History repeats itself
: śr kwie 29, 2026 6:48 pm
Wzruszyła bezradnie ramionami na jego pytanie o to czy w ogóle nie spała. Jakby nie patrzeć, udzieliła mu już odpowiedzi wcześniej, informując, że zarwała nockę na naukę. I nawet wyłapała tę ukrytą sugestię, że wypadałoby, aby w tej chwili położyła się spać, ale postanowiła ją dosyć sprytnie zignorować. Przyszła do domu z kwiatami, ciastem, z dwiema piątkami w indeksie! A co najważniejsze, zastała go w nie najgorszej formie, zaryzykowałaby stwierdzeniem, że całkiem niezłym stanie użytkowym jak na jego standardy, więc musiała to wykorzystać i wyjaśnić z nim wszystko. Choćby miała być to cholernie niewygodna rozmowa, musieli to przegadać. Elsa nie miała w zwyczaju krzyczeć, raczej gadać jak katarynka, ale to podobno było gorsze od wyzwisk i wrzasków — spokojne mówienie tego, co bolało, skutecznie wywołując coraz większy natłok wyrzutów sumienia. Dante będzie musiał się porządnie zastanowić czy aby na pewno ten typ kobiety był tym, którego potrzebował po całonocnych imprezach.
No i może przez to swoje gadulstwo nie potrafiła inaczej załatwiać spraw jak właśnie rozmową. Ciche dni byłyby dla niej najgorszą z możliwych kar i to do tego stopnia, że najprawdopodobniej by się udusiła albo w ekstremalnych sytuacjach, kiedy cisza między nią a Dante miałaby trwać dłużej niż kilka dni, odgryzłaby sobie język. Dlatego zarówno wczoraj jak i dzisiaj próbowała podjąć jakikolwiek dialog, coś co pomogłoby im znaleźć jakiś złoty środek, a przede wszystkim może także rozjaśnić sytuację w jakiej oboje się znaleźli. Bo czy byli parą? Czy może parą, która spotykała się ze sobą, bo tak było wygodnie i przyjemnie jeśli włączało się do tego wspólne pieszczoty.
— Dlaczego nie możesz nauczyć się patrzeć na telefon? Nie mówię, że masz z nim siedzieć i oczekiwać na moją wiadomość i szybciochem na nią odpisywać, ale… jak nie odpisywałeś przez kilka godzin to zaczęłam dzwonić i pewnie to przeze mnie padł ci telefon. No ale nawet jeśli by ten sms do mnie dotarł to nie byłeś ani przez chwilę ciekawy czy ci odpisałam? Czy nie życzyłam ci dobrej zabawy, czy nie zapytałam czy po pracy mogę do ciebie dołączyć? — Mogła brzmieć trochę jak nauczycielka, która próbowała wytłumaczyć uczniowi dlaczego został wezwany na dywanik za swoje zachowanie. Ale z nim tak często się czuła. Niefrasobliwość i życie chwilą było wpisane w jego egzystencję już w liceum. Nie myślał o konsekwencjach, a wnioski wyciągał zazwyczaj po fakcie, zdecydowanie za późno i zdecydowanie na zbyt krótki okres.
Słysząc, że nie musi się do niczego przyzwyczajać, mimowolnie uśmiechnęła się w duchu, jakby naprawdę uwierzyła w jego słowa, ale dosłownie te kolejne sprawiły, że na nowo przygasła. No tak. Nie mógł jej tego obiecać, ani dziś, ani najprawdopodobniej nigdy. I ktoś mógłby jej zaproponować, aby ukróciła to wszystko nim stało się naprawdę poważne, nim zdążyłaby się zaangażować w ich relacje całą sobą, bo przecież wiadome było, że z czasem takie zerwanie stałoby się tylko bardziej bolesne. Ale widząc, że on cały czas siedział i mimo cholernego kaca próbował z nią rozmawiać, naprawdę chciała wierzyć, że mu zależało! Bo przecież zawsze mógł wziąć psa pod pachę, buty w ręce i po prostu wyjść, uznając, że z wariatką nie będzie w ogóle dyskutował. A jednak nadal był na jej kanapie i z tym wzrokiem zbitego psa… no mógł nią manipulować niesamowicie.
