Strona 2 z 4

there’s something off here

: ndz kwie 12, 2026 8:29 pm
autor: Dante Levasseur
Szczęśliwie – przynajmniej dla niej – nie usłyszał tłumaczeń kierowanych do bibliotekarki, czekając już na dziewczynę za progiem. W przeciwnym razie pewnie nie odpuściłby sobie wtrącenia kilku zbędnych zdań od siebie, tym samym prawdopodobnie załatwiając jej nie tylko absolutny zakaz jedzenia żelków, ale może też wstępu do biblioteki. Przynajmniej w takim towarzystwie. Co z jego perspektywy pewnie wcale nie musiałoby być taką najgorszą opcją. Choć w tym przypadku ich punkt widzenia mógł się naprawdę dość mocno od siebie różnić…
Skapitulował stosunkowo szybko, jeśli chodziło o przekonywanie jej, że wcale nie musiała się przebierać. Wymownym westchnięciem skwitował więc po prostu jej kolejną wypowiedź, dochodząc widocznie do wniosku, że tyle w zupełności powinno wystarczyć, by wyrazić jego zdanie na ten temat.
Jak nie dotrzesz w ogóle, to możesz zapomnieć nawet o tej kanapce z sałatą – stwierdził jeszcze, zanim wsiadła do zamówionego Ubera i zanim sam skierował się w stronę domu Chrisa. Nie spiesząc się przy tym zbytnio, za to z czystej ciekawości sprawdzając godzinę w telefonie – choćby po to, by móc wytknąć jej spóźnienie. Jak przystało na kogoś, kto chyba jeszcze nigdy nie dał rady przyjść na czas na te ich nieszczęsne korepetycje…
Mając jeszcze trochę czasu do jej przybycia, nie zamierzał jednak ciągle stać jak skończony idiota pod domem. Wszedł do środka na chwilę, głównie po to, żeby zorientować się kto zdążył już dotrzeć na miejsce i żeby zamienić parę słów z kręcącą się pomiędzy nastolatkami młodszą siostrą kumpla. Dziewczynka ewidentnie nie wyglądała na jakkolwiek straumatyzowaną – zwłaszcza w momencie, gdy akurat całkiem elokwentnie jak na siedmiolatkę wydzierała się na kogoś, kto ośmielił się przełożyć z kanapy jej pluszaka. A przecież ten właśnie był w trakcie oglądania odcinka ulubionego serialu… Za co zresztą należał się gościom starszego brata kolejny ochrzan, skoro ktoś okazał się na tyle durny, żeby w międzyczasie zmienić kanał w telewizji. Niestety, próba ugłaskania młodej obietnicą, że lada moment zjawi się ktoś, kto chętnie zorganizuje z nią przyjęcie herbaciane dla wszystkich jej pluszaków, jakoś niespecjalnie się powiodła. Bo przecież zdaniem Mii była to absolutna żenada, z której zdążyła wyrosnąć już dawno temu. I wprawdzie Dante był niemal całkowicie pewny, że dawno temu trwało mniej więcej tydzień, może dwa… ale na podjęcie się dalszej dyskusji z dzieciakiem czuł się zdecydowanie zbyt trzeźwy. Stan ten należało jak najszybciej zmienić, toteż pozostawiając resztę towarzystwa na pastwę Mii, odwiedził jeszcze kuchnię, z której zgarnął jeden z plastikowych kubeczków – bez zbytniego analizowania jego zawartości, za to zerkając po raz kolejny na godzinę i orientując się, że do obiecanego przybycia Elsy zostało już ledwie kilka minut.
Wyszedł przed dom, zamierzając zastosować się do powtarzanych co jakiś czas okrzyków Chrisa, żeby palić na zewnątrz, bo matka zabije go, jak chata znów będzie walić fajami i zielskiem. Przy okazji zamierzał upewnić się też, że dziewczyna rzeczywiście zamierzała się pojawić i nie planowała zwiać sprzed progu. Chociaż… wiadomo, to była sprawa absolutnie drugorzędna. Głównie chodziło o palenie. Oczywiście.
Tak, Mia już nie może się ciebie doczekać. Możliwe, że ktoś jej wspomniał, że pomożesz jej przygotować najlepsze herbaciane przyjęcie dla jej pluszaków – uśmiechnął się szeroko na jej widok, przy okazji w stojącej przed wejściem doniczce gasząc dopalanego właśnie skręta i kompletnie ignorując fakt, że sama Mia na ten temat wypowiedziała się jednak nieco inaczej. A także to, że młoda najprawdopodobniej właśnie wciąż była zajęta głównie rozstawianiem po kątach gości swojego brata. Jeśli ten nie zdążył jej jeszcze zagonić na górę jakąś groźbą albo przekupstwem.
I spóź… – po raz kolejny zerknął na godzinę, ewidentnie jednak niezbyt zadowolony z tego, co zobaczył. – Ok, dobra, nie spóźniłaś się. W nagrodę możesz dostać… sam w sumie nie wiem co to jest, ale pewnie po większej ilości można co najmniej oślepnąć.
Jeszcze zanim otworzył jej drzwi, zapraszając ją do domu kumpla, wysunął w jej stronę rękę, w której wciąż trzymał kubeczek z bliżej niezidentyfikowanym alkoholem. Nieco już upitym, toteż istniała przynajmniej szansa, że ten nie zabijał i nie powodował ślepoty po niewielkich ilościach. Albo po prostu nie działał aż tak szybko…

