Dramat w trzech aktach: Glina, Wino i Kaczka, która widziała zbyt wiele
: sob kwie 25, 2026 10:42 pm
Safe space.
Jej to by się porządny bunkier przydał i dłuższa chwila przetrzymania w nim. Ophelia od razu coś wyłapała, a Wendy od razu to zauważyła i czuła, że jeszcze moment, a naprawdę wybuchnie tu jakaś bombeczka. Czy naprawdę wystarczy im ta safe space? Czy tego nie dźwignie? Sęk w tym, że Wendy chyba jeszcze nie była gotowa, by to z siebie wyrzucić. — Myśląc o… — zaczęła ale nie była w stanie tego z siebie wydusić. Nie teraz. — Nieważne, s e r i o — zapewniła i machnęła ręką na znak, by sobie odpuściła po czym upiła kolejnego łyka wina. Jak tak dobrze jej pójdzie to szybko w głowie jej zawiruje.
Wolała zostawić ten temat, przynajmniej na ten moment, a skupienie się na jej randkowym kandydatu wydawało się idealną okazją na przeniesienie uwagi od siebie na gościa z zatruciem. Szybko porwała telefon Ophelii i zaczęła studiować profil faceta, nawet sobie zagwizdała leciutko pod nosem. — No noooo, były bokser? Szafa pancerna? — szczerze się uśmiechnęła, szczególnie gdy wyświetliło się jej zdjęcie z twarzą Karriona, która przez przypadek polajkowała naciskając dwukrotnie zbyt szybko. — Ma taką poczciwą twarz! Wygląda trochę jakby z jednej strony mógł zgnieść na miazgę jabłko w dłoni, a drugą ratować malutkie kotki z drzew! — oznajmiła entuzjastycznie. Siła i delikatność, 2w1. — To jest to, totalnie musisz się z nim umówić. Może na pizzę, zupełnie przypadkiem gdzie będziemy ją jeść ja, William i Zaylee — zażartowała rzecz jasna, nie zamierzała stalkować jej randek, jedynie chciała podkreślić swoją ciekawość.
Przytaknęła jeszcze z uznaniem na podejście do krzywych wazonów i kubków z dziurką, teraz już wiedząc, że nawet mając za sobą nieudane dzieła może liczyć na przyjaciółkę, która znajdzie dla nich zastosowanie.
Przez dłuższą chwilę w pracowni panowała cisza, ale dla Wendy nie było w tym nic kojącego, bo tylko się jej w myślach zbierało. Masę ugniatała z taką zachłannością, jakby próbowała przenieść na nią wszystkie swoje wspomnienia, by potem wsadzić je do pieca, wypalić i zapomnieć. Dźwięk uderzania gliny o blat stawał się głośniejszy, a gdy potem zaczęła ją ukręcać to poczuła, ze i w głowie jej lekko zawirowało od tego wina. Koniec końców nie wytrzymała…
— Myślałam o tym, że czuję się jak jakaś oszustka — wyznała cicho trochę bardziej do gliny niż do przyjaciółki, ale jasne było, że wróciła do porzuconego tematu. — Cały ten wyjazd byłam taka fifa rafa... no wiesz, zabawna, wiecznie uśmiechnięta, najlepsza przyjaciółka. Nawet mu ostatnio zaproponowałam mieszkanie tuż obok, bo się zwalniało, więc na wyjeździe też dalej je zachwalałam, że będzie idealne dla niego i Kristin — zaśmiała się gorzko na samo wspomnienie — i popijaliśmy kawę, zwiedzaliśmy, fajnie się bawiliśmy, a potem ugh… skręcam się w środku na samą myśl o tym wszystkim. Dwulicowa zdzira ze mnie. Bo ja chyba wcale tego nie chcę, bo zamiast pożyczać mu cukru wolałabym go z nim kupować do wspólnego mieszkania, jak kiedyś… ale nie jak kiedyś… — westchnęła i podniosła wzrok na przyjaciółkę wątpiąc, by ona cokolwiek z tego zrozumiała, ale już sam fakt, ze to z siebie wyrzuciła było dobre, nawet jeśli nie uratowało jej z beznadziejności sytuacji. I nawet jeśli to była kropla w morzu jej opowieści, które mogły nadejść, ale nie musiały.
