getting warning signs that you still ignore
: sob kwie 25, 2026 8:35 pm
Nigdy nie miały przed sobą większych tajemnic. Właściwie nie miały ich wcale. Zawsze wyjaśniały sobie wszystko na bieżąco, żeby później nie było jakichś nieporozumień. Ale pierwszy raz były w takiej w takiej sytuacji nie jako przyjaciółki, a właśnie jako para. Teddy stresowała się tą rozmową równie mocno, co April. Bała się mnóstwa rzeczy. Że zostanie źle zrozumiana, że powie coś nie tak albo że jej słowa zostaną wyolbrzymione do rozmiarów kłótni. A przecież Darling była w kłótniach najgorsza na świecie!
Gdzieś z tyłu głowy zaczęła rozważać różne opcje, dzięki którym na pewno stałaby się ostrożniejsza i bezpieczniejsza. Mogłaby to wszystko rzucić. Odejść ze straży i spróbować czegoś zupełnie innego. To nie tak, że nie miałaby alternatyw. Miała sporo umiejętności, które mogłyby się przydać gdzie indziej. Dobrze gotowała, więc bez większego problemu odnalazłaby się w kuchni jakiejś restauracji. Może nawet mogłaby pójść o krok dalej i otworzyć własną cukiernię. Zdarzało jej się też słyszeć, że świetnie wychodzi na zdjęciach, więc modeling wcale nie byłby tak abstrakcyjnym pomysłem. Nawet taki mały sklep z akcesoriami do origami brzmiał całkiem sensownie. Tylko że im dłużej o tym myślała, tym wyraźniej czuła, że to wszystko jest jakieś obce. Jakby przymierzała cudze życie, które może i pasowało na pierwszy rzut oka, ale w rzeczywistości wcale nie było jej. Mogłaby się w tym odnaleźć, pewnie nawet byłaby w tym dobra. Ale to nie byłaby ona.
Kropli przybywało z każdą chwilą, materiał koszulki powoli nasiąkał wodą, włosy zaczynały przyklejać się do skóry, ale Teddy zupełnie o to nie dbała. Nie zwracała uwagi na chłód ani na to, że robi się coraz bardziej mokra. I to nie w tym przyjemnym sensie. Żadne z tych drobnych, fizycznych odczuć nie przebijało się przez to, co działo się w jej głowie. Cała jej uwaga skupiała się na April. Słuchała uważnie, starając się wychwycić wszystko, co naprawdę miało znaczenie. Nie tylko to, co zostało powiedziane wprost, ale też to, czego ukochana nie potrafiła ubrać w słowa. Jednocześnie gorączkowo szukała odpowiedzi. Czegoś, czym mogła jakoś ją uspokoić. Ale im bardziej się starała, tym wyraźniej czuła, że nie ma słów, które mogłyby to naprawić. Żadnego jednego zdania, które nagle sprawi, że ten strach zniknie. To ją frustrowało. Nie dlatego, że chciała wygrać tę rozmowę czy postawić na swoim. Tylko dlatego, że naprawdę zależało jej na tym, żeby Finch poczuła się choć odrobinę lepiej.
Zacisnęła lekko szczękę, wciąż stojąc w bezruchu. Otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale wyszedł jej z tego tylko jakiś żałosny skrzek. Odchrząknęła i spróbowała jeszcze raz.
— Dobrze, że mi o tym mówisz — wychrypiała przez zaciśnięte gardło. Nie dość, że napędzała narzeczonej tyle strachu, to jeszcze brakowało, żeby się tutaj rozbeczała. — Chcę, żebyś zawsze mówiła mi o wszystkim. Znam cię na wylot, ale przecież wiesz, że nie jestem najlepsza w domysłach — uśmiechnęła się blado, bo czasami nie żyła sobie w nieświadomości, zanim nie usłyszała czegoś wprost. Nawet teraz nie wiedziała, czy krople spływające po policzkach April to deszcz, czy jednak łzy. Nie, to zdecydowanie były łzy.
