Strona 2 z 2

somewhere we can hide

: sob kwie 18, 2026 2:23 pm
autor: Ethan Hartley
To pytanie bez wątpienia będzie musiało w pewnym momencie paść, stawiając ich w konieczności zadeklarowania rosnących względem siebie uczuć, którym nie dało się zaprzeczyć. W obecnej chwili rozważania na ten temat nie były jednak istotne.
Ethan skupił na Cherry całą swoją uwagę, dając jej siebie jako oparcie, jednocześnie nie próbując specjalnie dociekać, co to tak właściwie znaczyło. Mimo wszystko wciąż musiał myśleć pragmatycznie - dawał jej przestrzeń na oswojenie się z jego obecnością w jej pobliżu, bo chęć określenia ich relacji mogłaby odczytać jako nacisk z jego strony, a to z kolei byłoby krokiem w tył. Ciężko pracował na to, by stać się jej słabością, której chciałaby ulec. Wprost przeciwnie do niej - po tamtej nocy przestała być mu obojętna, nawet się szczególnie nie starając.
Nic ich nie zamknie. Cokolwiek zrobimy, i tak ludzie będą wygadywać różne rzeczy, żeby nakarmić swoje niskie ego - przyznał głosem pozbawionym wątpliwości, czując uderzenie jej chłodu, na które pozostał niewzruszony. - Niekiedy po prostu należy odpuścić i to zignorować. Lepiej tak, niż pokazać, że ich głupie gadanie Cię dotknęło - skwitował, wskazując na to, że w ich świecie nie mogli pozwolić sobie na okazywanie słabości przy wszystkich. Odpuszczanie było sztuką, której trzeba było się nauczyć, żeby narastające obawy całkowicie cię nie pochłonęły. Dlatego mężczyzna patrzył z bólem na to, jak Cherry świadomie rezygnowała z własnego dobra, byle nie wywołać plotek, zupełnie nie potrafiąc pojąć, czemu ciągle tak usilnie to robiła.
Na szczęście, bez względu na to, czy było to kwestią jej świadomej decyzji czy nacisku z jego strony, w jego ramionach pozwoliła sobie na okazanie słabości. W tym czasie myśli Ethana wciąż mimowolnie błądziły w temacie odpuszczania, co ostatecznie wywołało w nim impuls, by nakłonić ją do wyjścia. Gdy spojrzała na niego zaskoczona, w jej brązowych oczach dostrzegł zaintrygowanie pomieszane z nagłą potrzebą zniknięcia. Na jej pytanie uśmiechnął się odrobinę bardziej. Zawsze wszystko musiała wiedzieć?
Niedaleko. Po prostu… zaufaj mi - powiedział niskim, ciepłym tonem, wolną dłonią sięgając jej policzka, by delikatnie przesunąć po nim kciukiem w miejscu, gdzie jeszcze chwilę temu spływały jej łzy. Gdy zrobiła to ostatnio, zwyczajnie się mu poddając, na własnej skórze doświadczyła, że było warto. Teraz też nie zamierzał jej zawieść. Pod wpływem jego wspomnień zacisnął palce na jej talii nieco mocniej. Pamiętam. Wystarczyło tylko tyle i już wiedział, że się zgodzi. Niepostrzeżenie odetchnął, a jego oczy na ułamek sekundy rozbłysły.
Nie myśl o tym już. Teraz czas na myślenie o sobie - zaprzeczył ze zdecydowaniem w głosie. Jeśli nie potrafiła tego zrobić, on zamierzał o to zadbać. Wziął jej telefon z biurka i bezceremonialnie go wyłączył. - Proszę, ktoś chyba już stracił zasięg - na jego twarzy pojawił się łobuzerski uśmiech, z którym schował jej komórkę do marynarki, w bezpieczne miejsce, do którego później sama będzie mogła się dostać.
Jej pytanie sprawiło, że bezwiednie w zastanowieniu zwilżył wargi, na sekundę uciekając spojrzeniem gdzieś w bok. Umysł podsuwał mu oczywistą odpowiedź - robił to dla rodziców - ale w głębi siebie wiedział, że to od początku nie było takie zero-jedynkowe. Nie dało się o nią zabiegać i pozostać na nią obojętnym, zwłaszcza, gdy tkwiła w jego myślach nawet wtedy, kiedy nie znajdowała się w jego pobliżu.
Jest wiele rzeczy na tym świecie, których nie da się pojąć, a jednak istnieją i się dzieją - odparł przewrotnie, tajemniczo się do niej uśmiechając. Sam nie potrafił określić, co się z nim działo, gdy na nią patrzył, ani jak szybko zaskarbiła sobie miejsce w jego sercu, że tak się dla niej starał. Cherry kompletnie zawróciła mu w głowie.
Wyszedł z jej biura, na moment zostawiając ją samą, żeby po chwili spotkali się ponownie przy windzie. Nic do siebie nie mówiąc, gdy drzwi się otworzyły, weszli do niej, a on wyciągnął swoją kartę i przyłożył do czytnika, po czym nacisnął nagle podświetlony przycisk R. Gdy winda ruszyła w górę, zerknął na ciemnowłosą, na twarzy której malowało się zaskoczenie.
Mówiłem, że to nie będzie daleko - przyznał, zadowolony z tej niespodzianki, z całej siły hamując się przed tym, żeby, gdy kobieta stała tak blisko, nie złapać jej za rękę. Kiedy dotarli na miejsce, na korytarzu otworzył ciężkie drzwi i przepuścił ją w nich, a stukot jej obcasów poniósł się po płaskim dachu wieżowca.
Ich oczom ukazała się duża przestrzeń, w części której znajdowały się panele fotowoltaiczne z logiem ich firmy, ale to, co najbardziej przykuwało uwagę to zieleń krzewów porozstawianych w donicach, stwarzających przyjemną strefę wykorzystywaną na rzecz eventów. No i ten obłędny widok na całe Toronto, nieograniczony zimną ścianą szyb. Czy nie mogło być coś lepszego? Mogło. I Ethan właśnie na to patrzył.


