła stare papierowe faktury za paliwo.
W momencie, kiedy zasiadł za kierownicą, uśmiechnęła się do niego, wracając do tematu jedzenia:
– Meksykańskie? Zjadłabym tacos – w sumie był to jakiś pomysł. Dawno nie jadła nic w tym stylu. Nawet jeżeli często jadała w restauracjach, bo do gotowania miała raczej dwie lewe ręce. Prędzej ogarnie sobie wojskową rację żywnościową, niż ugotuje makaron. Słaby był z niej materiał na żonę.
– Kojarzysz coś sensownego w okolicy otwartego dwadzieścia cztery na siedem? – zapytała, strzelając prawą kostką u nogi, która trochę jej zdrętwiała od trzymania laptopa na dywaniku.
Nathaniel Mayfield
– Jasne – odpowiedziała, już zerkając we wsteczne lusterko, ale o dziwo nikt się nie ruszył. Może więc tylko im się wydawało, że mogli być dla nich zagrożeniem. Nie stali tym samochodem w przyjemnej okolicy, więc mogło być tak, że po prostu kręciły się tam typy spod ciemniejszej gwiazdy niż oni w tamtym momencie.
– Nikogo za nami nie ma, może jesteśmy przewrażliwieni – zaśmiała się, ciągle obserwując lusterko. Zero. Nic. Nada. Mogli spokojnie odetchnąć, ale Sierra i tak nadal była w trybie „walcz albo uciekaj”, tylko już bardziej subtelnym i mniej zauważalnym dla postronnego obserwatora.
– Mój ojciec był gliną i był bardzo wierny fladze i odznace. Do tej pory nie zrozumiałam, co nim kierowało, więc pytam ciebie jako glinę. Czy to kwestia poczucia sprawiedliwości? Możliwości posiadania pewnego rodzaju władzy? Skoro nie system i nie bycie częścią politycznej machiny, to co?
Skinęła głową, gotowa wjechać z nim na ten cholerny parking. I tak nie miała nic do gadania. Była trochę na jego łasce, bez samochodu i z deszczem, który wręcz napierdalał. Musiała więc potulnie kiwać głową. Czuła, że i tak nie zaśnie po powrocie, więc równie dobrze może się z nim powłóczyć.
Kiedy w końcu znaleźli się na parkingu, podała mu grzecznie zawiniątko spod swoich nóg przez szybę samochodu i obserwowała, jak znika za drzwiami. Siedziała spokojnie, z ciekawości otworzyła schowek, ale były tam tylko fajki, gumy do żucia i papiery od samochodu. Zawsze była ciekawa, co ludzie wożą w swoich schowkach. Ona, tak dla przykładu, woziła stare papierowe faktury za paliwo.
W momencie, kiedy zasiadł za kierownicą, uśmiechnęła się do niego, wracając do tematu jedzenia:
– Meksykańskie? Zjadłabym tacos – w sumie był to jakiś pomysł. Dawno nie jadła nic w tym stylu. Nawet jeżeli często jadała w restauracjach, bo do gotowania miała raczej dwie lewe ręce. Prędzej ogarnie sobie wojskową rację żywnościową, niż ugotuje makaron. Słaby był z niej materiał na żonę.
– Kojarzysz coś sensownego w okolicy otwartego dwadzieścia cztery na siedem? – zapytała, strzelając prawą kostką u nogi, która trochę jej zdrętwiała od trzymania laptopa na dywaniku.
Nathaniel Mayfield