there’s something off here
: ndz kwie 12, 2026 8:29 pm
Szczęśliwie – przynajmniej dla niej – nie usłyszał tłumaczeń kierowanych do bibliotekarki, czekając już na dziewczynę za progiem. W przeciwnym razie pewnie nie odpuściłby sobie wtrącenia kilku zbędnych zdań od siebie, tym samym prawdopodobnie załatwiając jej nie tylko absolutny zakaz jedzenia żelków, ale może też wstępu do biblioteki. Przynajmniej w takim towarzystwie. Co z jego perspektywy pewnie wcale nie musiałoby być taką najgorszą opcją. Choć w tym przypadku ich punkt widzenia mógł się naprawdę dość mocno od siebie różnić…
Skapitulował stosunkowo szybko, jeśli chodziło o przekonywanie jej, że wcale nie musiała się przebierać. Wymownym westchnięciem skwitował więc po prostu jej kolejną wypowiedź, dochodząc widocznie do wniosku, że tyle w zupełności powinno wystarczyć, by wyrazić jego zdanie na ten temat.
– Jak nie dotrzesz w ogóle, to możesz zapomnieć nawet o tej kanapce z sałatą – stwierdził jeszcze, zanim wsiadła do zamówionego Ubera i zanim sam skierował się w stronę domu Chrisa. Nie spiesząc się przy tym zbytnio, za to z czystej ciekawości sprawdzając godzinę w telefonie – choćby po to, by móc wytknąć jej spóźnienie. Jak przystało na kogoś, kto chyba jeszcze nigdy nie dał rady przyjść na czas na te ich nieszczęsne korepetycje…
Mając jeszcze trochę czasu do jej przybycia, nie zamierzał jednak ciągle stać jak skończony idiota pod domem. Wszedł do środka na chwilę, głównie po to, żeby zorientować się kto zdążył już dotrzeć na miejsce i żeby zamienić parę słów z kręcącą się pomiędzy nastolatkami młodszą siostrą kumpla. Dziewczynka ewidentnie nie wyglądała na jakkolwiek straumatyzowaną – zwłaszcza w momencie, gdy akurat całkiem elokwentnie jak na siedmiolatkę wydzierała się na kogoś, kto ośmielił się przełożyć z kanapy jej pluszaka. A przecież ten właśnie był w trakcie oglądania odcinka ulubionego serialu… Za co zresztą należał się gościom starszego brata kolejny ochrzan, skoro ktoś okazał się na tyle durny, żeby w międzyczasie zmienić kanał w telewizji. Niestety, próba ugłaskania młodej obietnicą, że lada moment zjawi się ktoś, kto chętnie zorganizuje z nią przyjęcie herbaciane dla wszystkich jej pluszaków, jakoś niespecjalnie się powiodła. Bo przecież zdaniem Mii była to absolutna żenada, z której zdążyła wyrosnąć już dawno temu. I wprawdzie Dante był niemal całkowicie pewny, że dawno temu trwało mniej więcej tydzień, może dwa… ale na podjęcie się dalszej dyskusji z dzieciakiem czuł się zdecydowanie zbyt trzeźwy. Stan ten należało jak najszybciej zmienić, toteż pozostawiając resztę towarzystwa na pastwę Mii, odwiedził jeszcze kuchnię, z której zgarnął jeden z plastikowych kubeczków – bez zbytniego analizowania jego zawartości, za to zerkając po raz kolejny na godzinę i orientując się, że do obiecanego przybycia Elsy zostało już ledwie kilka minut.
Wyszedł przed dom, zamierzając zastosować się do powtarzanych co jakiś czas okrzyków Chrisa, żeby palić na zewnątrz, bo matka zabije go, jak chata znów będzie walić fajami i zielskiem. Przy okazji zamierzał upewnić się też, że dziewczyna rzeczywiście zamierzała się pojawić i nie planowała zwiać sprzed progu. Chociaż… wiadomo, to była sprawa absolutnie drugorzędna. Głównie chodziło o palenie. Oczywiście.
– Tak, Mia już nie może się ciebie doczekać. Możliwe, że ktoś jej wspomniał, że pomożesz jej przygotować najlepsze herbaciane przyjęcie dla jej pluszaków – uśmiechnął się szeroko na jej widok, przy okazji w stojącej przed wejściem doniczce gasząc dopalanego właśnie skręta i kompletnie ignorując fakt, że sama Mia na ten temat wypowiedziała się jednak nieco inaczej. A także to, że młoda najprawdopodobniej właśnie wciąż była zajęta głównie rozstawianiem po kątach gości swojego brata. Jeśli ten nie zdążył jej jeszcze zagonić na górę jakąś groźbą albo przekupstwem.
– I spóź… – po raz kolejny zerknął na godzinę, ewidentnie jednak niezbyt zadowolony z tego, co zobaczył. – Ok, dobra, nie spóźniłaś się. W nagrodę możesz dostać… sam w sumie nie wiem co to jest, ale pewnie po większej ilości można co najmniej oślepnąć.