Elsa Eriksen

there’s something off here

: wt kwie 14, 2026 12:44 pm
autor: Elsa Eriksen
To nie tak, że wystroiła się jak szczur na otwarcie kanału, licząc, że zaraz otrzyma setki komplementów. Spodziewała się jednak, że kiedy przyjdzie w nieco odmiennym stroju niż zazwyczaj ma okazję ją oglądać, to że jednak chociaż powie słowo na temat jej wyglądu, ale nie…. po co. Tak samo widząc jak trzyma w dłoni plastikowy kubeczek z dziwnie wyglądającym napojem i oczywiście ten zgaszony kiep w doniczce z kwiatami, przestała się łudzić, że ten uśmiech faktycznie był wywołany jej widokiem, a nie zażytymi wcześniej używkami. I jeszcze ten tekst o pomocy w przygotowaniu herbacianego przyjęcia dla pluszaków. Czy tak naprawdę zależało mu tylko na tym, aby znalazła się opiekunka dla siostry Chrisa, aby ta im nie przeszkadzała w imprezowaniu? W sumie, od początku mówił jedynie o tym, że powinna osobiście przekazać młodej żelki… a ona chciała go tylko pilnować, żeby nie przesadzał, żeby wrócił do domu, a jutro trafił na ten cholerny sprawdzian z fizyki, więc skoro od początku wszystko było jasne, to dlaczego nagle poczuła dziwne uczucie rozczarowania?
— Oczywiście, że się nie spóźniłam. Nie jestem tobą. —Wywróciła teatralnie oczami i z dozą niepewności wzięła od niego kubeczek, podsuwając go sobie pod nos, aby spróbować rozpoznać woń tego dziwnego specyfiku. Ugh… szybko pożałowała. — Dlaczego to wali najtańszym winem z najniższej półki zmieszanym z wódą? I chyba sokiem malinowym do piwa… — Skrzywiła się mimowolnie. Jeśli ktokolwiek myślał, że weźmie chociaż łyka to się grubo mylił. Wzrok, żołądek, wątroba czy inne organy i zmysły wolała mieć nadal sprawne. Miała ochotę wylać to od razu na trawnik, ale w ostatniej chwili się powstrzymała — chyba trochę się bała, że zaraz cały ogród się zapali albo wszystko nagle zgnije jak w animowanych bajkach dla dzieci.
Weszła z nim zaraz do środka i pierwsze co zauważyła, a raczej usłyszała, to krzyk dziewczynki. Wydzierała się właśnie na jednego z chłopaków, że ma natychmiast odłożyć jej pluszaka na miejsce i nigdy go nie dotykać, jednak krzyk który z siebie wydobywała był istnie… przerażający. Ewidentnie musiała nabyć pewne cechy charakteru, aby wytrzymać pod jednym dachem ze swoim bratem, nie wspominając o goszczeniu w domu jego równie powalonych znajomych.
— Jest straszna. Sama się boję wejść teraz do salonu — odparła szczerze, rozglądając się dookoła. Dom… jak dom. Spory, ładnie umeblowany, gdyby tylko jego rodzice wiedzieli, co się w nim działo podczas ich nieobecności…
— No straszna, ale nasza córcia będzie spokojna, ułożona… — Nagle poczuła jak czyjeś ramiona objęły ją w pasie, i zanim zdążyła zareagować broda tego samego osobnika ułożyła się wygodnie na jej odsłoniętym ramieniu. Zbyt swobodnie. Tak jakby miał do tego pełne prawo. A należało ustalić jedno — nikt nie miał. Kątem oka dostrzegła kolegę z klasy, tego samego, który rzucił jej liścik z zaproszeniem na dzisiejszą imprezę i który odpowiedzi się niestety nie doczekał.
— Trevor? Czyżbym przespała jakiś etap naszej znajomości? — zapytała, próbując się wyswobodzić z jego uścisku, ale trzymał ją zdecydowanie za mocno i ciasno.
— Nie… ale jak "prześpisz się" ze mną to wskoczymy szybko i przyjemnie na właściwe tory i…
Jej ciało natychmiast zesztywniało, a uśmiech znikł. Od razu znalazła w sobie dziwne pokłady siły i jednym, gwałtownym ruchem zmusiła go, aby rozplątał ramiona, którymi obejmował ją w talii.
— O nie, jestem zdecydowanie za trzeźwa na takie rozmowy… — mruknęła i szybkim susem wyzerowała zawartość kubka, który nadal trzymała w ręce. Co więcej, nawet się nie skrzywiła, choć smaki zdecydowanie odbiegały od jej ulubionych. Miała nadzieję, że Dante się mylił i nie straci wzroku od tego wielce wygórowanego trunku. Zaraz po tym wręczyła pustą drinkówkę Trevorowi i szybko oddaliła się w stronę salonu, gdzie mała Mia kontynuowała terroryzowanie chłopaków. Och, nie pogniewałaby się, gdyby tak porządnie sterroryzowała tego, co to nie potrafił utrzymać rączek przy sobie.
— Oho, to kogo zamykamy za karę w szafie? Co wy, panowie… nie wiecie, że pluszaki są najważniejsi zaraz po królowej? Jak chcecie ich dotknąć to trzeba przychodzić z darami. O, ja na przykład mam żelki — odparła z promiennym uśmiechem, wyciągając z torebki paczkę żelek, o których rozmawiała w bibliotece z Dante, i podała je ostrożnie dziewczynce. Teraz czekała na srogi opierdziel, że przynosi taką biedę z nędzą… albo na aprobatę i uznanie.

Dante Levasseur

there’s something off here

: wt kwie 14, 2026 4:18 pm
autor: Dante Levasseur
Czy uważał, że w tej nieco odmienionej odsłonie wyglądała równie dobrze – albo i lepiej – jak wcześniej? Jakaś część podświadomości pewnie musiałaby bez większego zastanowienia przytaknąć. Mimo wszystko ta bardziej świadoma, wciąż jeszcze nie dość zamroczona alkoholem i ziołem, część umysłu musiała w porę zainterweniować i uświadomić go, że wyrażanie podobnych myśli na głos… może nie było najlepszym pomysłem. Nawet więc jeśli rzeczywiście przez moment przeszło mu przez myśl, że wyglądała naprawdę nieźle, nie zamierzał tak na dzień dobry jej o tym informować. Bo… w sumie czemu by miał? I czemu ona miałaby na coś podobnego zareagować inaczej niż chociażby sugestią, żeby po prostu się zamknął…?
Nie zdążył jej wprawdzie powstrzymać, zanim niezbyt rozsądnie postanowiła powąchać zawartość kubka, jednak wyciągnął odruchowo rękę w jej stronę, jakby faktycznie chciał to zrobić. Ta jednak ostatecznie po prostu opadła, a jemu pozostało parsknąć krótko z rozbawieniem po jej jakże wprawnym rozpoznaniu bukietu zapachów.
Pewnie mniej więcej właśnie z tego się składa. I na pewno nie służy do tego, żeby to wąchać… – picie pewnie też lepiej byłoby sobie odpuścić. Chociaż z drugiej strony… może to jednak byłoby jak najbardziej wskazane. I to jeszcze przed wejściem do domu, gdzie wciąż ponad wszelkie inne głosy przebijał się ten całkiem donośny, należący do siedmiolatki…
Nie przesadzaj, nie jest ta… – w połowie zdania przerwał mu palant z jej klasy, który najwyraźniej bardzo chciałby nieco uszczuplić swój stan uzębienia. Nawet jeśli Dante nie do końca wiedział, skąd wzięła się ta nagła chęć przywalenia Trevorowi. Albo przynajmniej skutecznego odsunięcia go od Elsy, zanim ten mógłby w pełni przedstawić swoją wizję na dalszy rozwój ich relacji. Choć z tym najwyraźniej dziewczyna poradziła sobie sama, jeszcze zanim Levasseur miałby zdecydować, czy faktycznie powinien się wtrącać i – jeśli tak – to czy warto było stawiać na te dyplomatyczne rozwiązania, czy może jednak wybrać nieco bardziej bezpośrednie
Z mieszaniną niedowierzania i pewnej obawy przyglądał się, jak Elsa jednym haustem opróżniła zawartość wręczonego jej wcześniej kubeczka, a następnie odprowadził ją spojrzeniem w kierunku salonu. Trochę jakby chciał się upewnić, że po tym ryzykownym zabiegu nie padnie jednak trupem w połowie drogi… Skoro jednak nic podobnego nie nastąpiło, nie zostało mu wiele więcej, jak tylko na chwilę jeszcze odwrócić się w stronę tego palanta.
Nawet, kurwa, nie próbuj tego powtarzać, jak nie chcesz, żeby Mia przetestowała na tobie swój zestaw lekarski – uprzedził uprzejmie, dość stanowczym ruchem odpychając Trevora, kiedy ten najwyraźniej miał zamiar ruszyć za Elsą w stronę salonu. Dalej wprawdzie nie miał pojęcia, czemu właściwie ten durny, ale w zasadzie całkiem klasyczny w podobnych okolicznościach tekst, miałby go jakkolwiek zdenerwować. Ale widocznie nie miał zamiaru zastanawiać się nad tym jakoś głębiej, dochodząc do całkiem prostego i wystarczającego mu wniosku – nie chciał, żeby ten kretyn znów próbował się do niej kleić. I zamierzał mu to uświadomić bardziej dosadnie, gdyby ta rzucona w jego kierunku dobra rada miała okazać się niewystarczająca.
Zrezygnował więc chwilowo z wycieczki do kuchni po nowy kubek, zamiast tego przechodząc do salonu w samą porę, by zauważyć to zawahanie na twarzy Mii, która najwyraźniej właśnie kalkulowała, czy faktycznie wręczane jej dary były dla niej wystarczające.
To nie jest jakiś tam pluszak, tylko Church – burknęła, zabierając od Elsy paczkę żelków i ze zmarszczonymi brwiami przyglądając się jej przez chwilę. – I teraz jest jego czas na oglądanie telewizji, ale ci debile zrzucili go z kanapy i przełączyli na jakieś gówno. MÓWIŁAM CI, ŻE MASZ GO ZOSTAWIĆ, TY DURNY GNOJKU!
Ostatnie zdanie wywrzeszczane zostało w stronę wyjątkowo opornego chłopaka, do którego widocznie wciąż jeszcze nie dotarło, że miejsce Churcha znajdowało się w tej chwili właśnie na kanapie. Dodatkowo Mia musiała uznać, że sam krzyk już nie wystarczy, dlatego w stronę nieszczęśnika z imponującą siłą poleciała wręczona jej przed momentem paczka z żelkami. I choć pewnie można byłoby pogratulować młodej cela – trafiła idealnie w czoło – to chyba lepiej było uznać, że był to całkiem niezły moment na interwencję…
Dobra, herbaciane przyjęcie chyba i tak na razie wam nie wypali…
BO TO GŁUPIE I DLA JAKICHŚ GÓWNIARZY!
Tak, właśnie… Więc może niech Mia zajmie się porządkiem tutaj, a my… w kuchni chyba jest trochę spokojniej – nie tracąc czasu, położył ręce na ramionach Elsy, by rzeczywiście odwrócić ją w kierunku wyjścia i przesuwając następnie jedną z nich na jej plecy, zamierzał poprowadzić ją w stronę tej spokojniejszej kuchni. – A przynajmniej jest tam alkohol. I trochę trudniej oberwać latającymi żelkami…
Prawdopodobnie trudno byłoby zresztą o lepszy moment na ewakuowanie się. Tym bardziej, że jeszcze w korytarzu mogli usłyszeć, jak Mia rozpoczyna nową serię wrzasków (NIE ŻRYJ TEGO, DEBILU, TO MOJE!) i chyba właśnie zamierzała przejść do rękoczynów. I chociaż zaalarmowany tymi krzykami Chris postanowił wreszcie dołączyć do awantury w salonie i spróbować jakoś spacyfikować siostrę, chyba raczej miał na to niewielkie szanse…
To… co tam ostatnio wspominałaś o traumach tego biednego dziecka…? – z uśmiechem zwrócił się w jej stronę, kiedy już weszli do kuchni. Przy okazji zgarnął z blatu dwa kolejne kubeczki – wciąż prawdopodobnie z tą samą potencjalnie oślepiającą mieszanką – jeden z nich podsuwając dziewczynie, z drugiego natomiast upijając łyk. – Może lepiej trzeba było dać te żelki Chrisowi. Obstawiam, że może mieć trochę większą traumę, skoro znosi ją na co dzień…
Choć może bardziej adekwatnym byłoby stwierdzenie, że obydwoje byli siebie warci, a najbardziej straumatyzowani byli jednak ich rodzice – tak wnioskując po nasilających się krzykach z salonu, do których zdążył już dołączyć Chris, starając się przekrzyczeć siostrę i odesłać ją razem z Churchem na górę.

