give me your eyes, I need sunshine
: pn kwie 06, 2026 7:46 pm
Działała na niego jak żar z zapalniczki, który z charakterystycznym dźwiękiem podpalał jego ulubione papierosy. Sam jej widok wystarczał, by coś w nim drgnęło, a zapach perfum uderzał mu do głowy równie szybko i równie niebezpiecznie jak pierwszy wdech dymu, który działał na niego niemal jak endorfina. Stojąc tak blisko niej, czując na sobie jej oddech, walczył sam ze sobą. Kusiła go. Wiedziała, że jest atrakcyjna, nawet nie próbowała tego ukrywać, a on starał się nie przekroczyć tej granicy. I tak dotknął ją w sposób, na który zazwyczaj by sobie nie pozwolił, zwłaszcza przy kobiecie, która była mu właściwie obca. Chemia w jego mózgu mieszała się z zapachem jej ciała, przyspieszając bicie jego serca. Chciał po prostu nachylić się jeszcze bliżej, przesunąć twarz pod takim kątem, żeby jego usta spoczęły na jej wargach. Chciał z a s m a k o w a ć jej ust, posmakować dymu ulatniającego się z tych apetycznie wyglądających warg.
Łapał się na tym i przewracał w myślach oczami na własne zachowanie. To nie było w jego stylu. To nie była część jego naturalnej strategii. Przesuwając dłonią po jej ciele, uśmiechnął się na jej kolejne słowa. - Dobrze, że ja też, eh? - Wyciągając telefon i prostując się, spojrzał na nią i już wtedy, po sposobie, w jaki na niego patrzyła, wiedział, że tym razem ruch pionka na planszy kierował się w stronę jego zwycięstwa.
Przynajmniej w tej rundzie.
- Wysokie standardy? - spojrzał na nią i delikatnie uniósł kącik ust. Przez moment pomyślał, że skoro jest wysoki, to może już odhaczył jedno z jej wymagań, ale zaraz potem uznał, że nie może być aż takim arogantem, prawda? W jego głowie narodził się pomysł. Chwycił telefon do ręki, spojrzał na świeżo zapisany numer i uśmiechnął się do siebie. - Grazie - wyrzucił z siebie, a po chwili odsunął się od niej kilka kroków dalej, opierając o swoją laskę i wykonał telefon. - Marcel! Salut mec, tu fermes le resto aujourd'hui? - zapytał starego znajomego, który miał dzisiaj zmianę w The Broadview Hotel’s Rooftop Bar, znajdującym się cholernie wysoko, z widokiem na większość miasta i CN Tower. Słuchał go przez chwilę. Już zamykali na dzisiaj. - Aish... - prychnął pod nosem, po czym odwrócił się szybko, żeby upewnić się, że nadal tam stała. Zacisnął mocniej uchwyt na lasce i odezwał się znowu- Laisse-moi les clés, je fermerai derrière moi et je les rangerai au même endroit. Prépare des olives, des frites, et si possible un plateau de charcuterie et un bon vin. Je te transférerai l'argent sur Venmo. - Po kilku długich sekundach ciszy jego kumpel odezwał się, że wszystko będzie gotowe za dwadzieścia minut. Szeroki uśmiech pojawił się na ustach Caspiana.- Merci. - Rozłączył się, schował telefon do kieszeni płaszcza i podszedł do łabądka.
Nic nie mówiąc, chwycił ją za rękę i pociągnął w stronę głównej ulicy. Splotł mocno ich palce, w pewnym sensie bał się, że mogłaby mu jeszcze uciec. Gdy wyszli na bardziej ruchliwą część ulicy, uniósł laskę, machając nią na taksówkę, która niemal od razu podjechała. Zerknął na nią i uśmiechnął się.- Spero che ti piacciano le avventure, piccolina. Fidati di me, non te ne pentirai.- Wszedł do środka, ciągnąc ją za sobą. Zapewnił ją tylko krótko, że na pewno nic jej nie grozi i żeby mu zaufała. Po prostu chciał coś dla niej zrobić. Może wewnętrznie czuł potrzebę zrobienia na niej wrażenia? Może jeszcze nie chciał się z nią rozstawać tego wieczoru? Nie miał pojęcia, co to dokładnie było, ale pierwszy raz w życiu naprawdę chciał się postarać dla kobiety. Dla tej brązowowłosej p i ę k n o ś c i, która swoimi ruchami na scenie dosłownie zaparła mu dech w piersiach. Dla jej długich rzęs, które chciałby liczyć jedna po drugiej, gdyby przyszło mu kiedyś trzymać ją w ramionach. Dla piegów rozsianych na jej nosie, na których chciałby złożyć pocałunek. Dla jej drobnej talii, którą chciałby dotykać, gdyby tylko było mu to dane.
