You don't realize what your presence can do
: śr kwie 29, 2026 3:06 pm
Pierścionek. Niby niepozorny złoty krążek z diamentem, noszony na serdecznym palcu lewej ręki, nagle zyskiwał nie lada znaczenie. Był sygnałem, którego nie sposób było zignorować. Jeszcze dwa lata temu zdobił rękę Adeline, połyskując w zmierzającym z wolna ku zachodowi słońcu nad Ontario, jakby celowo przypominał o swojej obecności. O granicach, których nie powinno się przekraczać.
Covington konsekwentnie wstrzymywała lejce mimo, że nie zawsze było to łatwe. Czasem była winna sama sobie, nie potrafiąc powstrzymać nieco zaczepnego tonu w głosie, ale Max również nie zawsze jej to ułatwiał. Mimo to nigdy nie postąpili o krok dalej. I mimo to pierścionek nie spełnił swojego zadania, ostatecznie zostając ciśniętym gdzieś w kąt, zanim ruszyła do drzwi, żeby nigdy więcej już go nie założyć.
Już dawno zdążyła przyzwyczaić się do jego braku, ewentualne pytania na ten temat zamykając w kilku prostych słowach. Ale tego dnia przypomniała sobie, że kiedyś istniał, oraz że nie ciążył jej już tak, jak dawniej. Jego nieobecność potwierdzały również zdjęcia w kilku ramkach, wiszących na ścianie, z których żadne nie ukazywało zakochanej pary. Gdyby wszystko poszło zgodnie z planem, nie stałaby tu teraz z Maxem. A on nie postąpiłby kroku naprzód.
Pod wpływem jego nagłej bliskości nieco mocniej nabrała powietrza, ale nie cofnęła się, jedynie unosząc brodę nieznacznie do góry, by spojrzeć w jego błękitne oczy, z których starała się wyczytać, co chodziło mu po głowie. Czując odbijające się na jej skórze ciepło jego oddechu, mimowolnie na ułamek sekundy powiodła wzrokiem na jego usta w momencie, gdy je nieznacznie oblizał, po czym instynktownie na chwilę przygryzła dolną wargę i podniosła spojrzenie ponownie na jego oczy. Atmosfera między nimi stężała tak, że stawała się niemal namacalna, skłaniając ją do posunięcia się o krok dalej. Jednocześnie cichy głos w jej głowie podpowiadał jej to samo, co kiedyś - po przekroczeniu magicznej linii nie było już odwrotu. Czy warto było ją przekraczać właśnie teraz? Utrzymywała spojrzenie na Maxie, pozwalając sobie na nieco głębszy oddech, gdy odgarnął kosmyk jej włosów za ucho, a delikatne muśnięcie jej skóry pozostawiło po sobie ślad, który starała się zapamiętać. Na jego słowa okraszone lekkim tonem, skinęła nieznacznie głową. — Nie wątpię. Kiedy Ci na czymś zależy, potrafisz być kreatywny - odparła, podejmując swobodniejszy ton. W międzyczasie przeniosła spojrzenie na jego ramię, po którym przesunęła delikatnie dłonią, jakby strzepywała z niego kurz. Następnie na krótką chwilę wróciła do niego wzrokiem, zanim ostatecznie sama się od niego odsunęła, starając się powrócić myślami na właściwy tor.
Właściwie była mu wdzięczna za to, że nie drążył tematu jej wywodu, a właściwie pokrętnej próby wybrnięcia z wypowiedzianych na głos własnych domysłów. Na stwierdzenie o whisky jako planie awaryjnym zmrużyła nieco figlarnie oczy. — I nie zrobi Ci różnicy, skoro i tak nie będziesz już w stanie kierować - stwierdziła z niewinnym uśmiechem. Wcale nie zamierzała go upijać, ale wiedziała zbyt dobrze, jak czas w jego towarzystwie szybko upływał, a popołudnie bardzo szybko mogło przerodzić się w wieczór. Nie musieli więc poprzestawać wyłącznie na jednej butelce wina. A kiedy złożona przez niego obietnica - postaram się nie zawieść twoich oczekiwań - wybrzmiała w jej uszach, przechyliła lekko głowę na bok. - Jakbyś kiedykolwiek potrafił to zrobić - uśmiechnęła się kącikiem ust, zatrzymując na nim na moment zielone spojrzenie. Jakkolwiek lekko przyszło jej to stwierdzenie, to prawda była taka, że jeszcze nigdy jej nie zawiódł. I miała nadzieję, że tak pozostanie.
