Strona 2 z 2

if we never make it, at least we can say we died trying

: pn kwie 13, 2026 5:10 pm
autor: teddy darling
Przycisnęła palce do nasady nosa i westchnęła cicho, nastawiając się psychicznie na przybycie rodziców. Państwo Darling zawsze byli dobrzy. Autentycznie niewymuszenie dobrzy. Kochani, obecni, troskliwi. Może nawet aż za bardzo. Zwłaszcza ojciec. Matka, jako lekarz, potrafiła spojrzeć na podobne sytuacje z większym spokojem. Pan Darling natomiast siał niepotrzebną panikę, a w jego oczach każde podobne zdarzenie brzmiało jak zapowiedź końca świata. To wspaniałe, że tak martwił się o swoją jedynaczkę, ale czy nie lepiej radować się z faktu, że Teddy po prostu żyje?
Zaraz? — spojrzała na wiszący na ścianie zegar z nadzieją, że ma jednak więcej czasu, żeby przygotować się na konfrontację. Może utkną w korku? Albo poprosi lekarza, żeby jednak ich nie wpuszczał. Jak widać, Teddy też zachowywała się jak piętnastolatka, która bała się, że dostanie opierdol. W takich momentach cykała się bardziej niż kiedy pierwszy raz przyszła do domu po grubo zakrapianej imprezie.
Spojrzała na April z pobłażliwym rozbawieniem. Czy ona siebie słyszała? Ależ ona była durna. Momentami wręcz imponująco durna! Darling ostatnie, o czym w tej chwili myślała, to jakieś tajemnicze lekarki, które - zupełnie przypadkiem, rzecz jasna - mogłyby się potknąć i wylądować prosto w jej szpitalnym wyrze. Bez przesady. Już prędzej obstawiłaby, że to Finch wpadłaby tu z jakimś kompletnie bezczelnym pretekstem, tylko po to, żeby sprawdzić, czy wszystko w porządku. Na razie wokół Teddy skakali jedynie sami mężczyźni, w tym wspomniany przez April doktor buc. Może wkrótce los okaże się łaskawy i na oddziale pojawi się w końcu jakaś sympatyczna pielęgniarka, która będzie pilnować, czy dzielna strażaczka grzecznie łyka wszystkie leki i nie próbuje kombinować. Wtedy przynajmniej obie miałyby na czym zawiesić oko.
Jakich powikłaniach? — wsparła się na jednej ręce, robiąc przy tym wielkie oczy. Co to w ogóle znaczyło? Już do końca życia będzie miała niesprawną rękę i nie pozwolą jej wrócić do pracy? — Nawet tak nie mów — ściągnęła brwi, uznając to za bardzo głupi żart. — Sam jest powikłaniem — skomentowała jeszcze z nadąsaną miną, bo co ten lekarz próbował zrobić? Przestraszyć jej dziewczynę? Skończony pajac.
Szybko jednak naburmuszenie zamieniła na uśmiech. Dobrze, że wyglądała tak dobrze, pomimo boleści i siniaków, które pewnie piętrzyły się jeden na drugim pod szpitalną pidżamą. Właśnie, Finch będzie musiała jej przywieźć jakieś rzeczy, nie może tak przecież paradować po oddziale w tych łachmanach! Wtedy to już na pewno nie poderwie żadnej lekarki.
Wyznanie miłości zawiązało jej żołądek w ciasny supeł. Tak było za każdym razem, gdy April mówiła, że ją kocha. W jednej chwili czuła się, jakby mogła przenosić góry. Dosłownie! Miała ochotę wyrwać z siebie wszystkie te rurki, podnieść się wbrew rozsądkowi, wziąć ją w ramiona i po prostu zabrać do domu. Ale zaraz potem przyszło otrzeźwienie. Teddy uświadomiła sobie, ile strachu musiała jej napędzić. Czuła się przez to zwyczajnie paskudnie.
Wiem — powiedziała cicho, przymykając oczy pod wpływem ciepłych ust, które musnęły dłoń. — Ja ciebie też. Najbardziej. Och, April — wyciągnęła rękę, żeby pogładzić ją po policzku i spojrzała jej prosto w oczy. — Przepraszam. Nie chciałam cię postawić w takiej sytuacji — wyznała szczerze. Niby Finch od lat wiedziała, z czym wiąże się jej praca, jednak nie dało się nie zauważyć, że teraz przeżywała wszystko ze zdwojoną mocą. — To była chwila, nie zdążyłam nic zrobić, a chłopaki mówili, żeby się nie wygłupiała... Właśnie, co z nimi? — zapytała, zerkając w kierunku drzwi. Czekali? Obwiniali bez powodu? Wściekali się, że wyrwała się przez szereg jak jakaś amatorka?

