Strona 2 z 2

I've been waiting for someone like you

: śr kwie 08, 2026 6:42 am
autor: Matheo Bachmann
Mógł się jak najbardziej zgodzić z tym, że gdy się spotkali, coś kliknęło i wskoczyło na swoje miejsce. Natychmiastowa chemia, lekkość interakcji między nimi, elektryczność najlżejszego dotyku i to, jak jego serce podrygiwało w ekscytacji, kiedy tylko znajdowała się bliżej.. Nie chciał niczego zepsuć. Tak, jasne, bawienie się w wymyślanie niestworzonych scenariuszy było miłe i zabawne, ale w gruncie rzeczy był człowiekiem stworzonym do działania, mocno stąpającym po ziemi. Trochę lekkości rzeczywiście mogło mu się przydać w codzienności, hm? Trochę zapomnienia i fantazji? Może rzeczywiście czasami powinien pozwolić się zapomnieć i dać się ponieść w jakąś niestworzoną przygodę? Z drugiej strony, kiedy ostatnim razem dał się ponieść, zepsuł sobie okay relację z inną kobietą i... Nope. Nah. Sytuacja z Ward była absolutnie inna. Nie było między nimi żadnej chemii, poza tej absolutnie fizycznej; faktem, że podobał jej się, a ona jemu. Byli całkiem różni i nie było niczego, co tak naprawdę mogło ich na dłużej połączyć, plus.. Nic, co zaczęło się przy alkoholu, w ramach ucieczki, nie miało prawa bytu, tak? W stu procentach przypadków, kiedy spotykał się z August, obydwoje byli w stu procentach trzeźwi, a to, że bawili się świetnie wynikało jedynie z ich kompatybilności, prawda? Mimo to, łatwość, z jaką przychodził mu jej dotyk, to jak do niej lgnął, jak wędrował spragnionym spojrzeniem po skórze... Bał się, że znów się pospieszy. I nie chciał jej też zrobić krzywdy, dlatego wspomniał o jej cyborgowej nodze w taki sposób, w jaki to zrobił.
Był od niej trzy razy większy, cięższy, silniejszy i naprawdę nie trzeba było dużo, by komuś niechcąco sprawić ból. Nie chciał tego w najmniejszym stopniu. Miało sens dlaczego czuła się przy nim bezpieczna; każdy mięsień w jego ciele chciał dla niej tylko tego, co przyjemne, ciepłe i tak dalekie od troski i bólu jak się tylko dało.
Alarm był przerwą, której potrzebował, żeby złapać oddech, okay? Zbyt łatwo przychodziło mu poddawania się jej woli, zbyt prędko go rozgrzewała w sposób, w który preferować mieć kontrolę i zdecydowanie zbyt łatwo tą kontrolę poddawał. Tak, mogło to być dla niego dobre.. Tyle że chciał, by było dobre na dłuższą metę, nie na krótką, płomienną, ulotną chwilę. Musiał jej to jakoś wytłumaczyć, prawda? Czego chciał, czego nie chciał, na czym mu zależało...? - August... okay, akrobato. - parsknął krótko, przesuwając się bliżej niej i kładąc dłonie w jej biodrach jeszcze zanim złapała jego ramiona. Nie wątpił w jej balans, ale miał w zwyczaju wątpić w stabilność mebli wokół siebie, okay? Przechylił głowę pytająco, gdy, ni stąd, ni zowąd pozwoliła mu złapać się za tyłek ze wszystkich rzeczy, ale zanim zdążył zapytać, wsunęła dłonie w jego włosy; kolejne dreszcze postawiły włoski na karku i przedramionach. Podobało mu się, że brała sprawy w swoje ręce, naprawdę.. Z drugiej strony było tyle rzeczy, które chciał jej wytłumaczyć, a które w tamtym momencie uwięzły w gardle, gdy się do niego przysuwała i.. Mogło poczekać. Zdecydowanie nie skorzysta z jej propozycji łapania ją za tyłek, w duchu stawiając sobie twardą granice; dłonie nie mogą przekroczyć magicznej, niewidzialnej bariery w pasie i kropka.
Podniósł jedną ze swoich dłoni, palce wsunęły się we włosy na karku August, kciuk uniósł jej twarz i tym razem pozwolił by ten pocałunek się wydarzył. Dotknął jej miękkich warg swoimi łagodnie, lekko, przesuwając dłoń z jej biodra, by ją objąć, głaszcząc ciepło plecy. Naparł na nią delikatnie, pogłębiając pocałunek, chociaż nadal z tą samą czułością i spokojem. Chciał być blisko niej. Chciał trzymać ją przy sobie, głaskać, całować każdy najdrobniejszy kawałek jej skóry. Chciał być jej, chciał sprawić, by czuła się dobrze i.. Miejsce w które odpłynęły jego myśli było bardzo dobre. Zatonął w jej pocałunku, rozluźniając spięte wcześniej ramiona i szczękę, przestając walczyć z własnym pożądaniem.

a :slodziaczek:

I've been waiting for someone like you

: śr kwie 08, 2026 7:29 am
autor: august winters
Winters poczuła, jak jego dłoń wślizguje się we włosy na jej karku i delikatnie unosi jej twarz. Ten gest był taki... opiekuńczy, a jednocześnie pewny. Nie agresywny, nie pospieszny. Jego dotyk sprawiał wrażenie, jakby naprawdę chciał się tym momentem delektować, doslownie jakby nigdzie mu się nie spieszyło. Kiedy jego usta w końcu dotknęły jej warg - delikatnie, prawie nieśmiało na samym początku - po jej kręgosłupie przebiegła fala ciepła, która zatrzymała się gdzieś nisko w dole brzucha. Uśmiechnęła się w ten pocałunek, nie mogąc się powstrzymać. Bo kurwa, w końcu to zrobił. W końcu ją pocałował. Pogłębił pocałunek powoli, z taką czułością, że aż coś ścisnęło ją w piersi. Nie spodziewała się tego po nim. Myślała, że będzie bardziej drapieżny, bardziej jak ten "wiking", którego w nim widziała, a on całował ją tak, jakby miała rozpaść się w jego uścisku, gdyby zrobił to zbyt mocno. I cholera... to jej się podobało. Bardziej, niż chciała przyznać.

