Gdyby kózka nie skakała...
: czw maja 28, 2026 3:02 pm
- Oczywiście - odpowiedział beznamiętnie, nie tłumacząc w ten sposób czy jej wierzy czy też nie. Ale domyślał się, że faktycznie nie odczuwała tremy - tak samo jak on nie odczuwał strachu o życie pacjentów, kiedy przychodziło mu przeprowadzać skomplikowaną operację. Rzekłby wręcz, że ta jedna rzecz ich łączyła. On także odczuwał adrenalinę, to ekscytujące, elektryzujące napięcie, że za chwilę będzie mógł dowieźć swoich umiejętności w niezwykle trudnej próbie.
Dużo mniej lubił, kiedy ktoś poddawał próbie jego cierpliwość.
- A ty rozkapryszona i roszczeniowa - oczywiście że nie pozostał jej dłużny, miałby tak po prostu przyjąć obelgę pod swoim adresem? I to jeszcze taką, która nie miała wiele wspólnego z prawdą? No dobrze, może w połowie miała. Był nieprzyjemny, ale czy ciężko było go za to winić? Kiedy ktoś zachowywał się w sposób tak irracjonalny, niemal debilny, Rohan nie zamierzał temu radośnie przyklaskiwać. Zdecydowanie jednak nie był niegodny zaufania. Z jakiegoś powodu w końcu Elena tutaj przyszła, prawda? Uwierzyła, że otrzyma tutaj pomoc i że nie zostanie uśpiona i zgwałcona, albo rozkrojona by sprzedać jej organy na czarnym rynku. Sukces!
- Nie dało się tak od razu? - sarknął jeszcze, kiedy kobieta po prostu wbiła wzrok w sufit. Jej ramię mogłoby być opatrzone co najmniej kwadrans temu, gdyby tylko Santorini nie marnowała czasu na niezręczny small talk. Rohan pozwolił sobie na jeszcze jedno, ciężkie i cierpiętnicze westchnięcie, zanim przestawił się na pełen tryb profesjonalisty.
Ściągnięcie płaszcza w końcu pozwoliło mu na dokładniejsze zbadanie jej obrażeń. Nie było tak źle jak się obawiał - Elena ewidentnie miała tej nocy bardzo dużo szczęścia. Najważniejsze naczynia krwionośne, a także ścięgna pozostały nietknięte, wiec ten jeden wybryk nie przekreśli jej dalszej kariery baleriny. Uraz nie był jednak drobnym zadrapaniem i wymagał specjalistycznej opieki, a także szycia. Pozytywem było to, że rana miała gładkie brzegi, miała szansę zagoić się więc szybko i z minimalnym śladem.
- Nie umrzesz, ale będziesz mieć bliznę - odpowiedział, nie siląc się na jakiś pokrzepiający komentarz - Dam ci zastrzyk przeciwbólowy i przeciwzapalny, oczyszczę ranę, zszyję ją i obandażuję. Potem opatrunek będziesz zmieniać już sama - poinstruował ją, sięgając do swojej teczki. Jeśli nie wda się żadne zakażenie i rana będzie się goić ładnie, nie będzie tam już ani kropli krwi, więc Elena jakoś powinna sobie poradzić. Była dużą dziewczynką.
Jak mężczyzna powiedział, tak postąpił. Całe szczęście że najgorsze krwawienie już ustąpiło, ciało samo usiłowało zachować drogocenną ciecz.
- Mów do mnie, żebym nie musiał monitorować czy nie mdlejesz. Opowiedz o okolicznościach jak się zraniłaś. Czym dokładnie się pocięłaś? - polecił jej, kiedy aplikował jej strzykawką lek przeciwbólowy. Odczekał chwilę, czekając aż medykament zacznie działać, zanim rozchylił delikatnie skórę, by przepłukać i oczyścić ranę.
Elena Santorini
Dużo mniej lubił, kiedy ktoś poddawał próbie jego cierpliwość.
- A ty rozkapryszona i roszczeniowa - oczywiście że nie pozostał jej dłużny, miałby tak po prostu przyjąć obelgę pod swoim adresem? I to jeszcze taką, która nie miała wiele wspólnego z prawdą? No dobrze, może w połowie miała. Był nieprzyjemny, ale czy ciężko było go za to winić? Kiedy ktoś zachowywał się w sposób tak irracjonalny, niemal debilny, Rohan nie zamierzał temu radośnie przyklaskiwać. Zdecydowanie jednak nie był niegodny zaufania. Z jakiegoś powodu w końcu Elena tutaj przyszła, prawda? Uwierzyła, że otrzyma tutaj pomoc i że nie zostanie uśpiona i zgwałcona, albo rozkrojona by sprzedać jej organy na czarnym rynku. Sukces!
- Nie dało się tak od razu? - sarknął jeszcze, kiedy kobieta po prostu wbiła wzrok w sufit. Jej ramię mogłoby być opatrzone co najmniej kwadrans temu, gdyby tylko Santorini nie marnowała czasu na niezręczny small talk. Rohan pozwolił sobie na jeszcze jedno, ciężkie i cierpiętnicze westchnięcie, zanim przestawił się na pełen tryb profesjonalisty.
Ściągnięcie płaszcza w końcu pozwoliło mu na dokładniejsze zbadanie jej obrażeń. Nie było tak źle jak się obawiał - Elena ewidentnie miała tej nocy bardzo dużo szczęścia. Najważniejsze naczynia krwionośne, a także ścięgna pozostały nietknięte, wiec ten jeden wybryk nie przekreśli jej dalszej kariery baleriny. Uraz nie był jednak drobnym zadrapaniem i wymagał specjalistycznej opieki, a także szycia. Pozytywem było to, że rana miała gładkie brzegi, miała szansę zagoić się więc szybko i z minimalnym śladem.
- Nie umrzesz, ale będziesz mieć bliznę - odpowiedział, nie siląc się na jakiś pokrzepiający komentarz - Dam ci zastrzyk przeciwbólowy i przeciwzapalny, oczyszczę ranę, zszyję ją i obandażuję. Potem opatrunek będziesz zmieniać już sama - poinstruował ją, sięgając do swojej teczki. Jeśli nie wda się żadne zakażenie i rana będzie się goić ładnie, nie będzie tam już ani kropli krwi, więc Elena jakoś powinna sobie poradzić. Była dużą dziewczynką.
Jak mężczyzna powiedział, tak postąpił. Całe szczęście że najgorsze krwawienie już ustąpiło, ciało samo usiłowało zachować drogocenną ciecz.
- Mów do mnie, żebym nie musiał monitorować czy nie mdlejesz. Opowiedz o okolicznościach jak się zraniłaś. Czym dokładnie się pocięłaś? - polecił jej, kiedy aplikował jej strzykawką lek przeciwbólowy. Odczekał chwilę, czekając aż medykament zacznie działać, zanim rozchylił delikatnie skórę, by przepłukać i oczyścić ranę.
Elena Santorini