Teddy poczuła, jak żołądek związuje jej się w ciasny supeł. Znów doprowadziła ją do płaczu. Szkoda tylko, że tym razem nie ze szczęścia. Przeczesała palcami mokre włosy i potrząsnęła głową, jakby kolejne słowa narzeczonej nie do końca do niej dotarły.
— Nie musisz się z niczym ogarniać, to jest normalne, że się boisz. Ja też boję wielu rzeczy. I zawsze się o ciebie martwię — zapewniła ją natychmiast i sięgnęła dłońmi do jej policzków, żeby zetrzeć z nich łzy i deszcz. Bezskutecznie, bo ten drugi zacinał z ukosa coraz mocniej. Jak się nie pochorują, to będzie jakiś jebany cud.
Wypuściła głośno powietrze i znów pokręciła głową. Jak ona mogła myśleć, że mogłaby zostawić ją dlatego, że tak się martwiła? To Darling powinna być pełna takich obaw. I była. W końcu w taki sposób kończyło się większość jej związków. Wprawdzie nie w takie scenerii, ale z takich powodów.
— To chyba ja powinnam prosić, żebyś mnie nie zostawiała — powiedziała cicho, spuszczając wzrok na kałużę pod swoimi butami. Głos jej zadrżał, ale nie próbowała już tego ukrywać. Nie miała siły udawać, że panuje nad emocjami. — Ale jeśli to jest dla ciebie za dużo, jeśli tak nie potrafisz, to… — urwała, zaciskając na moment usta, jakby reszta zdania utknęła jej w gardle. Nie dokończyła, bo sama nie wiedziała, co miałaby powiedzieć dalej. To co? Przecież nie mogła jej zatrzymać. Nie mogła jej zmusić, żeby została, jeśli to życie, które prowadziła Teddy, okazało się zbyt trudne do udźwignięcia.Przełknęła ślinę, wciąż patrząc gdzieś w dół, na rozmazujące się krople deszczu w wodzie pod stopami.
Bardzo chciała, żeby April była szczęśliwa. Najbardziej na świecie. To nie była tylko ładna myśl czy łatwe zapewnienie. Ale właśnie teraz zaczynała się w tym gubić. Bo co, jeśli to, co ona uważała za dawanie szczęścia, w rzeczywistości oznaczało dla Finch ciągły lęk? Czy potrafiła dać jej to, czego potrzebowała, nie zabierając jej spokoju?
znajdziemy powód, by odchodzić i sto powodów, żeby wracać
Gdzieś z tyłu głowy zaczęła rozważać różne opcje, dzięki którym na pewno stałaby się ostrożniejsza i bezpieczniejsza. Mogłaby to wszystko rzucić. Odejść ze straży i spróbować czegoś zupełnie innego. To nie tak, że nie miałaby alternatyw. Miała sporo umiejętności, które mogłyby się przydać gdzie indziej. Dobrze gotowała, więc bez większego problemu odnalazłaby się w kuchni jakiejś restauracji. Może nawet mogłaby pójść o krok dalej i otworzyć własną cukiernię. Zdarzało jej się też słyszeć, że świetnie wychodzi na zdjęciach, więc modeling wcale nie byłby tak abstrakcyjnym pomysłem. Nawet taki mały sklep z akcesoriami do origami brzmiał całkiem sensownie. Tylko że im dłużej o tym myślała, tym wyraźniej czuła, że to wszystko jest jakieś obce. Jakby przymierzała cudze życie, które może i pasowało na pierwszy rzut oka, ale w rzeczywistości wcale nie było jej. Mogłaby się w tym odnaleźć, pewnie nawet byłaby w tym dobra. Ale to nie byłaby ona.