Jej palce mocniej zacisnęły się w jego włosach, przyciągając go bliżej - chciała dosłownie wtopić się w niego. Smakował czymś słodkim, a do tego ten cholerny zapach jego perfum mieszał się z aromatem wszystkich innych woni unoszących się wokół nich. Cała ta mieszanka uderzała jej prosto do głowy. Oderwała się tylko na sekundę, żeby złapać oddech, ale jej czoło nadal dotykało jego. Oczy miała przymknięte, usta wilgotne i lekko rozchylone. - No nareszcie... - mruknęła cicho, z zadziornym, trochę bezczelnym uśmieszkiem. - Bardzo dobrze całujesz swoją drogą. - Jej dłonie zsunęły się z jego włosów na kark, a potem niżej - na szerokie ramiona. Czuła pod palcami każdy mięsień, każdy fragment tej ogromnej, ciepłej sylwetki. Była przy nim taka mała, a jednak absolutnie nie czuła się krucha. Wręcz przeciwnie. Przy nim czuła się... chroniona. Pocałowała go znowu - tym razem sama, krócej, ale bardziej zachłannie. Lekko przygryzła jego dolną wargę, zanim się odsunęła, patrząc mu prosto w te niebieskie oczy, w których teraz było tyle ciepła, że aż robiło jej się miękko w środku. - Wiesz... - powiedziała cicho, wciąż stojąc na krześle, z jego dłońmi na swoich biodrach - lubię, kiedy próbujesz być taki grzeczny i opanowany. Naprawdę. Ale... - przechyliła głowę, uśmiechając się łobuzersko - nie musisz aż tak bardzo się pilnować przy mnie, Theo.

Jej kciuk przesunął się delikatnie po jego policzku, tuż przy tym różowym rumieńcu, który wciąż tam był. - Lubię cię takiego, jaki jesteś. Dużego, ciepłego i... - zniżyła głos, prawie szepcząc mu prosto w usta - cholernie przystojnego. - Zasmiala sie i pocałowała go jeszcze raz, tym razem krócej, ale z wyraźną obietnicą ukrytą w tym pocałunku. Miała na niego ogromną ochotę, o wiele większą niż nawet na tę zajebiście pachnącą lasagnę, ale przecież nie mogła wyjść na desperatkę, prawda? Trzymając go mocno za ramiona, zeskoczyła na ziemię, niemal od razu mocno tego żałując. - Ahh, fuck - syknęła przez zęby. Po chwili jednak wyprostowała się, zrobiła teatralny obrót i ukłon, śmiejąc się pod nosem. - Sytuacja opanowana, wszystko git - mruknęła, trzymając się za kolano i podchodząc do swojego siedzenia. - Chodź, przysuń się tutaj, żebyś mógł mnie nakarmić. - Uniósła brew, czekając na jego reakcję. Podłożyła dłonie pod podbródek, oparła łokcie na stoliku, otworzyła szeroko usta i wydobyła z siebie głośne, - AMMMMMMM!!!

wiking

I've been waiting for someone like you

: śr kwie 08, 2026 7:54 am
autor: Matheo Bachmann
Był delikatny i opiekuńczy, nic nie mógł na to poradzić. Nie miał w sobie ani odrobiny drapieżności, był tak samo waniliowy jak cechy swojego wyglądu; blada skóra, którą latem znaczyły piegi, błękitne oczy, kręcone, ciemne blond włosy, wysoki i barczysty. Właściwie nic ciekawego, może oprócz drugiej dupy na podbródku, bo to jednak była specyficzna cecha, jakkolwiek by go nie bawiła. I jeśli rzeczywiście chciała kogoś, kto będzie rwał z niej drapieżnie ubrania, to.. Hm, na pewno nie w jej jeszcze nie otwartej kawiarni, zacznijmy od tego. Może i mógł być trochę odważniejszy, może mógł się nauczyć śmiałości i pewności siebie, ale zdecydowanie nie w miejscu, w którym czuł, jakby przechodnie z ulicy mogli ich widzieć. Nie miał w sobie za grosz ekshibicjonisty, okay?
Pociągała go. Przyznawał to bez problemu i nie był na ten fakt ślepy. Każdy kolejny dotyk jej warg, palce zaciskające się na jego włosach do czego miał absolutną słabość; wszystko sprawiało, że nie chciał wypuszczać jej ze swoich ramion w najbliższej przyszłości, jeśli w ogóle.. Zaśmiał się lekko na jej komplement i w duchu przyznał, że chyba w życiu tego nie słyszał wcześniej. - Takk! - rzucił rozbawiony w rodzimym języku, palcami sunąc powoli w dół pleców przy jej kręgosłupie. Na ten krótki pocałunek zareagował tylko cichym pomrukiem, wydobywającym się gdzieś z głębi jego klatki, przytrzymując ją przy sobie pewniej, trochę jakby się skarżył, że się z nim tak droczyła. W sumie to się nie skarżył. Po prostu nie mógł sobie pozwolić na zbyt wiele, nie ważne jak by chciał. - Oh? Kto powiedział, że "próbuję", może po prostu taki jestem, hm? - sam nie wiedział, tak naprawdę. Może potrafił być bardziej zaborczy. Może ostrożność wynikała jedynie z doświadczenia, tego dawno, dawno temu, albo chociażby nawet tego ostatniego, gdzie pospieszył się za bardzo, ślepy na wszystkie "ale". - Poza tym, czuję się obserwowany. - podniósł jedną dłoń na moment, by machnąć nią mimochodem w stronę okien i, tak, było w nich mnóstwo kwiatków, które pewnie zasłaniały widok... I tak czuł się za bardzo na widoku!
- ...flattery will get you everywhere. - rzucił pomrukiem, zaraz uśmiechając się do niej, rozbawiony. Okay, to akurat słyszał całkiem często, zwłaszcza odkąd zaczął wyglądać na bardziej... Zbudowanego? Mężczyznę niż przynajmniej połowa populacji. Słyszał też od znajomych z pracy, że był absolutnym idiotą, który nie miał pojęcia co mówił przez połowę czasu do płci pięknej, ale miał szczęście, że miał ładną mordę. Może. Nigdy mu na tym specjalnie nie zależało, chociaż łatwo mu było przyznać, że chciał się podobać tej konkretnej dziewczynie. - Ja ciebie też. Jesteś maleńka, ale.. jaśniejsza od słońca. - rzucił jakby nigdy nic, uśmiechając się uroczo, a kiedy żachnęła się, by zeskoczyć na podłogę, zmarszczył lekko brwi i zanim zdążył cokolwiek zrobić, zrobiła hop w tył. Aż się skrzywił boleśnie, jakby jego też zabolało, pieprzony empata. - Ouch. - mruknął nawet pod nosem, podświadomie wyciągnął do niej dłoń, oferując, by jej użyła, siadając. Jego brwi pozostawały lekko zmarszczone, nawet kiedy zapewniła, że wszystko było git. - Uważaj na siebie, hm? - tak czy siak, odnotował we własnej głowie, żeby myśleć za nią, jeśli chodziło o fizyczne bezpieczeństwo, zwłaszcza jeśli była gdzieś na jakichś wysokościach... Dało się zrobić, w sumie nic wielkiego.
Przesunął grzecznie krzesło bliżej niej, a kiedy usiadł, położył swoją dużą, gorącą dłoń na jej kolanie; tym bolesnym, bo chociaż nie mógł być pewny, czy ciepło było dobre dla niej, to wyszedł z założenia, że stawy generalnie preferowały wyższe temperatury. Jego dłonie stanowiły niezły gorący kompres. Tak czy siak, użył do tego nie-dominującej, lewej ręki, prawą łapiąc za widelec. Uniósł w górę jedną brew, zaraz krótko parsknął śmiechem. - Okay, okay, ale łokcie ze stołu. - boże, jakby słyszał swoją matkę. W sumie jebać kulturę, chodziło mu tylko o to, żeby była w stanie spotkać go gdzieś w połowie przy tym karmieniu, nie? Nie chciał jej ubrudzić obrusu, z doświadczenia wiedząc, jak uparty jest ten sos. Nabił kawałek lasagne na widelczyk, podmuchał krótko, najpierw zbliżając do swoich ust, by sprawdzić, czy temperatura nie była dalej zbyt wysoka, zanim przesunął go do niej, czekając cierpliwie, aż weźmie dziaba. Dobra, było coś w tym karmieniu całkiem uroczego.

