Strona 2 z 2

i kinda wanna leave this party and drive into the ocean

: czw kwie 23, 2026 10:38 am
autor: kira finch
Na szczęście, w przeciwieństwie do Roberty, menadżerka projektu nie obawiała się, że Kira naprawdę mogłaby zechcieć przeciągnąć ją na stronę homoseksualistów. Obie jednak wiedziały, że to tak nie działało. Co najwyżej Daisy mogłaby zostać ally. Może nawet wspólnie z mężem poparliby kampanię przeciwko homofobii albo wpłaciliby jakiś zadatek na organizację, która zajmowała się pomaganiem młodym gejom i lesbijkom w kryzysie? Takie rzeczy na pewno wpływały na wizerunek sportowców. Swoją drogą, ciekawe czy Rowan i jego koledzy z drużyny oglądali Heated Rivalry? Może sam zerkał ukradkiem na przystojnych hokeistów. To znaczy, co?
Nie, zdobywanie numerów od pracowników, to straszna nuda — stwierdziła, wykonując lekceważący gest ręką. — Wystarczy, że zalogujesz się do systemów i masz wszystko czarne na białym — powiedziała i chociaż nie podejrzewała Whitmore o takie oszustwa, nie wykluczała, że mogłaby jednak tak zrobić, żeby nieco ułatwić sobie swoje szanse w zakładzie, a to przecież żadna frajda.
Wpakowała sobie czekoladową kulkę do ust, tym samym dając do zrozumienia, że nie była uczulona na czekoladę. Albo była na tyle durna, żeby dostać wstrząsu anafilaktycznego na służbowej imprezie, pochorować się i wylądować w szpitalu. To dopiero byłby szczyt głupoty!
Chyba strzeliłabym sobie w łeb, gdybym była uczulona na czekoladę — stwierdziła zgodnie z prawdą. Wszyscy uczuleni na czekoladę musieli mieć bardzo smutne życie. I zdecydowanie, podobnie jak Daisy, nie ufała takim ludziom. — Świetnie się składa z tym marcepanem, bo wtedy też nie byłybyśmy koleżankami — powiedziała, po chwili zdając sobie sprawę, jak to zabrzmiało. Koleżanki. Czy teraz nimi były? Czy można w ogóle kolegować się z menadżerką? Kirę chyba trochę poniosło z tym określeniem, ale teraz trudno było się z tego wycofać. No nic, może Whitmore tego nie wyłapie. — Jedyne, na co mam uczulenie, to na pierdolenie. Na przykład takiej Roberty — dodała, dając się pociągnąć w stronę fontanny z czekoladą.
No dobra, musiała przyznać, że robiła wrażenie. Chyba cała organizacja bankietu, wraz z aranżacją i jedzeniem, kosztowała niemałe pieniądze. Ale kto bogatemu zabroni? Gdyby Finch organizowała coś podobnego, byłaby równie rozrzutna. Oczywiście zrobiłaby to zupełnie w innym stylu i pewnie z jeszcze większą pompą, ale nie pożałowałaby ani centa.
Nawet nie zdążyła zareagować, kiedy Daisy wsadziła palec w gorącą czekoladę. Mogła tylko patrzeć, jak odskakuje, nieco przerażona wysoką temperaturą, której ewidentnie się nie spodziewała. Kira parsknęła śmiechem i pokręciła z politowaniem głową.
A ty myślałaś, że ta czekolada rozpuściła się ot tak? — popatrzyła na nią pobłażliwie i uniosła jedną brew, kiedy Whitmore oblizała skrupulatnie palec. Finch momentalnie poczuła uderzenie fali tak gorącej, jak ta fontanna czekolady. Wciągnęła powietrze i wypuściła je, a potem sięgnęła po dwa widelczyki. Zanim jeden wręczyła menadżerce, zatrzymała wzrok na jej dekolcie. — Coś tu masz — mruknęła i niewiele myśląc, zgarnęła kroplę czekolady palce i umieściła go sobie w ustach. Dobrze, że Roberta tego nie widziała, dopiero miałaby pożywkę do plotek! — Od razu wiadomo, że to nic z dolnej półki — puściła do niej oko i wcisnęła widelczyk w dłoń. A potem, jak gdyby nigdy nic, nabiła na swój sztuciec truskawkę i plasterek banana. — To będzie idealne połączenie — stwierdziła i zanurzyła owoce w czekoladowym fondue.

