Strike Two!
: pn maja 11, 2026 8:55 pm
Z pełnym szacunku i wdzięczności przyjął jej rozbawiony uśmiech na trafiony sztych. Miło było dla odmiany nie gryźć się po kostkach. Może to zawieszenie broni wcale nie będzie tymczasowe.
- Miło mi Cię poznać, Iris. - odpowiedział, uśmiechając się pod nosem. - Lucky me!
Dodał, komentując fakt, że uzbierało się bardzo dużo czynników, żeby go wtedy zaczepiła. Najbardziej bolesne było w tym wszystkim to, że tak dobrze trafiła. Bo miał problem. Tylko miał go pod kontrolą... A tak przynajmniej mu się wydawało, bo nikt poza nią w ogóle nie zauważył niecodziennych gestów rozciągania się albo dyskretnie zażywanych tabletek. Przy czym te ostatnie często zażywał zupełnie niedyskretnie, jakby to była zupełna norma. Może dlatego nikt nie zwracał uwagi?
Na wspomnienie o dzieciakach jego uśmiech poszerzył się, a wzrok powędrował gdzieś w dal, w poszukiwaniu podopiecznych.
- Jestem trenerem... I nasza drużyna ma program szkółki. Wierzymy, że nasi wychowankowie od małego mają szansę zrobić sporą karierę, zaczynając od naszej drużyny. - wyjaśnił, powoli wracając spojrzeniem do Iris. - Generalnie nie zajmuję się szkółkami, ale mieliśmy taki obóz rozruchowy i tradycyjnie biorę w nim udział na tyle, na ile pozwalają mi inne obowiązki. Taki sposób na wyróżnienie i motywowanie młodzieży.
Sięgnął po szklankę lemoniady i upił z niej łyk, żeby zwilżyć gardło. Czujnie sprawdził, czy jego nowa koleżanka jest ciągle z nim, czy już znudziła się jego gadką - miał świadomość, że jak wchodził na te tematy, to zaczynał się rozgadywać.
- No i zdecydowanie lepsze jest trenowanie baseballu niż przesiadywanie na ulicach albo włóczenie się po podejrzanych miejscach. - zauważył, czując, że i tak za dużo gada, ale chyba pierwszy raz od dawna słuchał go ktoś, kto nie musiał.
Zmarszczył nieco brwi, patrząc na nią.
- Ok... To teraz Ty... O co chodzi z ratowaniem nieznajomych? Mam wrażenie, że zależy Ci na tym bardziej, niż chcesz przyznać...
Iris Valentine
- Miło mi Cię poznać, Iris. - odpowiedział, uśmiechając się pod nosem. - Lucky me!
Dodał, komentując fakt, że uzbierało się bardzo dużo czynników, żeby go wtedy zaczepiła. Najbardziej bolesne było w tym wszystkim to, że tak dobrze trafiła. Bo miał problem. Tylko miał go pod kontrolą... A tak przynajmniej mu się wydawało, bo nikt poza nią w ogóle nie zauważył niecodziennych gestów rozciągania się albo dyskretnie zażywanych tabletek. Przy czym te ostatnie często zażywał zupełnie niedyskretnie, jakby to była zupełna norma. Może dlatego nikt nie zwracał uwagi?
Na wspomnienie o dzieciakach jego uśmiech poszerzył się, a wzrok powędrował gdzieś w dal, w poszukiwaniu podopiecznych.
- Jestem trenerem... I nasza drużyna ma program szkółki. Wierzymy, że nasi wychowankowie od małego mają szansę zrobić sporą karierę, zaczynając od naszej drużyny. - wyjaśnił, powoli wracając spojrzeniem do Iris. - Generalnie nie zajmuję się szkółkami, ale mieliśmy taki obóz rozruchowy i tradycyjnie biorę w nim udział na tyle, na ile pozwalają mi inne obowiązki. Taki sposób na wyróżnienie i motywowanie młodzieży.
Sięgnął po szklankę lemoniady i upił z niej łyk, żeby zwilżyć gardło. Czujnie sprawdził, czy jego nowa koleżanka jest ciągle z nim, czy już znudziła się jego gadką - miał świadomość, że jak wchodził na te tematy, to zaczynał się rozgadywać.
- No i zdecydowanie lepsze jest trenowanie baseballu niż przesiadywanie na ulicach albo włóczenie się po podejrzanych miejscach. - zauważył, czując, że i tak za dużo gada, ale chyba pierwszy raz od dawna słuchał go ktoś, kto nie musiał.
Zmarszczył nieco brwi, patrząc na nią.
- Ok... To teraz Ty... O co chodzi z ratowaniem nieznajomych? Mam wrażenie, że zależy Ci na tym bardziej, niż chcesz przyznać...
Iris Valentine