Kropli przybywało z każdą chwilą, materiał koszulki powoli nasiąkał wodą, włosy zaczynały przyklejać się do skóry, ale Teddy zupełnie o to nie dbała. Nie zwracała uwagi na chłód ani na to, że robi się coraz bardziej mokra. I to nie w tym przyjemnym sensie. Żadne z tych drobnych, fizycznych odczuć nie przebijało się przez to, co działo się w jej głowie. Cała jej uwaga skupiała się na April. Słuchała uważnie, starając się wychwycić wszystko, co naprawdę miało znaczenie. Nie tylko to, co zostało powiedziane wprost, ale też to, czego ukochana nie potrafiła ubrać w słowa. Jednocześnie gorączkowo szukała odpowiedzi. Czegoś, czym mogła jakoś ją uspokoić. Ale im bardziej się starała, tym wyraźniej czuła, że nie ma słów, które mogłyby to naprawić. Żadnego jednego zdania, które nagle sprawi, że ten strach zniknie. To ją frustrowało. Nie dlatego, że chciała wygrać tę rozmowę czy postawić na swoim. Tylko dlatego, że naprawdę zależało jej na tym, żeby Finch poczuła się choć odrobinę lepiej.
Zacisnęła lekko szczękę, wciąż stojąc w bezruchu. Otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale wyszedł jej z tego tylko jakiś żałosny skrzek. Odchrząknęła i spróbowała jeszcze raz.
— Dobrze, że mi o tym mówisz — wychrypiała przez zaciśnięte gardło. Nie dość, że napędzała narzeczonej tyle strachu, to jeszcze brakowało, żeby się tutaj rozbeczała. — Chcę, żebyś zawsze mówiła mi o wszystkim. Znam cię na wylot, ale przecież wiesz, że nie jestem najlepsza w domysłach — uśmiechnęła się blado, bo czasami nie żyła sobie w nieświadomości, zanim nie usłyszała czegoś wprost. Nawet teraz nie wiedziała, czy krople spływające po policzkach April to deszcz, czy jednak łzy. Nie, to zdecydowanie były łzy.
Teddy poczuła, jak żołądek związuje jej się w ciasny supeł. Znów doprowadziła ją do płaczu. Szkoda tylko, że tym razem nie ze szczęścia. Przeczesała palcami mokre włosy i potrząsnęła głową, jakby kolejne słowa narzeczonej nie do końca do niej dotarły.
— Nie musisz się z niczym ogarniać, to jest normalne, że się boisz. Ja też boję wielu rzeczy. I zawsze się o ciebie martwię — zapewniła ją natychmiast i sięgnęła dłońmi do jej policzków, żeby zetrzeć z nich łzy i deszcz. Bezskutecznie, bo ten drugi zacinał z ukosa coraz mocniej. Jak się nie pochorują, to będzie jakiś jebany cud.
Wypuściła głośno powietrze i znów pokręciła głową. Jak ona mogła myśleć, że mogłaby zostawić ją dlatego, że tak się martwiła? To Darling powinna być pełna takich obaw. I była. W końcu w taki sposób kończyło się większość jej związków. Wprawdzie nie w takie scenerii, ale z takich powodów.
— To chyba ja powinnam prosić, żebyś mnie nie zostawiała — powiedziała cicho, spuszczając wzrok na kałużę pod swoimi butami. Głos jej zadrżał, ale nie próbowała już tego ukrywać. Nie miała siły udawać, że panuje nad emocjami. — Ale jeśli to jest dla ciebie za dużo, jeśli tak nie potrafisz, to… — urwała, zaciskając na moment usta, jakby reszta zdania utknęła jej w gardle. Nie dokończyła, bo sama nie wiedziała, co miałaby powiedzieć dalej. To co? Przecież nie mogła jej zatrzymać. Nie mogła jej zmusić, żeby została, jeśli to życie, które prowadziła Teddy, okazało się zbyt trudne do udźwignięcia.Przełknęła ślinę, wciąż patrząc gdzieś w dół, na rozmazujące się krople deszczu w wodzie pod stopami.
Bardzo chciała, żeby April była szczęśliwa. Najbardziej na świecie. To nie była tylko ładna myśl czy łatwe zapewnienie. Ale właśnie teraz zaczynała się w tym gubić. Bo co, jeśli to, co ona uważała za dawanie szczęścia, w rzeczywistości oznaczało dla Finch ciągły lęk? Czy potrafiła dać jej to, czego potrzebowała, nie zabierając jej spokoju?
znajdziemy powód, by odchodzić i sto powodów, żeby wracać