nie chcę apteki, chcę, żeby tu została dni, godziny

if we never make it, at least we can say we died trying

: pn kwie 13, 2026 5:55 pm
autor: April Finch
Wzruszyła ramionami, bo przecież nie miała pojęcia, kiedy dokładnie pojawią się jej przyszli teściowie. Nie chciała robić jej nadziei, że ma jeszcze mnóstwo czasu, ani też niepotrzebnie jej nakręcać. A zresztą! W ogóle nie pojmowała, czym ona się tak martwiła. April wątpiła, że dostanie jakiś porządny opierdol, choć przecież na niego zasługiwała. Wszystko, co mogli jej zarzucić, wypływało ze szczerych zmartwień i chęci, by ich dziecko miało się jak najlepiej. Z Finchami sytuacja na pewno nie byłaby tak jednoznaczna, szkoda nawet gadać.
Może powinna porozmawiać z panią Darling i wspólnymi siłami zrobić tak, by jednak wokół Teddy nie pojawiały się żadne zbędne baby? Wedle wszystkich medycznych seriali, jakie April oglądała, w takich miejscach wszyscy są non stop na jakiejś chorej chciy. Przecież Darling była do tego przyzwyczajona, bo zżyła z kimś takim na co dzień. A co, jak od morfiny jej się wszystko pomiesza i da się wpędzić w filtr z jakąś okropną larwą? Nie będzie przecież w stanie pilnować jej cały czas, musi chodzić siku i w ogóle. Cholera, nie mogły jej te ściany faktycznie spaść na łeb? Może gdyby została jej po tym jakaś widoczna blizna, to kogokolwiek by odstraszyła? Skądże znowu. Zaraz zleciały by się takie, które to kręci.
— Nie wiem jakich. Nie chciał mi niczego powiedzieć. — Spuściła głowę, znowu smutniejąc. Strasznie niesprawiedliwa była ta cała papierologia. Co z tego, że nie złożyła podpisu na jakimś papierku, skoro już dawno zrobiła z Teddy centrum swojego życia? Powinni ją informować, zanim nawet powiedzą coś Darling! Chyba jednak powinny przyspieszyć tę decyzję o ślubie, bo to przynajmniej wyrzuci te wszystkie kretyńskie spory w kąt. Do głowy natychmiast wpadł jej dokument o niereanimowaniu, o którym z kolei wiedziała aż za dużo. Dobrze, że tym razem żaden lekarz nie musiał się do niego stosować. Mogło wydarzyć się naprawdę pięćset gorszych rzeczy. Ale może jeszcze wydarzy? Skoro nawet Teddy sprawiała wrażenie przejętej wizjami powikłań, to musiało być coś na rzeczy. Inaczej nie odpuściłaby tego pocieszającego uśmiechu, który zdawał się być przyklejony do niej na stałe. Bardzo niedobrze. April znowu poczuła, jak żołądek podchodzi jej do gardła. Na całe szczęście nie zdążyła dzisiaj za dużo zjeść.
— Nie rozumiem. Z czym miałaś się nie wygłupiać? — Uczucie chwilowej ulgi znikneło równie szybko, jak się pojawiło. Dotyk jej partnerki był kojący, ale delulu w głowie April było mocniejsze od każdej siły tego świata. Niespecjalnie wiedziała, jak funkcjonuje się w tracie takich akcji. Znała jakieś podstawy i mniej więcej pamiętała, kto komu podlega, ale to tyle. Czy to oznaczało, że któryś z nich zrobił coś, co mogło narazić Teddy? Jeżeli tak, to na bank ich zamorduje.
— Nic im nie jest, siedzą wszyscy na korytarzu i czekają, aż ten buc ich tutaj wpuści. — Uśmiechnęła się znów słabo, chcąc ją szybciej uspokoić. Ich stan psychiczny i zdrowotny był dla niej teraz kwestią co najwyżej ośmiorzędną, ale wiedziała przecież, jak ważni byli dla samej Teddy. Nie chciała dokładać jej niepotrzebnych zmartwień.
Trochę pobiłam Donovana — dodała jeszcze, znów odwracając na moment wzrok w stronę drzwi, jakby sprawdzała, czy facet nie czai się za rogiem, żeby się jej odwinąć.

Zaopiekuj się mną Mocno tak

if we never make it, at least we can say we died trying

: pn kwie 13, 2026 8:01 pm
autor: teddy darling
Już kilkakrotnie zbierała opieprz za to, że na siebie nie uważała. April miała ten komfort, że nie była tego świadkiem. Zwykle koledzy z jednostki powiadamiali wtedy tylko rodziców Teddy, ewentualnie jakieś jej byłe partnerki, o ile o to wcześniej poprosiła. Resztę informowała o wszystkim sama, najczęściej podsyłając zabawne fotki ze szpitala z krótkimi wyjaśnieniami. Dlatego Finch nie zdawała sobie dokładnie sprawy, o czym Darling właściwie mówiła. No to teraz będzie miała świetną okazję zobaczyć wściekłego Trevora.
Gdyby tylko wiedziała, co się teraz dzieje w głowie April, pewnie parsknęłaby śmiechem. I to takim, który natychmiast skończyłby się sykiem bólu i karcącym spojrzeniem lekarza prowadzącego. Bo Teddy naprawdę nie miała w głowie żadnych innych bab. Ani jedna. Zero miejsca. Kolejka zamknięta, brak wolnych terminów, proszę spróbować w następnym życiu. Leżała w tym szpitalnym łóżku, obolała, podpięta aparaturami, z kablami ciągnącymi się po ziemi i jedyne, o czym była w stanie myśleć - poza tym, żeby nie kaszlnąć, bo to bolało jak diabli - to April. I to jak się martwiła i próbowała udawać, że wcale tego nie robi. Jeśli już miała się na coś złapać, to co najwyżej na własne głupie pomysły. Na przykład na to, że jak tylko ją wypiszą, od razu zacznie zgrywać bohaterkę.
Jak to nie chciał ci powiedzieć? — popatrzyła na nią lekko zdezorientowana, wyraźnie zbita z tropu. Na początku naprawdę wyglądała tak, jakby kompletnie nie załapała o co chodzi. Coś jednak nie zgadzało się w równaniu, które przecież powinno być banalnie proste. Jej spojrzenie na moment uciekło gdzieś w bok, jakby szukała potwierdzenia w pustej ścianie albo w tych wszystkich beznadziejnie białych szafkach, które niczego nie wyjaśniały.
Aha — wypuściła powietrze przez nos. Coś zaklikało i już wiedziała. Chodziło o te wszystkie formularze, które kiedyś wypełniała bez większego namysłu. — Rodzice pewnie nadal są wpisani jako osoby pierwszego kontaktu. Nie zmieniłam tego — przeniosła wzrok na April, cmokając przy tym z niezadowoleniem. — Jakoś nie przyszło mi do głowy — wyjaśniła, bo zazwyczaj nie myślało się o takich rzeczach, kiedy wszystko było dobrze i żaden strop nie walił się na łeb. — Zrobię to na dniach. Upoważnię cię do wszystkich informacji medycznych — zapewniła i tym razem to ona przycisnęła sobie do ust dłoń ukochanej. Teraz Teddy będzie miała wystarczająco dużo czasu, a skoro tak się niefortunnie złożyło, że i tak była na miejscu, faktycznie mogła zająć się tym jeszcze przed wypisem ze szpitala.
Z czym miała się nie wygłupiać? A z czym to się nie wygłupiła! Wypuściła powietrze z płuc, o wiele głośniej niż wcześniej i zacisnęła usta w wąską linię. Nie wiedziała, jak to ująć, żeby zabrzmiało sensownie i żeby Finch pojęła, o co jej chodzi. Przynajmniej po części.
Blaze mówił, żebym zawróciła, ale go nie posłuchałam — powiedziała, spuszczając wzrok. Nie była z siebie dumna, chociaż pewnie zrobiłaby to znowu. — Przeszukiwaliśmy sektory, została jeszcze jedna część magazynu i... Tam mogli być ludzie, April — podniosła na nią oczy, szukając zrozumienia. Czy faktycznie byli? Tego nie wiedziała, bo urwał jej się film, a przecież jeszcze nie rozmawiała z chłopakami, którzy sterczeli za drzwiami.
I pewnie będą wisieć tam tak długo, aż doktor buc nie pozwoli im zajrzeć do środka. Zawsze tak się działo, jeśli komuś z ekipy działa się krzywda.
Poczekaj — uniosła wysoko brwi i spojrzała na partnerkę z lekkim rozbawieniem. — Co zrobiłaś? — parsknęła śmiechem, wyobrażając sobie jak Finch okłada Jetta pięściami. — Ale dlaczego? — zapytała, bo przecież Donovan nic nie zrobił i nie był niczemu winien!
Już miała ją o tym zapewnić, ale w tym samym momencie drzwi uchyliły się i do środka weszli Darlingowie. Przez chwilę nie ruszyli się z miejsca, chcąc mieć pewność, że Teddy nie stało się nic strasznego i wtedy ojciec zmaterializował się przy łóżku.
Czyś ty do reszty zdurniała?! — wysyczał przez zaciśnięte zęby. Did you put your name in the Goblet of Fire? Dumbledore asked calmly. Gdyby nie to, że Teddy była tak owinięta kablami, to pewnie zacząłby szarpać ją za pidżamę.