Cherry Marshall

somewhere we can hide

: ndz kwie 19, 2026 8:14 pm
autor: Cherry Marshall
˗ˏˋ 🍉 ˎˊ˗

Odpuszczanie nie jest częścią mojej natury. — wycedziła wprost Charity. Nie liczyły się samoocena innych ludzie, kiedy chciała zachwycać własną perfekcyjnością. Stąd kontrolowanie każdej umowy, czytanie ich, by mieć pewność nieznalezienia żadnego kruczka pewnego, nawet mimo zapewnień prawników. Wszystko musiało być wyliczone. Wyrachowane. — myślałam, że tego już się nauczyłeś — stwierdziła, zakładając ręką na rękę. Chłód pozwalał się jej dystansować. Ethan za szybko się do niej zbliżał, sama chciała móc mu ulec. Schować się w jego ramionach przed całym światem. Odpuszczanie było sztuką, której nigdy nie zdążyła zbadać. We wszystkim musiała być n a j l e p s z a, dobrze było kontrolować każdy, możliwy ruch. Zwyciężać. Tylko w życiu nie zawsze dało się tak zrobić, ale tego Marshall nie zdążyła się jeszcze nauczyć. Od dziecka musiała być numerem jeden. Inaczej nie zostałaby prezeską.
Pamiętała. Dlatego tylko kiwnęła głową. Ciepły dotyk jego dłoni delikatnie przyśpieszył bicie jej serca. Raz jeszcze wciągnęła powietrze do własnych płuc. Potrafił ją zahipnotyzować. Raz mu zaufała i nie skrzywdził jej, ba wręcz prosiła o więcej. Czy teraz mogłoby być inaczej? Wystarczyło krótkie spojrzenie, krótka chęć stanięcia na palcach, by skosztować jego ust, smakujących ucieczką. Westchnęła ciężko, gdy chwycił ją mocniej. Tego właśnie potrzebowała. R z e c z y w i s t o ś c i. Ethan był z nią tu i teraz, trzymał ją mocno, ale wystarczyło, by chwycił jej telefon, a usta już same się jej otworzyły.
Co ty robisz?! — stanęła jak wryta. Nikt nie miał odwagi zabrać jej iphone'a. Przypominała kota z memów, próbującego rozwiązać najbardziej logiczny matematyczny problem — oddaj mi mój telefon. — powiedziała wprost, wyciągając dłoń w jego stronę i czekając na werdykt. Tyle że nie oddał, a ona już nauczona ich pierwszym spotkaniem, nie miała zamiaru wchodzić w jego fizyczną strefę — chyba Cię przegrzało, że będziesz go mieć cały czas — stwierdziła, oficjalnie protestując. Pięści zacisnęła — muszę być w kontakcie ze wszystkimi — Z Corą, z Charlim, z Caspianem, z całą rodziną i firmą — ja tak po prostu nie mogę znikać — zwłaszcza że już raz ktoś próbował ją porwać. Nie chciała powtórki z rozrywki. Nikomu o tym nie powiedziała, próbując wrócić do normalności, ale przy takich sytuacjach nie dało się tego zrobić.
Nie odpowiedziałeś na pytanie. — stwierdziła pokrętnie Cherry. Fakt, niektórych spraw nie dało się zrozumieć. Nie były zero-jedynkowe. Trzeba było na nie przystać, zmrużyć oko i dać się im naturalnie toczyć. Może dlatego wyszła po paru sekundach za nim, aż nie trafili do windy. Próbowała odrzucić wszelkie wątpliwości. Wyczuwała niepowtarzalny zapach jego perfum, właśnie dlatego odsunęła się na drugi koniec windy, trzymając dłonie przy jej ścianie.
Zaskakujesz mnie, Hartley — mruknęła, unosząc ku górze kącik ust ku górze. Ciekawiło ją, gdzie dokładnie ją zabierał. Nigdy nie znalazła się na najwyższym piętrze, ale widok zaparł jej dech w piersiach. Wpatrywała się w bezkresną panoramę Toronto, spoglądając w oddali na błękit jeziora Ontario. Refleksy promieni słonecznych błyszczały na ich twarzach, a jedynie wiatr niszczył całą idealną wizję.
Pięknie tutaj... — odwróciła się do niego przodem z wyraźnym uśmiechem. Chwyciła się delikatnie za ramiona, pocierając je dłońmi — ale trochę mi zimno, jak zaczyna wiać — ruszyła dalej w stronę zielonych roślin. Miał rację. Mogłaby zaszyć się tutaj przed całym światem, ukryć się w jego ramionach, które wiązały się ze zapomnieniem. Przy nim świat przestawał się liczyć. Mogła się cieszyć, płakać, śmiać się, czy złościć, a on i tak przy niej mocno trzymając ją za dłoń.
Mogę się przytulić? — spytała cicho, praktycznie niesłyszalnie. Na nowo odwróciła się ku niemu, by móc zlustrować jego twarz — tylko dlatego, ze wieje — dodała Cherry, robiąc krok. Dzielił ich dystans dosłownie na wyciągnięcie dłoni. Mógł ją pochwycić i ukryć we własnych ramionach — nie myśl sobie za dużo, Hartley — przybrała poważniejszą minę. Trudno było się jej przyznać do potrzeby bliskości. Próbowała powstrzymywać się rękoma i nogami, ale on... ją zmieniał.

somewhere we can hide

: pn kwie 20, 2026 11:32 pm
autor: Ethan Hartley
So if you're cold let me freeze for the both of us
I'll be your home
I'll hold you close, oh, I'll hold you