Pozostawało więc jeszcze to cholerne zdjęcie. Pewnie im dłużej by się w nie wpatrywała tym sama doszłaby do wniosków, że wcale nic nadzwyczajnego nie łączyło Dantego i tej tajemniczej blondynki. Wczoraj była po prostu zła, że tak bardzo się zaangażowała w jego poszukiwania, że obdzwoniła chyba wszystkie szpitale w mieście i kilka poza nim, a on cały ten czas był dosłownie pod nosem. Była zła, że całą długą imprezę spędził w klubie, a przynajmniej jej ostatni dzień, i to z jakimś randomowym towarzystwem, a nie z nią. No i to zdjęcie było jej jedynym dowodem na to, że żył i się świetnie bawił. Niby powinna się z tego cieszyć, zwłaszcza z części, że żył, ale czy ktoś mógłby mieć do niej pretensje, że poczuła się tym nieco dotknięta? I może dlatego tak wybuchła wczorajszego popołudnia, insynuując mu, że się świetnie bawił, bajerując jakąś obcą laskę, zamiast spędzić ten czas chociażby z nią. Bo czy była aż tak nudna? Też potrafiła się przecież bawić, chodzić po barach, klubach, w końcu w jednym się spotkali pierwszy raz od kilku lat! Tylko nie robiła tego w środku tygodnia. I ciągiem przez trzy dni. Jakby nie patrzeć — pracowała, studiowała i zajmowała się psem. A ostatnio nawet dwoma.
— W porządku… w klubie było głośno, więc żebyście mogli słyszeć swoją rozmowę musieliście się nachylać do siebie. To raczej normalne. No a najwyraźniej ładnie razem wyglądaliście, więc klubowy fotograf pewnie uznał, że robi zdjęcie uroczej parze — odparła spokojnie, bez żadnych wyrzutów czy kolejnych insynuacji. Wierzyła w jego wersję, choć początkowe słowa o tym, że nawet nie pamiętał jej imienia nie brzmiały zbyt pocieszająco w zainstalowałem sytuacji.
Drgnęła w wyczekiwaniu, słysząc wypowiedziane przez niego "skoro". Wyłapała bowiem to zawahanie szybciej, niż on zdążyłby je ukryć.
Nie przerwała mu. Nie weszła mu w słowo. Po prostu patrzyła — uważnie, trochę zbyt uważnie — jakby właśnie w tej niedokończonej myśli było więcej prawdy niż w całej reszcie, którą mógłby powiedzieć. I kiedy postanowił zostawić ją w niepewności, zmieniając nieco temat i proponując, aby poznała prawdę od Erica, westchnęła cicho. Czy była zawiedziona? Była. Ale chyba więcej pretensji miała do siebie niż do niego, bo znów się głupia idiotka na coś nastawiała, a potem się dziwiła, że to jednak wyglądało zupełnie inaczej.
— A tak myślałam, żeby do niego dzwonić. Ale myślałam, że w środku tygodnia jest w robocie, a nie się z tobą szlaja… no i gdyby coś ci się stało przy nim to by chyba dał mi znać. — Uśmiechnęła się pod nosem. Chyba za dobrze oceniła Erica. Myślała, że to w miarę porządny i odpowiedzialny facet, a tu proszę. Taki sam chlejus jak Dante. Na dodatek, że też on mu nie podsunął pomysłu, aby spróbował się z nią skontaktować. Skoro przez te trzy dni imprezowali razem to chociaż on mógł się domyśleć, że Elsa odchodziła od zmysłów, nie mając kontaktu z Levasseurem. Chyba przez te wszystkie lata zdążył już ją poznać na tyle, aby dowiedzieć się, że w byciu największą panikarą zajmowała przynajmniej miejsce na podium. No ale najwyraźniej po facetach nie powinna się spodziewać jakiegokolwiek myślenia. O tym logicznym już nawet nie wspominając. A to podobno ich płeć była tą mądrą i dobrą w naukach ścisłych! Najwyraźniej tych dwoje przespało lekcje z łączenia kropek.