sweet tooth🍓🍌🍫

i kinda wanna leave this party and drive into the ocean

: sob kwie 25, 2026 9:54 am
autor: Daisy Whitmore
Zgadzała się z Kirą Finch w wielu kwestiach, ale to, że strzeliłaby sobie w łeb, gdyby była uczulona na czekoladę bym chyba najmocniejszym statementem, z jakim Daisy mogłaby się utożsamiać. Czekolada była życiem. Powietrzem na złe dni, kiedy wszystko dookoła wysysało tlen. Był nie tylko boosterem energii ale też po po prostu bajecznie smakowała, więc biedni ci, co czekolady jeść nie mogli. Autentycznie i z ręką na sercu Whitmore było ich szkoda.
Nie było jej za to szkoda tych, co jadali marcepan. Kto to w ogóle lubił? Pewnie jakaś Roberta, która wkręcała sobie, że jest zdrowszy niż inne słodycze, bo BIAŁY. Chociaż trzeba przyznać, że akurat Daisy w wypowiedzi Kiry wcale nie skupiła się na samym marcepanie, a raczej na pojedynczym, ostatnim słowie, jakie padło z ust dziennikarki.
Koleżanki.
Chyba faktycznie nimi były.
Gdyby tak usiąść i rozbić na czynniki pierwsze ich liczne rozmowy i to jak bardzo w ostatnim czasie lubiy spędzać ze sobą czas, możnaby by śmiało powiedzieć, że było to koleżeństwo. W końcu ostatnio nawet skończyły razem na piwie w parku. To akurat bym bardzo koleżeńskie!
Jako osoba, która od dłuższego czasu zajmowała stanowisko managerskie i raczej stroniła od przebywania z niżej postawionymi pracownikami (a raczej oni od niej), ta cała znajomość z Kirą była wyjątkowo milą odmianą. Fajnie było mieć kogoś, z kim można było porozmawiać o czymś innym niż robota i kto co dwa zdania nie próbowałby zgarnąć dla siebie awansu. Możnaby nawet powiedzieć, że Kira była miłym orzeźwieniem do jej poprzednich doświadczeń.
Szkoda tylko, że miła nie okazała się gorąca czekolada, spływająca po metalowych paterach, a którą Whitmore się oparzyła. Spojrzała na Finch wielkimi oczami, gdy zadawała jej oczywiste wręcz pytanie.
Sytuacja ewidentnie pokazuje, że wcale nie myślałam — stwierdziła z uśmiechem, bo prawda była taka, że gdyby się chociaż nad tym zastanowiła, pewnie bardzo szybko doszłaby do wniosku, że tego typu rzeczy nie powinno się macać gołymi palcami. A czemu zaś się nad tym nie zastanowiła? — Widzisz Finch, tak to już z tobą jest... rozpraszasz ludzi i potem nie myślą — jasne, najlepiej wszystko było zwalić na Kirę. Może jeszcze powinna jej powiedzieć, że przez moment zapatrzyła się w te jej przyjemne, ciekawe oczy i dlatego władowała palec tam gdzie nie powinna? Dobra sobie. Chociaż pomimo żartów może faktycznie coś w tym było, biorąc pod uwagę, że na codzień Whitmore była bardziej czujna i ogarnięta. Przy blondynce lekko traciła głowę.
Zupełnie jak po chwili, kiedy Kira oznajmiła, że czymś się ubabrała, a nim Daisy spytała gdzie, to dziennikarka już sięgała do jej dekoltu. Whitmore spuściła momentalnie wzrok w dół i z dziwną uwagą obserwowała, jak szczupły palec pod lekkim naciskiem na skórę zgarnia resztki czekolady na opuszek, a następnie ten sam opuszek ląduje gdzieś pomiędzy pełnymi ustami Finch. Może jednak Roberta miała racje i Kira była KUSICIELKĄ? Nawet nie zwróciła uwagi na wydłużone spojrzenie, jakie temu dała.
I co? Dobre? — spytała po chwili, unosząc jedną brew ku górze. Pytała o czekoladę? Czy może dokładniej czekoladę pomieszaną ze smakiem jej własnej skóry? Tego nawet nie wiedziała ona sama, dlatego zaraz pokręciła głową i zgarniając talerz oraz widelczyk od Kiry, zabrała się za nabieranie owoców. Idealny moment, żeby się skupić na czymś innym.
Złapała kilka bananów, do tego truskawki i kiwi pokrojone w podłużne sticki. Znalazło się nawet mango, które również wrzuciła na firmową porcelanę, a następnie podeszła z tym wszystkim do fontanny. Nauczona już doświadczeniem i skupiona nieco bardziej stanęła w odpowiedniej odległości, żeby się znowu nie poparzyć.
No i co, będziesz moczyć każdy owoc osobno? — spytała, podnosząc spojrzenie na Kirę, a potem jeszcze na swój talerz. — Przecież ja mam tego tyle, że do jutra będę tu stać — pożaliła się, rozmyślając nad sytuacją. Całe szczęście, Daisy na porządku dziennym w pracy była od różnych rozwiązań, dlatego tutaj również po krótkim rozejrzeniu się znalazła odpowiednie. Sięgnęła po łyżeczkę, która zapewne była przeznaczona do musów i to ją wsadziła pod strumień czekolady, a kiedy była już napełniona, zaczęła polewać owoce na talerzu. Nie dość, że wyglądało to świetnie, to szt trzy razy szybciej niż jakby robić to ręcznie. — Polać ci? — spytała Finch z uśmiechem na ustach. Jeśli chciała, oczywiście Whitmore polała również jej owocki, na końcu pewnie robiąc piękną spirale z polewy, żeby wszystko ładnie wyglądało.
A jakby tak… — zastanowiła się jeszcze na moment, nim ostawiła łyżeczkę na bok… po czym wsadziła ją pod strumień. Tym razem nie po to, żeby polać owoce, a by bezczelnie i bezpośrednio wsadzić ją sobie do ust, bezpośrednio delektując się ciepłą czekoladą. — O jezu jakie dobre — mruknęła, przechylając się do tyłu. — Musisz to spróbować — rzucić trochę jeszcze z pełną buzią, a już na pewno lepką od słodyczy i nim Finch zdążyła cokolwiek odpowiedzieć, to Daisy już nakładała na łyżkę kolejną porcję, gotowa nakarmić dziennikarkę.

watch out, it's HOT ⋆。‧˚ʚ🍫ɞ˚‧。⋆