To dlatego wolisz zajmować swój piękny umysł rzeczami, na które nie masz wpływu? - dopytał nadal opanowanym głosem, w pytanie skrzętnie wplatając komplement, który świadomie zmieniał ton rozmowy. W tym czasie mężczyzna nie odrywał od niej swoich zielonych tęczówek, a jego kąciki ust uniosły się delikatnie ku górze. Chłód w jej głosie i zachowaniu powinien go odpychać, studzić jego zapał przed chęcią dotarcia do jej pięknego umysłu. Doskonale jednak wiedział, że to był tylko jej system obronny, który wpisany był w jej DNA, a Ethan dopiero odnajdywał sposób na jego obejście.
Spokojne podejście i zdeterminowanie były sukcesem do celu, bo już po chwili jej chłód ustąpił miejsca poczuciu bezpieczeństwa, jakie zaoferowały jego silne ramiona. W tej chwili zależało mu jedynie na tym, żeby przejąć od niej ból i cały trzymany w sobie chłód ogrzać swoim ciepłem, burząc wreszcie jej mur. Kiedy więc spojrzał w jej oczy, wydała mu się nadzwyczajnie krucha i absolutnie wyjątkowa. Nic dziwnego, że nie zamierzał w tym momencie zostawiać jej samej, a w jego głowie pojawił się dość szalony pomysł zmiany otoczenia.
Zgodziłaś się mi zaufać - przypomniał jej, bynajmniej nie zamierzając oddać jej telefonu mimo konsternacji wymalowanej na jej twarzy. - Przy mnie będzie bezpieczny - zapewnił z nieco aroganckim uśmiechem, klepiąc się po klapie marynarki w miejscu, gdzie obecnie znajdowały się dwie komórki, bo przecież nie zamierzał zaglądać do tej jej, a tylko ją przetrzymać na czas ich wizyty w miejscu, gdzie mogą się ukryć przed światem. - Możesz, Cherry. I to zrobisz - zapewnił ją, nie przyjmując jej protestów. Jasno wyrażała się na temat tego, jak musiała trzymać wszystko na swoich barkach. Potrzebowała oddechu. - Przy mnie będziesz tak samo bezpieczna, jak Twój telefon - dodał, patrząc na nią wzrokiem nie pozostawiającym żadnych wątpliwości. Nie wiedział o tych jej niedawnych przeżyciach, po prostu odnosząc się do swojej wcześniejszej wypowiedzi na temat komórki, niemniej uważał, że towarzystwo byłego boksera powinno być wystarczająco przekonujące.
Bo nie ma na nie prostej odpowiedzi. A raczej takiej, która zadowoliłaby Cię w pełni - uznał po kilku sekundach zastanowienia, patrząc na nią tak, jakby chciał, by wyczytała ją z jego oczu, zanim ostatecznie udali się do windy. Czemu tak się dla niej starał? Jakkolwiek chciałby oszukać samego siebie, tak czuł, że ich rodzice stanowili zaledwie ułamek tego, co pchało go do Cherry. Poza tym, gdyby szczerze wyznał przed nią swoją słabość, mogłoby się to jej nie spodobać, bo przecież zapierała się przed tym rękami i nogami. Na to pytanie naprawdę nie widział prostej odpowiedzi, która by jej odpowiadała. Na nią jeszcze miał nadejść czas.
Nie pierwszy raz i jeszcze nie ostatni - stwierdził cicho, odpowiadając na jej uśmiech nieco zawadiackim uniesieniem kącików ust. Przypatrywał się, jak z wyraźnym zachwytem rozglądała się po panoramie miasta, zdając sobie sprawę, że mógłby tak zaskakiwać ją częściej, byle tylko móc obserwować jej szczery, piękny uśmiech. Na ten widok mimowolnie po jego ciele rozlało się przyjemne ciepło.
Nie odwracał od niej wzroku, więc w pewnej chwili nie sposób było nie zauważyć jej trących o ramiona dłoni. Ściągnął nieznacznie brwi na jej pytanie, początkowo zaskoczony tą prośbą, by w następnej chwili pokiwać z wolna głową i rozbawieniem czającym się w jego oczach. - Nic nie mówię - mruknął i bez namysłu zdjął z siebie marynarkę, którą następnie otulił jej ramiona, patrząc przy tym w oczy Cherry, nieco dłużej, niż powinien, a w myślach po raz enty przyznał, że była wyjątkowa. Pod każdym względem. I czuł każdą częścią siebie, że potrzebowała znacznie więcej ciepła, niż to, o którym teraz mówiła, dlatego bez zastanowienia przyciągnął ją do siebie i przytulił mocno do swojej piersi niczym skarb, którym nie chciał się z nikim dzielić. Cholera, naprawdę c h c i a ł, żeby była całkiem jego. Przymknął powieki, przez chwilę po prostu delektując się bliskością ciemnowłosej, chroniąc ją przed wiatrem, raz po raz dmuchającym w jego plecy.
Tęskniłem - cichy szept wyrwał się z jego ust pod wpływem bijącego od niej ciepła. W tej jednej chwili, gdy zostali całkiem sami, bez żadnych świadków i z dala od problemów pozostawionych tam na dole, miał wrażenie, że noc wróciła. I że wracała do niego ta Cherry, którą poznał wtedy. Tą, którą nadal chciał poznać bliżej, i której nadal chciał spróbować słodyczy ust.