nikt nie mógł zmienić trajektorii tych splątanych dusz, bez siebie ani rusz

if we never make it, at least we can say we died trying

: pn kwie 13, 2026 8:21 pm
autor: April Finch
Byłaby w stanie naliczyć tyle samo momentów, w których chciała wpuścić Teddy do swojej głowy, jak tych, w których za nic w świecie nie pozwoliłaby jej tam wejść. Teraz zdecydowanie skłaniała się ku temu drugiemu. W środku działo się za dużo, wszystko było zdecydowanie zbyt stresujące. Nie chciałaby jej tym wszystkim przytłoczyć, bo przecież zauroczone lekarki to tylko wierzchołek góry lodowej. Pod powierzchnią czaił się ogromny, obleśny potwór – ale nie zielony. Czarniejszy od nicości, animizacja totalnej niewiadomej. Miał wyraźną ochotę pożreć April, pogruchotać jej wszystkie kości. Jeżeli takie monstrum zapanowywało nad jej głową przy względnie drobnym wypadku, nie chciała nawet myśleć, co mogłoby się stać, gdyby Teddy spotkało coś dużo gorszego.
— Spokojnie, przecież wszystko rozumiem. Nie spiesz się tak z tym uzupełnianiem, przecież nie masz w planach tu wylądować za szybko z powrotem, co? — Poczuła jednak ulgę. Żarty żartami, ale takie potwierdzenie, że Teddy chce to załatwić jak najszybciej, było bardzo przyjemne. Nie była na nią zła, że zapomniała tego zrobić. Finch nie miała pojęcia, czy ktokolwiek był wpisany w jej dokumenty. Nie zdziwiłaby się, gdyby figurowało tam nazwisko jakiejś byłej, o której dziś już nawet za dobrze nie pamięta, ale w momencie wpisywania jej tam wmawiała sobie, że dziewczyna będzie dla niej całym światem. No albo jednak była tam po prostu Kira. Bo przecież nie rodzice, oni w życiu nie mogliby się o czymś takim dowiedzieć jako pierwsi.
Ściągnęła brwi, przyglądając się jej minie. Nadal nie była pewna, co to wszystko oznacza. Jacy znowu ludzie i co to ma do rzeczy? Przez moment nie była nawet w stanie zrozumieć, co Blaze ma do tej całej historii. Chwilowo wyrzuciła z głowy wszystkie fakty o świecie, jakie tylko istniały. Mina Teddy była co najmniej alarmująca. Przecież ta kobieta ma naprawdę niewiele powodów do wstydu. Umysł April rozkręcał się niestety bardzo powoli. Był zbyt zajęty wytwarzaniem w tle pięciuset kolejnych scenariuszy, żeby zatrybić odpowiednio szybko. Na dodatek strażaczka rozproszyła ją tym pytaniem o Donovana, a Finch odruchowo chciała jej od razu wszystko wytłumaczyć. Nabrała powietrza, żeby opisać sytuację, kiedy nagle usłyszała dźwięk otwieranych drzwi.
Odruchowo cofnęła się o dwa kroki. Chciała zrobić Darlingom miejsce dostępu do swojej córki, przecież ona się zdążyła nią przez te kilka sekund nacieszyć. Chwila, jak to siedziała tu dłużej niż kilka sekund? W ogóle tego tak nie odczuwała. Cóż, mogła się też nieco bać wpierdolu. Sama przecież nie raz dostawała po uszach od rodziców Teddy, choć na pewno nie aż tak jak od własnych. Starali się nie włazić z butami w jej życie, ale jak ktoś ma tak durny umysł, jak April, to trudno zawsze zachowywać milczenie.
— Dzień dobry. — Zmusiła się do kolejnego nieszczerego uśmiechu, spoglądając na Theresę. Starała się wyglądać tak, jakby wszystko było w porządku i w ogóle nie mieli się czym już martwić. Pewnie i tak jej nie uwierzą. A zresztą, Theresa była w tej kwestii od niej dużo mądrzejsza.
— Rozmawialiście może z lekarzem? Albo wiecie, kiedy się tu wreszcie pofatyguje? — zapytała, nie będąc w stanie się powstrzymać i cierpliwie poczekać, aż sami podzielą się z nią wiadomościami. Fakt, że lekarz nie przyszedł tu z nimi od razu był dla niej wystarczająco nie do zniesienia.

Tyle samotnych dróg musiałem przejść bez Ciebie. Tyle samotnych dróg musiałem przejść by móc, odnaleźć Ciebie tu

