Spend this time pretending it was that first summer
: pt kwie 03, 2026 7:55 pm
— Całe szczęście, że nie mieszka tu ani jedna zakupoholiczka. — Pokiwała głową ze zrozumieniem. Nie będzie się przecież przyznawać do wszystkich swoich nałogów, bez przesady. Zrobiłaby z siebie wtedy jakiegoś bardzo smutnego człowieka, a przecież ona była głównie radosna. Wystarczy, że nie kryła się z uzależnieniem od pracy i od obecności Teddy. Te dwie kwestie wystarczająco mocno siadały jej na łeb! Najgorzej, że tak trudno było je pogodzić. Może jednak powinna namówić ukochaną, żeby rzuciła w diabły tę całą straż i zatrudniła się w jej agencji? Przynajmniej miałaby ją na wyciągnięcie ręki dużo, dużo częściej.
— To może się poważnie nad tym zastanów, skoro teraz uprawiasz więcej pieprzenia niż w łóżku. — Uśmiechnęła się wyzywająco, gotowa tu i teraz przyjąć każdą dawkę pieprzenia, jaką Teddy miała jej do zaoferowania. Nie, chwila. Przecież najpierw miało być słodko i romantycznie. Znowu kompletnie o tym zapomniała. Strasznie ją rozpraszała. A co dopiero będzie później, jak wreszcie pozbawi ją tych całkowicie niepotrzebnych ubrań? Przymknęła oczy i przyłożyła dłonie do policzków, biorąc głęboki wdech. Zastanawiając się nad takimi rzeczami na pewno nie utrzyma się na powierzchni. Zdecydowanie powinna myśleć teraz o czymś, co nie jest jękami Teddy tuż przy swoim uchu.
April chciała wierzyć, że ich miesiąc miodowy będzie trwał co najmniej w nieskończoność. Trudno było jej sobie wyobrazić moment, w którym przestanie patrzeć na ukochaną jak na cudowne zjawisko albo taki, w którym nie będzie na nią bez przerwy nakręcona. Ale może faktycznie kiedyś się uspokoi? Niewiele przecież wiedziała o długich, dobrych i prawdziwie stałych związkach. Sama nigdy w takim nie była, nie miała okazji się na takie porządnie napatrzeć, bo niby gdzie? Na pewno nie w domu.
— Czyli będziesz się też ze mną ciągle rozwodzić? — dopytała, idąc za nią z powrotem w stronę bazy. Skoro miały się tak na okrągło pobierać, to jakoś to trzeba było rozwiązać – innego pomysłu nie miała. Może jednak to hajtanie się nie było takim doskonałym pomysłem? Nie chciałaby, żeby fakt, że nie może się już jej oświadczać jakkolwiek przygasił ich uczucia albo sprawił, że Teddy zacznie myśleć o niej jakoś gorzej. Zdecydowanie nie powinna się tym teraz martwić.
Oczywiście od razu zaczęła się tym przejmować. Przeżuwała porcję, zastanawiając się, jak bardzo burzliwe będą ich kłótnie i rozpady kolejnych etapów relacji. No i co to w ogóle pomysł z braniem szybkiego ślubu w urzędzie? Zdecydowanie tak nie chciała. Potrzebowała tej całej romantycznej otoczki, inaczej to przecież tylko durny papier. A może po prostu Teddy bardzo chciała tego uniknąć i nie zgodzi się na nic poza kameralną akcją wyłącznie przy świadkach?
Zamrugała wybitna z tych myśli głosem strażaczki. Potrzebowała chwili, by dotarło do niej, co właściwie powiedziała. Nie powinna odpływać w dniu kochania Teddy, to było bardzo niesprawiedliwe wobec jej ukochanej.
— Daj spokój, nawet bym ci tego nie zaproponowała. Po co ci takie nazwisko, skoro masz takie świetne swoje? — Wzruszyła ramionami, wsuwając znów widelec do ust. Może i jej nazwisko brzmiało dobrze, ale marnie się jej kojarzyło, a to już spora przeszkoda. Zmarszczyła brwi, zastanawiając się, jak właściwie na ten pomysł zareagowaliby jej rodzice.
— Myślę, że ojciec by się raczej wkurwił, co sprawia, że jednak mam trochę ochotę namówić cię na przejęcie nazwiska. Ale nie no, to byłoby strasznie durne. Równie dobrze możemy zostać przy swoich, wiesz? Nie muszę cię oznakowywać jako mojej własności — zapewniła, uśmiechając się z czułością. Coś jej jednak w tym zdaniu wyraźnie nie pasowalo, nie powinno przecież tak wybrzmieć. Pokręciła głową niezadowolona.
