Bringing Stifmeister Back! | American Reunion
: czw kwie 09, 2026 3:03 pm
Spojrzał na nią spokojnie, gdy zadała to pytanie. Przez moment nic nie powiedział, tylko lekko oparł się o oparcie krzesła i przyglądał uważnie, aż w końcu skinął głową.
- Tak - odpowiedział cicho, a w kąciku jego ust pojawił się lekko tajemniczy uśmiech. - Chcę - nie rozwinął jednak tej myśli dalej. Przez ułamek sekundy wyglądało to tak, jakby chciał coś dopowiedzieć… ale ostatecznie tylko uniósł filiżankę i napił się kawy. Bo prawda była znacznie prostsza i jednocześnie bardziej skomplikowana, niż brzmiało to zdanie. Chciał poznać ją jako człowieka, kobietę, która siedziała naprzeciwko niego, z całym swoim charakterem, historią i sposobem patrzenia na świat. A druga myśl, która pojawiła się gdzieś z tyłu jego głowy, była jeszcze prostsza. Chciał poznać ją również jako kochankę.
Tego jednak nie zamierzał wypowiadać na głos, przynajmniej nie teraz. Zamiast tego pozwolił, by w jego spojrzeniu przez moment pojawiło się coś łagodniejszego, mniej zdystansowanego niż zwykle - jakby powoli opuszczał gardę, którą zdarzało mu się zasłaniać w wielu relacjach.
Rozmowa wróciła do książki, a uśmiech boksera zrobił się lżejszy.
- No to teraz już nie mam wyjścia. Muszę przeczytać ją od deski do deski. Inaczej nie będę miał żadnych argumentów do dyskusji z autorką - przechylił lekko głowę. - Głupio byłoby przyjść na rozmowę nieprzygotowanym - rzucił z rozbawieniem.
Kiedy zaproponowała konkretny termin, uniósł lekko brew, a po chwili skinął głową.
- Pasuje - odezwał się, a na jego ustach pojawił się lekki, trochę zaczepny uśmiech. - Chociaż przyznam, że to trochę późno - rzucił teatralnie, zawieszając na niej swoje spojrzenie. - Z drugiej strony… nie musimy przecież iść wcześnie spać - więcej już nie dodawał, zostawił ją jedynie z tą bardzo dwuznaczną sugestią oraz swoim nieco tajemniczym uśmiechem.
Kiedy rozmowa zeszła z powrotem na treningi i jej ciosy, Karrion skrzyżował ręce na klatce piersiowej i pokiwał głową z udawanym namysłem.
- Zawsze możemy też zastąpić te wszystkie zasadzki z łaskotaniem czymś bardziej cywilizowanym - powiedział z rozbawieniem. - Regularnymi spotkaniami na przykład? Jak na normalnych ludzi przystało - dodał utrzymując lekki ton. - Poza tym bardziej od łaskotek będą mnie interesować twoje postępy. W końcu mam z ciebie zrobić terminatora - rzucił dość spokojnym tonem, jakby faktycznie mówił to na poważnie.
Upił łyk kawy tuż przed jej pytaniem o Usyka. Po przełknięciu, parsknął cicho.
- Ołeksandr Usyk - wyjaśnił spokojnie. - Ukraiński bokser. Jeden z najlepszych technicznie zawodników ostatnich lat. Niesamowita praca nóg, świetna głowa do walki. Gość potrafi rozebrać przeciwnika na części bez używania brutalnej siły - wzruszył lekko ramionami. - Kiedyś miałem okazję z nim sparować. Jeśli będziesz mieć okazję zobaczyć jego walkę, od razu zrozumiesz, o co mi chodzi - znów sięgnął po filiżankę i dopił resztkę kawy. Gdy odstawił ją na spodek, jego spojrzenie na moment zatrzymało się na Victorii. I przez tę jedną krótką chwilę patrzył na nią inaczej. W jego spojrzeniu pojawiło się coś bardziej jednoznacznego i niebezpiecznego przy okazji. Jakby przez sekundę naprawdę rozważał wszystkie scenariusze, które mogłyby wydarzyć się między nimi.
Chwilę później mrugnął i ten moment zniknął, zanim mógłby stać się niezręczny. Sięgnął po papierową torebkę z piekarni i wysunął z niej mały pakunek, który przesunął po blacie w jej stronę.
- Umowa to umowa - powiedział z lekkim rozbawieniem. - Może kiedyś nadarzy się też okazja zjeść razem śniadanie - dopiero kiedy te słowa padły, dotarło do niego, jak to zabrzmiało.
Na moment się speszył. Lekki rumieniec wkradł się na jego twarz, a Karrion szybko odwrócił wzrok w bok, jakby nagle zainteresowało go coś dziejącego się przy stoliku kawałek obok nich. Przez chwilę udawał, że poprawia rękaw koszulki, próbując odzyskać swój zwykły spokój.