Elsa Eriksen

there’s something off here

: śr kwie 15, 2026 8:18 am
autor: Elsa Eriksen
Może powinna nieco dosadniej dać Trevorowi do zrozumienia, żeby dał jej spokój i nie pozwalał sobie na podobne teksty. Bo to już nie było takie drobne droczenie się jakie praktykowała z Dante podczas ich wspólnych korepetycji, bo przecież tylko wtedy się zazwyczaj widywali, nie wspominając o sytuacjach, kiedy zabierała go od kolegów i za rączkę — a raczej za nadgarstek — ciągnęła w stronę sali, w której miał za moment pisać sprawdzian. To co robił jej kolega z klasy można by spokojnie podciągnąć pod molestowanie i to bardzo proste do przedstawienia w sądzie i wygrania całej założonej sprawy. Elsa jednak tłumaczyła sobie, że to tylko pijackie wygłupy i może faktycznie była za trzeźwa, aby zrozumieć i jeszcze odpowiedzieć w podobnym tonie. No i robienie awantury na środku holu, kiedy to ledwo pojawiła się na tej całej imprezie również nie byłoby zbyt dobrze odebrane. Nie żeby się przejmowała, że już nigdy więcej nikt jej nie zaprosi. Chyba po prostu nie chciała kraść show małej Mii, która ewidentnie marzyła o zgarnięciu tytułu drama queen. I była na zajebistej drodze, aby dostać swoją koronę. Zrobioną z zębów tych wszystkich, którzy jej się narazili w przeciągu ostatnich pięciu minut, a z tego co widziała, to takich osób było naprawdę sporo. Spokojnie starczyłoby jeszcze na berło i to jabłko, z którym władcy pozowali do swoich portretów.
Patrzyła z niedowierzaniem jak ten mały potworek potrafił porozsadzać po każdym kącie salonu chłopów cztery razy większych od niej, zarówno wzwyż jak i wszerz. Jak tutaj przychodziła to naprawdę wyobrażała sobie małą księżniczkę, która zamknie się w swoim pokoju i będzie bała się wyjść, żeby tylko nie spotkać tych zapijaczonych mord. A tutaj najwidoczniej nie ona potrzebowała ratunku, a całe otoczenie.
— Church? Chłopaki no… trochę szacunku do Churcha, ok? — Podparła się dłońmi na biodrach, patrząc jak znajomy z klasy Chrisa, którego kojarzyła z widzenia, ale nie mogła przypisać ani imienia, ani nazwiska do twarzy, robi z pluszakiem dziewczynki dziwne… mocno sugestywne rzeczy. Wręcz obrzydliwe. Dlatego w ogóle się jej nie dziwiła, że tak wydarła swoją niewinną z pozoru paszczę i niczym zawodowy miotacz kadry narodowej w baseballa, rzuciła żelkami w tego zboczeńca. Ona sama zareagowałaby podobnie, gdyby ktoś w ten sposób traktował jej pluszową pandę, a przecież była o dobrych kilkanaście lat starsza od niej.
Co prawda, było jej trochę szkoda żelków, bo specjalnie oszczędzała jedną paczkę i nie zeżarła jej w taksówce, ale nie zamierzała jeszcze bardziej denerwować tego małego szatana.
Ale kiedy tak nagle dołączył do niej Dante i ułożył dłonie na jej ramionach aż podskoczyła. Przez chwilę się bała, że Trevor wrócił próbować dalej swoich specyficznych zalotów, ale kiedy rozpoznała głos swojego ucznia, ewidentnie się rozluźniła. Uśmiechnęła się mimowolnie, słysząc tę dosyć groteskową wymianę zdań między nim a Mią, jednak nie protestowała, gdy obrócił ją w stronę wyjścia z salonu i zabrał do kuchni, gdzie było zdecydowanie ciszej. A może to Chris w końcu ogarnął siostrzyczkę? Ciężko było określić.
— Weź… mam młodszego brata i myślałam, że to będzie mniej więcej ten sam poziom. Lars jest raczej spokojnym i nieśmiałym chłopcem. Ja chyba też byłam dosyć cicha. No ale nie miałam za starszego brata Chrisa, który robi raz w miesiącu imprezy. Wtedy pewnie też bym wyrobiła w sobie tryb obronny, żeby żaden przyglup nie wszedł mi na głowę. — Wzruszyła ramionami, biorąc zaraz od Dantego kubeczek z tym samym dziwnym napojem. Zaczęła się zastanawiać kto wpadł na taki genialny pomysł, aby wymieszać wódkę z winem, które leżało na tak niskiej półce, że trzeba było się położyć na podłodze w sklepie, aby móc po nie sięgnąć? Domyślała się, że chodziło w tym wszystkim o czystą ekonomię i to nie tylko ze względu na samą cenę składników, ale na ich działanie na organizmy imprezowiczów. Przecież wystarczyło kilka takich drinków i można było zbierać ludzi z podłogi, modląc się przy okazji, żeby nie była potrzebna karawana. Sama z jednej strony chciała spróbować czegoś innego, ale znała starą zasadę, że jeśli zaczęło się pić jeden rodzaj alkoholu tudzież drinka to należało przy nim pozostać i nie mieszać. Nawet jeśli smakował on jak słodki denaturat.
Raz kozie śmierć.
Wzięła łyka tej niesamowitej mieszanki i jak się skrzywiła, tak miała wrażenie, że zaraz zobaczy na nowo zjedzone w bibliotece żelki. Oj cholernie się nie przyjęło.
— Chyba spasuję — mruknęła, odkładając na bok kubeczek. I w tej samej chwili między nią a chłopaka wbiły się trzy dziewczyny. Kojarzyła tylko jedną z nich, blondynkę o imieniu Ashley i jeśli dobrze łączyła kropki to chodziła z Dante do klasy. Dwie pozostałe wyglądały jak jej kopie, nawet rzęsami trzepotały w podobny sposób.
— Dante! Super, że przyszedłeś! Och, czy to nowe dziarki? Mega ci pasują — Jasnowłosa złapała go za ramię, sugestywnie jeżdżąc po nim palcami, jakby chciała się przyjrzeć każdemu tatuażowi z osobna i zbadać strukturę tuszu. Albo po prostu go zmacać. Wersja była dowolna i każdy mógł to interpretować po swojemu.
Norweżka pokręciła głową z rozbawieniem, widząc jaki wianuszek otoczył jej dzisiejszego towarzysza. Cóż, nie zamierzała mu przeszkadzać, w końcu był jej własnością tylko na czas korepetycji, a poza nimi mógł się skupiać na czym i na kim chciał. Dlatego, nie chcąc mu przeszkadzać w ewentualnych podbojach, i dostrzegłszy wcześniej przez okno, że w ogrodzie trwa istna dyskoteka, usunęła się cichaczem z kuchni, a potem wyszła na zewnątrz, aby dołączyć do tańczących do ludzi. W końcu na tym polegały też domówki! Na tańcach! A ona uwielbiała się bujać do rytmów znanych utworów i chyba nawet nie wyglądała przy tym dosyć pokracznie. Mogłaby zaryzykować stwierdzeniem, że wychodziło jej to całkiem nieźle, a przynajmniej na tyle, że gdyby nie różowe włosy to nie wyróżniałaby się jakoś szczególnie w tłumie bawiących się licealistów.
