happy birthday, son!
: pt kwie 10, 2026 9:03 pm
Nie musiały się szczególnie starać, aby wywrzeć na Samie wrażenie. Wystarczyły mu zwyczajne rzeczy. Coś, co dla innych dzieciaków wydawało się być elementem codzienności albo oczywistością dla niego było skrytym marzeniem. W końcu nie Było mu dane przeżywać normalnego dzieciństwa. Teraz miał jednak okazję do tego, aby nadrobić te zaległości. Mógł być nareszcie jak wszystkie te dzieciaki, które widywało się w telewizji lub na obrazkach w książkach.
- Jasne, że czadzioszka, ale nie przyzwyczajaj się. To tylko urodzinowe szaleństwo - upomniała go, ale jej ton był na tyle lekki, aby wiedział, że wszystko było jedynie żartem.
Zdecydowanie młody zaczynał przejmować pewne słownictwo od swojej rodzinki. Oznaczało to jedynie, że faktycznie Swanson będzie musiała uważać na to, co mówi w obecności syna, aby przypadkiem nie wymsknęło jej się jedno nieodpowiednie słowo. Potem tylko miałyby problem, aby go oduczyć jakiegoś niechcący podłapanego przekleństwa.
Całe szczęście Sammy nie wyrwał się z tym, aby wypowiedzieć na głos swoje życzenie. Jeszcze by się przez to nie spełniło. Chociaż pewnie mogły się domyśleć, czego by chciał Zapewne chodziło o to, aby w końcu zostali razem już na zawsze. W końcu coraz gorzej znosił on powroty do sierocińca i od dłuższego czasu nie mógł się doczekać tego, aż w końcu kobiety doprowadzą nareszcie do końca proces adopcji. Całe szczęście, że wszystko przebiegało niezwykle sprawnie. Z tego, co się orientowały to niektóre rodziny czekały o wiele dłużej, aby dotrzeć do punktu, w którym same się znajdowały.
- Czekoladowy - powiedziała jedynie, uśmiechając się z pewną drobną złośliwością na tak enigmatyczną odpowiedź. - Zobaczymy czy uda ci się zgadnąć, co tam jest.
Zdołała już poznać na tyle preferencje kulinarne młodego, aby unikać pewnych składników, których nie lubił. Wystarczająco często jadali ze sobą posiłki czy też desery, aby poczynić pewne obserwacje lub też uzyskać informacje bezpośrednio od zainteresowanego.
- Jasne, że możesz, ale spokojnie. Najpierw wszystko odłóż, żeby niczego nie ubrudzić - poleciła mu, bo tego jeszcze brakowało, aby młody lecąc do prezentów ubrudził wszystko tortem albo porozlewał szampana.
Sięgnęła jeszcze po telefon, bo mimo wszystko dobrze byłoby zrobić kilka zdjęć, które mogłyby trafić do rodzinnego albumu. Mimo wszystko miło było zatrzymywać takie wspomnienia na dłużej. Zwłaszcza, że dziesięciolatkowi, który zaczął energicznie rozrywać opakowania prezentów naprawdę świeciły się oczy z radości. Zwłaszcza, gdy uświadomił sobie, co właściwie udało mu się uzyskać w ramach urodzinowego prezentu.
zaylee miller
- Jasne, że czadzioszka, ale nie przyzwyczajaj się. To tylko urodzinowe szaleństwo - upomniała go, ale jej ton był na tyle lekki, aby wiedział, że wszystko było jedynie żartem.
Zdecydowanie młody zaczynał przejmować pewne słownictwo od swojej rodzinki. Oznaczało to jedynie, że faktycznie Swanson będzie musiała uważać na to, co mówi w obecności syna, aby przypadkiem nie wymsknęło jej się jedno nieodpowiednie słowo. Potem tylko miałyby problem, aby go oduczyć jakiegoś niechcący podłapanego przekleństwa.
Całe szczęście Sammy nie wyrwał się z tym, aby wypowiedzieć na głos swoje życzenie. Jeszcze by się przez to nie spełniło. Chociaż pewnie mogły się domyśleć, czego by chciał Zapewne chodziło o to, aby w końcu zostali razem już na zawsze. W końcu coraz gorzej znosił on powroty do sierocińca i od dłuższego czasu nie mógł się doczekać tego, aż w końcu kobiety doprowadzą nareszcie do końca proces adopcji. Całe szczęście, że wszystko przebiegało niezwykle sprawnie. Z tego, co się orientowały to niektóre rodziny czekały o wiele dłużej, aby dotrzeć do punktu, w którym same się znajdowały.
- Czekoladowy - powiedziała jedynie, uśmiechając się z pewną drobną złośliwością na tak enigmatyczną odpowiedź. - Zobaczymy czy uda ci się zgadnąć, co tam jest.
Zdołała już poznać na tyle preferencje kulinarne młodego, aby unikać pewnych składników, których nie lubił. Wystarczająco często jadali ze sobą posiłki czy też desery, aby poczynić pewne obserwacje lub też uzyskać informacje bezpośrednio od zainteresowanego.
- Jasne, że możesz, ale spokojnie. Najpierw wszystko odłóż, żeby niczego nie ubrudzić - poleciła mu, bo tego jeszcze brakowało, aby młody lecąc do prezentów ubrudził wszystko tortem albo porozlewał szampana.
Sięgnęła jeszcze po telefon, bo mimo wszystko dobrze byłoby zrobić kilka zdjęć, które mogłyby trafić do rodzinnego albumu. Mimo wszystko miło było zatrzymywać takie wspomnienia na dłużej. Zwłaszcza, że dziesięciolatkowi, który zaczął energicznie rozrywać opakowania prezentów naprawdę świeciły się oczy z radości. Zwłaszcza, gdy uświadomił sobie, co właściwie udało mu się uzyskać w ramach urodzinowego prezentu.
zaylee miller