Strona 2 z 2

001. bro, what did you do?

: czw lip 02, 2026 12:58 pm
autor: Donnie A. Bowen
trigger warning
przekleństwa
Donnie nie za bardzo się orientował, już samo to imię Esmeralda było jakieś... dziwne. Zdecydowanie bardziej by ogarnął pewnie Leonardo, Donatello, Raphaela i Michaelangelo.
Ale słuchał jak przyjaciel zaczął mu nadawać o tej ślepej dziewczynie.
- Urodziła się w sukience? - wiadomo, że się zainteresował, ale zaraz Arch mu wszystko tłumaczył. A Donnie robił coraz większe oczy i aż siadł sobie na kuchennym stołku - co ty gadasz? I co dalej? - trochę się wciągnął, ale tak naprawdę to nie rozumiał nic. Baba traci wzrok i go odzyskuje i ma brata, i nie ma. Zakochują się i odkochują.
- Ej stary i co? Ja jestem Esmeralda? - zapytał, ale wyszło, że tak, w kwiecistym fartuszku i bez instynktu samozachowawczego, coś w tym było. Aż sobie Bowen zarzucił nogę na nogę i tak nią buja - no kurde... To żebym tylko nie oślepł od tego Archie - bo to było najważniejsze, a reszta to tam... jakoś się ułoży, nie?
A przynajmniej tak myślał sobie Donnie, że jakoś to będzie, może w czwartki i wtorki będzie spotykał się z Aurelią, w poniedziałki i środy z Marią, co drugi weekend z jedną, a potem z drugą...
Bez sensu, przecież mu się to pojebie, prędzej czy później.
- Gorzej jak stwierdzi, że mam vibe tego złego typa, co to dziecko ukradł - no bo czy to co robił Bowen mogło zostać podciągnięte pod jakieś pozytywne rzeczy? Jak on taki zamęt robił w rodzinie? Jak jeszcze jego spotykanie się z Aurelią było dość niewinne, to już z jej matką wcale. Bo była starsza, była mężatką i jeszcze... mamą jego dziewczyny.
Jak nic człowiek z blizną, który ukradł dziecko. Antybohater.
- Oj stary... Walnięty, bo ja nawet lubię takie loco laski, ale też... trzeba się liczyć z tym, że mogłaby mnie rozszarpać tymi paznokciami za dwie stówy - aż pokręcił głową, no bo tak było. Przecież normalny człowiek, to nie robi takich rzeczy jak Donnie Bowen, żeby się z matką i córką umawiać. Ale on lubił ryzyko, co na to poradzić?
- Może niech nie bierze, jej ojciec jest trochę straszny - bo był, i jak się dowie co odwalał Donnie, to możliwe, że go... po prostu zabije, z zimną krwią.
Zaraz Bowen opowiadał o tym pomyśle z Barceloną, sam mógł dojść do tego, że to kiepski plan, bo jak on to sobie wyobrażał, że na plaży będzie smarował olejkiem najpierw mamę, a potem córkę? No nie do końca, ale liczył, że mogliby się gdzieś wyrwać z Marią, kiedy rodzinka zajęłaby się rodzinnymi rzeczami.
- Ta? Myślisz? A ja już się zgodziłem... - świetna decyzja Bowen. Zero instynktu samozachowawczego - w samolocie to wiesz, ja zazwyczaj śpię, mam taką poduszkę i korki do uszu i... - i nawet może by Archiemu pokazał jak on sobie śpi, jak aniołek, w tym samolocie, ale wtedy Miller powiedział coś bardzo ważnego, a Donnie się zamyślił. Bo on wcale nie wiedział, że to matka Aureli, przecież jakby wiedział, to by jej tego nie zrobił. Westchnął jakoś ciężko - no właśnie o to chodzi stary, że ja nie wiem czy to jest tylko numerek, bo ja się chyba w niej zakochałem - mocne słowa jak na Bowena, w ogóle jak na całą tą relację - po prostu cały czas o niej myślę, ona ma też taką wiesz... artystyczną duszę. Seks był zajebisty, ale to nie jest tylko sam seks. Zresztą no Aurelia jest też w tym dobra... W ogóle ech - aż westchnął ciężko, znowu, bo jak to w ogóle było, że... - lubię się z Aurelią wygłupiać i robić te szalone, śmieszne rzeczy, a z jej mamą lubię na przykład porozmawiać o sztuce, patrzeć w jej oczy i opowiadać jej o swoich zdjęciach. Głupie nie? Arch powiedz szczerze, jak myślisz można być zakochanym w dwóch dziewczynach na raz? Albo nie wiem... dzwoń do babki i zapytaj - oparł się o ladę i znowu podsunął sobie szklankę z tym ohydnym martini - a ty? Jak twoje życie uczuciowe Arch? Powiedz coś o Abby, to ta jedyna nie? - bo może już mu kiedyś Miller wspomniał? A jak nie, to teraz powinien.

Mr ⋆。°𓈒𓂂 𝓶𝓲𝓵𝓴 𓂂𓈒°。⋆

001. bro, what did you do?