W tym samym czasie trójka klonów zagadywały intensywnie chłopaka aż w końcu jedna wygadała się, że tydzień temu chłopaki z ich rocznika założyli się o to, kto pierwszy zaliczy dziewicę, ale w ich szkole mieli spory problem ze znalezieniem takiej, która przy okazji nie odrzucałaby swoją brzydką, pryszczatą mordą.
— No i Trevor mówił, że jesteś chujem, bo mu przeszkadzasz w wygraniu tego zakładu. Próbuje się zakręcić wokół jednorożca, bo to chyba jedyna dziewica. Legalna, mają zakaz dobierania się do dzieci. No… chyba, że ty już ją zaliczyłeś? Tyle czasu ze sobą spędzacie, że serio zaczynam być zazdrosna… — Ashley wydawała się być wielce rozbawiona całą sytuacją, a jej koleżanki tylko jej przyklaskiwały. Uniosła dłoń i ułożyła ją na karku Dantego, aby w następnej chwili zacząć bawić się lekko przydługimi loczkami, które na niego opadały, nie odrywając jednocześnie od niego wzroku. Tak jakby liczyła, że zrozumie te drobne gesty i aluzje, która się za nimi kryła.

Dante Levasseur

there’s something off here

: śr kwie 15, 2026 6:50 pm
autor: Dante Levasseur
Krzyki dobiegające z salonu faktycznie zdawały się wreszcie nieco przycichnąć. Tuż po tym, jak Mia obwieściła bratu kolejnym wrzaskiem, że zamierzała powiedzieć rodzicom o wszystkim, po czym wraz z Churchem udała się na górę. Wyglądało więc na to, że salon stał się w końcu strefą względnie bezpieczną, w której nie trzeba było już martwić się o nieopatrzne przestawienie jakiegoś pluszaka albo oberwanie latającymi przedmiotami od wściekłej siedmiolatki…
Zdecydowanie umie sobie poradzić – zauważył z rozbawieniem, po raz kolejny przechylając kubek do ust. W porządku, może i smak pozostawiał wiele – naprawdę wiele – do życzenia, ale… przecież nie chodziło tutaj o kulturalne sączenie drinków dla smaku… No i pewnie mimo wszystko wciąż nie było to jeszcze najgorsze, czego Dante miałby próbować… – I chyba nawet cię polubiła. W sensie… wiesz, nie oberwałaś żelkami i nawet nie kopnęła cię w kostkę za to, że nie trafiłaś w jej ulubiony smak. Może jednak uda wam się jeszcze zorganizować to przyjęcie…
Nie dało się ukryć, że jak na swoje możliwości, Mia rzeczywiście zareagowała na Elsę dość przyjaźnie. Może za sprawą wręczonego prezentu, a może po prostu ta nie zdążyła jej jeszcze niczym podpaść. No i stanęła w obronie Churcha, co w oczach dziewczynki niewątpliwie było już całkiem sporym plusem.
Zdążył ledwie unieść wymownie brwi i już miał odpowiedzieć coś na jej – całkiem zresztą rozsądną… – decyzję o odpuszczeniu sobie dalszej degustacji podejrzanej mieszanki, kiedy pomiędzy nich wcisnęła się Ashley wraz z nieodłącznymi cieniami. Odpowiedź, którą miał w planach, zmieniła się więc w przeciągłe, nieco zniecierpliwione westchnięcie.
Widzieliśmy się rano, od tego czasu raczej niczego nie przybyło… – stwierdził sucho, zabierając rękę spod palców dziewczyny, by móc sięgnąć po odstawiony na blat kubek i kilkoma łykami opróżnić go. Umówmy się, Ashley i jej koleżanki zdecydowanie nie zaliczały się do towarzystwa, w którym mógłby chcieć spędzać czas. Choćby dlatego, że intelekt trzech razem wziętych wciąż znajdował się na żenująco niskim poziomie, a podczas dłuższej rozmowy trudno było oprzeć się wrażeniu, że stopniowe zniżanie się do ich poziomu wyrządzało nieodwracalne szkody wśród neuronów… Zwłaszcza, gdy taką rozmowę trzeba było prowadzić wciąż niemal na trzeźwo…
I chociaż kolejna porcja alkoholu prawdopodobnie mogłaby szybko ten stan zmienić, mimo wszystko miał raczej w planach, by ewakuować się jak najszybciej. Zwłaszcza zauważając kątem oka, że Elsa zdążyła w międzyczasie ulotnić się z kuchni. Ostatecznie jednak… przecież nie miał absolutnie żadnego logicznego powodu, by łazić za nią krok w krok. Tym bardziej, że temat rozpoczęty przez bezmózgie trio dość skutecznie był w stanie zatrzymać go w miejscu jeszcze przez chwilę lub dwie…
Ash… – zaczął, zmuszając się nawet do całkiem przekonującego uśmiechu, kiedy w odpowiedzi na tę jej aluzję ułożył dłonie na jej pośladkach i nachylił się lekko. – Może jakbyś nie pchała się do łóżka każdemu zanim zdążysz zapytać o imię, to sama mogłabyś pomóc mu w tej wygranej…
Ze śmiechem odsunął się od niej od razu, zanim ta miałaby przetrawić sens usłyszanych słów i – pewnie całkiem zasłużenie – zdzielić go po twarzy. Przy okazji zgarnął z blatu kolejny kubeczek. Bo zdecydowanie potrzeba było więcej alkoholu, żeby przynajmniej spróbować olać sprawę tego idiotycznego zakładu i nie mieszać się w niego w żaden sposób. A przynajmniej niekoniecznie taki, który zakładałby mimo wszystko przestawienie nosa Trevorowi, co najwyraźniej zbyt pochopnie odpuścił sobie kilka chwil wcześniej.
To gdzie jest ten kretyn…? – rzucił w eter, dochodząc widocznie do wniosku, że kolejny opróżniony w połowie kubek jakoś wcale nie wystarczył, by stłumić chęć ucięcia sobie krótkiej pogawędki z tym palantem. Nie spodziewając się jednak żadnej sensownej odpowiedzi ze strony Ashley i jej przybocznych, wyjrzał przez kuchenne okno. Wypatrzenie wśród pozostałych tej różowej czupryny nie było wprawdzie większym problemem, jednak nawet jeśli zawiesił na niej spojrzenie na dłużej, to… nie ją chciał przecież znaleźć w tej chwili. A przynajmniej nie do końca – bo jednak upewnienie się, że palant nie postanowił mimo wszystko ponowić swojej durnej próby wygrania równie durnego zakładu też może nie było wcale taką najgorszą opcją…