if we never make it, at least we can say we died trying

: pn kwie 13, 2026 10:48 pm
autor: teddy darling
Nie planowała szybkiego powrotu do szpitala. Właściwie w ogóle nie miała tego w swoim bingo na ten rok. Ale czy kiedykolwiek dało się przewidzieć takie sytuacje? W teorii zawsze była przygotowana do akcji. Wiedziała, żeby się nie wychylać i zachować ostrożność. W praktyce... No w praktyce zostawała przygnieciona przez kawałki dachu. Albo traciła słuch po niespodziewanej eksplozji, godząc się w myślach z tym, że będzie musiała już do końca życia posługiwać się językiem migowym. Dobrze, że taki znała! W każdym razie decyzja już zapadła - April miała zostać jej osobą pierwszego kontaktu. Pierwszą do wszystkiego, co dotyczyło zdrowia Teddy. Oby tylko nie wydzwaniali do niej co tydzień z wieścią, że jej partnerce znowu przytrafiło się jakieś nieszczęście, bo dziewczyna jeszcze fiknie na zawał.
Chciała ją jeszcze jakoś uspokoić. Albo chociaż zagadać i zmienić temat na lżejszy, żeby nie kręcić się w kółko wokół tych samych myśli. Już nawet otworzyła usta, gotowa rzucić głupim żartem, kiedy nagle wszystko wzięło w łeb. Rodzice skutecznie ją uprzedzili. Drzwi nawet nie zdążyły się dobrze zamknąć, a ojciec był już przy niej, dosłownie w dwóch, może trzech szybkich krokach. Darling wzdrygnęła się odruchowo. Nie dlatego, że się go bała, ale ta energia, z jaką do niej podszedł, wbiła ją w szpitalne łóżko. Ta reakcja była w pełni uzasadniona. Zwłaszcza teraz, kiedy była w połowie poskładana z bandaży i kabli.
Trevor nył wściekły. To było widać od razu. W napiętej szczęce i w tym, jak jego spojrzenie przeskakiwało po Teddy, próbując ocenić wszystkie szkody naraz i jeszcze znaleźć winnego. Ale w jego oczach, pomijając złość, malowała się również troska.
Tato, nic mi nie jest — powiedziała od razu, prostując się nieznacznie. — Mam dwie ręce i dwie nogi, widzisz? — zaprezentowała z dumą wszystkie kończyny.
Ale na łby to chyba żeś się z chujem pozamieniała, co? — pokręcił z dezaprobatą głową. Trudno było stwierdzić, czy mówi poważnie, czy schodziły z niego pierwsze emocje i miało to być coś w rodzaju żartu. Szkoda, że musiał mieszać w to męskie przyrodzenia. — Jett mi wszystko opowiedział. Gdzieś ty się tam pchała, dzieciaku?
Theresa stanęła nieco z tyłu, zaraz obok April. Zdążyła już zlustrować wzrokiem swoją córkę i ocenić obrażenia. Przyjrzała się pomiarom na aparaturze i karcie zawieszone w na końcu łóżka. Dopiero wtedy uśmiechem odpowiedziała na powitanie Finch, kładąc jej rękę na ramieniu.
Zdążyłam zamienić z nim kilka słów, zanim poszedł na obchód. — wyjaśniła spokojnie, najwyraźniej doskonale zdając sobie sprawę z jej zdenerwowania. — Najważniejsze, że stan Teddy jest stabilny i nic nie zagraża jej zdrowiu— pokiwała głową, jakby chciała umocnić wypowiedziane słowa, ale zaraz nachyliła się w kierunku April żeby tylko ona mogła ją usłyszeć. — Trochę niepokoi ich ten bark, ale na razie jest zbyt spuchnięty, żeby prześwietlenie mogło wykazać coś więcej — dodała na tyle cicho, na ile zdołała, co i tak nie umknęło Teddy, która właśnie starała się wyjaśnić ojcu, że naprawdę nic takiego się nie stało.
Zachowujesz się tak, jakby to był pierwszy raz — prychnęła pod nosem, wyraźnie poirytowana jego reakcją. — Ryzyko zawodowe. Wiesz, co to w ogóle znaczy? Prawdopodobieństwo wystąpienia niepożądanych zdarzeń związanych z wykonywaną pracą. Mówi ci to coś? — przeniosła wzrok na szepczącą matkę. — Chciałam tylko przypomnieć, że dalej tutaj jestem — pomachała, chcąc zwrócić na siebie uwagę. Jeśli rodzice dowiedzieli się o czymś, o czym do tej pory nie powiedział jej lekarz, chciała wiedzieć. Miała do tego prawo! — April? — przeniosła spojrzenie w przekonaniu, że chociaż ona nie zacznie wciskać jej żadnego kitu.

być blisko ciebie, to jak wygrać życie

if we never make it, at least we can say we died trying

: wt kwie 14, 2026 8:46 am
autor: April Finch
Obecność Darlingów powinna rozładować atmosferę. Może i Trevor był wściekły, a Teddy sprawiała wrażenie nie tylko zestresowanej, ale i zmęczonej ich obecnością, ale przecież wcale tak nie było. Na pewno cieszyła się, że miała ich przy sobie. Wszystkie emocje wynikały przecież z troski. Przybiegli tu oboje od razu, jak tylko dostali telefon. Tacy bliscy to skarb. I to nie taki, który chce się trzymać zakopany gdzieś daleko i głęboko pod ziemią. Powinni być jak najczęściej i jak najbliżej – w granicach rozsądku, wiadomo.
April też bardzo chciała dać się porwać tej uldze i uziemić w ich kojącej obecności. Ale nie była w stanie wcisnąć emocji w kąt. To wszystko było zbyt odrealnione, a kolejne wyjaśnienia, jakie otrzymywała od poszczególnych osób, tylko zaogniały klęskę żywiołową, która wciąż działa się w jej głowie.
Nawet chujowe żarty Trevora nie wybiły jej z tego rytmu. W normalnej sytuacji pewnie byłaby zachwycona, jak dziesięciolatek, któremu udało się podsłuchać jakiś wulgarny żart na rodzinnej imprezie. Ale teraz jakoś te łby i chuje się od niej odbiły, nie dając szans nawet na szczery uśmiech, a co dopiero rechot.
— Stabilny i nic nie zagraża jej zdrowiu — powtórzyła automatycznie, jakby wypowiedzenie tych słów na głos jeszcze kilka razy miało sprawić, że jej ukochana szybciej wróci do zdrowia. A może po prostu liczyła, że w ten sposób szybciej wbije te fakty do własnego, durnego łba? Trudno powiedzieć. To wszystko przecież nadal były strasznie ogólne informacje. No i ten cały bark! Co, jeśli strażaczka utraci w nim pełną mobilność? April oczywiście w ogóle by to nie przeszkadzało, to tylko jakiś drobiazg. Ale jej partnerka nie będzie z tego powodu zadowolona. Pewnie będzie co najmniej wściekła. A jeżeli to utrudni jej funkcjonowanie w pracy? Przecież nie odejdzie ze straży, póki faktycznie miała przyczepione do ciała cztery kończyny. Żeby być bezpiecznym na akcjach, należało być w pełni sprawnym. A co, jeśli następnym razem przeszacuje możliwości własnej ręki i stanie się coś dużo gorszego?
Już ta historia brzmiała na mocno przeszacowaną. Fakty powoli przedzierały się przez tłum myśli April, uświadamiając jej, co dokładnie się wydarzyło. Czemu nikt po prostu nie mógł jej powiedzieć wprost? Donovan ujął to wszystko jakoś inaczej. Bezpieczniej. I chyba nie do końca szczerze. Teddy wepchnęła się w miejsce, w którym nie powinno jej być. Naraziła się i dostała w łeb. Ale przecież nie mogła być na nią zła. Strażaczka robiła to, żeby kogoś ratować, a to przecież bardzo szlachetne. Nie przetłumaczy jej w żaden sposób, że całe Toronto mogłoby spłonąć żywcem, byle tylko Darling przeżyła. To w ogóle nie dotrze do jej serca i światopoglądu. To przecież jeden z elementów, za które ją tak kochała. A przynajmniej tak myślała jeszcze wczoraj. Teraz to wydawało się strasznie nieatrakcyjne.
— Tak, zawodowe — rzuciła od razu, czując na sobie ciężar spojrzenia ukochanej. Słowa docierały do niej, jakby była pod wodą. Wszystko było mętne i strasznie bez sensu. Czuła jak robi jej się gorąco, jakby wróciła do szkoły i sterczała przy tablicy na matematyce, nie rozumiejąc ani słowa z tego, co mówi do niej nauczycielka i nie będąc w stanie wydusić żadnego z samej siebie.
— Bark. Muszą ci sprawdzić dokładniej ten bark, ale jest opuchnięty — dodała, bo to wydawało się dużo sensowniejsze. Pewnie dlatego została zaczepiona. Odwróciła wzrok w stronę drzwi, znowu licząc, że pojawi się w nich wybawienie, tym razem w postaci lekarza. Ale raczej się na to nie zanosiło, skoro ruszył na obchód. No i opuchlizna raczej nie znika w przeciągu kilkunastu minut.