Cherry Marshall

somewhere we can hide

: wt kwie 21, 2026 5:50 pm
autor: Cherry Marshall
˗ˏˋ 🍉 ˎˊ˗

Niektórych spraw zwyczajnie nie można odpuścić — nawet jeżeli nie były zależne od Cherry. Były chwile, w których gromiła ludzi spojrzeniem, by przestali plotkować. Zdawało to egzamin. Podobnie jak przydzielanie jeszcze większej pracy niesfornym pracownikom. W Northland Power rządziła ona i choć czasami próbowała przymknąć oko. To wyniki musiały mówić same za siebie. Unosząc na niego wzrok, spodziewała się obronnej postawy, a jego uśmiech delikatnie zbił ją z tropu. Spojrzała na niego zdziwionym wzrokiem i przez kilka sekund nic nie powiedziała. Hartley jednak miał w swoje jakiś czas w oku.
Też mógłbyś mi zaufać, że nie będę z niego korzystać — odwracała świadomie konia ogonem. Zawsze to ona musiała udowadniać. Nawet w ich przedziwnej relacji nawiązała się taka prosta. Samodzielnie odebrała Koko, trzymała wobec niego dystans raz, za razem, a teraz? Znowu musiała się podporządkować, a to nie było w naturze Cherry. Była przewrotna, ale nienawidziła się uginać pod czyimś słowami — Hartley — spojrzała na niego morderczym spojrzeniem, wyciągając dłoń w jego stronę. Czekała na oddanie jej telefonu. Zaczęła tupać jedną nogą. Wszystko za każdym razem układało się po jego myśli. Westchnęła ciężko, kiedy nie dostała go we własne dłonie — to obym wróciła cała. Jeden już próbował mnie porwać — wycedziła przez usta, strzelając przy tym oczyma. Reakcja Marshall była trudna do odczytania. Coś mogło kryć się za jej słowami, ale równie dobrze nic w nich mogło nie być. O tym mu nie opowiedziała. Dalej obawiała się, że ktoś pociągnie ją za dłoń do czarnego zaułku i tak po prostu zniknie.
Coś przede mną ukrywasz? — spytała, przechylając głowę. Wyszli do windy, a dopiero w niej wybrzmiały kolejne słowa — tylko kłamcy nie potrafią odpowiadać wprost — ukrywał coś przed nią. Przez jej ciało przeszły dreszcze. Już wcześniej miała problemy z zaufaniem, ale przy Ethanie wydawały się one jedynie rosnąć i nie zatrzymywać się ani przez moment. Nabrała do płuc powietrza, próbując zanalizować całą sytuację. Do czego miałby nie chcieć się jej przyznać?
Widok Toronto ją ogłupił. Bezchmurne niebo, z którego całość rozświetlały promienie słoneczne. Wystawiała twarz, by delikatnie ją musnęły. Cisza. Dało się usłyszeć z dołu miejski gwar. Przejeżdżające auta, ambulans jadący, ale brak gapiów wystarczał jej na tyle, by mogła odetchnąć z ulgą. Uniosła kąciki. Faktycznie pięknie. Dłońmi próbowała okryć się przed wiatrem. Spoglądała na niego nieśmiało. Marynarka Hartleya pachnęła nim. Przez głowę przeszedł jej jeden obraz wspólnej nocy. Gdy otwierała powieki znajdowała się w jego ramionach. Spojrzała wprost w jego tęczówki. Zamiast wyrywać się, zaprotestować, wtuliła się w niego mocniej, wsłuchując się w miarowy, spokojny rytm jego serca.
Ja też... — powiedziała równie cicho. Cholera, przez twarz Cherry przeszło mnóstwo emocji. Pragnienie bliskości, radość, a później zażenowanie samą sobą i smutek. Dramat — może tęskniłam — musiała rozmiękczyć wypowiedź. Nie tęskniłaby przecież za nim. Kim on dla niej był? Całkiem sprawnym dyrektorem finansowym, dbającym o każdy szczegół — a co dokładnie chciałeś mi pokazać? — uniosła dłoń, by pogładzić go po policzku. Pod opuszkami wyczuwała charakterystyczne, klujące włoski. Znów chciał ją zaczarować? To mu się udało, bo nie mogła oderwać wzroku od jego tęczówek.
Oprócz tego widoku... — mruknęła, unosząc oba kąciki ust ku górze. Pytanie brzmiało, o który widok chodziło?