Elsa Eriksen

there’s something off here

: śr kwie 15, 2026 9:50 pm
autor: Elsa Eriksen
Wyglądało na to, że najwyraźniej doświadczenie zdobyte przy Larsie na coś się przydało. Co prawda, w porównaniu do Mii był bardzo spokojnym dzieckiem, ale nadal dzieckiem. Też przeżywał krzywdę swoich pluszaków albo innych zabawek i starsza siostra musiała ojojać. Dlatego tak łatwo weszła w rolę obrończyni Churcha i zrypała każdego kto na to zasłużył. I dzięki temu musiała zyskać w oczach dziewczynki, bo tak jak słusznej zauważył Dante, nie oberwała od niej niczym co miała pod ręką, ani nawet nogą czy pięścią, ani nawet się na nią nie wydarła! Tak, zdecydowanie została potraktowana najłagodniej ze wszystkich innych uczestników tejże imprezy.
Nie miała nic przeciwko temu, żeby tak po prostu siedzieć i rozmawiać z Dante. O wszystkim i o niczym. Bez napięcia. Bez presji. Bez tego wiecznego przeciągania liny między jego rozproszeniem a jej próbami utrzymania rozmowy na sensownych torach. To była miła odmiana — kiedy nie siedzieli nad książkami, kiedy nie próbowała tłumaczyć mu po raz kolejny funkcji nibynóżek ani przekonywać, że planimetria naprawdę ma zastosowanie w praktyce. Na chwilę nawet odpuściła pilnowanie jego stanu. Tego, czy będzie w stanie jutro dotrzeć na sprawdzian w jednym kawałku i nie powali nauczyciela samym zapachem alkoholu, który z pewnością będzie najbardziej popularnymi perfumami wśród dzisiejszych imprezowiczów.
Ale wyglądało na to, że aby móc z nim rozmawiać musiała albo go do tego zmusić, najlepiej za pośrednictwem Douga, który to poprosił, aby pomogła w nauce jego pasierbowi… albo wpisać się na listę oczekujących. Pojawienie się Ashley i jej psiapsiółek mocno sprowadziło ją na ziemię dlatego, nie chcąc im przeszkadzać, po prostu się ulotniła i dołączyła do tańców w ogrodzie.
A blondynka zauważyła jak wzrok Dantego mimowolnie uciekł za Elsą, więc chwyciła go za brodę, aby znów na nią spojrzał. I musiała zacząć temat zakładu chłopaków — wiedziała, że tym go zainteresuje, i jak się okazało, misja zakończyła się powodzeniem.
Gdy tak ją złapał za pośladki, uśmiechnęła się zalotnie i ten uśmiech nie zniknął nawet po wypowiedzianych przez niego słowach. A gdy się odsunął i podszedł do okna, nie odpuszczała tylko stanęła obok niego, krzyżując ramiona pod pokaźnym biustem.
— Seks to zabawa, nie? Zachowujesz się tak jakbyś sam był cnotką i czekał z pierwszym zamoczeniem do ślubu. — Wywróciła oczami i sięgnęła po drinka, z którego wcześniej Elsa upiła zaledwie łyka. — Chyba się dobrze bawi. Jak Trevor się do niej dobierze to będzie tylko lepiej. "Mmmm… tak Trevor, rżnij mnie jak niewyżytą klacz, tak, tak…!" — Ostatnie słowa teatralnie wyjęczała, po chwili parskając głośnym śmiechem. Bo ten rzekomy ogier właśnie pojawił się w ogrodzie i w dwóch krokach doskoczył do nieświadomej niczego Eriksen.
A Norweżka chciała tylko sobie potańczyć. przez te kilka piosenek bawiła się zarówno z dziewczynami jak i chłopakami, ale nikt nie naruszał jej granicy, wiadomo, że gdzieś tam się człowiek ocierał o innych, jednak nie było w tym żadnych dwuznaczności. Aż pojawił się on. Wsunął dłoń pod jej bluzkę i ułożył ją na talii, zaciskając boleśnie palce i wbijając je w jej jasną skórę. Od razu przysunął ją do siebie, drugą ręką zaczynając zabawę jej różowymi włosami.
— Trevor… za blisko. Puść mnie — mruknęła, próbując mu się wyrwać, ale w konsekwencji ten przycisnął ją do siebie jeszcze mocniej, nie zostawiając między nimi nawet milimetra przestrzeni.
— Shhhh… tylko tańczymy, śnieżynko — wyszeptał jej przy uchu.
I tyle wystarczyło, aby Else totalnie zmroziło. Nie była pewna czy to przez ten szept, czy przez to, że nazwał ją śnieżynką, a nie miał do tego żadnego prawa. Tylko jedna osoba tak do niej mówiła i to całkiem od niedawna przestała ją ta ksywka irytować, gdy akurat on się do niej tak zwracał. A Trevor? Tak jakby myślał, że może to sobie od tak przywłaszczyć. Gówno mógł.
— Powiedziałam, żebyś mnie puścił — warknęła, a jej dłoń samoistnie się uniosła i nie wahała się ani sekundy. Uderzenie nie było nad wyraz mocne, ale wystarczające, aby głowa chłopaka odkręciła się w bok. Jednak myliła się, sądząc, że to pomoże jej się uwolnić. Trevor przeniósł bowiem rękę z jej włosów na szczękę i szyję, delikatnie zaciskając na nich palce.
— A ja mówiłem, że chcę się bawić…