Byłaś serca biciem, Wiosną, zimą, życiem, Marzeń moich echem, Winem, wiatrem, śmiechem

if we never make it, at least we can say we died trying

: wt kwie 14, 2026 1:19 pm
autor: teddy darling
Bardzo ceniła wsparcie, które dostawała od rodziców. Nigdy nie musiała się zastanawiać, czy może na nich liczyć. Po prostu wiedziała, że może. Zawsze odbierali telefon i zawsze stawali obok, nawet wtedy, kiedy sytuacja wyglądała naprawdę kiepsko. Rozumiała ich strach, w końcu dla nich wciąż była przede wszystkim córką, a dopiero potem całą resztą. Tylko Teddy nie chciała być sprowadzana wyłącznie do tej roli. Była strażaczką. Nie przy okazji, ale na co dzień. To była jej praca i jej wybór. Wiedziała, z czym to się wiąże. Wypadki były wpisane w jej zawód, czy to się komuś podobało, czy nie. Zwykle nie, bo co było fajnego w świadomości, że Darling może któregoś razu nie wrócić z akcji? Sama widziała, jak jej koledzy z jednostki giną na służbie.
Matka radziła sobie z tym najlepiej. Może właśnie dlatego, że była lekarką. Miała w sobie ten zawodowy dystans i - przynajmniej do pewnego stopnia - potrafiła oddzielić emocji od faktów. Oczywiście się martwiła, to było widać, ale nie pozwalała, ale jej podejście nie rozjeżdżało się przy pierwszym lepszym problemie. Ojciec nie potrafił tego oddzielić. Nie widział strażaczki, która robi swoją robotę i wpadła w sytuację, jaka po prostu mogła się wydarzyć. Widział swoją córkę, która znowu wróciła poturbowana. Darł się na nią, jakby zrobiła to specjalnie.
I to właśnie ją męczyło najbardziej.
A teraz była jeszcze April, której nie mogła po prostu zbyć zmianą tematu i liczyć po cichu, że to wystarczy. I wcześniej faktycznie wystarczało, ale teraz Finch była w samym środku tego wszystkiego. Przez wszystkie poprzednie lata Teddy bardzo pilnowała, ile pokazuje i ile mówi. Chciała oszczędzić jej szczegółów. Wymijające odpowiedzi przychodziły jej zadziwiająco łatwo. Ucinała pytania, zanim zdążyły się na dobre rozwinąć, a niepokoju rozbrajała byle jakim żartem albo durnym memem, który miał odwrócić uwagę. I to działało! Ale teraz już nie mogła tak robić. W związku to przestawało mieć sens. Nie mogła już pisać, że to tylko draśnięcie, kiedy kończyła w szpitalu.
Darling spuściła wzrok, spoglądając na temblak, który utrzymywał jej kończynę w stabilnej pozycji. Lekarze na pewno wyolbrzymiali! W zeszłym roku podobnie gadali o niedosłuchu i co? Teraz też nic jej nie będzie i za dwa tygodnie wróci do pracy.
Trevy, chodźmy po kawę — odezwała się Theresa, odciągając męża za przedramię. — Może akurat spotkamy po drodze tego lekarza prowadzącego. Jak mu tam było? Caldwell? Chyba pracowałam z jego ojcem. Spróbuję się czegoś dowiedzieć — posłała pokrzepiający uśmiech April i rzuciła córce porozumiewawcze spojrzenie. Pan Darling niechętnie odsunął się od łóżka, ale posłusznie podążył za żoną, jeszcze mamrocząc pod nosem, jaka to Teddy jest durna i nieostrożna.
Kiedy drzwi zatrzasnęły się za nimi, strażaczka opadła na łóżko. Milczała przez dłuższy moment, aż w końcu odnalazła wzrokiem Finch i przywołała ją do siebie gestem ręki. Przesunęła się w bok, robiąc jej miejsce na brzegu szpitalnego łóżka.
Hej, popatrz na mnie — poprosiła i wolną ręką sięgnęła do jej podbródka. Ujęła go między palce i odwróciła w taki sposób, aby móc spojrzeć jej w oczy. — Co się dzieje? — zapytała spokojnie, z całych sił usiłując wejść do jej głowy. Bezskutecznie. — Wszystko będzie dobrze, zobaczysz. Nawet mnie nie boli — dodała i nieznacznie poruszyła unieruchomioną ręką. Co z tego, że była naszprycowana morfiną. — Czekaj, jak to mówią? Do wesela się zagoi? To teraz jak najszybciej muszę za ciebie wyjść — cały czas starała się zarazić ją pozytywnym myśleniem i dobrym humorem. Darling nawet nie dopuszczała do siebie opcji, że z tym barkiem rzeczywiście mogło być coś nie tak. Pewnie była w lekkim szoku, jak Marysia.
Opowiedz mi lepiej, jak pobiłaś Donovana — z uśmiechem pogładziła ją po policzku, bo przez nagłe przybycie rodziców, Teddy nie miała okazji usłyszeć tej historii.

tak mało brakowało, a patrz, jesteśmy cali. doszliśmy już do siebie i znowu grunt pod nami.