Miała pewne obawy co do rzuconego przez niego wyzwania, ale na to zdecydowanie mógł pomóc alkohol. Na swoją obronę wzruszyła beztrosko ramieniem. - Sam stwierdziłeś, że wolisz piwo - zaznaczyła z niewielkim rozbawieniem, jednocześnie rejestrując fakt, że znów zwrócił się do niej przezwiskiem, którym posługiwała się tylko garstka osób, co nadawało temu drobiazgowi szczególną wagę. Obserwowała z ciekawością, jak pił wino, sama upijając łyk, ale kiedy zaczął mówić, przyjrzała mu się uważniej.
Nie spodziewała się takiego wyznania, co było widać po tym, jak jej brwi uniosły się ku górze, by w następnej sekundzie ściągnąć je pod wpływem nagłego ciepła rozpływającego się po jej ciele. Jego słowa brzmiały prosto, ale miały w sobie ładunek emocjonalny, który uderzył ją bardziej, niż przypuszczała. Jej spojrzenie momentalnie złagodniało. Wiedziała, ile odwagi to od niego wymagało. I że musiała dać mu coś w zamian.
— Nie mogłeś na mnie trafić, bo bałam się tam wrócić i obarczyć Cię swoimi problemami - przyznała cicho, uchylając się przed jego spojrzeniem w trzymany w dłoni kieliszek, który po chwili uniosła do ust, by upić kilka łyków na raz. Dopiero czując rozgrzewające ją od środka procenty, nabrała głośniej powietrza w płuca i podniosła na niego zielone tęczówki. — Mike był zazdrosny o naszą przyjaźń. Pewnie to było jednym z powodów, przez które mnie zdradził - powiedziała, siląc się na neutralny ton, jednak nie potrafiła powstrzymać się przed niewielkim skrzywieniem. Patrzyła na Maxa, chcąc wyczytać z jego twarzy reakcję, jednocześnie zdając sobie sprawę z tego, jak wiele pytań jej wyznanie mogło w nim zrodzić. Najgorsze było to, że to był tylko wierzchołek góry lodowej. Myśląc o tym, dopiła resztkę wina, po czym dolała im obojgu kolejnej porcji białego trunku. Do dalszych wyznań potrzebowała znacznie więcej alkoholu.
Max Korhonen
Covington konsekwentnie wstrzymywała lejce mimo, że nie zawsze było to łatwe. Czasem była winna sama sobie, nie potrafiąc powstrzymać nieco zaczepnego tonu w głosie, ale Max również nie zawsze jej to ułatwiał. Mimo to nigdy nie postąpili o krok dalej. I mimo to pierścionek nie spełnił swojego zadania, ostatecznie zostając ciśniętym gdzieś w kąt, zanim ruszyła do drzwi, żeby nigdy więcej już go nie założyć.
Już dawno zdążyła przyzwyczaić się do jego braku, ewentualne pytania na ten temat zamykając w kilku prostych słowach. Ale tego dnia przypomniała sobie, że kiedyś istniał, oraz że nie ciążył jej już tak, jak dawniej. Jego nieobecność potwierdzały również zdjęcia w kilku ramkach, wiszących na ścianie, z których żadne nie ukazywało zakochanej pary. Gdyby wszystko poszło zgodnie z planem, nie stałaby tu teraz z Maxem. A on nie postąpiłby kroku naprzód.