słońce

I've been waiting for someone like you

: śr kwie 08, 2026 3:24 pm
autor: august winters
Wpatrywała się w niego z charakterystycznym, lekko bezczelnym uśmieszkiem. Serce dalej napierdalało jej jak po sprincie, a w brzuchu miała taki rozpierdol, mając wrażenie jakby motyle urządziły tam sobie rave życia. Because why the fuck not, eh?? I to było chyba najgorsze, albo najlepsze, bo ten facet naprawdę robił z nią coś dziwnego. Tym swoim ciepłem. Tą ostrożnością. Tą delikatnością… Kiedy poczuła jego dużą, ciepłą dłoń na swoim kolanie, prawie jęknęła z ulgi. Ciepło od razu zaczęło rozchodzić się po skórze, przyjemnie przytępiając pulsujący ból. Uśmiechnęła się szerzej i przechyliła lekko głowę - Okej, daddy - mruknęła rozbawiona, ale i tak zdjęła łokcie ze stołu i wyprostowała się na krześle i uśmiechnęła się do niego słodko, po chwili dodając - to będzie tylko jedyne polecenie od ciebie dzisiejszego wieczoru jakie tak potulnie wykonam. - Jej wzrok sunął za każdym jego ruchem. Jak nabijał kawałek lasagne na widelec. Jak na nią dmuchał. Jak najpierw sam sprawdzał temperaturę ustami. Oh God. To było tak absurdalnie troskliwe i kurewsko seksowne. Czuła, jak robi jej się jeszcze cieplej w środku, jakby ktoś odpalił tam mały, prywatny pożar.

Kiedy widelec zbliżył się do jej ust, otworzyła je bez gadania, patrząc mu prosto w oczy. Zamknęła zęby na kawałku powoli, trochę specjalnie, trochę nie, a smak sosu - pomidory, zioła… uderzył ją od razu. Przymknęła oczy na sekundę i mruknęła z czystej przyjemności - Mmm… cholera, Theo, to jest boskie - powiedziała, przeżuwając jeszcze powoli - serio, jakbyś chciał mnie uwieść jedzeniem, to właśnie ci się, ekhm… ekhm - odchrząknęła dla samej teatralności tego, co miała za chwilę powiedzieć - bardzo udało. - Nie odrywała od niego wzroku ani na sekundę. Ten rumieniec dalej siedział mu na policzkach i August miała przez chwilę bardzo silną, bardzo nieodpowiedzialną ochotę pocałować go dokładnie tam. A potem jeszcze raz. I jeszcze. Tak długo, aż oboje zapomną, gdzie są i po co w ogóle przyszli. Wyciągnęła rękę i położyła swoją dłoń na tej jego, która dalej spoczywała na jej kolanie. Jej palce były przy nim drobne, wąskie, ale zacisnęła je pewnie, chcąc mu dać znać, że nie zamierza się odsuwać - Wiesz... - zaczęła ciszej, gładząc kciukiem grzbiet jego dłoni - jesteś uroczym gigantem. - Pochyliła się lekko w jego stronę, opierając się jednym łokciem o stolik, bo jednak proszę bardzo, potrafiła czasem uszanować jego maniery. Drugą ręką sięgnęła do jego twarzy. Musnęła opuszkami ten róż na policzku, potem zjechała niżej, na linię szczęki - lubię z jaką ostrożnością mnie dotykasz -powtórzyła cicho, uśmiechając się do niego, - nastepnym razem upewnię się, że będzie tutaj więcej kwiatów na wejściu - zniżyła głos, pochylając się odrobinę bliżej - nie chce, żebyś czuł się obserwowany. - Mrugnęła do niego, a potem znowu otworzyła usta, czekając na kolejny kęs. Tym razem jednak nie zamknęła ich od razu. Zamiast tego delikatnie musnęła językiem widelec, w sposób tak bezczelnie sugestywny, że właściwie sama miała ochotę się z siebie zaśmiać. Patrzyła mu prosto w oczy z czystą prowokacją, prawie zadowolona z tego, jak bardzo sama siebie nakręcała.

