Strona 2 z 2

Ten w którym Jamie jedzie w podróż życia!

: pn maja 04, 2026 9:25 pm
autor: Jamie Park
Przeniosła szybko spojrzenie na Hugo, zaskoczona rzeczowością. Chwilę zastanawiała się, jak ją odczytać. Czy to pokazanie jej miejsca, czy... zaznaczenie, że nie przeszkadza tutaj i jest mile widziana? To drugie byłoby mega miłe...
Uśmiechnęła się w odpowiedzi na zapewnienie i zachichotała.
- Jak widać, nie jestem też mistrzynią robienia pierwszego wrażenia. - zauważyła, ciągle bijąc się z myślami.
Już dawno powinna stąd wyjść i pojechać do swojego hotelu, ale od dawna nie czuła się tak... bezpieczna.
- No nie wiem, czy taka najtańsza! Widziałeś, że butelka piwa w Nassau jest tańsza niż butelka wody? - mimika jej twarzy była wręcz hipnotyzująco żywa.
Brwi poruszały się, jakby chciały podkreślić każdą myśl, oczy dodawały własne komentarze do wypowiadanych słów.
Kiedy znów zapadła cisza między nimi, przez moment wpatrywali się w siebie nawzajem. Tak, bez skrępowania, które pamiętała z lotniska. Z drugiej strony, czego miałaby się teraz krępować? Widział ją już w najgorszej odsłonie, a chwilę potem nagą. Właściwie nie miała przed nim już tajemnic.
Wstrząsnął nią delikatny śmiech na tę myśl, a stuknięcie naczyń, które porządkowała Claudette, sprawiło, że wróciła do świata i, już uziemiona, zabrała się za pałaszowanie śniadania. I tutaj, o dziwo, nie było już tyle chaosu. Ruchy były wolniejsze, bardziej precyzyjne, jakby delektowała się każdym maźnięciem koziego serka na bajglu. Jakby jedzenie i ta namiastka przygotowywania posiłku ją cieszyły.
Nie przeszkadzało jej to, że jest pod jego czujną obserwacją. Jego zainteresowanie było miłe, chociaż może odrobinkę ją peszyło. Ale rumieńce powoli się cofnęły, zostawiając tylko skórę zaróżowioną od słońca.
Uniosła spojrzenie na niego, kiedy się przedstawiał. Z całej siły próbowała powstrzymać śmiech, kiwając delikatnie głową, ale kiedy drugi raz powtórzył nazwisko, parsknęła.
- O mój Boże, strasznie Cię przepraszam, ale to zabrzmiało tak poważnie! - położyła dłoń na swojej klatce piersiowej, właśnie orientując się, że koszula odsłania zdecydowanie za dużo. - Po prostu wyglądałeś, jakby Twoje nazwisko miało mi coś powiedzieć. I strasznie bym chciała, żeby tak było, ale kojarzysz mi się tylko z agentem 009.
Oczy wraz ze zmarszczonymi brwiami dobitnie mówiły o tym, jak bardzo go przeprasza i nie chciała go obrazić. Dlatego pokiwała głową, kiedy podkreślił, że wystarczy samo imię.
- Hugo... - uśmiechnęła się ciepło, z sympatią. - Podoba mi się.
Dodała trochę nieświadomie, szukając też w nim reakcji na kokieterię koszuli. Ale jej oczy zaczęły wyłapywać różne szczegóły jego twarzy. Lekkie zmarszczki pod oczami, jeden siwy włos w brodzie czy na skroni. Wyglądał bardzo młodo, ale jednak było w nim coś bardzo dojrzałego i doświadczonego. Cooks, to chyba nie czas na to, żeby obudziły się w tobie daddy's issues... Nie masz już dwudziestu lat...
Ale kiedy padła propozycja, jej oczy zrobiły się wielkie jak denka od szklanek. Patrzyła na niego totalnie zbita z tropu, po czym odruchowo poprawiła koszulę, zasłaniając ramię i dekolt. W tym momencie cisza trwała odrobinę za długo. Żart, który zazwyczaj padał prawie od razu, by rozładować jej emocje, teraz spóźnił się o dobre dwa uderzenia serca, jak nie trzy.
- Oj, hola, hola, Panie Tremblay - zażartowała, odzyskując swoją równowagę. - Nie jestem taka — trzeba ze mną chodzić.
Powiedziała, wracając spojrzeniem do jego oczu. Tym razem nie uciekła, tylko z iskierką i ciekawością wpatrywała się w nie, czekając na jego reakcję. Na jej buzi pełgał półuśmiech, wystarczający, by zaznaczyć dołeczek w jej policzku.

Hugo Tremblay