- To znaczy… - mruknął pod nosem, kręcąc lekko głową.
Victoria Heffernan
- Tak - odpowiedział cicho, a w kąciku jego ust pojawił się lekko tajemniczy uśmiech. - Chcę - nie rozwinął jednak tej myśli dalej. Przez ułamek sekundy wyglądało to tak, jakby chciał coś dopowiedzieć… ale ostatecznie tylko uniósł filiżankę i napił się kawy. Bo prawda była znacznie prostsza i jednocześnie bardziej skomplikowana, niż brzmiało to zdanie. Chciał poznać ją jako człowieka, kobietę, która siedziała naprzeciwko niego, z całym swoim charakterem, historią i sposobem patrzenia na świat. A druga myśl, która pojawiła się gdzieś z tyłu jego głowy, była jeszcze prostsza. Chciał poznać ją również jako kochankę.
Tego jednak nie zamierzał wypowiadać na głos, przynajmniej nie teraz. Zamiast tego pozwolił, by w jego spojrzeniu przez moment pojawiło się coś łagodniejszego, mniej zdystansowanego niż zwykle - jakby powoli opuszczał gardę, którą zdarzało mu się zasłaniać w wielu relacjach.
Rozmowa wróciła do książki, a uśmiech boksera zrobił się lżejszy.
- No to teraz już nie mam wyjścia. Muszę przeczytać ją od deski do deski. Inaczej nie będę miał żadnych argumentów do dyskusji z autorką - przechylił lekko głowę. - Głupio byłoby przyjść na rozmowę nieprzygotowanym - rzucił z rozbawieniem.
Kiedy zaproponowała konkretny termin, uniósł lekko brew, a po chwili skinął głową.
- Pasuje - odezwał się, a na jego ustach pojawił się lekki, trochę zaczepny uśmiech. - Chociaż przyznam, że to trochę późno - rzucił teatralnie, zawieszając na niej swoje spojrzenie. - Z drugiej strony… nie musimy przecież iść wcześnie spać - więcej już nie dodawał, zostawił ją jedynie z tą bardzo dwuznaczną sugestią oraz swoim nieco tajemniczym uśmiechem.
Kiedy rozmowa zeszła z powrotem na treningi i jej ciosy, Karrion skrzyżował ręce na klatce piersiowej i pokiwał głową z udawanym namysłem.
- Zawsze możemy też zastąpić te wszystkie zasadzki z łaskotaniem czymś bardziej cywilizowanym - powiedział z rozbawieniem. - Regularnymi spotkaniami na przykład? Jak na normalnych ludzi przystało - dodał utrzymując lekki ton. - Poza tym bardziej od łaskotek będą mnie interesować twoje postępy. W końcu mam z ciebie zrobić terminatora - rzucił dość spokojnym tonem, jakby faktycznie mówił to na poważnie.
Upił łyk kawy tuż przed jej pytaniem o Usyka. Po przełknięciu, parsknął cicho.
- Ołeksandr Usyk - wyjaśnił spokojnie. - Ukraiński bokser. Jeden z najlepszych technicznie zawodników ostatnich lat. Niesamowita praca nóg, świetna głowa do walki. Gość potrafi rozebrać przeciwnika na części bez używania brutalnej siły - wzruszył lekko ramionami. - Kiedyś miałem okazję z nim sparować. Jeśli będziesz mieć okazję zobaczyć jego walkę, od razu zrozumiesz, o co mi chodzi - znów sięgnął po filiżankę i dopił resztkę kawy. Gdy odstawił ją na spodek, jego spojrzenie na moment zatrzymało się na Victorii. I przez tę jedną krótką chwilę patrzył na nią inaczej. W jego spojrzeniu pojawiło się coś bardziej jednoznacznego i niebezpiecznego przy okazji. Jakby przez sekundę naprawdę rozważał wszystkie scenariusze, które mogłyby wydarzyć się między nimi.
Chwilę później mrugnął i ten moment zniknął, zanim mógłby stać się niezręczny. Sięgnął po papierową torebkę z piekarni i wysunął z niej mały pakunek, który przesunął po blacie w jej stronę.
- Umowa to umowa - powiedział z lekkim rozbawieniem. - Może kiedyś nadarzy się też okazja zjeść razem śniadanie - dopiero kiedy te słowa padły, dotarło do niego, jak to zabrzmiało.
Na moment się speszył. Lekki rumieniec wkradł się na jego twarz, a Karrion szybko odwrócił wzrok w bok, jakby nagle zainteresowało go coś dziejącego się przy stoliku kawałek obok nich. Przez chwilę udawał, że poprawia rękaw koszulki, próbując odzyskać swój zwykły spokój.
- To znaczy… - mruknął pod nosem, kręcąc lekko głową.
Victoria Heffernan