somewhere we can hide
: sob kwie 18, 2026 2:23 pm
To pytanie bez wątpienia będzie musiało w pewnym momencie paść, stawiając ich w konieczności zadeklarowania rosnących względem siebie uczuć, którym nie dało się zaprzeczyć. W obecnej chwili rozważania na ten temat nie były jednak istotne.
Ethan skupił na Cherry całą swoją uwagę, dając jej siebie jako oparcie, jednocześnie nie próbując specjalnie dociekać, co to tak właściwie znaczyło. Mimo wszystko wciąż musiał myśleć pragmatycznie - dawał jej przestrzeń na oswojenie się z jego obecnością w jej pobliżu, bo chęć określenia ich relacji mogłaby odczytać jako nacisk z jego strony, a to z kolei byłoby krokiem w tył. Ciężko pracował na to, by stać się jej słabością, której chciałaby ulec. Wprost przeciwnie do niej - po tamtej nocy przestała być mu obojętna, nawet się szczególnie nie starając.
— Nic ich nie zamknie. Cokolwiek zrobimy, i tak ludzie będą wygadywać różne rzeczy, żeby nakarmić swoje niskie ego - przyznał głosem pozbawionym wątpliwości, czując uderzenie jej chłodu, na które pozostał niewzruszony. - Niekiedy po prostu należy odpuścić i to zignorować. Lepiej tak, niż pokazać, że ich głupie gadanie Cię dotknęło - skwitował, wskazując na to, że w ich świecie nie mogli pozwolić sobie na okazywanie słabości przy wszystkich. Odpuszczanie było sztuką, której trzeba było się nauczyć, żeby narastające obawy całkowicie cię nie pochłonęły. Dlatego mężczyzna patrzył z bólem na to, jak Cherry świadomie rezygnowała z własnego dobra, byle nie wywołać plotek, zupełnie nie potrafiąc pojąć, czemu ciągle tak usilnie to robiła.
Na szczęście, bez względu na to, czy było to kwestią jej świadomej decyzji czy nacisku z jego strony, w jego ramionach pozwoliła sobie na okazanie słabości. W tym czasie myśli Ethana wciąż mimowolnie błądziły w temacie odpuszczania, co ostatecznie wywołało w nim impuls, by nakłonić ją do wyjścia. Gdy spojrzała na niego zaskoczona, w jej brązowych oczach dostrzegł zaintrygowanie pomieszane z nagłą potrzebą zniknięcia. Na jej pytanie uśmiechnął się odrobinę bardziej. Zawsze wszystko musiała wiedzieć?
— Niedaleko. Po prostu… zaufaj mi - powiedział niskim, ciepłym tonem, wolną dłonią sięgając jej policzka, by delikatnie przesunąć po nim kciukiem w miejscu, gdzie jeszcze chwilę temu spływały jej łzy. Gdy zrobiła to ostatnio, zwyczajnie się mu poddając, na własnej skórze doświadczyła, że było warto. Teraz też nie zamierzał jej zawieść. Pod wpływem jego wspomnień zacisnął palce na jej talii nieco mocniej. Pamiętam. Wystarczyło tylko tyle i już wiedział, że się zgodzi. Niepostrzeżenie odetchnął, a jego oczy na ułamek sekundy rozbłysły.
— Nie myśl o tym już. Teraz czas na myślenie o sobie - zaprzeczył ze zdecydowaniem w głosie. Jeśli nie potrafiła tego zrobić, on zamierzał o to zadbać. Wziął jej telefon z biurka i bezceremonialnie go wyłączył. - Proszę, ktoś chyba już stracił zasięg - na jego twarzy pojawił się łobuzerski uśmiech, z którym schował jej komórkę do marynarki, w bezpieczne miejsce, do którego później sama będzie mogła się dostać.