somewhere we can hide

: śr kwie 22, 2026 11:06 pm
autor: Ethan Hartley
W tym całkowicie się z Tobą zgadzam - zapewnił ją, potakując zgodnie głową, a jego usta rozszerzyły się pod wpływem nieco łobuzerskiego uśmiechu. Niektórych spraw rzeczywiście nie należało, a nawet nie można było odpuścić, ale bynajmniej nie miał tu na myśli głupich plotek. Fakt był taki, że nie zamierzał sobie odpuścić jej, co dało się zauważyć w jego gestach, słowach i sposobie postępowania. Był zdeterminowany, obecnie po to, by wywołać na jej twarzy uśmiech i odciążyć ją trochę od narastających problemów.
Ależ ufam Ci. I wierzę, że skupisz się wyłącznie na tym, co tu i teraz - opuścił nieco brodę w dół z całą swoją łagodnością, patrząc na nią swoimi zielonymi oczami w sposób, któremu trudno było się oprzeć. Jej telefon schowany w jego marynarce był jedynie zabezpieczeniem przed nagłą zmianą jej zdania. Obiecał jej, że niedługo wrócą, a świat nie mógł się w tym czasie całkiem zawalić. - W razie czego wiesz, gdzie jest - odparł, unosząc kącik ust w rozbawieniu, którego nie potrafił ukryć, widząc wzburzenie w jej oczach oraz tupanie nogą, jakby to miało zmienić jego zdanie. Musiał przyznać w myślach, że wyglądała naprawdę uroczo. - Tym bardziej powinniśmy przeprowadzić kilka lekcji samoobrony, żeby nikt więcej nie zrobił tego bez Twojej zgody - rzucił swobodnie, a po jego twarzy przebiegł lekki uśmiech. Proponował jej to tamtej nocy, a przypomnienie sobie o tym przyszło mu nadzwyczaj naturalnie. Bez względu na to, czy mówiła prawdę, której nie udało mu się wychwycić, czy tylko swoim zwyczajem wyolbrzymiała sprawę, oferta była nadal aktualna.
Nie mogę być trochę tajemniczy? - zapytał w odpowiedzi z rozbawieniem, zanim znaleźli się w windzie. Tam na jej stwierdzenie znów uniósł kąciki ust. - Złodziej, porywacz, kłamca. I to wszystko w jednej osobie - pokręcił głową w rosnącym rozbawieniu i zerknął na Cherry, zupełnie nie biorąc sobie własnych słów do siebie. - A mimo to nadal tu ze mną jesteś - powiedział już ciszej i spokojniej, nadając stwierdzeniu poważniejszy ton. Widział, że wszystkie jego zabiegi, chcąc nie chcąc, wpływały na nią, pozbawiając jej barier. Musiał zakręcić jej w głowie, gdyż jej ciało, pragnące bliskości i walczący z tym rozum zupełnie ze sobą nie współgrały. Jego najwyraźniej również, kiedy przez ułamek sekundy przemknęło mu przez myśl, że w jednym się nie myliła. Był kłamcą. Pospiesznie odpędził od siebie te myśli, skupiając je całkowicie na ciemnowłosej.
Jej zachwyt, pełna swoboda, ogarniający ją spokój i ten szczery, łagodny uśmiech były wszystkim, czego w tym momencie potrzebował do szczęścia. Nie odrywał od niej wzroku, zupełnie nie zainteresowany otaczającym go światem, zastanawiając się w myślach, jak to możliwe, że w tak krótkim czasie zawróciła mu w głowie aż do tego stopnia? Bez wahania podzielił się z nią marynarką i przytulił ją do siebie, mogąc wreszcie nacieszyć się nią w pełni.
Na jej przytaknięcie kąciki jego ust drgnęły nieznacznie ku górze, bo naprawdę chciał to usłyszeć. Ale kiedy dodała następne słowa, jego uśmiech znacznie się poszerzył. Z trudem powstrzymał się przed pokręceniem głową. - Może - powtórzył tylko, nie próbując się z nią sprzeczać, choć zdawał sobie sprawę, jak bardzo nieszczera teraz była nie tylko z nim, ale przede wszystkim sama ze sobą.
Kiedy poczuł na swoim policzku jej ciepłą dłoń i spojrzała na niego łagodnie, nieznacznie nabrał więcej powietrza, próbując nabrać odwagi przed tym, co krążyło po jego głowie od jakiegoś czasu.
Chciałem Ci pokazać, że nadal pamiętam tamtą noc. O wszystkim, co mówiłaś… i robiłaś… - mruknął, z jej oczu przenosząc na moment wzrok na jej usta, po czym podniósł je z powrotem. Pamiętał zarówno ich głębokie rozmowy, jak i zmysłowe zbliżenia. Już wtedy wiedział, że nie będzie w stanie o niej zapomnieć. - Myślałem nad tym, co mówiłaś o nocy, która się zakończyła i powrocie do rzeczywistości - zaczął cicho, patrząc w jej brązowe oczy z uwagą, i delikatnym ruchem wsunął za ucho opadający na jej policzek kosmyk włosów. - Uważam, że ta noc to pojęcie względne i może nadejść zawsze i wszędzie. I moim zdaniem właśnie się pojawiła - przyznał, nieznacznie unosząc kąciki ust, wpatrując się w połyskujące w świetle dnia brązowe tęczówki. Posługiwał się metaforą, którą znali tylko oni, a więc gdyby usłyszał to ktokolwiek poza nimi, mógłby uznać go za wariata. I chyba nim rzeczywiście był, mając nadzieję, że Cherry na to przystanie, a jednak podjął się tego, w jej oczach widząc szansę. - A skoro noc sprzyja zwierzeniom, chciałbym powiedzieć Ci coś jeszcze… - dodał jeszcze, na kilka sekund urywając, by zebrać się na odwagę. - Gdy zapytałaś, czemu się tak dla Ciebie staram, nie byłem z Tobą szczery. Prawda jest taka, że… zależy mi na Tobie - wyznał szczerze. Po prostu, najzwyczajniej w świecie to czuł. Mimo, że cichy głos w jego głowie podpowiadał mu, że to nie była cała prawda, tak szybko go od siebie odgonił.