Dante Levasseur

there’s something off here

: czw kwie 16, 2026 2:56 pm
autor: Dante Levasseur
Nie dało się ukryć, że Ashley miała wyjątkowo kiepskie wyczucie czasu. W każdej innej sytuacji jej towarzystwo byłoby wprawdzie tylko odrobinę bardziej znośne, tym razem jednak wybrała sobie naprawdę kiepski moment na pojawienie się w kuchni i przerwanie rozmowy, która nawet nie zdążyła się na dobre zacząć. I pewnie faktycznie, gdyby nie poruszony przez nią temat, nie miałby absolutnie żadnych oporów przed tym, by tak po prostu zostawić ją z jej przyjaciółkami i pójść za Elsą. Nawet mimo tych wszystkich sugestywnych gestów blondynki – albo właśnie głównie przez nie. I pewnie dopiero w połowie drogi zastanawiając się nad tym, czy byłby w stanie znaleźć przynajmniej jeden sensowny powód, dla którego miałby trzymać się Elsy, która była tu przecież tylko po to, by skutecznie próbować popsuć mu zabawę, gdyby w pewnym momencie miał z nią nieco przegiąć…
Naprawdę wolałby, żeby Ashley wściekła się – albo chociaż oburzyła – po skierowanych do niej słowach. Ale… widocznie nawet na to była zbyt głupia. Za to całkiem skutecznie potrafiła działać na nerwy – jeśli nie żenującymi insynuacjami na temat jego rzekomego podejścia do seksu, które w zasadzie bez większego wysiłku można było puścić mimo uszu, to z całą pewnością durnymi komentarzami na temat Elsy i Trevora. Przez chwilę zastanowił się nawet, czy całkowicie przypadkowe oblanie jej wątpliwej jakości drinkiem byłoby skutecznym sposobem na pozbycie się jej. I chociaż nietrudno byłoby dojść do wniosku, że prawdopodobnie tak… ostatecznie po prostu dopił to, co wciąż znajdowało się w trzymanym przez niego kubeczku, a pusty odstawił na parapet. Utrzymując takie tempo pewnie mógłby już dojść do wniosku, że właśnie znajdował się na dobrej drodze, by rzeczywiście nie dać jutro rady dotrzeć ani na sprawdzian, ani do szkoły w ogóle. Tyle, że to chyba aktualnie kompletnie nie było jego zmartwieniem. I to już nawet nie dlatego, że już wcześniej miałby mieć do tego nieszczęsnego sprawdzianu dość… luźne podejście. Cała ta opowieść o zakładzie, idiotyczne komentarze Ashley i nachalna determinacja Trevora, żeby cały ten zakład wygrać, chyba całkiem skutecznie odciągały uwagę od jakichś tam nieistotnych spraw szkolnych…
Pierdol się, Ashely. Serio, całkiem dosłownie możesz iść i się z kimś… No kurwa! – o ile na moment, faktycznie spojrzał na nią poirytowany, kiedy odgrywała to swoje przedstawienie, o tyle w kolejnej chwili musiał dojść do wniosku, że nie było sensu nawet kończyć zaczętej wypowiedzi. Głównie przez to, że w międzyczasie zdążył znów zerknąć na to, co działo się w ogrodzie. A to pewnie trudno byłoby podsumować jakkolwiek inaczej, jak tylko tą rzuconą przez niego kurwą. Nie zastanawiając się nad tym, co właściwie robił i czy powinien to robić, momentalnie odwrócił się na pięcie, żeby pospiesznie ruszyć w stronę ogrodu, po drodze bezceremonialnie odsuwając Chrisa, który po stoczonym boju z siostrą najwyraźniej zmierzał właśnie do kuchni, żeby to zapić. Na niego Dante nie zwrócił jednak większej uwagi, ledwie w ogóle rejestrując, że ten chyba coś do niego mówił. Bo przecież nie chodziło już nawet o to, że jemu z jakiegoś powodu nie podobało się to, że Trevor kleił się do Elsy. Trzeba byłoby być chyba kompletnie ślepym, żeby nie zorientować się, że to nie podobało się przede wszystkim jej. I tyle chyba wystarczyło, żeby dojść do całkiem logicznego wniosku, że ten kretyn zwyczajnie prosił się, żeby bardziej dosadnie – a na pewno jak najszybciej – wyjaśnić mu, że powinien trzymać łapy przy sobie. A skoro najwyraźniej nikt inny nie miał zamiaru w żaden sposób zareagować…
Czego, kurwa, nie zrozumiałeś wcześniej? – szarpnął palanta za ramię, a zaskoczenie wywołane tą dość nagłą interwencją sprawiło przynajmniej, że ten oderwał się od dziewczyny. – Miałeś się od niej odwalić!
Zanim mógłby w ogóle pomyśleć, złapał go za materiał koszulki na piersi, drugą zaciśniętą w pięść ręką wymierzając mu profilaktyczny cios w twarz. I chociaż kuszące było, by przywalić mu przynajmniej jeszcze raz – żeby lepiej się utrwaliło… – puścił go po chwili i pchnął do tyłu, niespecjalnie dbając przy tym o to, czy ten miałby przez to na kogoś wpaść, przewrócić się na ziemię i przy odrobinie szczęścia rozwalić sobie ten durny łeb, czy jednak utrzymać się na nogach. Najważniejsze, żeby tym razem faktycznie zrozumiał, że miał trzymać się z daleka od Elsy. Zwłaszcza, jeśli ta nie wyrażała choćby minimalnego zainteresowania nim i jego nachalnym podrywem. Albo raczej próbą wygrania idiotycznego zakładu…
Myśli, że najprawdopodobniej wcale nie byłby mniej zdenerwowany, gdyby ta odwzajemniała w jakiś sposób zainteresowanie palanta, póki co nie zamierzał dopuszczać do głosu.
Wszystko w porządku…? – odwrócił się za to na moment w stronę dziewczyny, poniekąd chyba faktycznie mając powody, żeby czuć się za nią odpowiedzialnym. W końcu to on ją tu ściągnął. Niestety, nie mając pojęcia o jakimś durnym zakładzie ani tym bardziej o tym, że właśnie ona miałaby stać się jego częścią. W przeciwnym wypadku pewnie wcale nie zapraszałby jej do Chrisa. Albo przynajmniej od początku zadbałby o to, żeby wytłumaczyć Trevorowi jak kretyński był ten jego pomysł na wygraną…