Gładziła liście kwiatów, jakby chciała pozbyć się z nich niewidzialnego kurzu. Wpatrywała się w tę piękne złociste płatki, zastanawiając się czy w tym momencie ich rozmowa się skończyła. Czy doszli do jakichś wniosków, czy powinni może ustalić jakiś plan działania na przyszłość? Bo nie zamierzała zabraniać mu imprezować. To było jego życie, jego styl bycia i nie miała prawa się w to wtrącać. Po prostu…
Zadrżała lekko, czując jak obejmuje ją od tyłu. Nie spodziewała się takiego gestu z jego strony. Słyszała jak otwierał buteleczkę i wypijał jej zawartość, więc myślała, że swoje kroki kieruje raczej do śmietnika, aby wyrzucić opróżnione opakowanie, a tu jednak ona była jego celem. A to było… naprawdę miłe. Uśmiechnęła się mimowolnie, wtulając lekko plecy w jego tors. Ale kiedy złapał ją za dłoń i przejechał palcami po śladach jej zębów, poczuła nagły wstyd. Chyba nie chciała, aby to widział, jednak nie miała siły kolejny raz się wyrywać.
— Ale to nie tylko słoneczniki… kupiłam jeszcze brownie w malinami. Ogromny kawałek. Pokroisz? Myślę, że taka dawka słodkiego też dobrze ci zrobi… i gdybyś mógł jeszcze zaparzyć herbatę. Jaśminowa będzie w porządku? Kawę chyba sobie odpuszczę — zapytała, przymykając powieki, aby faktycznie dać sobie chwilę na takie błogie lenistwo. Oczywiście, że zasłużyła na porządne spanie. Tylko czy po tak długiej drzemce byłaby w stanie spać także w nocy?
— Ale przed spaniem jeszcze by się przydał długi spacer z psami. Muszą się wybiegać… Murphy polubił ganianie za gumowym ringiem. W parku jest taka duża przestrzeń, gdzie o tej godzinie o dziwo nikogo nie ma i… — Ziewnęła cicho i zaraz odwróciła się do niego przodem, aby w następnej chwili mocno się do niego przytulić. — Dante… kupiłam ci małego powerbanka… dosłownie mała kostka, co nawet nie zauważysz jej w kieszeni, ale starcza na trzy ładowania… — wymamrotała cicho. Oj nie wiedziała co sobie myślała, kiedy go kupowała jeszcze przed udaniem się do kwiaciarni. Że nie będzie miał już wymówki? Że rozładowany telefon przestanie być wrogiem w budowaniu… no właśnie. Czego?
Dante Levasseur
No i może przez to swoje gadulstwo nie potrafiła inaczej załatwiać spraw jak właśnie rozmową. Ciche dni byłyby dla niej najgorszą z możliwych kar i to do tego stopnia, że najprawdopodobniej by się udusiła albo w ekstremalnych sytuacjach, kiedy cisza między nią a Dante miałaby trwać dłużej niż kilka dni, odgryzłaby sobie język. Dlatego zarówno wczoraj jak i dzisiaj próbowała podjąć jakikolwiek dialog, coś co pomogłoby im znaleźć jakiś złoty środek, a przede wszystkim może także rozjaśnić sytuację w jakiej oboje się znaleźli. Bo czy byli parą? Czy może parą, która spotykała się ze sobą, bo tak było wygodnie i przyjemnie jeśli włączało się do tego wspólne pieszczoty.
— Dlaczego nie możesz nauczyć się patrzeć na telefon? Nie mówię, że masz z nim siedzieć i oczekiwać na moją wiadomość i szybciochem na nią odpisywać, ale… jak nie odpisywałeś przez kilka godzin to zaczęłam dzwonić i pewnie to przeze mnie padł ci telefon. No ale nawet jeśli by ten sms do mnie dotarł to nie byłeś ani przez chwilę ciekawy czy ci odpisałam? Czy nie życzyłam ci dobrej zabawy, czy nie zapytałam czy po pracy mogę do ciebie dołączyć? — Mogła brzmieć trochę jak nauczycielka, która próbowała wytłumaczyć uczniowi dlaczego został wezwany na dywanik za swoje zachowanie. Ale z nim tak często się czuła. Niefrasobliwość i życie chwilą było wpisane w jego egzystencję już w liceum. Nie myślał o konsekwencjach, a wnioski wyciągał zazwyczaj po fakcie, zdecydowanie za późno i zdecydowanie na zbyt krótki okres.
