what we left behind
: sob kwie 25, 2026 10:26 pm
Nie spodziewała się, że wystarczy tak niewiele. Jeden uśmiech, jeden gest, kilka sekund poświęconych komuś innemu, by cała ta chłodna konstrukcja, którą budował od chwili jej powrotu, zaczęła pękać. Przez ostatnią godzinę obserwowała go uważnie, niemal obsesyjnie, próbując odnaleźć najmniejsze rysy w tej obojętności, którą nosił jak pancerz. Wydawał się odporny, zamknięty, konsekwentny w swojej decyzji, by trzymać ją na dystans. A jednak wystarczył Daniel Evans. Wystarczyło kilka sekund, kilka spojrzeń, drobna prowokacja, by napięcie eksplodowało pod jego skórą.
Drgnęła lekko, gdy nachylił się nad biurkiem, tak blisko, że przez ułamek sekundy poczuła znajomy zapach jego skóry. Patrzyła prosto na niego, słuchając wzmianki o ojcu. Oczywiście, że do niego dzwonił. To było niemal oczywiste, jej ojciec zawsze szukał odpowiedzi tam, gdzie uważał, że je znajdzie.
Przyjęła te słowa spokojnie, pozwalając im opaść gdzieś głęboko. Wiedziała, że nie powinna się tym przejmować. Powinna odpuścić, zostać na miejscu, uruchomić komputer, otworzyć pierwszą lepszą kartę i udawać, że pracuje. Powinna pozwolić mu wyjść, pozwolić mu zrobić dokładnie to, co zapowiedział, ale odkąd zobaczyła go po raz pierwszy od miesiąca, wszystko przestało być logiczne.
Odczekała chwilę. Dokładnie tyle, ile potrzebował, by przekroczyć szklane drzwi i zniknąć z pola widzenia. Dopiero wtedy podniosła się z miejsca, zgarniając telefon i klucze z blatu. Ruszyła za nim szybciej, niż planowała, ignorując spojrzenia współpracowników.
Znalazła go niemal natychmiast - szedł, jakby próbował zostawić za sobą nie tylko komisariat, ale również wszystko, co wydarzyło się kilka minut wcześniej. Musiał usłyszeć jej kroki, musiał wyczuć jej obecność, zanim jeszcze znalazła się za jego plecami. - O co ci, kurwa, chodzi? - rzuciła ostro, przyspieszając.
Dogoniła go przy wyjściu na zewnątrz. Weszła prosto w jego przestrzeń, łapiąc go za ramię i szarpiąc mocniej, niż planowała. Zatrzymała się przy ścianie budynku, w miejscu częściowo ukrytym przed wzrokiem ludzi przechodzących obok, stając z b y t blisko jak na wszystko, co próbowali między sobą budować od rana. - O co się wściekasz? Po co ten cały pokaz? - warknęła, a spokój, który utrzymywała przez ostatnią godzinę, rozsypał się bezpowrotnie. - Chcesz usłyszeć prawdę o tym miesiącu, żeby poczuć się lepiej?
Stała o krok od niego, napierając własną obecnością, odbierając mu przestrzeń do ucieczki. Serce waliło jej w piersi mocno, oddech przyspieszył, ale nie zamierzała się wycofać. Patrzyła mu prosto w oczy. - Chcesz wiedzieć, jak wyglądało moje pieprzone życie od chwili, gdy wyszłam z mieszkania? Jak wyglądało budzenie się codziennie z tą samą myślą, że zostawiłam za sobą wszystko, czego nie potrafiłam przestać kochać? - jej głos drgnął lekko, choć nie odwróciła wzroku. - Chcesz wiedzieć, ile razy próbowałam sobie wmówić, że to była dobra decyzja? Ile razy pakowałam rzeczy, żeby wrócić wcześniej, a później znowu rezerwowałam kolejny nocleg? - zachowywał się, jakby był jedyną osobą, która coś straciła, a tak naprawdę oboje przeżywali ten koszmar równie mocno.
Rhys Madden
Drgnęła lekko, gdy nachylił się nad biurkiem, tak blisko, że przez ułamek sekundy poczuła znajomy zapach jego skóry. Patrzyła prosto na niego, słuchając wzmianki o ojcu. Oczywiście, że do niego dzwonił. To było niemal oczywiste, jej ojciec zawsze szukał odpowiedzi tam, gdzie uważał, że je znajdzie.
Przyjęła te słowa spokojnie, pozwalając im opaść gdzieś głęboko. Wiedziała, że nie powinna się tym przejmować. Powinna odpuścić, zostać na miejscu, uruchomić komputer, otworzyć pierwszą lepszą kartę i udawać, że pracuje. Powinna pozwolić mu wyjść, pozwolić mu zrobić dokładnie to, co zapowiedział, ale odkąd zobaczyła go po raz pierwszy od miesiąca, wszystko przestało być logiczne.
Odczekała chwilę. Dokładnie tyle, ile potrzebował, by przekroczyć szklane drzwi i zniknąć z pola widzenia. Dopiero wtedy podniosła się z miejsca, zgarniając telefon i klucze z blatu. Ruszyła za nim szybciej, niż planowała, ignorując spojrzenia współpracowników.
Znalazła go niemal natychmiast - szedł, jakby próbował zostawić za sobą nie tylko komisariat, ale również wszystko, co wydarzyło się kilka minut wcześniej. Musiał usłyszeć jej kroki, musiał wyczuć jej obecność, zanim jeszcze znalazła się za jego plecami. - O co ci, kurwa, chodzi? - rzuciła ostro, przyspieszając.
Dogoniła go przy wyjściu na zewnątrz. Weszła prosto w jego przestrzeń, łapiąc go za ramię i szarpiąc mocniej, niż planowała. Zatrzymała się przy ścianie budynku, w miejscu częściowo ukrytym przed wzrokiem ludzi przechodzących obok, stając z b y t blisko jak na wszystko, co próbowali między sobą budować od rana. - O co się wściekasz? Po co ten cały pokaz? - warknęła, a spokój, który utrzymywała przez ostatnią godzinę, rozsypał się bezpowrotnie. - Chcesz usłyszeć prawdę o tym miesiącu, żeby poczuć się lepiej?
Stała o krok od niego, napierając własną obecnością, odbierając mu przestrzeń do ucieczki. Serce waliło jej w piersi mocno, oddech przyspieszył, ale nie zamierzała się wycofać. Patrzyła mu prosto w oczy. - Chcesz wiedzieć, jak wyglądało moje pieprzone życie od chwili, gdy wyszłam z mieszkania? Jak wyglądało budzenie się codziennie z tą samą myślą, że zostawiłam za sobą wszystko, czego nie potrafiłam przestać kochać? - jej głos drgnął lekko, choć nie odwróciła wzroku. - Chcesz wiedzieć, ile razy próbowałam sobie wmówić, że to była dobra decyzja? Ile razy pakowałam rzeczy, żeby wrócić wcześniej, a później znowu rezerwowałam kolejny nocleg? - zachowywał się, jakby był jedyną osobą, która coś straciła, a tak naprawdę oboje przeżywali ten koszmar równie mocno.
Rhys Madden