Jej pytanie sprawiło, że bezwiednie w zastanowieniu zwilżył wargi, na sekundę uciekając spojrzeniem gdzieś w bok. Umysł podsuwał mu oczywistą odpowiedź - robił to dla rodziców - ale w głębi siebie wiedział, że to od początku nie było takie zero-jedynkowe. Nie dało się o nią zabiegać i pozostać na nią obojętnym, zwłaszcza, gdy tkwiła w jego myślach nawet wtedy, kiedy nie znajdowała się w jego pobliżu.
— Jest wiele rzeczy na tym świecie, których nie da się pojąć, a jednak istnieją i się dzieją - odparł przewrotnie, tajemniczo się do niej uśmiechając. Sam nie potrafił określić, co się z nim działo, gdy na nią patrzył, ani jak szybko zaskarbiła sobie miejsce w jego sercu, że tak się dla niej starał. Cherry kompletnie zawróciła mu w głowie.
Wyszedł z jej biura, na moment zostawiając ją samą, żeby po chwili spotkali się ponownie przy windzie. Nic do siebie nie mówiąc, gdy drzwi się otworzyły, weszli do niej, a on wyciągnął swoją kartę i przyłożył do czytnika, po czym nacisnął nagle podświetlony przycisk R. Gdy winda ruszyła w górę, zerknął na ciemnowłosą, na twarzy której malowało się zaskoczenie.
— Mówiłem, że to nie będzie daleko - przyznał, zadowolony z tej niespodzianki, z całej siły hamując się przed tym, żeby, gdy kobieta stała tak blisko, nie złapać jej za rękę. Kiedy dotarli na miejsce, na korytarzu otworzył ciężkie drzwi i przepuścił ją w nich, a stukot jej obcasów poniósł się po płaskim dachu wieżowca.
Ich oczom ukazała się duża przestrzeń, w części której znajdowały się panele fotowoltaiczne z logiem ich firmy, ale to, co najbardziej przykuwało uwagę to zieleń krzewów porozstawianych w donicach, stwarzających przyjemną strefę wykorzystywaną na rzecz eventów. No i ten obłędny widok na całe Toronto, nieograniczony zimną ścianą szyb. Czy nie mogło być coś lepszego? Mogło. I Ethan właśnie na to patrzył.
Cherry Marshall
Ethan skupił na Cherry całą swoją uwagę, dając jej siebie jako oparcie, jednocześnie nie próbując specjalnie dociekać, co to tak właściwie znaczyło. Mimo wszystko wciąż musiał myśleć pragmatycznie - dawał jej przestrzeń na oswojenie się z jego obecnością w jej pobliżu, bo chęć określenia ich relacji mogłaby odczytać jako nacisk z jego strony, a to z kolei byłoby krokiem w tył. Ciężko pracował na to, by stać się jej słabością, której chciałaby ulec. Wprost przeciwnie do niej - po tamtej nocy przestała być mu obojętna, nawet się szczególnie nie starając.
— Nic ich nie zamknie. Cokolwiek zrobimy, i tak ludzie będą wygadywać różne rzeczy, żeby nakarmić swoje niskie ego - przyznał głosem pozbawionym wątpliwości, czując uderzenie jej chłodu, na które pozostał niewzruszony. - Niekiedy po prostu należy odpuścić i to zignorować. Lepiej tak, niż pokazać, że ich głupie gadanie Cię dotknęło - skwitował, wskazując na to, że w ich świecie nie mogli pozwolić sobie na okazywanie słabości przy wszystkich. Odpuszczanie było sztuką, której trzeba było się nauczyć, żeby narastające obawy całkowicie cię nie pochłonęły. Dlatego mężczyzna patrzył z bólem na to, jak Cherry świadomie rezygnowała z własnego dobra, byle nie wywołać plotek, zupełnie nie potrafiąc pojąć, czemu ciągle tak usilnie to robiła.