W środku cała skręcała się od tej mieszanki czułości i narastającego pożądania. Chciała go bliżej, pragnęła tych wielkich dłoni na sobie. Chciała poczuć moment, w którym w końcu przestanie się aż tak pilnować. Ale jednocześnie... podobało jej się to. To powolne budowanie napięcia. To, że był ostrożny. Nawet przy czymś tak głupim jak zeskakiwanie z krzesła. Kiedy przełknęła drugi kęs, westchnęła cicho i pochyliła się bardziej, opierając na chwilę czoło o jego ramię. Pachniał tak dobrze. - Theo... - mruknęła mu prosto w koszulę, trochę stłumiona materiałem - nie wiem, co ty ze mną robisz, ale serio, nie przestawaj, okej? Nawet jeśli jesteś takim grzecznym chłopcem… - uśmiechnęła się pod nosem, a potem uniosła głowę i pocałowała go szybko, lekko, tuż przy kąciku ust. Jej dłoń zsunęła się tym razem na jego udo i ścisnęła je lekko przez materiał spodni. Nie mocno. Jeszcze nie. Ale wystarczająco, żeby zrozumiał, że absolutnie nie żartuje. - Jeszcze jeden kęs? - zapytała z miną niewiniątka, choć w oczach tańczyły jej diabliki - a potem może ja nakarmię ciebie.

wielkolud

I've been waiting for someone like you

: czw kwie 09, 2026 12:33 am
autor: Matheo Bachmann
Przez moment zastanawiał się, czy wszedł do jakiejś innej rzeczywistości. Poznał tą dziewczynę.. tydzień wstecz? Momentalnie między nimi coś kliknęło i miał wrażenie, że mogliby rzeczywiście stworzyć prawdziwą więź. To się zgadzało, nadal tak uważał, tyle że zaraz obok tego całkiem zdrowego, prostego pragnienia, łagodnego i racjonalnego w swoim rdzeniu, był ten zupełnie inny rodzaj pragnienia. Niezaprzeczalnie ich do siebie ciągnęło, a jej bezpardonowa szczerość nie pozostawiała wiele do domysłu, prawda? Lubił to. Lubił taką szczerość, sam zwykle ją wyznawał, być może nie w bardziej intymnych kwestiach, ale... "Okay daddy", zaraz po tym kolejny wymowny tekst, sprawiający, że wstrzymał na moment oddech. Mógłby się w to bawić. Mogłoby mu się to podobać. Gdyby nie to, że naprawdę nie chciał powtarzać własnych błędów i wskakiwać na łeb na szyję w coś nowego, zanim mógł stwierdzić czym to coś było.
Na razie wiedział tylko tyle, że było lekkie, żywe i gorące. Przyglądał się jej i w duchu stwierdził, że nawet bez słabości do karmienia swoich partnerek, była w stanie przyspieszyć mu oddech swoimi reakcjami. Na jedzenie. Halo? Policja? Może pogotowie? Albo straż pożarna? Powiedziała mu już, że nie musiał być przy niej grzeczny i wyraźnie miała zamiar testować granice jego kontroli. Lubił wyzwanie. Lubił testować swoje limity. Determinacja zapłonęła w nim gorąco, odbijając się w oczach błyskiem. Kącik jego ust drgnął, kiedy sięgnęła do jego twarzy, jej dotyk słał ciepło w dół jego kręgosłupa. Było mu zdecydowanie zbyt ciepło. A ona była zdecydowanie zbyt daleko. Gdy się do niego pochylała nad stołem, całkiem podświadomie robił dokładnie to samo, uważne spojrzenie ciemniało spod lekko opuszczonych powiek. Drogi Boże, co ona z nim robiła? Owinięty wokół jej palca, zrobiłby wszystko, co tylko chciała. Tak bardzo pragnął zrobić wszystko, na co tylko miała ochotę.. Przełknął, zwilżając wargi. Nie mógł się skupić i jedyna rzecz trzymająca go na jego miejscu grzecznie, to ta wcześniejsza determinacja; bo dała mu wyzwanie i nie lubił przegrywać. Dłoń na jej kolanie uparcie pozostała na swoim miejscu, mimo że głaskał jej skórę długimi palcami. Uchylił lekko wargi, gdy postanowiła mocno sugestywnie obchodzić się z widelcem przy tym kolejnym kęsie. Na moment wstrzymał oddech, wyobraźnia zadziałała za bardzo i musiał zdusić ciche westchnienie w powolnym wypuszczeniu powietrza z płuc. Prowokowała go. Jej oczy mówiły, że doskonale wiedziała, co robiła i musiał przyznać, że była w tym dobra.
Odłożył widelec, odsuwając od nich jedzenie, ot, gdyby tak miał jednak przegrać, kiedy przysunęła się bliżej niego, opierając czoło o jego ramię. Przymknął na moment oczy, gdy wymruczała jego imię, lekko stłumiona materiałem jego koszulki i.. Prawdopodobnie był przewrażliwiony, absolutnie wygłodniały, pragnąc całej tej intymnej czułości, ale cholernie podobało mu się brzmienie własnego imienia w jej ustach. Pocałunek przy jego ustach, zaraz potem dłoń na udzie, przywołała go do porządku. Uśmiechnął się lekko, łapiąc spojrzeniem jej oczy; zamiast odpowiadać, wsunął prawą dłoń na jej policzek, a potem we włosy. Przesunął się zgrabnie, pochylając, sięgając do jej ust, by skraść dla siebie pocałunek. Z początku łagodny, czuły, szybko zamienił się w nieco głębszy, w którym cień bolesnego pragnienia odbijał się całkiem wyraźnie. Krótki to był pocałunek, bo zaraz się wyprostował, przyglądając się jej ze spokojnym, łagodnym uśmiechem, mimo że spojrzenie paliło, zdradzając wszystkie najmniejsze rządze kołatające się w jego głowie. Nie był zwierzęciem. Miał nad sobą kontrolę. - August.. - zaczął, głos przypominający bardziej niski, ochrypły pomruk. Zmarszczył lekko brwi, odchrząknął delikatnie, łapiąc głębszy, oddech. - Nie pójdę z tobą do łóżka dzisiaj. - powiedział prosto, ton miał w sobie lekkość i sporą dozę rozbawienia. Uśmiechnął się do niej szerzej, dłoń z włosów zjechała znów do jej szyi, gdzie kciukiem zaznaczył linię jej szczęki. Spojrzenie sunęło od jej ust, do oczu i finalnie uparcie zatrzymało się na oczach właśnie, uśmiech tworzył drobne zmarszczki przy powiekach. - To znaczy jeśli chcesz możesz spać obok mnie, ale.. - wzruszył lekko ramionami, nie dokańczając. Dobra, to by było absolutnie ryzykowne i musiałby ustalić zasady, zaufać jej, by się ich trzymała, a wyraźnie bardziej była zainteresowana byciem chochlikiem i testowaniem jego cierpliwości.. Tyle że on naprawdę lubił wyzwanie. Tego typu pogoń, łagodna wymiana, push-pull bez jakiejś chorej agresji czy toksyczności.. Możliwe że podobała mu się nawet bardziej.