Elsa Eriksen

there’s something off here

: czw kwie 16, 2026 5:52 pm
autor: Elsa Eriksen
I w tym wszystkim chyba właśnie to było najgorsze — stała w tłumie bawiących się osób, ale nikt nie reagował. Wszyscy byli ślepi na to, co działo się dosłownie pod ich nosami. Naprawdę uważali, że ta jej mini szarpanina z Trevorem była po prostu tańcem? A może, że tylko się zgrywała, bo tak naprawdę zamierzała mu się oddać? Przecież to się w ogóle kupy nie trzymało! W takim razie ten siarczysty policzek, którym go uraczyła to według nich był czym? Grą wstępną?
Szarpnęła się jeszcze raz, mocniej, próbując wyrwać się z jego uścisku. Palce Trevora zacisnęły się tylko silniej, jakby to był jakiś chory żart, jakieś pieprzone przedstawienie, w którym ona po prostu gra trudną. A on nie miał żadnych wątpliwości — do wszystkiego miał prawo, a brak reakcji ze strony imprezowiczów tylko go w tym utwierdzał.
— Trevor… puść mnie — powtarzała się, nie wiedząc już czy tonem swojego głosu go bardziej błagała czy groziła. Nie mógł być aż tak głupi, musiał doskonale wiedzieć, że gdyby jej ojciec się dowiedział o tym, co zaszło to szybko trafiłby do sali rozpraw i zajął miejsce oskarżonego. A stamtąd niemalże automatycznie do celi więziennej, bo kto jak kto, ale Casper Eriksen z pewnością nie zamierzałby udawać, że to nic takiego. Oczywiście, pod warunkiem, że by sama dziewczyna dożyła, ponieważ palce jej kolegi coraz mocniej zaciskały się na jej szyi, stopniowo odcinając jej dostęp do tlenu.
I wtedy pojawił się on. Jego krzyk przeciął się przez dudniejącą muzykę i wreszcie zwrócił uwagę wszystkich biernych obserwatorów na to, co działo się przed ich oczami. Gdy szarpnął Trevora, ten chcąc nie chcąc musiał ją puścić. Jego palce jednak zahaczyły o jej naszyjnik i zerwały go, rzucając po chwili gdzieś na trawę.
Gwałtownie i dosyć zachłannie nabrała powietrza do płuc jakby pierwszy raz od dłuższego czasu mogła normalnie oddychać. Co prawda, nie dusił jej jakoś mocno, jednak sam dyskomfort związany z jego zaciskającym się na gardle palcami wystarczył, żeby w jej głowie zapalała się lampka. Bo przecież gdyby Dante się nie zjawił, mogło się to dosyć szybko wymknąć spod kontroli. I gdy ten mu przyłożył, nagle muzyka się zdecydowanie ściszyła, a pozostali gapiowie nagle wyciągnęli oczy z dupy i obserwowali całą sytuację. Ale znowu, widzieli jak Dante bił Trevora, nikt nie widział, stojącej nieopodal i dygocącej ze strachu Elsy.
— Pojebało Cię?! Co się wpierdalasz?! Rycerzyk się znalazł, patrzcie chuja… — warknął, wycierając policzek wierzchem dłoni, jakby chciał się upewnić, że nie polała się krew. Odruchowo też językiem policzył wszystkie zęby i na jego szczęście, wszystkie miał nadal w komplecie.
Norweżka wpatrywała się ślepo w całą sytuację, odruchowo trzymając dłonie przy swojej szyi jakby spodziewała się, że jego palce zaraz znów będą chciały się na niej zacisnąć. Ale gdy odwrócił się w jej stronę, gdy tak miękko i spokojnie się do niej zwrócił, nie myślała nad tym co robi. Ciało jakoś samoistnie drgnęło i podbiegło do niego, aby zaraz wtulić się mocno w jego tors. Zderzyła się z nim niemal bezwiednie, tak jakby to mięśnie podjęły za nią decyzję nim w ogóle mózg zdążył ją w jakikolwiek sposób przeanalizować. A ona zaciskała palce na jego koszuli, marszcząc ją na plecach Dantego. Bo w tej powalonej sytuacji, w tym całym chaosie zdawał się być jedyną stabilną rzeczą. Oddech nadal miała nierówny, nadal łapczywie łapała powietrze i naprawdę cudem powstrzymywała się przed histerycznym płaczem.
— Głowa mnie boli i… i chyba się zaraz porzygam od tego drinka… — wymamrotała słabo. I kompletnie nie przejmowała się nagłym poruszeniem tłumu, tymi komentarzami, że oni naprawdę są para, że przecież Trevor nic takiego nie zrobił. Ano zrobił. Bo bez jej zgody nie mógł tknąć jej nawet opuszkiem palca, a zrobił zdecydowanie więcej.
Ale to wszystko było tłem, dziwną masą, która nie zasługiwała na żaden komentarz z jej strony. Liczyło się tylko to, że znów mogła oddychać, że była już bezpieczna… i wolała się zdecydowanie bardziej skupić na innej zagadce — to jej serce tak waliło czy może Dantego, do którego ciągle się przytulała i najwyraźniej nie zamierzała się za szybko odsunąć?

Dante Levasseur

there’s something off here

: czw kwie 16, 2026 7:28 pm
autor: Dante Levasseur
Potarł odruchowo kostki palców, choć póki co, przez krążącą w żyłach adrenalinę i tak nie zdawał sobie nawet sprawy, na ile mocno uderzył chłopaka i na ile sam mógłby to odczuć. Nie powinno być jednak wątpliwości co do tego, że kolejnego dnia Trevor będzie mógł pochwalić się całkiem efektowną pamiątką na twarzy… Chociaż pewnie wyrazem zbytniej naiwności byłoby, gdyby ktoś zamierzał uwierzyć, że dzięki temu ten faktycznie miałby zapamiętać, żeby nie pchać się bezmyślnie z łapami tam, gdzie ktoś sobie tego nie życzył.
Nie widział przy okazji absolutnie żadnej potrzeby, by jakkolwiek odpowiadać na jego powarkiwania. Tym bardziej, że jemu również – podobnie jak wcześniej Ashley – mógłby co najwyżej uprzejmie polecić, żeby ten zwyczajnie się pierdolił. Może nawet właśnie z pozostawioną w kuchni blondynką, z jej strony przynajmniej nie powinien spodziewać się żadnych protestów. A nawet jeśli jakimś cudem ona akurat nie miałaby ochoty, to wciąż przecież pozostawały jeszcze jej dwie koleżaneczki – najpewniej jeszcze mniej wybredne niż ona. O ile to było w ogóle możliwe…
Zamiast na dyskusji z tym kretynem, wolał skupić się na wciąż roztrzęsionej Elsie. Choć pewnie nie miałby większych oporów, by poprawić wcześniejsze uderzenie, jeśli Trevor wciąż próbowałby angażować się bardziej niż tylko bezsensownymi warknięciami. Właściwie… to akurat miał ochotę zrobić i bez tego, widząc po prostu w jaki sposób dziewczyna próbowała łapać powietrze, jak przykładała dłoń do swojej szyi i jak na tej wykwitały stopniowo czerwone ślady w miejscach, gdzie wcześniej znajdowały się palce tego idioty. Trudno zresztą byłoby określić, co z tego zestawu zadziałało najsilniej, ale naprawdę niewiele brakowało, żeby rzeczywiście odwrócił się ponownie w stronę Trevora, dochodząc do wniosku, że ten oberwał zdecydowanie zbyt słabo.
I pewnie zrobiłby to, gdyby nie zaskoczyła go, tak nagle się przytulając. Na tyle, że dobrych kilka sekund musiało minąć, zanim sam uniósł nieco ręce i objął ją, pozwalając sobie zapomnieć na chwilę o tym palancie, chęci przywalenia mu raz jeszcze i o tym, że nikt inny nie zareagował w żaden sposób, kiedy bezskutecznie próbowała uwolnić się od niechcianego towarzystwa Trevora. Za to teraz widocznie pozostali uczestnicy tej pokręconej sytuacji mieli całkiem sporo do powiedzenia… Chociaż tym akurat, podobnie jak ona, niespecjalnie zamierzał się przejmować, czy choćby zwracać jakąś większą uwagę na padające z ust niektórych komentarze. Bo przecież nawet jeśli było absolutnie jasne, że nie byli parą, to jaki byłby sens w wyprowadzaniu kogokolwiek z błędu…? Pewnie mniej więcej taki sam, jak w upieraniu się na głos, że owszem, Trevor zrobił aż za dużo. I naprawdę nie miał ochoty zastanawiać się, co więcej ten miałby zrobić, gdyby w dalszym ciągu nikt nie zdecydował się mu przeszkodzić. Bo takie zastanawianie się musiałoby oznaczać, że powinien wypuścić Elsę z ramion i jednak zająć się naprawianiem niedopatrzenia w postaci wciąż kompletnego uzębienia palanta
Lepiej nie, to byłoby marnowanie całkiem dobrego alkoholu – pewnie można byłoby się zastanowić, czy nawet w żarcie nazwanie tych podejrzanych drinków dobrym alkoholem nie było zbyt dużą przesadą… Choć może rzeczywiście mógłby znaleźć się ktoś – z dostatecznie wypaczonymi kubkami smakowymi – kto byłby w stanie docenić ten bogaty bukiet smaków… – Jak chcesz, to odprowadzę cię do domu.
Wprawdzie wciąż było dość wcześnie i z całą pewnością nie była to pora, kiedy miałby w ogóle myśleć o powrocie do domu, ale… to w normalnej sytuacji. Ta zdecydowanie nie zaliczała się do normalnych i chyba śmiało można byłoby zaryzykować stwierdzenie, że sam zdążył już stracić ochotę na dalszą zabawę. A przynajmniej w tym towarzystwie – z Trevorem nadal kręcącym się gdzieś w pobliżu, czy Ashley wraz z jej cieniami, która z pewnością przyglądała się całemu zajściu i już pewnie miała w zanadrzu jakiś błyskotliwy komentarz… Zdecydowanie bardziej wolałby chyba stoczyć jakąś zażartą dyskusję z Mią, ale ta widocznie nie miała już zamiaru wracać do gości starszego brata. A skoro tak, to tym lepszym wyjściem faktycznie mogło być po prostu odprowadzenie Elsy do domu. Bo jakoś nie zakładał, by po tym co się zadziało, ta nadal miała ochotę tu zostać…
Albo możemy po prostu wrócić do środka, jak jakimś cudem nie chcesz jeszcze iść do domu – dodał mimo wszystko, chyba jednak całkiem nieźle mogąc przewidzieć jej ewentualną decyzję. Póki jednak ta nie zapadła, najwyraźniej również wcale nie zamierzał jej puszczać, ani jakkolwiek się od niej odsuwać. Zwłaszcza, że ta jej niespodziewana bliskość w zaskakujący sposób całkiem skutecznie pozwalała się uspokoić. Na tyle, by prawie nie myśleć już o tym, że zdecydowanie powinien walnąć Trevora przynajmniej raz jeszcze…