Jeszcze zanim otworzył jej drzwi, zapraszając ją do domu kumpla, wysunął w jej stronę rękę, w której wciąż trzymał kubeczek z bliżej niezidentyfikowanym alkoholem. Nieco już upitym, toteż istniała przynajmniej szansa, że ten nie zabijał i nie powodował ślepoty po niewielkich ilościach. Albo po prostu nie działał aż tak szybko…
Elsa Eriksen
Skapitulował stosunkowo szybko, jeśli chodziło o przekonywanie jej, że wcale nie musiała się przebierać. Wymownym westchnięciem skwitował więc po prostu jej kolejną wypowiedź, dochodząc widocznie do wniosku, że tyle w zupełności powinno wystarczyć, by wyrazić jego zdanie na ten temat.
– Jak nie dotrzesz w ogóle, to możesz zapomnieć nawet o tej kanapce z sałatą – stwierdził jeszcze, zanim wsiadła do zamówionego Ubera i zanim sam skierował się w stronę domu Chrisa. Nie spiesząc się przy tym zbytnio, za to z czystej ciekawości sprawdzając godzinę w telefonie – choćby po to, by móc wytknąć jej spóźnienie. Jak przystało na kogoś, kto chyba jeszcze nigdy nie dał rady przyjść na czas na te ich nieszczęsne korepetycje…
Mając jeszcze trochę czasu do jej przybycia, nie zamierzał jednak ciągle stać jak skończony idiota pod domem. Wszedł do środka na chwilę, głównie po to, żeby zorientować się kto zdążył już dotrzeć na miejsce i żeby zamienić parę słów z kręcącą się pomiędzy nastolatkami młodszą siostrą kumpla. Dziewczynka ewidentnie nie wyglądała na jakkolwiek straumatyzowaną – zwłaszcza w momencie, gdy akurat całkiem elokwentnie jak na siedmiolatkę wydzierała się na kogoś, kto ośmielił się przełożyć z kanapy jej pluszaka. A przecież ten właśnie był w trakcie oglądania odcinka ulubionego serialu… Za co zresztą należał się gościom starszego brata kolejny ochrzan, skoro ktoś okazał się na tyle durny, żeby w międzyczasie zmienić kanał w telewizji. Niestety, próba ugłaskania młodej obietnicą, że lada moment zjawi się ktoś, kto chętnie zorganizuje z nią przyjęcie herbaciane dla wszystkich jej pluszaków, jakoś niespecjalnie się powiodła. Bo przecież zdaniem Mii była to absolutna żenada, z której zdążyła wyrosnąć już dawno temu. I wprawdzie Dante był niemal całkowicie pewny, że dawno temu trwało mniej więcej tydzień, może dwa… ale na podjęcie się dalszej dyskusji z dzieciakiem czuł się zdecydowanie zbyt trzeźwy. Stan ten należało jak najszybciej zmienić, toteż pozostawiając resztę towarzystwa na pastwę Mii, odwiedził jeszcze kuchnię, z której zgarnął jeden z plastikowych kubeczków – bez zbytniego analizowania jego zawartości, za to zerkając po raz kolejny na godzinę i orientując się, że do obiecanego przybycia Elsy zostało już ledwie kilka minut.
Wyszedł przed dom, zamierzając zastosować się do powtarzanych co jakiś czas okrzyków Chrisa, żeby palić na zewnątrz, bo matka zabije go, jak chata znów będzie walić fajami i zielskiem. Przy okazji zamierzał upewnić się też, że dziewczyna rzeczywiście zamierzała się pojawić i nie planowała zwiać sprzed progu. Chociaż… wiadomo, to była sprawa absolutnie drugorzędna. Głównie chodziło o palenie. Oczywiście.
– Tak, Mia już nie może się ciebie doczekać. Możliwe, że ktoś jej wspomniał, że pomożesz jej przygotować najlepsze herbaciane przyjęcie dla jej pluszaków – uśmiechnął się szeroko na jej widok, przy okazji w stojącej przed wejściem doniczce gasząc dopalanego właśnie skręta i kompletnie ignorując fakt, że sama Mia na ten temat wypowiedziała się jednak nieco inaczej. A także to, że młoda najprawdopodobniej właśnie wciąż była zajęta głównie rozstawianiem po kątach gości swojego brata. Jeśli ten nie zdążył jej jeszcze zagonić na górę jakąś groźbą albo przekupstwem.
– I spóź… – po raz kolejny zerknął na godzinę, ewidentnie jednak niezbyt zadowolony z tego, co zobaczył. – Ok, dobra, nie spóźniłaś się. W nagrodę możesz dostać… sam w sumie nie wiem co to jest, ale pewnie po większej ilości można co najmniej oślepnąć.
Jeszcze zanim otworzył jej drzwi, zapraszając ją do domu kumpla, wysunął w jej stronę rękę, w której wciąż trzymał kubeczek z bliżej niezidentyfikowanym alkoholem. Nieco już upitym, toteż istniała przynajmniej szansa, że ten nie zabijał i nie powodował ślepoty po niewielkich ilościach. Albo po prostu nie działał aż tak szybko…
Elsa Eriksen