z w a r i o w a ł e m
o s z a l a ł em
Siedział w taksówce, trzymając laskę między nogami, aż po chwili zerknął na ich splecione dłonie, orientując się, że wciąż jej nie puścił. Uniósł je ku górze, prawie na wysokość ich twarzy.- To, żebyś mi nie uciekła - prychnął pod nosem. Jakieś dwadzieścia minut później byli na miejscu. Zapłacił taksówkarzowi, zostawiając napiwek, po czym wziął jego namiary i powiedział, że da mu znać, gdyby Elena chciała wrócić do domu, więc dobrze byłoby, gdyby kręcił się w okolicy. Weszli do budynku, wjechali na samą górę, a Caspian schylił się, znajdując kluczyk w doniczce obok wejścia. Kiedy weszli do środka, światło było już lekko przyciemnione. Przeszli przez restaurację, aż w końcu wyszli na taras, gdzie Marcel rozłożył dla nich przystawki pod estetyczną wiatą i ustawił białe oraz czerwone wino. W końcu puścił jej dłoń i podrapał się po głowie.- Pomyślałem, że może zgłodniałaś po tym występie, poza tym... - spojrzał na nią, a potem na panoramę miasta - Hai detto che hai standard elevati? Posso portarti in cima, piccolina.
picollina
Łapał się na tym i przewracał w myślach oczami na własne zachowanie. To nie było w jego stylu. To nie była część jego naturalnej strategii. Przesuwając dłonią po jej ciele, uśmiechnął się na jej kolejne słowa. - Dobrze, że ja też, eh? - Wyciągając telefon i prostując się, spojrzał na nią i już wtedy, po sposobie, w jaki na niego patrzyła, wiedział, że tym razem ruch pionka na planszy kierował się w stronę jego zwycięstwa.
- Wysokie standardy? - spojrzał na nią i delikatnie uniósł kącik ust. Przez moment pomyślał, że skoro jest wysoki, to może już odhaczył jedno z jej wymagań, ale zaraz potem uznał, że nie może być aż takim arogantem, prawda? W jego głowie narodził się pomysł. Chwycił telefon do ręki, spojrzał na świeżo zapisany numer i uśmiechnął się do siebie. - Grazie - wyrzucił z siebie, a po chwili odsunął się od niej kilka kroków dalej, opierając o swoją laskę i wykonał telefon. - Marcel! Salut mec, tu fermes le resto aujourd'hui? - zapytał starego znajomego, który miał dzisiaj zmianę w The Broadview Hotel’s Rooftop Bar, znajdującym się cholernie wysoko, z widokiem na większość miasta i CN Tower. Słuchał go przez chwilę. Już zamykali na dzisiaj. - Aish... - prychnął pod nosem, po czym odwrócił się szybko, żeby upewnić się, że nadal tam stała. Zacisnął mocniej uchwyt na lasce i odezwał się znowu- Laisse-moi les clés, je fermerai derrière moi et je les rangerai au même endroit. Prépare des olives, des frites, et si possible un plateau de charcuterie et un bon vin. Je te transférerai l'argent sur Venmo. - Po kilku długich sekundach ciszy jego kumpel odezwał się, że wszystko będzie gotowe za dwadzieścia minut. Szeroki uśmiech pojawił się na ustach Caspiana.- Merci. - Rozłączył się, schował telefon do kieszeni płaszcza i podszedł do łabądka.
Nic nie mówiąc, chwycił ją za rękę i pociągnął w stronę głównej ulicy. Splotł mocno ich palce, w pewnym sensie bał się, że mogłaby mu jeszcze uciec. Gdy wyszli na bardziej ruchliwą część ulicy, uniósł laskę, machając nią na taksówkę, która niemal od razu podjechała. Zerknął na nią i uśmiechnął się.- Spero che ti piacciano le avventure, piccolina. Fidati di me, non te ne pentirai.- Wszedł do środka, ciągnąc ją za sobą. Zapewnił ją tylko krótko, że na pewno nic jej nie grozi i żeby mu zaufała. Po prostu chciał coś dla niej zrobić. Może wewnętrznie czuł potrzebę zrobienia na niej wrażenia? Może jeszcze nie chciał się z nią rozstawać tego wieczoru? Nie miał pojęcia, co to dokładnie było, ale pierwszy raz w życiu naprawdę chciał się postarać dla kobiety. Dla tej brązowowłosej p i ę k n o ś c i, która swoimi ruchami na scenie dosłownie zaparła mu dech w piersiach. Dla jej długich rzęs, które chciałby liczyć jedna po drugiej, gdyby przyszło mu kiedyś trzymać ją w ramionach. Dla piegów rozsianych na jej nosie, na których chciałby złożyć pocałunek. Dla jej drobnej talii, którą chciałby dotykać, gdyby tylko było mu to dane.
Siedział w taksówce, trzymając laskę między nogami, aż po chwili zerknął na ich splecione dłonie, orientując się, że wciąż jej nie puścił. Uniósł je ku górze, prawie na wysokość ich twarzy.- To, żebyś mi nie uciekła - prychnął pod nosem. Jakieś dwadzieścia minut później byli na miejscu. Zapłacił taksówkarzowi, zostawiając napiwek, po czym wziął jego namiary i powiedział, że da mu znać, gdyby Elena chciała wrócić do domu, więc dobrze byłoby, gdyby kręcił się w okolicy. Weszli do budynku, wjechali na samą górę, a Caspian schylił się, znajdując kluczyk w doniczce obok wejścia. Kiedy weszli do środka, światło było już lekko przyciemnione. Przeszli przez restaurację, aż w końcu wyszli na taras, gdzie Marcel rozłożył dla nich przystawki pod estetyczną wiatą i ustawił białe oraz czerwone wino. W końcu puścił jej dłoń i podrapał się po głowie.- Pomyślałem, że może zgłodniałaś po tym występie, poza tym... - spojrzał na nią, a potem na panoramę miasta - Hai detto che hai standard elevati? Posso portarti in cima, piccolina.
picollina