Słysząc, że nie musi się do niczego przyzwyczajać, mimowolnie uśmiechnęła się w duchu, jakby naprawdę uwierzyła w jego słowa, ale dosłownie te kolejne sprawiły, że na nowo przygasła. No tak. Nie mógł jej tego obiecać, ani dziś, ani najprawdopodobniej nigdy. I ktoś mógłby jej zaproponować, aby ukróciła to wszystko nim stało się naprawdę poważne, nim zdążyłaby się zaangażować w ich relacje całą sobą, bo przecież wiadome było, że z czasem takie zerwanie stałoby się tylko bardziej bolesne. Ale widząc, że on cały czas siedział i mimo cholernego kaca próbował z nią rozmawiać, naprawdę chciała wierzyć, że mu zależało! Bo przecież zawsze mógł wziąć psa pod pachę, buty w ręce i po prostu wyjść, uznając, że z wariatką nie będzie w ogóle dyskutował. A jednak nadal był na jej kanapie i z tym wzrokiem zbitego psa… no mógł nią manipulować niesamowicie.
Pozostawało więc jeszcze to cholerne zdjęcie. Pewnie im dłużej by się w nie wpatrywała tym sama doszłaby do wniosków, że wcale nic nadzwyczajnego nie łączyło Dantego i tej tajemniczej blondynki. Wczoraj była po prostu zła, że tak bardzo się zaangażowała w jego poszukiwania, że obdzwoniła chyba wszystkie szpitale w mieście i kilka poza nim, a on cały ten czas był dosłownie pod nosem. Była zła, że całą długą imprezę spędził w klubie, a przynajmniej jej ostatni dzień, i to z jakimś randomowym towarzystwem, a nie z nią. No i to zdjęcie było jej jedynym dowodem na to, że żył i się świetnie bawił. Niby powinna się z tego cieszyć, zwłaszcza z części, że żył, ale czy ktoś mógłby mieć do niej pretensje, że poczuła się tym nieco dotknięta? I może dlatego tak wybuchła wczorajszego popołudnia, insynuując mu, że się świetnie bawił, bajerując jakąś obcą laskę, zamiast spędzić ten czas chociażby z nią. Bo czy była aż tak nudna? Też potrafiła się przecież bawić, chodzić po barach, klubach, w końcu w jednym się spotkali pierwszy raz od kilku lat! Tylko nie robiła tego w środku tygodnia. I ciągiem przez trzy dni. Jakby nie patrzeć — pracowała, studiowała i zajmowała się psem. A ostatnio nawet dwoma.
— W porządku… w klubie było głośno, więc żebyście mogli słyszeć swoją rozmowę musieliście się nachylać do siebie. To raczej normalne. No a najwyraźniej ładnie razem wyglądaliście, więc klubowy fotograf pewnie uznał, że robi zdjęcie uroczej parze — odparła spokojnie, bez żadnych wyrzutów czy kolejnych insynuacji. Wierzyła w jego wersję, choć początkowe słowa o tym, że nawet nie pamiętał jej imienia nie brzmiały zbyt pocieszająco w zainstalowałem sytuacji.
Drgnęła w wyczekiwaniu, słysząc wypowiedziane przez niego "skoro". Wyłapała bowiem to zawahanie szybciej, niż on zdążyłby je ukryć.
Nie przerwała mu. Nie weszła mu w słowo. Po prostu patrzyła — uważnie, trochę zbyt uważnie — jakby właśnie w tej niedokończonej myśli było więcej prawdy niż w całej reszcie, którą mógłby powiedzieć. I kiedy postanowił zostawić ją w niepewności, zmieniając nieco temat i proponując, aby poznała prawdę od Erica, westchnęła cicho. Czy była zawiedziona? Była. Ale chyba więcej pretensji miała do siebie niż do niego, bo znów się głupia idiotka na coś nastawiała, a potem się dziwiła, że to jednak wyglądało zupełnie inaczej.