Cherry Marshall

somewhere we can hide

: sob kwie 25, 2026 11:46 am
autor: Cherry Marshall
˗ˏˋ 🍉 ˎˊ˗

Uśmiech Ethana był dla niej niezbadaną tajemnicą, której nie potrafiła w żaden sposób ugryźć. Raz zadziorny, raz spokojny, a inny tajemniczy. Bądź tu kobieto mądrą. Zielone tęczówki hipnotyzujące ją niczego jej nie ułatwiały. Wątpiła, by zgadzał się z nią całkowicie. Plotki wydawały się być dla niego zbędnym dodatkiem, na który nie trzeba było zwracać uwagę. Cherry nie dopuściłaby do ich rozwinięcia, potrzebowałaby momentu, w którym mogłaby odpuścić. Tyle że znajdując się na szczycie, można było jedynie z niego spaść.
Chciała móc mu się sprzeciwić. Telefon był jednym z symboli jej władzy. Dzierżyła go z dumą, a jeden sygnał sprawiał, że nie niego sięgnęła. Ufał jej? Westchnęła cicho, nie chcąc się bardziej z nim sprzeczać. I na to przyjdzie odpowiednia pora. Nie teraz, gdy w zasadzie nie miała siły do walki. Skinęła finalnie głową, przystając na jego warunki. Wiedziała, gdzie było urządzenie łączące ją z całym światem. Tyle powinno jej wystarczył. Dopiero na wzmiankę o treningu samoobrony podniosła znów na niego spojrzenie. Mówił poważnie? Może nie było to dla niej taką złą opcją? Charlie był wysportowany, Caspian uderzyłby laską i byłby koniec, a ona z Corą mogły jedynie głośno krzyczeć.
Nie — odpowiedziała, marszcząc delikatnie nosek. Kłamca, złodziej, porywacz. Wszystko w jednej osobie. Szkoda jedynie, że chciała zostać przez niego okradziona i porwana. Inaczej te nerwowe kroki w stronę windy nie miałyby żadnego znaczenia. Bała się zostania okłamaną. Wszystko byłaby w stanie znieść poza kłamstwem. Ethan pojawił się w jej życiu jak prawdziwa burza, zakłócająca naturalny rytm ekosystemu. Dużo zburzył, powodując przedziwne dreszcze, przechodzące przez całe jej ciało. I faktycznie dalej przy nim była. Mogła go krótko wyprosić z własnego domu, pomachać mu na pożegnanie, ale czy miało to jakiekolwiek znaczenie? Nabrała raz jeszcze głębokiego oddechu do płuc. Próbowała samą siebie otrzeźwić. Przy Hartleyu gubiła wszelkie hamulce, a jego słowa jeszcze bardziej wyrzucały ją z normalnego, standardowego życia.
O ile widok dalej był cudowny. Mogła wpatrywać się w niego godzinami. W to bezchmurne niebo Toronto, po którym sunęły leniwie białe, puchate chmury. Nawet wiatr by jej nie przeszkodził, mimo ciarek, przechodzących po całym jej ciele. Roślinność na dachu wydawała się równie banalna. Wszystko skonfrontowane z jego ciepłymi ramionami, było nieistotne. Czuła odurzający zapach perfum i pierwszy raz od dawna czuła się tak po prostu sobą.
Może idealnie określało stan. Morze może nie pomoże, a pomoże pomorze. Takie stwierdzenie kiedyś usłyszała i wydawało się jej kuriozalne. Tak samo reakcja ciała na bliskość oraz czułość Ethana była kuriozalna. Łaknęła jej jak powietrza we własnych płucach. Przecież nie można żyć bez powietrza? Uniosła własne dłonie na jego twarzy. Uzależniał ją od siebie. Do nikogo nie zbliżyła się tak szybko. Kłamstwo. Noc trwała, jemu na niej zależało. W tej krótkiej chwili Cherry przypominała wystraszone zwierzę. Raz w relację weszła stanowczo zbyt szybko, a wszystko co się w niej działo, spowodowało u niej załamanie nerwowe. Szczęśliwe chwile po czasie były wymazane przez doświadczenie okropnych dni. Utraty dziecka, aresztowania, obostrzeń, dziwnych listów pogróżek, utraty życia. Odsunęła się od Ethana o krok. Tyle minęło. Tamten związek był tak krótki. Za to, to krótkie oświadczenie: zależy mi na Tobie wzbudziło w niej skrajnie różne emocje.
Rozchyliła wargi, próbując coś powiedzieć. Tyle że każde słowo wydawało się na tyle puste, że nie potrafiła nic powiedzieć. To miały być dobre chwilę, prawda?
Zależy Ci? — powtórzyła za nim, marszcząc brwi. Nie, dalej nie była na to gotowa. Nie na słowa, które zaczynały brzmieć jak zobowiązanie — tamta noc była wyjątkiem, a nie czymś ustanawiającym regułę — kłamstwo. Dalej tkwiła w jego ramionach, a jej usta mówiły coś innego niż ciało — i nie powinna się powtórzyć — stwierdziła chłodnym tonem, obracając głowę w stronę przepięknego widoku. Też zaczynał ją boleć, bo... nie mogła być tak po prostu szczęśliwa — nie robię rzeczy, które byłyby w stanie mnie zniszczyć — a zbyt szybkie, wciągające oraz uzależniające relacje takie dla niej były. Chwila zabawy nie była w stanie zrównoważyć spalonych włosów, lub złamanego serca...

somewhere we can hide

: pn kwie 27, 2026 10:40 pm
autor: Ethan Hartley
Podobnie było z Cherry. Jej chłodny sposób, w jaki komunikowała mu wszystko to, co powtarzała aż nazbyt często, jawnie go od siebie odpychając, a jednocześnie brak chęci do ucieczki od obejmujących ją ramion, jakby jej ciało przeczyło wszystkiemu, co mówiła, dawało mu mylne znaki. Jej czekoladowe oczy, połyskujące delikatnie w świetle słońca, ciepło jej ciała, opierające się o niego, gdy stała wtulona w niego, i ta silna potrzeba bliskości, którą zdawali się czuć oboje, zdecydowanie niczego nie ułatwiały.
Nie miał pojęcia, jak tak szybko ciemnowłosa wzbudziła w nim emocje, które zwykle przychodziły do niego z czasem. W gruncie rzeczy znali się od miesiąca, przy czym Cherry przez większość czasu próbowała nie wchodzić mu w drogę, gdy on bezskutecznie szukał z nią bezpośredniego kontaktu. Dopiero niespełna tydzień temu spędzili ze sobą naprawdę długi wieczór, przeciągnięty aż do późnego poranka w atmosferze zupełnie nie przypominającej dotychczasowy dystans i chłód.
Ten chłód w jej głosie powrócił jednak wraz z wiatrem panoszącym się po dachu, mimo że jeszcze chwilę temu w biurze kobieta chroniła się w Ethanie przed całym światem. Mężczyzna odnosił wrażenie, że Cherry chciała tego, co jej oferował, i jednocześnie bała się, co się stanie, jeśli po to sięgnie. Pewnie dlatego tak uparcie obstawała przy swoim.
A mimo to nie bał się wyznać jej tego, że mu na niej zależało. Jedna noc wystarczyła, by wzbudziła w nim uczucie nie tylko fascynacji jej pięknym ciałem i wciąż niezbadanym umysłem, ale i potrzeby stania się dla niej oparciem, jakiego jej brakowało. Poruszyła go swoją wrażliwością i kruchością, będąc przy tym niezwykle silną kobietą. I jak nikt denerwowała go swoim wiecznym uporem. Z każdym jej kolejnym słowem czuł mimowolnie wzbierające w nim rozdrażnienie, dlatego pokręcił nieznacznie głową, chcąc nad nim zapanować. Ujął jej brodę i zmusił ją, by na niego spojrzała.
Cherry - zaczął poważnym tonem, w którym kryło się ostrzeżenie. - Pozwoliłem sobie na szczerość, więc oczekuję od Ciebie tego samego - w niskim tembrze głosu zabrzmiało zdecydowanie. Nie znosił bycia zbywanym w ten sposób, zwłaszcza, gdy dawał wiele, nie dostając nic w zamian. - Przestań się migać i powiedz mi, czego naprawdę chcesz - mruknął, zbliżając do niej swoją twarz tak, że w jednej chwili mogła znów poczuć jego ciepły oddech na swojej skórze. Nadal trzymając dłoń na jej brodzie, przez chwilę wpatrywał się w jej brązowe tęczówki, by zaraz mimowolnie przenieść spojrzenie na jej lekko uchylone wargi, które przyciągały go w niewyjaśniony sposób. Znalazłszy się własnymi ustami od nich na niespełna kilka milimetrów, budziło się w nim coraz większe pragnienie, by ich skosztować. Z trudem jednak się przed tym powstrzymał. - Czy chcesz mnie? - zapytał niemal bezgłośnie, celowo drażniąc jej usta własnymi, spoglądając w jej brązowe oczy. Czekał.