Elsa Eriksen

there’s something off here

: pt kwie 17, 2026 12:38 pm
autor: Elsa Eriksen
Prawdą było to, że miała coraz mniejszą ochotę na siedzenie na tej imprezie. Bo początkowo mogło to się wydawać dosyć zabawne, zwłaszcza wizja pilnowania Dantego i wlewanych w niego ilości alkoholu czy wypalonego zielska. Ale oczywiście wszystko tylko po to, aby faktycznie mógł dotrzeć na ten głupi sprawdzian i zaliczyć go na jakąś przyzwoitą ocenę. Jednak w tej chwili miała już to wszystko gdzieś. Oceny, znajomych, którzy utworzyli wokół nich kółeczko pełne plotek i dziwnych podszeptów. Miała też gdzieś Trevora i Ashley, która wraz ze swoimi przyjaciółeczkami dołączyła do niego, aby dobrodusznie sprawdzić czy nic mu się poważniejszego nie stało w tę całkiem przystojną buźkę. Bo palant, jak to ochrzcił go Dante, należał raczej do tych łaskawie obdarzonych urodą – gęste włosy, zawadiacki uśmiech, zielone, błyszczące oczy… w klasie też zachowywał się przyzwoicie i raczej należał do tych uczniów śmieszków, ale takich, co jako tako dawali sobie radę w nauce. Może dlatego tak ciężko było mu uwierzyć, że ktoś mógłby dać mu kosza? Że jakaś dziewczyna nie zamierzała wskoczyć mu do łóżka tylko dlatego, że powiedział kilka słodkich słówek i łaskawie ją dotknął?
– Mówiłam, że ze sobą sypiają! Dziewczyna niby ofiara przemocy, a zamiast uciekać to się przykleiła do Lavesseura! Korzystaj Dante, może to ty będziesz tym szczęśliwcem! – I choć niepochlebne słowa Ashley dotarły do uszu Norweżki, to je też miała gdzieś. Mimowolnie tylko zacisnęła mocniej palce na koszulce chłopaka, biorąc kolejny głęboki wdech nosem. Może gdyby w ogrodzie był ktoś inny z jej znajomych, choćby dziewczyny z drużyny pływackiej, które mignęły jej wcześniej w kuchni czy tam w salonie. Może gdyby to one były na widoku to je by wybrała na swoją ostoję. Pozwoliła, aby schowały ją za sobą, przykryły płaszczem rozmów i opiekuńczych spojrzeń. A może… może nie? Bo przecież ciało dziewczyny tak samoistnie pognało właśnie do niego. To jego wybrało na swojego opiekuna.
– Niepokoi mnie fakt, że uważasz to coś za dobry alkohol. Zastanawiam się w takim razie jakbyś zareagował po spróbowaniu wina za więcej niż trzy dolary. A jak jeszcze by było w szklanej butelce a nie w plastikowej? – Zdecydowanie przestała zwracać uwagę na wszystkich dookoła. Tak jakby zamknęła ich w przezroczystej bańce. I mimo że impreza powoli wracała do swojego rytmu, muzyka rozbrzmiewała coraz głośniej i tylko niektórzy nadal stali w miejscu i obserwowali tę dziwną relację zupełnie dwóch różnych osób, to tutaj, w tej ich małej, prywatnej przestrzeni, wszystkie dźwięki wydały się być wytłumione.
– Nie chcę – wymamrotała na jego propozycję odnośnie powrotu do domu. I to nie byle jaką, bo taką całkiem logiczną i sensowną. Powinna wrócić do rodziców, wziąć długą kąpiel i może jakieś proszki przeciwbólowe na to uciążliwe pulsowanie w głowie, a potem położyć się spać, a rano wymyśleć w jaki sposób mogłaby zasłonić siniejące ślady na swojej szyi. Ale wbrew zdrowemu rozsądkowi, chciała zostać.
– Chodźmy może na tylną część ogrodu… tam jest ciszej i nie śmierdzi zielskiem – dodała zaraz. Bardzo nie chciała się od niego odsuwać, ale wiedziała, że nie było innego sposobu, aby przejść na te spokojniejszą część ogrodu. No, chyba, że pokonywaliby kroczek po kroczku właśnie tak wtuleni w siebie. Mimo to, nie odpuściła całkowicie kontaktu z jego ciałem - chwyciła jego mały palec od prawej dłoni na pinky promise i delikatnie pociągnęła za sobą, dalej starając się ignorować rodzące się coraz to nowsze plotki na ich temat.
Tam gdzie dotarli, muzyka była dalej słyszalna, ale nie na tyle, aby zagłuszała normalne rozmowy. Dziewczyna powoli osunęła się na trawę, próbując nadal drżącymi dłońmi rozplątać warkocze. I gdy misja zakończyła się powodzeniem, położyła się na ziemi z głośnym westchnieniem.
– To ja cię miałam dziś pilnować…


Dante Levasseur