słoneczko :slodziaczek:

I've been waiting for someone like you

: pt kwie 10, 2026 12:54 am
autor: august winters
Rozpływała się w tym pocałunku. Był ciepły, głęboki, z tym wszystkim, co siedziało pod spodem i aż prosiło się, żeby puściły mu hamulce. Jej palce zacisnęły się mocniej na jego udzie, zanim w ogóle zdążyła to przemyśleć. Kiedy się odsunął, była już cała rozgrzana, a w brzuchu zamiast motyli miała chyba całe stado napalonych kolibrów.O kurwa. Czemu on tak zajebiście całuje? Spojrzała mu prosto w oczy i przez chwilę tylko się uśmiechała. Powoli, z bezczelnym błyskiem w spojrzeniu. Potem oblizała lekko dolną wargę i parsknęła cicho. - No, no... - mruknęła, przechylając głowę. - Coraz lepiej ci to wychodzi - Jej palce dalej spoczywały na jego udzie, ale tym razem przesunęły się odrobinę, bardziej zaczepnie niż przypadkiem. - mam bardzo krótkotrwałą pamięć- dodała niewinnie. - Musiałam sie znowu upewnić czy faktycznie dobrze całujesz, - Uniosła brew i uśmiechnęła się szerzej, wyraźnie zadowolona z własnych słów. - Na twoje szczęście zdałeś. Pochyliła się trochę bliżej- Ale nie myśl sobie od razu nie wiadomo czego, wielkoludzie. To, że cię pocałowałam, nie znaczy jeszcze, że jestem łatwa. - Mrugnęła do niego, po czym odsunęła się dosłownie o parę centymetrów, tylko po to, żeby dalej trzymać go w tym samym napięciu. Uniosła brew w dalszym ciągu troszkę zaskoczona, że faktycznie myślał, że tak o, da mu się przelecieć na stole w jej kawiarni. Ha!-Jak będziesz chciał więcej, to będziesz musiał się trochę postarać. Wiesz... zaimponować mi, ponakręcać mnie, dać mi powód, żebym sama chciała zedrzeć z ciebie ubranie. - Powiedziała to z taką lekkością, jakby mówiła o pogodzie, ale uśmiech, który pojawił się na jej twarzy sekundę później, był już czystą prowokacją.- Pocałunek to jeszcze nie przepustka do mojego łóżka. To była tylko próbka. Taki mały test jakości.- Jej kciuk przesunął się powoli po jego dolnej wardze, a po chwili zaśmiała się cicho pod nosem, potem znowu spojrzała mu prosto w oczy.- Ale nadal będziesz musiał sobie na mnie zapracować, Theo.

Po tym jak w końcu zjedli, August oparła się wygodniej o siedzenie, przesuwając dłonią po brzuchu bo była tak zapchana. Westchnęła cicho, zadowolona, i oblizała dolną wargę. Zerknęła na niego spod rzęs, usmiechajac się sama do siebie. Był taki słodki. - Dobra - mruknęła, poprawiając się na krześle i podciągając nogę odrobinę bliżej siebie. - test z lasagni zdany. Test z całowania też, żeby nie było, że nie daję ci feedbacku. - Uśmiechnęła się pod nosem, ale tym razem nie poszła dalej w żart. Oparła policzek o oparcie, przekręciła lekko głowę w jego stronę i przez chwilę po prostu mu się przyglądała. Tak normalnie. Bez wygłupów, bez robienia z siebie małego gremlina na kofeinie. Po prostu patrzyła. Na jego twarz, na to jak siedział, na ten spokój, który od niego bił, nawet jeśli czuła już na własnej skórze, że pod spodem wcale nie był aż tak cholernie opanowany, jak próbował udawać. - A tak serio... - zaczęła ciszej, przesuwając palcem po brzegu talerza. - co ty właściwie robisz w życiu, hm poza byciem zajebiście gorącym wikingiem, który potrafi gotować? - Parsknęła cicho śmiechem, ale zaraz znowu spoważniała, tak odrobinę. Nie całkiem, bo to dalej była August, ale jednak wystarczająco, żeby dało się wyczuć, że tym razem naprawdę pyta. - No wiesz. Co robisz tak serio. Co lubisz. Co cię wkurwia. Co cię podnosi z łóżka rano i sprawia, że ci się chce. - wzruszyła ramieniem i przechyliła głowę. - Interesuje mnie to. - Przesunęła dłonią po swoim kolanie, a potem znowu spojrzała mu prosto w oczy, - Jesteś szczęśliwy, Theo?

To pytanie zawisło między nimi na sekundę dłużej, niż powinno. Sama nie była pewna, czemu akurat to chciała wiedzieć. Może dlatego, że przyciągał ją nie tylko tym, jak wyglądał. Może dlatego, że ludzie najczęściej pytali o pracę, o hobby, o ulubione jedzenie, a rzadko o to, co było naprawdę ważne. A może po prostu widziała w nim coś znajomego. Coś, co mówiło jej, że ten spokój czasem jest tylko dobrze wyćwiczoną wersją przetrwania. Zerknęła na swój kieliszek, zakręciła nim lekko, po czym uniosła wzrok z powrotem na niego. - Bo wyglądasz trochę jak ktoś, kto bardzo dobrze udaje, że wszystko ma ogarnięte. - po chwili przewróciła na siebie oczami,- Jezu, jak jakaś niestabilna emocjonalnie baba - machnęła ręką. - Po prostu chcę wiedzieć.- Na chwilę zamilkła, wpatrując się w niego z wyraźną ciekawością, a potem dodała już ciszej - Byłeś kiedyś zakochany? - To pytanie wypowiedziała inaczej. Naprawdę była ciekawa. Matheo wydawał się jej wporządku gościem, a poza tym bardzo kusiło ją być jego personalną koalą. Musiała tylko wybadać grunt pod nogami zanim zdecyduję się na kolejny krok.