Cherry Marshall

somewhere we can hide

: wt kwie 28, 2026 6:45 pm
autor: Cherry Marshall
Ethan Hartley

Ciało jej zadrżało. Dotyk był bronią, która zawsze wydawała się na nią działać. Niemalże poczuła, jak po skórze przechodzą ją dreszcze. W jej głowie pojawiły się mimowolne migawki wspólnej nocy, sposób, w jaki się o nią troszczył, kiedy mogła schować się w jego ramionach przed całym światem. Jednej rzeczy nie mogła mu odmówić. Umiejętności łamania jej na każdy możliwy sposób.
Zesztywniała.
Szczerość.
To ważne dla niej słowo. To właśnie tego brakowało jej w poprzedniej relacji. Brak skomplikowanych sytuacji, jednoznaczna chęć poznania, uczucia proste i niebanalne. Ethan był jednym z jej pracowników. Nawet jeśli znajdował się na szczycie piramidy całej firmy. Jedno spojrzenie było wystarczające, by ją złamało. Podobnie słowa uderzały mocno o jej głowę. Hartley wiedział, co powinien powiedzieć oraz w jaki sposób powinien to zrobić. Podobało się jej. Pociągał ją zarówno fizycznie, jak i emocjonalnie. Pytanie powinno brzmieć, przed czym tak właściwie się wzbraniała?
Czego tak naprawdę chciała?
Ohh, odpowiedź była naprawdę zbyt banalna. Pragnęła jego dotyku, ciepła i po prostu go. Przy Ethanie bezbronność wydawała się jej naturalna. Musiała się przed nią bronić. Wstrzymywać każdy odruch, byle nie rzucić się mu w ramiona. Teraz było podobnie. Nie mogła oderwać wzroku od jego ust, chciała móc je skosztować. Ciepły oddech Hartleya sprawiał, że chciała uciec, wyłączyć mózg. Tamta noc kiedy się nią zaopiekował, kiedy dał jej wsparcie, którego potrzebowała, była najpiękniejszą w życiu Marshall. Pozostałe wydawały się blaknąć, podobnie jak gwiazdy na nocnym niebie. Nawet nie wiedziała, kiedy wargi delikatnie się jej rozchyliły. Ciało mówiło coś innego niż umysł. Sprzeczały się ze sobą, a głos grzązł, zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć.
Czy chcesz mnie? Chciała. Pragnęła go. Naprawdę całą sobą chciała się raz jeszcze skosztować jego ust, sprawdzić, czy smakowały tak samo. Jego zielone tęczówki wydawały się skarbem, którego potrzebowała. Wciągnęła mocno powietrze do płuc. Wystarczyło przecież tylko stanąć na palcach, pochylić się do przodu, by go pocałować. Cały świat mógłby zawirować, a Ethan stałby się jej kompanem.
Zamiast tego położyła dłonie na jego torsie i odepchnęła go od siebie. Ją samą to zabolało. Pasowali do siebie i sama to czuła. Był wspierający, reagował na jej słowa oraz gesty. Wiedział, co powiedzieć i w jaki sposób się zachować. Był wszystkim, czego potrzebowała. Jednak jedna iskierka w głowie kołatająca się, nie pozwoliła jej na otwarcie się.
Stanęła z głową spuszczoną i nie odzywała się. Co miałaby powiedzieć? Nie potrafiła być szczera nawet wobec samej siebie.