: śr lip 08, 2026 6:09 pm
autor: Archie Miller
No przecież mówię ci, że jesteś! — trochę był, jakby nie było. W tym kwiecistym fartuszku i z takimi problemami z jakimi się mierzył naprawde przypominał postać wyrwana z meksykańskiej telenoweli. Archie już zdążył zmienić jego nazwę w kontaktach i teraz Donnie był już zapisany jako Esmeralda. — Wiesz, Esmeralda miała klasyczny happy end. Człowiek z blizna ginie, ona odzyskuje wzrok i bierze z Jose huczny ślub, ale w twoim wypadku — Miller zmrużył lekko oczy przyglądając się przyjacielowi po czym westchnął ciężko i upił solidnego łyka martinii. — Ty to faktycznie prędzej oślepniesz… bo u was happy endu nie widzę. Ta twoja starsza kochanka chyba musiałaby amnezji dostać, żebyś z Lia miał swoje szczęśliwe zakończenie albo w drugą stronę — choć Archi to akurat szczerze wątpił, że Donnie myślał o jakimkolwiek zakończeniu szczęśliwym sprawy bo przecież liczyła się zabawa, chwytanie chwili, a nie pakowanie się w związek, prawda? — No i w sumie może coś masz z tego typa, bo jakby nie było masz pełną władzę do rozpierdolenia czyjegoś życia. W zasadzie życia dwóch lasek, które ci się podobają i ich bliskich — dodał spoglądając wymownie w stronę Bowena, bo choć go pouczać nie zamierzał to jednak trochę dawał mu do myślenia — co gorsza jeszcze w to brniesz. Wiesz, ten typ z blizną to miał jakieś wytłumaczenie, bo sie mu chata spaliła i na mózg mu też coś siadło, a ty z pełną premedytacją wchodzisz w jakiś latynoski rodzinny trójkąt — zauważył i dodał ostrzegającym tonem— i żebyś tylko nie skończył w trójkącie bermudzkim, bo ja nie umiem pisać nekrologów, a ktoś by o tobie napisać musiał — Miller to zawsze się rozgadał jak się zajawił, ale na temat Bowena to naprawdę mógł gadać bez końca, bo telenowele to był jego konik. Przepadł.
I gdy tylko usłyszał, że lubi loco laski, a ojciec Aurelii jest trochę straszny to zrobił taki wymowny znak krzyża w powietrzu i zaraz też ucałował ten medalik co miał na szyi, co raczej było symboliczne bo on krzyża nie nosił tylko pewnie akurat miał jakieś bursztyny czy inne muszelki. I to wszystko jeszcze przed tym jak usłyszał, że zgodził się już na te wakacje. Potem wcale nie było lepiej, bo jak słuchał tego co mówił Bowen to mu prawie oczy wyszły z orbit.
Zakochałeś się? — pisnął, parsknął, cholera wie co to było gdy powtórzył po Bowenie. — Zakochałem się w jej matce, ale córka też jest fajna, bo się z nią wygłupiam i też jest dobra w te klocki, ale matka ma artystyczną duszę… czy ty się w ogóle słyszysz? To martini to ci chyba resztki rozsądku rozpuściło — westchnął spoglądając na Donniego i próbując chociaż odrobinę z tego zrozumieć, ale po pierwsze to było dziwne bo Bowen raczej tak nie przepadał to raz, a dwa… no nie no, to pierdolnie z siłą większą niż to ich zleżałe mleko.
Babcia to finalnie jest za miłością i ona to by musiała prześledzić więcej odcinków by ocenić czy ty kochasz czy jesteś tym czarnym charakterem do wyjebania, ale moim zdaniem ta stara na ciebie jakiś urok rzuciła, bo się dziwnie zachowujesz. Jak nie ty —skomentował wzdychając cięzko. — Ja nie wiem czy można kochać dwie naraz, nie oceniam. Może można — oznajmił polewając mu jeszcze, choć już ostatki im zostały tak to się rozeszło — bo w sumie ty z Lia masz co innego, z jej matką co innego ale trochę zapomniałeś, że te twoje dwa światy to razem święta spędzają — nie żeby go chciał jakoś dobijać, no ale on serio tego nie kumał? Nikt nie broni spotykać się z większą ilością osób, ale znajdywanie ich w obrębie jednej rodziny jest już creepy. Oj bardzo głupiutki Bowen, niby dwa dzbanki miodu zawsze lepsze niż jeden, ale Archie to raczej uważał, że ten to się od razu do ula wpierdolił.
Nie spodziewał się nagłej zmiany tematu, więc gdy zapytał o Abby to mocno się zdziwił. — Jedyna? Staaaaary — przekręcił oczami, bo on się przed sobą do tego przyznać nie chciał, a co dopiero przed Donniem. — No Abby to jest najlepsza ziomalka, co nie?! — przyjaźnili się od pampersa i nic nie zwiastowało zmian. — Ostatnio wyciągnąłem ją na kręgle, bo trochę utknęła w domu i chciałem jej humor poprawić. Wylądowaliśmy na konkursie dla par, udawaliśmy, że jesteśmy razem i prawie pokonaliśmy takie zajebiste starsze małżeństwo Hendersonów. Epicka para, no i potem tańczyliśmy, ale tak się popisowo wyjebaliśmy, że aż się popłakałem i potem zostałem u niej na kanapie, bo mogłem wybrać albo to albo sor i ona mi smarowała plecy i słuchaj… dziwnie się zrobiło — wydukał jak się tak wkręcił już w tą opowieść — gdyby nagle popcornu nogą nie rozwaliła to chyba bym ją pocałował — znienawidził popcorn w tamtej chwili, choć wiedział, że dobrze się stało. Los zdecydował. — Tylko ja nie wiem czy ja chcę cokolwiek zmieniać między nami — jasne, że chciał bo zawsze liczyła się tylko ona… problem w tym, że go strach obleciał.

Donnie A. Bowen