bear

I've been waiting for someone like you

: pt kwie 10, 2026 2:08 am
autor: Matheo Bachmann
Przez jego twarz znów przemknęło rozbawienie, kiedy tak zaczęła mu się tłumaczyć.. Bo jak inaczej to nazwać, hm? Prawda była taka, że znał wielu mężczyzn, którzy byli znacznie miej cierpliwi, a ich moralny kompas wydawał się często nie działać; tacy, którzy nie pozwoliliby jej tak po prostu się droczyć. Bo co jakby był jakimś palantem bez samokontroli, hm? Trafił jej się typ z dobrymi intencjami, ale nawet on miał swoje granice, prawda? - Wolę się upewnić, że moje intencje są jasne. I ani przez moment nie chciałem sugerować, że jesteś "łatwa", nie znoszę tego określenia... nawet jeśli wyraźnie próbujesz mnie sprowokować. - bo godziło trochę w to, czym sam był czasami, szukając swojego ulubionego sposobu na samookaleczanie się przy pomocy alkoholu i pierwszej lepszej chętnej panny na kilka ulotnych chwil, ot, żeby się porządnie kopnąć, kiedy już i tak psychicznie leżał na podłodze. Nie musiała tego o nim wiedzieć. Wolałby chyba, żeby nie wiedziała, bo nie był z tego faktu dumny. - Dobrze. - skinął głową, uśmiechając się do niej lekko, kiedy oznajmiła, ze będzie się jednak musiał postarać, żeby ją mieć. Bardzo dobrze. Chciał, żeby kazała mu się starać, by trzymała go w ryzach i nie pozwoliła na zbyt wiele. Sama ta zapowiedź, że musiał się postarać, dała mu nadzieję, że może nawet gdyby opuścił gardę i pozwolił sobie na zbyt wiele, powiedziałaby mu, żeby się gonił. Albo po prostu "nie", nie miał problemu ze zrozumieniem tego słowa. - ...chcę cię znać. - mruknął, pochylając się do niej bliżej, by skraść dla siebie krótki pocałunek, zanim wyciągnął szyję, dotykając nosem włosów nad jej uchem. Palce przesunęły się z jej włosów, w dół karku, niespiesznie i umyślnie - I żebyś mi odmawiała, dopóki nie dam ci powodu, żebyś zdarła ze mnie ubranie. - dodał ciszej przy jej uchu, uśmiech chochlika odbijający się w niskim tonie jego głosu.
Może jednak przygotował trochę za dużo tej lasagne, hm? Sam czuł się prawie pełny, więc mógł się jedynie domyślać jak jego drobna partnerka się czuła.. Noted. Porcjowanie nigdy nie było dla niego łatwe, umówmy się, jako wysoki, ciężki i aktywny fizycznie mężczyzna, jego kaloryczne potrzeby były znacznie wyższe od standardu; nie, żeby kiedykolwiek liczył te kalorie czy przykładał większą wagę do tego ile je, po prostu wiedział, że jego ciało potrzebuje znacznie więcej paliwa, niż gdyby był o głowę mniejszy chociażby. Zerknął na nią ciekawie, uśmiechając się lekko, gdy oznajmiła, że zdał kolejny test. Musi zapytać później o rozpiskę wszystkich kompetencji, które chciała sprawdzić następnym razem, żeby mógł się przygotować jakoś.. Pytającym mruknięciem dał jej znać, że słuchał uważnie, kiedy zaczęła "bardziej na serio" zadawać mu pytania. Jeśli wcześniej miał jakieś wątpliwości, czy naprawdę to coś między nimi mogłoby wyjść, gdy uparcie próbowała popchnąć go do fizyczności, słuchając tej poważniejszej jej części, nie był znacznie bardziej pewny. W dodatku wyraźnie była całkiem niezła w czytaniu ludzi, hm? Przesunął swoją dłoń, by własnymi palcami dotknąć jej; tej, którą sunęła po krawędzi własnego talerze. "Jesteś szczęśliwy, Theo?" Oof. Zmarszczył lekko brwi, biorąc dla siebie moment, żeby się zastanowić, kreśląc wzorki na skórze jej dłoni. - Zaczynając od końca, nie, chyba zawsze było mi daleko do szczęścia.. Ale jesteś bardzo przyjemnie grzejącym słońcem, więc łatwo się mnie nie pozbędziesz. - spragniony ciepła, światła; powiewu życia i świeżości, czyli wszystkiego, co pokazywała mu od samego początku, odkąd wbiegła w niego z impetem na środku ulicy. - Gdyby nie rutyna i zajmowanie każdej minuty dnia, to nie wiedziałbym co ze sobą zrobić. - odpowiedział szczerze, podrzucając lekko jednym ramieniem. Trochę smutne, ale doskonale wiedział, że sposób, w jaki żył, na dłuższą metę ani trochę nie był życiem. Skacząc z pracy do kolejnego fizycznego wysiłku albo wolontariatu, robiąc wszystko, byle tylko się nie zatrzymać na dłużej. Byle nie myśleć zbyt wiele nad tym jak.. Rozpaczliwe pragnął zmiany. - Jestem kucharzem, to mi zajmuje sporą część życia. Chcę zmienić pracę i dołączyć do straży pożarnej, ale to długi proces.. - oddać się służbie, robić w życiu coś, co miało więcej wagi, niż odgrzewanie tego samego jedzenia dzień w dzień. Pokręcił lekko głową, posyłając jej łagodny uśmiech. - Ale nie chcę cię zanudzać. Powiedz mi to samo, hm? - chciał wiedzieć o niej więcej.. Właściwie wszystko, co chciała mu zdradzić, przyjąłby bez mrugnięcia. Ba! Byłby serio w stanie ją zaprosić do siebie na noc, tylko po to, by rozmawiać i dowiadywać się o sobie rzeczy do jakiejś chorej, porannej godziny, a potem zrobić jej dobrą kawę i śniadanie... Nie brzmiało jak zły pomysł, ale z drugiej strony, tak jak sam wspomniał, nie chciał zanudzać i zabierać jej czasu. Nie zasługiwał na tak dużą część jej dnia czy nocy, tego był z jakiegoś powodu pewny.
Zaśmiał się lekko, gdy nazwała się niestabilną babą, posyłając jej tylko ciepłe spojrzenie. - Nie, nie, w sumie to trafiłaś perfekcyjnie. Moja rutyna, trzymanie się mocno zaznaczonych zasad i granic, które sam sobie postawiłem, zajmowanie każdej minuty mojego dnia; udawana kontrola, żeby sobie wmówić, że wszystko jest pod kontrolą. - a poza tą rutyną, chaos, samotność, strach, każda mała niepewność, wszystko to, od czego uciekał, dopadało go i rozszarpywało od środka. - Hm.. Wydawało mi się, że tak? W poważnym wieku 15-16 lat? Z perspektywy czasu wiem, że to była bardziej.. nielegalna emocjonalna manipulacja. - parsknął krótko bez humoru, na moment marszcząc brwi. - Ty pewnie nie miałaś czasu, prawda? Ciągana po szpitalach? - zastanowił się, obracając pytanie w jej stronę i.. Szybko stwierdzając w duchu, że to dopiero musiała być samotna droga, co?