— A tak myślałam, żeby do niego dzwonić. Ale myślałam, że w środku tygodnia jest w robocie, a nie się z tobą szlaja… no i gdyby coś ci się stało przy nim to by chyba dał mi znać. — Uśmiechnęła się pod nosem. Chyba za dobrze oceniła Erica. Myślała, że to w miarę porządny i odpowiedzialny facet, a tu proszę. Taki sam chlejus jak Dante. Na dodatek, że też on mu nie podsunął pomysłu, aby spróbował się z nią skontaktować. Skoro przez te trzy dni imprezowali razem to chociaż on mógł się domyśleć, że Elsa odchodziła od zmysłów, nie mając kontaktu z Levasseurem. Chyba przez te wszystkie lata zdążył już ją poznać na tyle, aby dowiedzieć się, że w byciu największą panikarą zajmowała przynajmniej miejsce na podium. No ale najwyraźniej po facetach nie powinna się spodziewać jakiegokolwiek myślenia. O tym logicznym już nawet nie wspominając. A to podobno ich płeć była tą mądrą i dobrą w naukach ścisłych! Najwyraźniej tych dwoje przespało lekcje z łączenia kropek.
Gładziła liście kwiatów, jakby chciała pozbyć się z nich niewidzialnego kurzu. Wpatrywała się w tę piękne złociste płatki, zastanawiając się czy w tym momencie ich rozmowa się skończyła. Czy doszli do jakichś wniosków, czy powinni może ustalić jakiś plan działania na przyszłość? Bo nie zamierzała zabraniać mu imprezować. To było jego życie, jego styl bycia i nie miała prawa się w to wtrącać. Po prostu…
Zadrżała lekko, czując jak obejmuje ją od tyłu. Nie spodziewała się takiego gestu z jego strony. Słyszała jak otwierał buteleczkę i wypijał jej zawartość, więc myślała, że swoje kroki kieruje raczej do śmietnika, aby wyrzucić opróżnione opakowanie, a tu jednak ona była jego celem. A to było… naprawdę miłe. Uśmiechnęła się mimowolnie, wtulając lekko plecy w jego tors. Ale kiedy złapał ją za dłoń i przejechał palcami po śladach jej zębów, poczuła nagły wstyd. Chyba nie chciała, aby to widział, jednak nie miała siły kolejny raz się wyrywać.
— Ale to nie tylko słoneczniki… kupiłam jeszcze brownie w malinami. Ogromny kawałek. Pokroisz? Myślę, że taka dawka słodkiego też dobrze ci zrobi… i gdybyś mógł jeszcze zaparzyć herbatę. Jaśminowa będzie w porządku? Kawę chyba sobie odpuszczę — zapytała, przymykając powieki, aby faktycznie dać sobie chwilę na takie błogie lenistwo. Oczywiście, że zasłużyła na porządne spanie. Tylko czy po tak długiej drzemce byłaby w stanie spać także w nocy?
— Ale przed spaniem jeszcze by się przydał długi spacer z psami. Muszą się wybiegać… Murphy polubił ganianie za gumowym ringiem. W parku jest taka duża przestrzeń, gdzie o tej godzinie o dziwo nikogo nie ma i… — Ziewnęła cicho i zaraz odwróciła się do niego przodem, aby w następnej chwili mocno się do niego przytulić. — Dante… kupiłam ci małego powerbanka… dosłownie mała kostka, co nawet nie zauważysz jej w kieszeni, ale starcza na trzy ładowania… — wymamrotała cicho. Oj nie wiedziała co sobie myślała, kiedy go kupowała jeszcze przed udaniem się do kwiaciarni. Że nie będzie miał już wymówki? Że rozładowany telefon przestanie być wrogiem w budowaniu… no właśnie. Czego?
Dante Levasseur