if we never make it, at least we can say we died trying

: wt kwie 14, 2026 1:55 pm
autor: April Finch
Ta cała szczerość była strasznie męcząca. Łatwiej było chować się za niedopowiedzeniami i udawaniem, że nic wielkiego się nie stało. Ale przecież już dawno wyminęły etap udawania i teraz zostało im wyłącznie otwieranie przed sobą całych serc. A to najwyraźniej łączyło się z takimi sytuacjami jak ta dzisiejsza. Wejście w relację z kimś, na kogo śmierć ostrzy kły średnio trzy razy w tygodniu było wyzwaniem. Może przynajmniej dzięki temu Finch nieco schudnie. W stresie zaciskał się jej żołądek i nie była w stanie niczego przełknąć, więc może w końcu przestanie narzekać, że ma za szerokie uda albo dziwny podbródek? Musiało przecież wyniknąć z tego cokolwiek dobrego.
— Caldwell — potwierdziła, słysząc gdzieś w tym całym szumie znajome nazwisko. Chciała okazać się jakkolwiek pomocna, a na nic mądrzejszego nie była w stanie wpaść. Wyglądało na to, że rodzice Teddy faktycznie ogarniają całą sytuację o niebo lepiej od niej. To w gruncie rzeczy bardzo niedobrze. Powinna być już do tego przyzwyczajona. Powinna przestać pozwalać emocjom robić sobie wodę z mózgu. Powinna po prostu się, kurwa mać, ogarnąć.
Zebrała się tylko na skinięcie głową Thersie. Nie odprowadziła ich wzrokiem, domyślając się, że nikt ważny i tak się nie zmaterializuje w tych drzwiach. W końcu najważniejsza osoba już była z nią w tym samym pomieszczeniu. Było jej głupio, że państwo Darling się stąd ulotnili, bo to chyba była jej wina. Nie planowała przecież ich w żaden sposób odsuwać od tej sytuacji, wolałaby żeby czerpali z niej dokładnie to, czego potrzebują, a nie to, co jest wygodne. Podeszła do strażaczki i przycupnęła na skraju łóżka, nadal martwiąc się, że w całym swoim nieogarnięciu zaraz przypadkiem zrobi jej jakąś krzywdę.
— Jesteś na lekach — przypomniała, nie dając się wkręcić w tę wizja życia bez bólu. Nie była przecież aż taka głupia, na jaką wyglądała. Nie dawali jej przecież prochów bez powodu. Na czysto pewnie bolałoby jak jasna cholera. Nie miała pojęcia, jak długo utrzyma się taki stan i jak długo jej partnerka będzie musiała się czymś faszerować.
— Zdecydowanie zbyt słabo. — Wzruszyła ramionami. Powinna spuścić mu mocniejszy wpierdol za to, jak kręcił. A może ciosy należały się komuś innemu? Kusiło ją, by rozszarpać ich wszystkich i wrzucić do kominka. Ale znajac życie, pewnie jakoś by się ugasili i poskładali od nowa. Na to też nie miała żadnego remedium.
— Daj mi moment, co? Za dużo energoli — rzuciła, podnosząc się z miejsca. Nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź, pomknęła w stronę drzwi. Wypadła na korytarz i rozejrzała się wokół nerwowo. Zignorowała pytające spojrzenia większości chłopaków. Zatrzymała się przed Blazem. Zacisnęła szczęki, czując, jak wściekłość znowu przejmuje nad nią kontrolę. Wpatrywała się w niego z dołu, nie będąc w stanie pojąć, jak taki wielki chłop nie był w stanie zapanować nad własną podwładną. Jakim cudem dopuścił do takiej sytuacji? Nie można przecież funkcjonować w roli kapitana i dawać wszystkim rozbiegać się jak dzieciom we mgle. Miała ochotę zadać mu miliard pytań, zażądać wyjaśnień, ale wiedziała, że nie powie jej niczego wartościowego. Mruknęła tylko coś wściekle pod nosem i ruszyła wzdłuż korytarza, nie oglądając się na resztę.
Czuła, że zaraz się porzyga. Albo zemdleje. Albo po prostu zwariuje. Nie miała pojęcia, gdzie w takich momentach szuka się ratunku, jeżeli Teddy nie była opcją. Nie miała nawet pojęcia, na jakim była teraz piętrze i jak daleko musiałaby iść, żeby się wydostać z tego budynku. Ale przecież nie mogła sobie pójść, póki wszystko nie było jasne.
Weszła do pierwszej toalety, na jaką natrafiła. Przeszła obok wszystkich kabin, chcąc sprawdzić, czy była w pomieszczeniu sama. Wszystko na to wskazywało. Krążyła nerwowo po pomieszczeniu, oddychając ciężko. Nie mogła przecież w funkcjonować w taki sposób, bo naprawdę się wykończy. Nie mogła reagować takim przerażeniem na sytuacje, które nawet nie zagrażały życiu Teddy. Co niby zrobi, jak kiedyś dotrze do szpitala, a jaj ukochana będzie nieprzytomna i na granicy ostatniego oddechu? Nie może być taką miękką pizdą, skoro tak żywo obiecuje jej, że chce przy niej trwać całe życie. A może ona po prostu nie nadawała się na kobietę strażaczki? Darling mówiła jej dziesiątki razy, że życie ich partnerów też nie jest takie proste i masa osób z tego po prostu rezygnuje. Może April też nie była do tego stworzona? Ale przecież była święcie przekonana, że jest stworzona dla Teddy, czemu więc to się nie łączyło? Nie była przecież w stanie wyobrazić sobie życia bez niej. Zatrzymała się wreszcie, licząc, że to samo zrobi jej głowa. Oczywiście nic z tego. Zacisnęła palce na brzegu umywalki.
— KURWA MAĆ — wydarła się, co słyszało prawdopodobnie całe królestwo. Nie przyniosło jej to upragnionej ulgi. Przeciwnie – wszystko przyspieszyło. Nie miała pojęcia, jak przekonać partnerkę, by na siebie uważała. Ich relacja ewidentnie nie była wystarczająco silną kartą przetargową. Ale z drugiej strony, czy w ogóle miała prawo się czepiać? Przecież Teddy robiła to wszystko ze szlachetnych pobudek. Nie mogła przecież kazać jej zmienić swojego serca, to dopiero byłby jakiś absurd. Ale co jeśli chęć ratowania innych kiedyś ją jej odbierze?
Nawet nie poczuła, kiedy łzy zaczęły ciurkiem spływać jej po policzkach. Zauważyła je dopiero patrząc na siebie w lustrze. Jęknęła nadal na granicy ciężkiej kurwicy i odkręciła kran. Obmyła twarz lodowatą wodą, starając się zapanować nad reakcjami organizmu. Nie mogła może panować nad Darling, ale nad samą sobą powinna.
— Ależ ty mnie wkurwiasz — warknęła, wpatrując się we własną mokrą twarz w lustrze. W ogóle sama sobie w tym momencie nie pomagała, co nakręcało jej szaleństwo jeszcze mocniej. Drgnęła przestraszona, słysząc otwierane drzwi. Do środka weszła jakaś pielęgniarka. Przyjrzała się jej badawczo, pewnie oceniając, czy April potrzebuje pomocy. Widziała pewnie gorsze rzeczy, więc skinęła jej tylko głową i zamknęła się w jednej z kabin. Finch wyszła z łazienki, odpuszczając sobie poprawienie rozmazanego w nerwach makijażu.
— Czekacie na jakieś specjalnie zaproszenie? — mruknęła, zatrzymując się przy drzwiach do sali, w której zostawiła Teddy. Przesunęła wzrokiem po strażakach, którzy niespecjalnie mieli w tym momencie ochotę na kłótnie z nią. Ale na pewno chcieliby zobaczyć swoją koleżankę. Otworzyła drzwi i machnęła ręką, zachęcając ich do wejścia do środka, korzystając z chwili, że ten niewydarzony lekarz nadal nie wrócił.