słonko

I've been waiting for someone like you

: sob kwie 11, 2026 6:44 am
autor: august winters
Poczuła, jak coś w jej piersi mięknie i jednocześnie zaciska się dziwnie mocno, kiedy słuchała jego słów. Ten wielki wiking nagle wydał się jej… delikatniejszy. Nie słabszy, po prostu prawdziwszy. I to ją cholernie ruszyło. Przez chwilę tylko patrzyła na niego tymi wielkimi, ciemnymi oczami, palce nadal splecione z jego dłonią na stole. Kciukiem powoli głaskała grzbiet jego ręki.... Pierwszy raz nie wiedziała zbytnio co powiedzieć. Naprawdę wydawał jej się chodzącym misiem, którego chciałaby po prostu przytulać

''Zaczynając od końca, nie, chyba zawsze było mi daleko do szczęścia.. Ale jesteś bardzo przyjemnie grzejącym słońcem, więc łatwo się mnie nie pozbędziesz”

Fuck. fuckfuckfuckityfuck...

Coś w jej brzuchu przewróciło się słodko i boleśnie jednocześnie. Uśmiechnęła się... tym razem bez tego całego gremlinowego błysku w oczkach, po prostu miękko, trochę bezbronnie.- Hej… - mruknęła cicho, przechylając głowę tak, że jej włosy opadły jej na ramię.- Nie mów tak, bo jeszcze zacznę się rumienić jak jakaś psycholka. - Zaśmiała się pod nosem, ale śmiech był cichy, prawie nieśmiały. Przesunęła się trochę bliżej na krześle, podciągając nogi pod siebie, jakby chciała być jak najbliżej niego, nawet jeśli dzielił ich stolik.- Słońce, co? - powtórzyła z lekkim przekąsem, ale w głosie było ciepło.- No dobra, mogę rozważyć bycie twoim personalnym słoneczkiem. Pod warunkiem, że dasz mi czasem poudwać koalę. - Zerknęła na ich splecione dłonie i nagle poczuła dziwne ukłucie w sercu. On naprawdę był samotny, prawda? Ten wielki, spokojny facet, który gotował zajebiście dobrą lasagne, był przemiły... kulturalny... świetnie całował... był sam? What in the actual fuck?

Pochyliła się i pocałowała delikatnie knykcie jego palców, całkowicie niewinnie! - Straż pożarna… - powtórzyła z błyskiem w oku, ale już nie żartobliwym. - Fucking hell, Theo. To jest zajebiste. Serio. Będę wzdychać do ciebie w tym strażackim mundurze, eh? - Uśmiechnęła się szerzej, ale zaraz spoważniała znowu.- Ja… ja nie mam takiej wielkiej misji - przyznała szczerze, wzruszając ramionami. - Chcę po prostu zrobić coś swojego, dla siebie, a to miejsce jest chyba pierwszym krokiem, żeby właśnie to osiągnąć. - Przesunęła palcami po jego nadgarstku, rysując niewidzialne wzorki. - A co mnie podnosi z łóżka? - zastanowiła się głośno, gryząc dolną wargę. - Chyba to, że jest mi dane po prostu otworzyć oczy i doświadczyć każdego dnia czegoś nowego - spojrzała mu prosto w oczy - …lubię, jak ktoś patrzy na mnie tak, jak ty teraz… - Zamilkła na chwilę, a potem parsknęła cicho, kręcąc głową, a kiedy zapytał o nią i odwrócił pytanie, August poczuła lekkie ukłucie w piersi.

Skrzywiła się delikatnie słysząc wzmiankę o tej emocjonalnej manipulacji. Mniej więcej wydawało jej się, że wiedziała o czym właśnie do niej mówił, ale nie chciała zbytnio naciskać. Uśmiechnęła się deliaktnie do niego i odparła - gdybys chciał o tym porozmawiać, to możesz na mnie liczyć, Theo. - Zupełnie zapomniała, że jak zadaje się w chuj dużo randomowych pytań, to ta osoba, może je wręcz odbić z powrotem, więc gdy napomniał o szpitalach - uśmiechnęła się, ale tym razem uśmiech był trochę krzywy, trochę smutniejszy. - No… trochę przebywanie tam pokrzyżowało mi plany, ale miałam branie. Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak hot wyglądałam w szpitalnej koszuli - uniosła brew i parsknęła śmiechem - nawet nie wiesz co straciłeś!- Mrugnęła do niego i przesunęła się jeszcze bliżej, aż jej kolano delikatnie dotknęło jego pod stołem. - masz jakieś plany na resztę wieczoru? - zerknęła na niego. W sumie to nie chciała by ten wieczór się kończył, ale też nie chciała naciskać. Może miał inne plany??