Na szczęście, bez względu na to, czy było to kwestią jej świadomej decyzji czy nacisku z jego strony, w jego ramionach pozwoliła sobie na okazanie słabości. W tym czasie myśli Ethana wciąż mimowolnie błądziły w temacie odpuszczania, co ostatecznie wywołało w nim impuls, by nakłonić ją do wyjścia. Gdy spojrzała na niego zaskoczona, w jej brązowych oczach dostrzegł zaintrygowanie pomieszane z nagłą potrzebą zniknięcia. Na jej pytanie uśmiechnął się odrobinę bardziej. Zawsze wszystko musiała wiedzieć?
— Niedaleko. Po prostu… zaufaj mi - powiedział niskim, ciepłym tonem, wolną dłonią sięgając jej policzka, by delikatnie przesunąć po nim kciukiem w miejscu, gdzie jeszcze chwilę temu spływały jej łzy. Gdy zrobiła to ostatnio, zwyczajnie się mu poddając, na własnej skórze doświadczyła, że było warto. Teraz też nie zamierzał jej zawieść. Pod wpływem jego wspomnień zacisnął palce na jej talii nieco mocniej. Pamiętam. Wystarczyło tylko tyle i już wiedział, że się zgodzi. Niepostrzeżenie odetchnął, a jego oczy na ułamek sekundy rozbłysły.
— Nie myśl o tym już. Teraz czas na myślenie o sobie - zaprzeczył ze zdecydowaniem w głosie. Jeśli nie potrafiła tego zrobić, on zamierzał o to zadbać. Wziął jej telefon z biurka i bezceremonialnie go wyłączył. - Proszę, ktoś chyba już stracił zasięg - na jego twarzy pojawił się łobuzerski uśmiech, z którym schował jej komórkę do marynarki, w bezpieczne miejsce, do którego później sama będzie mogła się dostać.
Jej pytanie sprawiło, że bezwiednie w zastanowieniu zwilżył wargi, na sekundę uciekając spojrzeniem gdzieś w bok. Umysł podsuwał mu oczywistą odpowiedź - robił to dla rodziców - ale w głębi siebie wiedział, że to od początku nie było takie zero-jedynkowe. Nie dało się o nią zabiegać i pozostać na nią obojętnym, zwłaszcza, gdy tkwiła w jego myślach nawet wtedy, kiedy nie znajdowała się w jego pobliżu.
— Jest wiele rzeczy na tym świecie, których nie da się pojąć, a jednak istnieją i się dzieją - odparł przewrotnie, tajemniczo się do niej uśmiechając. Sam nie potrafił określić, co się z nim działo, gdy na nią patrzył, ani jak szybko zaskarbiła sobie miejsce w jego sercu, że tak się dla niej starał. Cherry kompletnie zawróciła mu w głowie.
Wyszedł z jej biura, na moment zostawiając ją samą, żeby po chwili spotkali się ponownie przy windzie. Nic do siebie nie mówiąc, gdy drzwi się otworzyły, weszli do niej, a on wyciągnął swoją kartę i przyłożył do czytnika, po czym nacisnął nagle podświetlony przycisk R. Gdy winda ruszyła w górę, zerknął na ciemnowłosą, na twarzy której malowało się zaskoczenie.
— Mówiłem, że to nie będzie daleko - przyznał, zadowolony z tej niespodzianki, z całej siły hamując się przed tym, żeby, gdy kobieta stała tak blisko, nie złapać jej za rękę. Kiedy dotarli na miejsce, na korytarzu otworzył ciężkie drzwi i przepuścił ją w nich, a stukot jej obcasów poniósł się po płaskim dachu wieżowca.
Ich oczom ukazała się duża przestrzeń, w części której znajdowały się panele fotowoltaiczne z logiem ich firmy, ale to, co najbardziej przykuwało uwagę to zieleń krzewów porozstawianych w donicach, stwarzających przyjemną strefę wykorzystywaną na rzecz eventów. No i ten obłędny widok na całe Toronto, nieograniczony zimną ścianą szyb. Czy nie mogło być coś lepszego? Mogło. I Ethan właśnie na to patrzył.
Cherry Marshall