I czując Cię obok, opowiem o wszystkim, Jak często się boję i czuję się nikim

if we never make it, at least we can say we died trying

: wt kwie 14, 2026 3:24 pm
autor: teddy darling
Była na lekach. A dokładnie na konkretnej dawce morfiny, która nie tylko przytępiła ból, ale też skutecznie rozmyła granice między tym, co rozsądne, a tym, co tylko wydawało się rozsądne. Nie potrafiła sensownie ocenić, czy z tym barkiem faktycznie mogło być coś poważnego. Gdyby było naprawdę źle, ktoś by jej powiedział. Prawda? Lekarze nie ukrywaliby takich rzeczy. A może jednak? Może uznali, że lepiej jej teraz nie dokładać? Jeszcze zaczęłaby zadawać pytania, na które i tak nie ma jeszcze odpowiedzi.
Zmarszczyła lekko brwi, próbując to poukładać, ale myśl rozjechała się gdzieś po drodze i nie bardzo chciała wrócić na właściwe tory. Nie. To bez sensu. Najbardziej logiczne było jedno - trzeba było po prostu poczekać na dalszą diagnostykę, zamiast kręcić się w kółko wokół własnych przypuszczeń. Zresztą, jako niepoprawna optymistka nie miała zamiaru od razu zakładać najgorszego. Nie zamierzała w tej sekundzie widzieć siebie z jakąś trwałą niepełnosprawnością, a już na pewno nie zamierzała dopuszczać myśli, że mogłaby nie wrócić do pracy. To w ogóle nie wchodziło w grę.
To nie była jego wina — zdążyła powiedzieć, zanim April poderwała się na nogi. — Nie bądź dla nich zbyt surowa! — krzyknęła za nią, podpierając się na łokciu, a gdy partnerka zniknęła za drzwiami, opadła bezwładnie i wlepiła wzrok w śnieżnobiały sufit.
Ostatnie, czego chciała, to dokładać jej zmartwień. Już i tak widziała, jak bardzo to wszystko ją ruszyło. April przeżywała to na swój sposób, bardzo intensywnie, a Teddy nie chciała być kolejnym powodem, prze który tak się zadręczała. Nie chciała, żeby się nakręcała i zaczęła snuć wizje, które nie miały żadnego pokrycia w rzeczywistości. A wiedziała, że Finch ma do tego tendencję. Naprawdę chciała jej tego oszczędzić. Czy nie próbowała jej ostrzec, kiedy decydowały się na bycie razem? Mówiąc, że wpakowała się w związek ze strażaczką, dokładnie to miała na myśli. I za tym szło wszystko - od telefonów o dziwnych porach, po nagłe wyjazdy aż po konsekwencje. April wtedy przyjęła to do wiadomości. Przynajmniej tak się wydawało. Ale co innego usłyszeć, a co innego naprawdę tego doświadczyć.
Wyciągnęła rękę w stronę szafki, chcąc sięgnąć po telefon, ale już po chwili zorientowała się, że to nie ma prawa się udać. Stała odrobinę za daleko od łóżka. Odległość niby niewielka, ale w jej obecnym stanie nie do przeskoczenia. Spróbowała jeszcze raz. Bezskutecznie. Zamiast tego poczuła lekkie szarpnięcie i dopiero wtedy zauważyła, że zaplątała się w przewód od kroplówki. Zatrzymała się odruchowo, nie chcąc pogorszyć sytuacji i przez krótką chwilę po prostu tak trwała, z ręką zawieszoną nad podłogą i coraz wyraźniejszą irytacją gdzieś pod skórą. Westchnęła ciężko i opadła z powrotem na poduszkę. A przecież chciała tylko napisać krótką wiadomość do Jetta, żeby miał oko na Finch. Nie chciała, żeby April została z tym wszystkim sama. Żeby siedziała i mieliła to w głowie bez żadnego punktu zaczepienia.
Teddy nie miała pojęcia, ile czasu minęło, ale drzwi w końcu otworzyły się ponownie i do sali zaczęli gęsiego wchodzić jej koledzy z jednostki. Najpierw Secada, potem Johnson (Darnell, bo Jamal wciąż przebywał na zwolnieniu lekarskim), Donovan i Young. Na końcu weszła April. Wszyscy panowie mieli zawieszone nosy na kwitnę, więc chyba Darling mogła tylko podejrzewać, że ich ponowne spotkanie na korytarzu z Finch nie należało do najmilszych.
Jak się czujesz? — Erick wyciągnął rękę, żeby zbić z nią żółwia, a reszta podążyła jego śladem. Wszyscy, poza Blazem, który stanął z tyłu. Widać było, że korciło go, żeby porozmawiać z April, ale nie wiedział, jak się za to zabrać.
Wyśmienicie — odparła, ale na ten moment tak właśnie było. Znieczulenie nie puści jeszcze przez kilka godzin. — A wy? Jesteście cali? Udało się ugasić magazyn? — zasypała ich lawiną pytań.
Darnell podszedł bliżej monitora. Obejrzał maszynę z każdej strony i przypadkowo wcisnął jakiś przycisk. Coś zaczęło pikać, więc w popłochu zaczął naciskać guziki aż zdołał uciszyć dźwięki.
Chcieliśmy, ale Whitman kazał nam zostawić to ekipie z sto jedenastej, więc przyjechaliśmy od razu tutaj — wyjaśnił Jett, odgarniając Teddy kosmyk włosów za ucho. — Miałaś rację co do sektora B. Byli tam ludzie. Sześciorgu pracownikom ogień odgrodził drogę ucieczki.
Żyją? — dopytała natychmiast i odetchnęła dopiero, gdy Donovan skinął z uśmiechem głową. Co za ulga.
Blaze przysunął się bliżej April. Otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale szybko je zamknął. Zaraz spróbował jednak jeszcze raz.
Naprawdę próbowaliśmy ją zatrzymać — mruknął, wskazując podbródkiem na Darling. — Kazałem jej zawrócić, ale nie posłuchała. Wiesz, jak bardzo bywa uparta. Jak coś coś ubzdura, to trudno nad nią zapanować. To był dosłownie ułamek sekundy. Naprawdę bardzo mi przykro, April — powiedział i wszystko, co próbował przekazać, było całkowicie szczere. W zeszłym roku stracił na swojej zmianie RJa, a ostatnio poważne obrażenia odniósł Jamal. Takie zdarzenia zawsze mocno poruszały całą ekipę.