miś

I've been waiting for someone like you

: sob kwie 11, 2026 7:22 am
autor: Matheo Bachmann
Roześmiał się lekko, kiedy wspomniała o byciu jego koalą i zaraz zmarszczył delikatnie brwi.
- Czyli jakbyś chciała objąć mnie nogami w biodrach, to metal ci nie będzie w tym przeszkadzał? Dobrze wiedzieć. - rzucił lekko, bez zastanowienia, ale w momencie w którym słowa wyleciały z jego ust, zdał sobie sprawę z tego, jak brzmiały. - To znaczy.. Czekaj, nie. Zabrzmiało zbyt dwuznacznie. Wiesz co miałem na myśli. - zakręcił się we własnych słowach, rumieniec wrócił na jego twarz, zalewając szyję i uszy, a wyobraźnia skoczyła w bok. Świetnie. Cieszył się na fakt, że postanowiła odsunąć się trochę od prowokowania go, a teraz sam swoją nieuwagą zmieniał temat, co?
A potem pocałowała wierzch jego dłoni i wszystko w nim się roztopiło; cały lód stopniał, a na jego twarz wkradł się całkiem rozczulony uśmiech, nawet jeśli zaraz zaśmiał się, gdy zareagowała tak pozytywnie na pomysł strażakowania. W sumie czemu miała nie zareagować w ten sposób, prawda? Teoretycznie był obcym dla niej mężczyzną, to nie tak, że się ze sobą umawiali i chciała mieć go w swoim życiu...? Um. Oprócz bycia jego słoneczkiem i koalą. A, kurwa, nie wiedział nic o interpersonalnych związkach, więc postanowił po prostu płynąć z prądem, gdziekolwiek chciała go zabrać. Kiwał lekko głową, słuchając jej odpowiedzi i.. tak, wydawało mu się to mieć sens. - To dobry pomysł. Ta kawiarnia; z biznesem jest trochę jak z posiadaniem domu. Zawsze jest coś do roboty, zawsze można coś poprawić i spróbować czegoś nowego. - jego spojrzenie natomiast znów zmiękło, kiedy wymieniła go, jako coś przyjemnego i pozytywnie zmieniającego jej dzień.. I nawet gdyby miał wstawać godzinę wcześniej do pracy, obiecał sobie w duchu, że będzie ją w tej kawiarni odwiedzał często. Że się o nią postara, żeby widzieć ten śliczny uśmiech może nawet dzień w dzień, jeśli była taka opcja w jego kartach na przyszłość.
Uścisnął lekko dłoń, którą trzymał, widząc jak uśmiech August stał się smutniejszy, ale nic nie powiedział. Wysłuchał jej, lekko kiwając głową, a potem uśmiechnął się łagodnie, pozwalając, by obróciła swój szpitalny pobyt w żart. Najwyraźniej poczucie humoru było jej go-to emocjonalną regulacją i jak najbardziej mógł to szanować. Tak czy siak był pewny, że wyglądałaby hot we wszystkim. W niczym. Głowa z rynsztoku, Theo. Przyglądnął się jej, krótko ważąc swoje następne słowa. - Nie chcę wracać do pustego mieszkania.. Pomysł zaproszenia cię i spędzenia połowy nocy w ten sposób, tylko w wygodniejszej pozycji, brzmi naprawdę dobrze. - rozmawiając, dowiadując się rzeczy o sobie.. Na kanapie, albo na łóżku, gdziekolwiek by wylądowali. Byli dorośli, prawda? Mogli spędzić ze sobą noc w całkiem niewinny sposób, bez zbędnych podtekstów z jasno określonymi zasadami. - Co powiesz? Mam dobrą kawę i zrobię ci rano śniadanie, jestem też niezłym, darmowym Uberem. - uśmiechnął się szerzej, wypinając dumnie pierś na wzmiankę o tym Uberowaniu, jeśli wożenie znajomych i rodziny rzeczywiście można było tak nazwać.

słoneczko

I've been waiting for someone like you

: ndz kwie 12, 2026 4:25 am
autor: august winters
Jak on to robił? Tak beztrosko wmaszerowywał swoimi ogromnymi buciorami prosto w jej serduszko i rozum, robiąc tam totalny rozgardiasz. Poczuła, jak w jej brzuchu znowu pojawia się to słodkie, ciepłe przewrócenie, ba, fikołek... tym razem mocniejszy. Kiedy Theo zaczął się plątać przy swoim dwuznacznym żarcie o 'obejmowaniu nogami w biodrach', August nie mogła powstrzymać cichego, rozbawionego parsknięcia. Widok tego wielkiego, spokojnego faceta, który już po raz kolejny się rumienił i próbował ratować sytuację, był absurdalnie uroczy. Cholera, naprawdę był jak wielki, zakłopotany miś. Ale kiedy przeszedł do propozycji spędzenia nocy u niego, coś w jej piersi zacisnęło się przyjemnie i boleśnie jednocześnie.

„Nie chcę wracać do pustego mieszkania…”

Te słowa uderzyły w nią mocniej, niż się spodziewała.Ten ogromny, ciepły, świetnie gotujący facet nie chciał wracać do ciszy. I właśnie ją zapraszał, żeby tę ciszę razem zapełnić. Jej kciuk zatrzymał się na chwilę na grzbiecie jego dłoni, a potem ruszył znowu, wolniej, chcąc go uspokoić. August przechyliła głowę, patrząc na niego tymi wielkimi, brązowo-zielonymi oczami. Uśmiech, który pojawił się na jej twarzy, był delikatny, trochę bezbronny, ale w kącikach ust już czaił się ten mały, zadziorny uśmieszek.- No wiesz… - zaczęła zadziornie, - Metal mi raczej nie przeszkadza, ale jak będzie doskwierał ból, to dam ci znać. - Mrugnęła do niego, wyraźnie rozbawiona jego rumieńcem. - Dobrze wiedzieć, że jesteś otwarty na kreatywne przytulanie. - Zawiesiła głos na chwilę, przygryzając dolną wargę, a potem jej ton złagodniał, zrobił się cichszy i cieplejszy. - Wiesz co, Theo… normalnie jeszcze chwilę bym się podroczyła i udawała, że się zastanawiam, ale… nie chcę wracać do pustego mieszkania tak samo jak ty.

Przesunęła się na krześle jeszcze bliżej, aż jej kolano pod stołem mocno i pewnie przycisnęło się do jego nogi. Jej palce splotły się z jego dłonią jeszcze mocniej.- Więc tak. Chętnie pójdę do ciebie. Na kawę, na długą rozmowę, na kanapę… albo na łóżko, jeśli będzie wygodniej. Po prostu… chcę spędzić z tobą więcej czasu i chcę się do ciebie przytulać. - Uśmiechnęła się szerzej, a w jej oczach pojawiły się gremlińskie iskierki, kurwiki - I serio liczę na to śniadanie rano. I na to, że będę mogła być twoją koalą przez całą noc… o ile mi pozwolisz - dodała ciszej, prawie mrucząc, z przekornym uśmiechem. - jejku, ale czad. Idę do kolesia na noc i to, żeby pogadać, a nie dać się przelecieć. - zaśmiała się pod nosem. - skoczmy tylko do mojego mieszkanka, żebym wzięła szybki prysznic i ubrała wygodne ciuchy. - spojrzała na niego i ścisnęła jego dłoń mocniej - nawet nie wiesz jak ta bielizna, którą mam właśnie na sobie... gryzie mnie w dupsko. - wybuchnęła śmiechem. Jej serce biło trochę za szybko. Czuła ciepło rozlewające się po klatce piersiowej i lekkie mrowienie w brzuchu. Nie wiedziała, dokąd to wszystko zmierza, ale w tej chwili chciała tylko jednego...nie kończyć tego wieczoru... i z tego co się zapowiadało to wcale nie zachodziło się na żaden...

koniec


miś🧸