my safe space
Jej to by się porządny bunkier przydał i dłuższa chwila przetrzymania w nim. Ophelia od razu coś wyłapała, a Wendy od razu to zauważyła i czuła, że jeszcze moment, a naprawdę wybuchnie tu jakaś bombeczka. Czy naprawdę wystarczy im ta safe space? Czy tego nie dźwignie? Sęk w tym, że Wendy chyba jeszcze nie była gotowa, by to z siebie wyrzucić. — Myśląc o… — zaczęła ale nie była w stanie tego z siebie wydusić. Nie teraz. — Nieważne, s e r i o — zapewniła i machnęła ręką na znak, by sobie odpuściła po czym upiła kolejnego łyka wina. Jak tak dobrze jej pójdzie to szybko w głowie jej zawiruje.
Wolała zostawić ten temat, przynajmniej na ten moment, a skupienie się na jej randkowym kandydatu wydawało się idealną okazją na przeniesienie uwagi od siebie na gościa z zatruciem. Szybko porwała telefon Ophelii i zaczęła studiować profil faceta, nawet sobie zagwizdała leciutko pod nosem. — No noooo, były bokser? Szafa pancerna? — szczerze się uśmiechnęła, szczególnie gdy wyświetliło się jej zdjęcie z twarzą Karriona, która przez przypadek polajkowała naciskając dwukrotnie zbyt szybko. — Ma taką poczciwą twarz! Wygląda trochę jakby z jednej strony mógł zgnieść na miazgę jabłko w dłoni, a drugą ratować malutkie kotki z drzew! — oznajmiła entuzjastycznie. Siła i delikatność, 2w1. — To jest to, totalnie musisz się z nim umówić. Może na pizzę, zupełnie przypadkiem gdzie będziemy ją jeść ja, William i Zaylee — zażartowała rzecz jasna, nie zamierzała stalkować jej randek, jedynie chciała podkreślić swoją ciekawość.
Przytaknęła jeszcze z uznaniem na podejście do krzywych wazonów i kubków z dziurką, teraz już wiedząc, że nawet mając za sobą nieudane dzieła może liczyć na przyjaciółkę, która znajdzie dla nich zastosowanie.
Przez dłuższą chwilę w pracowni panowała cisza, ale dla Wendy nie było w tym nic kojącego, bo tylko się jej w myślach zbierało. Masę ugniatała z taką zachłannością, jakby próbowała przenieść na nią wszystkie swoje wspomnienia, by potem wsadzić je do pieca, wypalić i zapomnieć. Dźwięk uderzania gliny o blat stawał się głośniejszy, a gdy potem zaczęła ją ukręcać to poczuła, ze i w głowie jej lekko zawirowało od tego wina. Koniec końców nie wytrzymała…
— Myślałam o tym, że czuję się jak jakaś oszustka — wyznała cicho trochę bardziej do gliny niż do przyjaciółki, ale jasne było, że wróciła do porzuconego tematu. — Cały ten wyjazd byłam taka fifa rafa... no wiesz, zabawna, wiecznie uśmiechnięta, najlepsza przyjaciółka. Nawet mu ostatnio zaproponowałam mieszkanie tuż obok, bo się zwalniało, więc na wyjeździe też dalej je zachwalałam, że będzie idealne dla niego i Kristin — zaśmiała się gorzko na samo wspomnienie — i popijaliśmy kawę, zwiedzaliśmy, fajnie się bawiliśmy, a potem ugh… skręcam się w środku na samą myśl o tym wszystkim. Dwulicowa zdzira ze mnie. Bo ja chyba wcale tego nie chcę, bo zamiast pożyczać mu cukru wolałabym go z nim kupować do wspólnego mieszkania, jak kiedyś… ale nie jak kiedyś… — westchnęła i podniosła wzrok na przyjaciółkę wątpiąc, by ona cokolwiek z tego zrozumiała, ale już sam fakt, ze to z siebie wyrzuciła było dobre, nawet jeśli nie uratowało jej z beznadziejności sytuacji. I nawet jeśli to była kropla w morzu jej opowieści, które mogły nadejść, ale nie musiały.