w tobie, we mnie i w tym znanym też. pod warstwami bzdur, tańczy sobie cicho strach i ból

if we never make it, at least we can say we died trying

: śr kwie 15, 2026 8:48 am
autor: April Finch
Oprócz kaplic w szpitalach powinni tworzyć takie pokoje do demolowania rzeczy. Kanadyjska służba zdrowia była przecież niczego sobie, zdecydowanie powinni o tym pomyśleć. W przypadku Teddy modlitwa nie była potrzebna, przecież nie było aż tak źle. Ale gdyby tylko April mogła się teraz tak porządnie wyżyć, pewnie zrobiłoby jej się lżej. Na bank nie była jedyną osobą z takim podejściem. Zapewne większość wściekała się na niesprawiedliwość samych chorób, ale przecież wariatów nie brakowało. Czy w tym szpitalu był oddział psychiatryczny? Powinna się tym później zainteresować.
Weszła do pokoju za wszystkimi i zamknęła za nimi drzwi, licząc, że jakkolwiek ochroni to ich przed tym nieprzyjemnym lekarzem. Raczej nie było na to szans, przecież może tutaj wchodzić jak do siebie. Ale liczyło się wrażenie. A zresztą! Niech tylko spróbuje mieć pretensje. Tym razem z przyjemnością się na nim wyżyje, w ogóle nie będzie się ograniczała. Powinien przecież wiedzieć, że w rekonwalescencji bardzo ważny był też stan psychiczny pacjenta, a Teddy na bank zrobi się lepiej, jak pogada z chłopakami. Może nie wpływało to na bark, a może właśnie odkrywali nową gałąź medycyny?
Zatrzymała się gdzieś z tyłu, dając chłopakom przestrzeń. Nie mogła się przecież wyłącznie na nich wściekać. Niech też mają coś od życia, a przecież nic lepszego od obecności Teddy ich nie spotka! Skrzyżowała ręce na piersi, bacznie obserwując, co ta banda wyprawia. Stado chłopów w jednym pomieszczeniu w prosty sposób mogło doprowadzić do tragedii, warto mieć na nich oko. No dobrze, tak naprawdę liczyła, że to będzie kolejną cegiełką, którą dołoży do zbudowania muru wokół własnego łba. Skoro tak po prostu się nie uspokoi, to przynajmniej poudaje, że się udało.
Uniosła brew, przyglądając się Darnellowi, który chyba pomylił szpitalną maszynę z konsolą do gier. W normalnej sytuacji pewnie setnie by ją to rozbawiło, ale teraz nie zadziałało aż tak pozytywnie. Ale hej, w ogóle nie zwróciła mu uwagi! Cierpliwie przyglądała się, jak facet próbuje doprowadzić wycie do porządku. Skinęła głową, gdy mu się to udało. Totalnie nie było powodu, żeby się na niego denerwować.
Przysłuchiwała się streszczeniu wydarzeń ze sporym zainteresowaniem. Oczywiście okazało się, że ostatecznie Teddy miała rację i zrobiła dobrze. Była z niej naprawdę dumna, a przy okazji jeszcze bardziej wkurwiona – tym razem głównie na siebie. Naprawdę nie powinna mieć tak dużych problemów z panowaniem nad emocjami, szczególnie w takich sytuacjach. Gdzieś głęboko w tle podświadomości zdawała sobie również sprawę, że jechanie w tym momencie do spodu z samą sobą było kretyńskie, ale tego nie była w stanie zatrzymać. Zawsze, gdy myślała, że jej to przeszło, dochodziło do takich sytuacji. Długo łudziła się, że wreszcie pozbyła się z głowy tego wewnętrznego sabotażysty, a potem okazywało się, że wracał do niej ze zdwojoną siłą, udowadniając jej, że wszystko, co myślała o nim do tej pory, to były tylko próby przed głównym spektaklem.
Z zamyślenia wyrwał ją głos Blazea. Obróciła głowę, skupiając się tym razem wyłącznie na nim. Tłumaczenie brzmiało sensownie. Teddy była strasznie uparta i pewnie nawet wołami by ją nie zatrzymali. A jednak Finch czuła w środku jakąś niesprawiedliwość. Po cholerę istniała ta cała hierarchizacja, skoro wszyscy w jednostce mieli ją w dupach? Pewnie teraz też trochę przesadzała, ale trudno. Gdyby jej podwładni mieli w takim poważaniu jej rozkazy to... nic by się nikomu nie stało. Przynajmniej fizycznie. Najwyżej straciliby pieniądze.
— Najważniejsze, że nie stało się nic poważnego — mruknęła dużo bardziej nieprzyjemnym tonem niż początkowo zamierzała. Strażak i tak wyglądał już jak zbity pies, dokładanie mu nie było przecież w jej stylu. Miał własny rozum, doskonale rozumiał, że to jedna z tych sytuacji, która nie powinna się wydarzać, ale na pewno wydarzy się jeszcze niejednokrotnie. I to będzie ciążyło na jego barkach. Ale nikt go przecież nie zmuszał do objęcia tego stanowiska.
— Wy wszyscy jesteście nienormalni — rzuciła, wpatrując się w Secadę, który – najwyraźniej nieco rozproszony – poprawiał właśnie włosy, próbując wypatrzeć cokolwiek we własnym odbiciu w oknie. Wciąż było jednak za jasno, by szyba stała się porządnym lusterkiem. April westchnęła ciężko i podeszła bliżej Erica. Skinęła na niego dłonią, by się do niej nachylił i przeczesała mu palcami kudły, pozbywając się sprawnie dziwacznie sterczącego z tyłu zadziora. Otrzepała resztki kurzu albo tynku z jego ramion i poklepała go po policzku na znak, że teraz był już gotowy. Oparła się biodrami o parapet i skupiła wreszcie wzrok na Teddy. Tu przynajmniej miała na nią dobry widok. I była bardzo daleko od Younga.
— Przyjdźcie za parę dni do nas ją spić, co? Przecież inaczej rozniesie chałupę na tym zwolnieniu — zaproponowała, starając się brzmieć jak najbardziej nonszalancko. Wydarcie mordy pomogło jej tylko odrobinkę. Przynajmniej dostała jasny znak od mózgu, że tak szybko nie pozbędzie się problemów. Najlepszą metodą było więc udawanie, że wcale nie istniały, a zaproszenie chłopaków na popijawę było całkiem niezłym rozpraszaczem na start.

Jak para zmieniam stan, Unoszę się do chmur. Spadam kulami gradu, Topnieję u Twych stóp