Pod wpływem jego nagłej bliskości nieco mocniej nabrała powietrza, ale nie cofnęła się, jedynie unosząc brodę nieznacznie do góry, by spojrzeć w jego błękitne oczy, z których starała się wyczytać, co chodziło mu po głowie. Czując odbijające się na jej skórze ciepło jego oddechu, mimowolnie na ułamek sekundy powiodła wzrokiem na jego usta w momencie, gdy je nieznacznie oblizał, po czym instynktownie na chwilę przygryzła dolną wargę i podniosła spojrzenie ponownie na jego oczy. Atmosfera między nimi stężała tak, że stawała się niemal namacalna, skłaniając ją do posunięcia się o krok dalej. Jednocześnie cichy głos w jej głowie podpowiadał jej to samo, co kiedyś - po przekroczeniu magicznej linii nie było już odwrotu. Czy warto było ją przekraczać właśnie teraz? Utrzymywała spojrzenie na Maxie, pozwalając sobie na nieco głębszy oddech, gdy odgarnął kosmyk jej włosów za ucho, a delikatne muśnięcie jej skóry pozostawiło po sobie ślad, który starała się zapamiętać. Na jego słowa okraszone lekkim tonem, skinęła nieznacznie głową. — Nie wątpię. Kiedy Ci na czymś zależy, potrafisz być kreatywny - odparła, podejmując swobodniejszy ton. W międzyczasie przeniosła spojrzenie na jego ramię, po którym przesunęła delikatnie dłonią, jakby strzepywała z niego kurz. Następnie na krótką chwilę wróciła do niego wzrokiem, zanim ostatecznie sama się od niego odsunęła, starając się powrócić myślami na właściwy tor.
Właściwie była mu wdzięczna za to, że nie drążył tematu jej wywodu, a właściwie pokrętnej próby wybrnięcia z wypowiedzianych na głos własnych domysłów. Na stwierdzenie o whisky jako planie awaryjnym zmrużyła nieco figlarnie oczy. — I nie zrobi Ci różnicy, skoro i tak nie będziesz już w stanie kierować - stwierdziła z niewinnym uśmiechem. Wcale nie zamierzała go upijać, ale wiedziała zbyt dobrze, jak czas w jego towarzystwie szybko upływał, a popołudnie bardzo szybko mogło przerodzić się w wieczór. Nie musieli więc poprzestawać wyłącznie na jednej butelce wina. A kiedy złożona przez niego obietnica - postaram się nie zawieść twoich oczekiwań - wybrzmiała w jej uszach, przechyliła lekko głowę na bok. - Jakbyś kiedykolwiek potrafił to zrobić - uśmiechnęła się kącikiem ust, zatrzymując na nim na moment zielone spojrzenie. Jakkolwiek lekko przyszło jej to stwierdzenie, to prawda była taka, że jeszcze nigdy jej nie zawiódł. I miała nadzieję, że tak pozostanie.
Miała pewne obawy co do rzuconego przez niego wyzwania, ale na to zdecydowanie mógł pomóc alkohol. Na swoją obronę wzruszyła beztrosko ramieniem. - Sam stwierdziłeś, że wolisz piwo - zaznaczyła z niewielkim rozbawieniem, jednocześnie rejestrując fakt, że znów zwrócił się do niej przezwiskiem, którym posługiwała się tylko garstka osób, co nadawało temu drobiazgowi szczególną wagę. Obserwowała z ciekawością, jak pił wino, sama upijając łyk, ale kiedy zaczął mówić, przyjrzała mu się uważniej.
Nie spodziewała się takiego wyznania, co było widać po tym, jak jej brwi uniosły się ku górze, by w następnej sekundzie ściągnąć je pod wpływem nagłego ciepła rozpływającego się po jej ciele. Jego słowa brzmiały prosto, ale miały w sobie ładunek emocjonalny, który uderzył ją bardziej, niż przypuszczała. Jej spojrzenie momentalnie złagodniało. Wiedziała, ile odwagi to od niego wymagało. I że musiała dać mu coś w zamian.
— Nie mogłeś na mnie trafić, bo bałam się tam wrócić i obarczyć Cię swoimi problemami - przyznała cicho, uchylając się przed jego spojrzeniem w trzymany w dłoni kieliszek, który po chwili uniosła do ust, by upić kilka łyków na raz. Dopiero czując rozgrzewające ją od środka procenty, nabrała głośniej powietrza w płuca i podniosła na niego zielone tęczówki. — Mike był zazdrosny o naszą przyjaźń. Pewnie to było jednym z powodów, przez które mnie zdradził - powiedziała, siląc się na neutralny ton, jednak nie potrafiła powstrzymać się przed niewielkim skrzywieniem. Patrzyła na Maxa, chcąc wyczytać z jego twarzy reakcję, jednocześnie zdając sobie sprawę z tego, jak wiele pytań jej wyznanie mogło w nim zrodzić. Najgorsze było to, że to był tylko wierzchołek góry lodowej. Myśląc o tym, dopiła resztkę wina, po czym dolała im obojgu kolejnej porcji białego trunku. Do dalszych wyznań potrzebowała znacznie więcej alkoholu.
Max Korhonen