— A przynajmniej nie w ten konkretny sposób — poprawiła się szybko. Tak, to brzmiało dużo lepiej. Wiadomo, że Teddy przydałby się jakiś wielki napis nad głową, że jest już zajęta, to może chociaż połowa kobiet na świecie przestałaby się w nią wgapiać jak w kawał mięsa. Gorzej, że tej drugiej połowie pewnie by to nie przeszkadzało, a może nawet zachęcało.
Bonnie i Clyde, ale jedyne co będziemy kraść, to sobie serca nawzajem
— To może się poważnie nad tym zastanów, skoro teraz uprawiasz więcej pieprzenia niż w łóżku. — Uśmiechnęła się wyzywająco, gotowa tu i teraz przyjąć każdą dawkę pieprzenia, jaką Teddy miała jej do zaoferowania. Nie, chwila. Przecież najpierw miało być słodko i romantycznie. Znowu kompletnie o tym zapomniała. Strasznie ją rozpraszała. A co dopiero będzie później, jak wreszcie pozbawi ją tych całkowicie niepotrzebnych ubrań? Przymknęła oczy i przyłożyła dłonie do policzków, biorąc głęboki wdech. Zastanawiając się nad takimi rzeczami na pewno nie utrzyma się na powierzchni. Zdecydowanie powinna myśleć teraz o czymś, co nie jest jękami Teddy tuż przy swoim uchu.
April chciała wierzyć, że ich miesiąc miodowy będzie trwał co najmniej w nieskończoność. Trudno było jej sobie wyobrazić moment, w którym przestanie patrzeć na ukochaną jak na cudowne zjawisko albo taki, w którym nie będzie na nią bez przerwy nakręcona. Ale może faktycznie kiedyś się uspokoi? Niewiele przecież wiedziała o długich, dobrych i prawdziwie stałych związkach. Sama nigdy w takim nie była, nie miała okazji się na takie porządnie napatrzeć, bo niby gdzie? Na pewno nie w domu.
— Czyli będziesz się też ze mną ciągle rozwodzić? — dopytała, idąc za nią z powrotem w stronę bazy. Skoro miały się tak na okrągło pobierać, to jakoś to trzeba było rozwiązać – innego pomysłu nie miała. Może jednak to hajtanie się nie było takim doskonałym pomysłem? Nie chciałaby, żeby fakt, że nie może się już jej oświadczać jakkolwiek przygasił ich uczucia albo sprawił, że Teddy zacznie myśleć o niej jakoś gorzej. Zdecydowanie nie powinna się tym teraz martwić.
Oczywiście od razu zaczęła się tym przejmować. Przeżuwała porcję, zastanawiając się, jak bardzo burzliwe będą ich kłótnie i rozpady kolejnych etapów relacji. No i co to w ogóle pomysł z braniem szybkiego ślubu w urzędzie? Zdecydowanie tak nie chciała. Potrzebowała tej całej romantycznej otoczki, inaczej to przecież tylko durny papier. A może po prostu Teddy bardzo chciała tego uniknąć i nie zgodzi się na nic poza kameralną akcją wyłącznie przy świadkach?
Zamrugała wybitna z tych myśli głosem strażaczki. Potrzebowała chwili, by dotarło do niej, co właściwie powiedziała. Nie powinna odpływać w dniu kochania Teddy, to było bardzo niesprawiedliwe wobec jej ukochanej.
— Daj spokój, nawet bym ci tego nie zaproponowała. Po co ci takie nazwisko, skoro masz takie świetne swoje? — Wzruszyła ramionami, wsuwając znów widelec do ust. Może i jej nazwisko brzmiało dobrze, ale marnie się jej kojarzyło, a to już spora przeszkoda. Zmarszczyła brwi, zastanawiając się, jak właściwie na ten pomysł zareagowaliby jej rodzice.
— Myślę, że ojciec by się raczej wkurwił, co sprawia, że jednak mam trochę ochotę namówić cię na przejęcie nazwiska. Ale nie no, to byłoby strasznie durne. Równie dobrze możemy zostać przy swoich, wiesz? Nie muszę cię oznakowywać jako mojej własności — zapewniła, uśmiechając się z czułością. Coś jej jednak w tym zdaniu wyraźnie nie pasowalo, nie powinno przecież tak wybrzmieć. Pokręciła głową niezadowolona.
— A przynajmniej nie w ten konkretny sposób — poprawiła się szybko. Tak, to brzmiało dużo lepiej. Wiadomo, że Teddy przydałby się jakiś wielki napis nad głową, że jest już zajęta, to może chociaż połowa kobiet na świecie przestałaby się w nią wgapiać jak w kawał mięsa. Gorzej, że tej drugiej połowie pewnie by to nie przeszkadzało, a może nawet zachęcało.
Bonnie i Clyde, ale jedyne co będziemy kraść, to sobie serca nawzajem