somewhere we can hide

: śr kwie 29, 2026 9:29 pm
autor: Ethan Hartley
Dotyk od początku ich znajomości grał niezwykle istotną rolę. To dzięki niemu przekraczali magiczne granice, od bliskiego spotkania w walce o psa, przez starcie w biurze, a potem w palarni restauracji, która przerodziła się w coś znacznie więcej. To za pomocą zarówno delikatnych muśnięć jej skóry, jak i stanowczego przyciągania Cherry do siebie, Ethan najbardziej do niej przemawiał, dzięki kontaktowi fizycznemu docierając do niej bardziej, niż słowa. Bo według niego słowa i tak wydawały się puste, jeśli nie szły za nimi czyny.
Dlatego dawał jej wszystko, czego potrzebowała - wsparcie, bezpieczeństwo, spokój i cierpliwość, którą przynosiły jego ramiona, gdy obejmował ją bez względu na to, co wciąż tkwiło zadrą w jej głowie. I choć robił wszystko, by w końcu mu uwierzyła, miał wrażenie, że wciąż wymykała mu się z rąk. Ani słowa, ani jego bliskość, gdy muskał jej wargi własnymi, trzymając ją mocno przy sobie, nie były w stanie do niej dotrzeć. Widział to w jej spojrzeniu, kiedy nieznacznie drgnęła jej powieka, świadcząca o toczącej się w niej wewnętrznej walce, zanim ostatecznie odepchnęła go od siebie.
Zabolało. Bardziej, niż przypuszczał. Niespodziewany impet, a raczej świadomość, co się za nim kryło, spowodowały, że cofnął się o krok do tyłu. Mimowolnie zacisnął szczęki, które mocniej zarysowały się na jego twarzy, przez chwilę wpatrując się w Cherry w milczeniu. Jej spuszczony wzrok i cisza, którą przecinały podmuchy wiatru i zgiełk miasta z dali, zdawały się wymowne.
Chciał być na nią zły. To byłoby łatwiejsze do zniesienia. W tym momencie aż mrowiło go w opuszkach palców, by znów do niej podejść i odebrać to, co należało do niego, bez względu na to, co w tym momencie mówił jej rozsądek. Z drugiej strony zdawał sobie sprawę z tego, jak wiele obecnie działo się w jej życiu. Nie dość, że wciąż zmagała się z przeszłością, tak rzeczywistość znów robiła jej pod górkę - utrzymanie firmy w ryzach, wieczna powinność względem ojca, skandal związany z Corą, a wreszcie przeszczep wątroby dla najstarszego Marshalla. Teraz nie potrzebowała kogoś, kto ją spacyfikuje, przyprawiając ją o jeszcze większy mętlik w głowie. A on nie zamierzał wykorzystywać jej słabości. Wolał, by to, co się między nimi działo, było jej świadomą decyzją.
Brak odpowiedzi to też odpowiedź - przyznał w końcu, siląc się na neutralny ton, by nie pokazać po sobie, jak od środka paliło go rozczarowanie. Pocieszała go myśl, że choć zwykle miała dużo do powiedzenia, tak tym razem niczemu nie zaprzeczyła. - Poczekam na Ciebie - dodał po chwili, a w jego głosie dało się słyszeć decyzję. Potrafił być cierpliwy, a to teraz wydawało mu się najbardziej słuszne, co mógł dla niej zrobić. - I tak jesteś już moja - uśmiechnął się kącikiem ust. Patrzył na nią, stojącą niepewnie w odległości dwóch, może trzech kroków, pragnąc tylko znów znaleźć się przy niej, ale nawet się nie poruszył. W tym momencie wystarczyło mu, że wciąż miała na sobie jego marynarkę.

Cherry Marshall

somewhere we can hide

: śr kwie 29, 2026 10:04 pm
autor: Cherry Marshall
Ich językiem wydawał się być język ciała. W nim Charity potrafiła się odnaleźć. Kiedy wyczuwała jego silne ramiona, roztapiała się, przestając myśleć o całym świecie. Mogłaby się zastanowić nad tym, kim właściwie był dla niej mężczyzna. Dyrektor finansowy? Kolega? Przyjaciel? A może kochanek bez zobowiązań? Nic nie wydawało się być odpowiednio wartościowym określeniem. Wystarczyło muśnięcie, by całe ciało reagowało na niego. Spinało się, lub rozluźniało.

Okłamywała samą siebie.


Odepchnęła go. Spodziewała się dwóch reakcji, którą nauczyli ją mężczyźni. Albo ucieczka przez złamaną dumę, kiedy wypowiadała jedno słowo za dużo, albo prawdziwa intensywność cielesna. Nie było nigdy nic pomiędzy. Raz po paru tygodniach, nawet krócej spanikowała na magiczne słowa kocham cię. Nie odpowiedziała i miała ochotę schować się. Za to jej partner obraził się na nią śmiertelnie. Z kolei w kłótniach potrafili porozumieć się za pomocą dotyku. Nigdy nie było nic pomiędzy. Niesamowity chłód, lub najgorętszy ogień.
Dlatego zbił ją z tropu.
Czy brak odpowiedzi również był odpowiedzią? Zastanawiała się nad tym mocno. Wiele można by powiedzieć o Cherry. Zawsze należała do zdecydowanych osób. Z dziecięcą łatwością podejmowała decyzje. Te buty, płaszcz, taki materiał, tej ugody nie przepuszczamy, a te chipsy są ohydne. Wydawało się to być dziecięco proste. Tyle że teraz nie potrafiła. Wpatrywała się w ciszy w jego zielone tęczówki z podniesioną głową, a każde kolejne słowo przyprawiało ją o jeszcze większe ciarki.

Ethan był inny.

Przerażało ją to. Poczekam na Ciebie. Łatwiej odnalazłaby się w skrajnościach. To co usłyszała, było dla niej obce. Prawie jakby właśnie porwał ją kosmita. Nie wierzyła. Zwyczajnie nie mogła. Zmarszczyła brwi, wpatrując się w niego w ciszy. Zawisła między nimi. Czy naprawdę właśnie go nie chciała? Cholera, jakby to było takie proste. Podobno nie można żyć bez powietrza. Nie da się też bez wody. Hartley stawał się właśnie dla niej wodą i powietrzem. Dlaczego tak się wstrzymywała?
Przez jego piekielną pewność siebie.
I tak jesteś już moja. Zacisnęła mocniej dłonie na jego marynarce, przechylając głowę. Woń jego perfum rozluźniała ją. Mógł mieć rację. Powoli zaczęła zdawać sobie z tego sprawę. Rozbroił ją. Mógł poczekać, być przy niej. Nikt jej na to nie pozwolił. Za każdym razem musiała być pewna, czego chce oraz tego w jaki sposób postąpić. On oferował ją coś innego.
Skąd masz taką pewność, Hartley? — zrobiła krok do przodu, zmniejszając między nimi dystans. Serce zaczęło bić jej szybciej. O ile wcześniej chłód zasłonił jej głowę, to teraz jego zachowanie całkowicie zbiło ją z jakiegokolwiek tropu. Chciała dowiedzieć się wszystkiego o nim i... o tym, co było między nimi.

Ethan :loff: