Strona 2 z 2

Por favor, no me mates hoy.

: ndz cze 21, 2026 2:11 pm
autor: Gabriela R. Blais
trigger warning
przekleństwa
Każdy miał jakieś tam swoje marzenia. Nie licząc Shakiry we własnym życiu i łóżku, to śmiało mogłaby odpowiedzieć, że chciałaby być w takim momencie swojej egzystencji, w którym swoim parobkom obwieszczałaby, że idzie robić ważne rzeczy i poświęcała ten czas na oglądanie filmu. I może nawet włączyłaby tego całego Ojca Chrzestnego, ale tak sobie zaczęli rozmawiać na temat włoskiej mafii i ten pomysł uciekł w siną dal. Spojrzała na kuzyna jak na idiotę. A rzadko kiedy komuś posyłała takie spojrzenie, bo poprzeczka wisiała całkiem wysoko.
- Obstawiałam, że w tym mam większe szanse. Jakbym nie zakręciła, to odstrzeliliby mnie na miejscu. - to był ten właśnie moment, gdy podziwiała fakt, że oboje jeszcze oddychali. Korzystali z własnych kończyn bez żadnego większego uszczerbku. Bo ludzie z takim podejściem jak oni kończyli martwi, zadłużeni, albo w więzieniu. A żadna z tych opcji nie brzmiała zbyt zachęcająco. A cała ta klątwa może była jednocześnie zbawieniem i ich zgubą? Bo w takich kwestiach, to nigdy nie było się win win. Już tyle wersji się nasłuchała o tej rzekomej klątwie, że ciężko było stwierdzić, co było prawdą. Podobno kobiety z linii ich krwi traciły swojego pierworodnego. Brzmiało to złowieszczo, ale Pilar i Rozka były bezpieczne. Jak coś, to ona miałaby przejebane, no chyba że miałaby mieć dziewczynkę. Jej mama podobno była w ciąży i straciła syna. Później to ona się pojawiła, więc może i w tej historii było ziarnko prawdy?
- Chyba śnisz. - oburzyła się i również pogroziła mu palcem w odwecie. - Nasza familia postawiłaby mi flaszkę jakby usłyszała, że okantowałam makaroniarza. Byłabym ustawiona do końca dni. - no może nie aż tak, ale pomarzyć zawsze było można, prawda? Rzadko kiedy odwiedzała rdzeń ich popapranej rodzinki, bo tam ciężko było się odnaleźć podrzutkowi. Z tego co jednak się orientowała jej matka po rozwodzie wróciła do korzeni i nie było tam za ciekawie. Szczególnie, że wypominali jej ucieczkę z wojskowym, który był Kanadyjczykiem. Ta część jej rodzinki też była pojebana i nigdy nie opowiadała kuzynom o swoim dzieciństwie. Nic więc dziwnego, że z tego duetu dwóch kultur powstała właśnie taka Gaba.
- Możesz to powtórzyć? Chcę mieć to nagrane. - tak w razie co, żeby później się nie wymigał od tych słów, gdy zajdzie potrzeba. - Zabierzesz mnie kiedyś tam? Sama nie pojadę. - bo czasami w tej jej rudej łepetynce następowało spięcie i rozsądek brał górę. Pewnie jakiś człowieczyna miałby teraz WTF laska, ale tak to właśnie z nią było. Bez mrugnięcia okiem bawiła się w rosyjską ruletkę i groziła szajbusom, ale gdy przychodziło do takich decyzji, to miała tę krztę obawy.
Dwie bańki...
To chyba było niewiele zważając na to, że sama Shakira miała im dać popis swoimi bioderkami. Gdyby zaszła taka potrzeba, to nawet sprzedałaby nerkę, bo na wątrobę już nie było co liczyć. Na całe szczęście Madox był obrotny i trzymał zaskórniaki na takie okazje. Ona to jeszcze młoda była i szalała lawirując między milionerką, a bezdomną.
- Waka Waka dla Madoxa raz. Ja chcę Te aviso, te anuncio. No i wiadomo La Tortura. - jeszcze chwila, a ułożyliby cały repertuar, ale na nowo skupili się na wiadomościach. Jej palce aż tańczyły, gdy wystukiwała kolejne wiadomości. Nawet wkurwiona tak szybko nie napieprzała w te małe klawisze, a trzeba pochylić się nad tym, że z tak długimi paznokciami nie było to proste. Oburzona wyciągnęła ręce, gdy odebrał jej telefon, ale ustawiła się do tej sweet foci. Wyglądali pięknie. Nawet dopisała gdzieś tam, że to biurko z Lapacho.
- On zna twój klub! Jesteśmy kociaki! - niemal skakała z ekscytacji, jakby to sama Shakira napisała im te słowa. - Madi, musimy jakoś wyglądać. Zachowaj ten rum dla niej. Musimy przygotować scenę na koncert. Myślisz, że powinnam założyć coś, żeby odkryć brzuch? Wiesz tak w razie co gdyby udało nam się z nią zatańczyć? - zapytała, ale od razu wlepiła wzrok w ekran, gdy kolejna wiadomość przyszła. - Jej menager może wpaść do nas za dwie godzinki. Żeby obgadać szczegóły! - teraz już piszczała, bo kurwa to naprawdę się działo.
- Te, ale Pilar nie będzie zazdrosna, co? Macie jakiś niepisany pakt na wypadek pojawienia się Shakiry? - bo ona jakby była w związku, to na bank na samym wstępie powiedziałaby, że z Shakirą to nie zdrada.
Babka Carmen Sandiego naprawdę nad nimi czuwała. Nie ma innego wyjaśnienia na to.


Madox A. Noriega

Por favor, no me mates hoy.

: wt cze 23, 2026 4:01 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
No w sumie to było logiczne, że Gaba nie grała w rosyjską ruletkę dla zabawy... Tylko, że jak Madox znał swoją kuzynkę, to tam czasem logika przestawała istnieć i by się wcale nie zdziwił, no ale jak mu wyjaśniła, że nie dali jej wyboru, to skinął głową.
- Widzisz jaki fart, to jest ta nasza klątwa - zawsze spadali na cztery łapy, a potem się potykali na prostej drodze i lądowali na tym głupim ryju. To znaczy czyj był głupi, to był, Madoxa to na pewno trochę tak.
Noriega nie słyszał o tym traceniu pierworodnych, bo po pierwsze to jego ojciec był z Noriegów, czyli od babki Carmen Sandiego, ale miał jeszcze sporo rodzeństwa, a po drugie to no jego to nie dotknie, no chyba, że dotykało to też facetów, ale on i tak nie zamierzał mieć dzieci, bo ich nie lubił. Szkoda, że one uwielbiały jego, bo się z nimi bawił. Bo Madox to czasem był jak takie duże dziecko.
I teraz też jak takie dziecko popatrzył na Gabę, a zaraz jej odpalił - wydaje mi się, że nasza rodzina byłaby zadowolona, gdybyś jednak tej ruletki nie wygrała... Ale nie martw się mnie też nie lubią, nie wiem czemu - wiedział, w ogóle to nie była tajemnica, że matka Madoxa okradła jego ojca, wsadziła go do paki i uciekła z Kolumbii, a Madox też wtedy... no ledwo udało mu się wymigać. Co prawda przez lata spłacał dług matki, ale jego starego wsadzili na dożywocie jako mordercę, nie był tam najlepiej przyjmowany, chociaż na weselu kuzyna Ticiano, niby mu to trochę wybaczyli, a no i przede wszystkim wyszła na jaw prawda, że to nie Madox porzucił Rosalindę na ołtarzu, tylko ona go zdradziła z najlepszym przyjacielem. Ciekawe czy Gaba wiedziała?
Może nawet by o tym podyskutowali, ale Madox już nawijał jej, że była jego małą siostrzyczką, nie miał rodzeństwa, tylko kuzynów, dlatego może wszystkich traktował jak siostry i braci?
- A w życiu, a jak ktoś zapyta, to powiem, że się przesłyszałaś - nawet mrugnął do niej jednym okiem - pewnie, możemy tam lecieć, ale bierzemy Pilar, bo ją tam nawet lubią - może nawet bardziej niż Madoxa?
Noriega się rozmarzył myśląc o Medellin, i dopiero koncert Shakiry sprowadził go na ziemię...
Chociaż to chyba bliżej nieba niż ziemi, bo to przecież Shakira!
Tylko dwie bańki, dwa miliony to jest kupa kasy, to prawie wszystko, co Madox zarobił na klubie w zeszłym roku, bo zarobił trzy. Dobrze, że on nie żył rozrzutnie, nie licząc Jaguara dla Pilar, no i też wygrał ostatnio trochę w kasynie, a trochę ukradł Frankiemu Ferrari, było go stać, a jeszcze jak Gaba mu obiecała Waka Waka, to już w ogóle Madox gotowy był od razu otwierać sejf, wbić ten swój kod 6969 i wyciągać hajs na biurko z Lapacho.
Ale zajęli się smsami i fociami, a jak Gabi zaczęła wymieniać, co oni muszą jeszcze zrobić, to Madox uniósł obie brwi - a to myślisz, że ona dzisiaj tu przyjedzie? To muszę dzwonić do Pilar, bo by mi nie wybaczyła, jakby nie zobaczyła Shakiry w Emptiness - już sięgał po telefon, żeby dzwonić do swojej narzeczonej, bo ona też przecież uwielbiała Shakirę, ale jeszcze podwinął sobie koszulę odsłaniając idealnie wyrzeźbiony brzuch - a ja mam odsłaniać? Nie wiem... Ale ty odsłoń - no wiadomo, że jak chciała robić taniec brzucha, to musiała go pokazać. Madox to co najwyżej tym swoim absem mógł Shaki pokusić, żeby jednak spotkała się z nim po godzinach tutaj przy tym biureczku z Lapacho. Zerknął na zegarek, kiedy Gaba powiedziała o tym menagerze - o kurwa, a miałem... - no coś tam miał, jakiś plan, ale wiadomo, że dla Shakiry to go zmieni - dobra, to zaprosimy go tu, damy mu rum, ty pokażesz mu brzuch i może namówi Shakirę, nie? - czyli plan był całkiem prosty. Co mogło pójść nie tak?
- Nie będzie - powiedział od razu, taa… na pewno nie będzie. Madox z przyszłości to już wiedział, że Shakirę mógł tylko i wyłącznie zaliczyć w trójkącie z Pilar. Może dlatego jakieś przeczucie go tknęło i wziął telefon - ale i tak do niej napiszę, to znaczy jak się dowiemy kiedy wpadnie Shaki, żeby też przyjechała, ty też może kogoś zaproś? Nie wiem Ricza może też? Albo taki mój kumpel William, znasz go? Mieszka w naszej kamienicy, to on też nawet lubi Shakirę, zadzwonię do niego - pewnie w ogóle lista osób, które chciałyby zobaczyć Shakirę była znacznie dłuższa. Pewnie nawet Galen Wyatt by chciał, ale jego to Madox akurat nigdy by nie zaprosił.
Wstał z tego swojego fotela i rozejrzał się dookoła.
- Myślisz, że trzeba tu sprzątać? Nawet spoko jest, nie? - rozejrzał się, ale zaraz dostrzegł na tym fotelu na którym siedział na oparciu, jedną samotną kropelkę krwi, mała plamka - patrz... Kto to uwalił? - nawet się obejrzał, czy nie on, bo jak czasem się obijają z jakimiś klientami, którzy nie chcą współpracować to bywa różnie, ale nie tym razem.

Gabriela R. Blais

Por favor, no me mates hoy.

: ndz cze 28, 2026 11:27 am
autor: Gabriela R. Blais
Po ich zwariowanej rodzince można było się spodziewać wszystkiego: nawet skoku ze spadochronem bez spadochronu. A jakimś cudem i tak pewnie wjebaliby się w ocean, uciekali przed krwiożerczymi rekinami i wyszli z tego z kilkoma siniakami oraz podkoloryzowaną historią, w którą nikt by nie uwierzył.
- Madi, ale ta cała klątwa to skąd się wzięła? Babka sprzedała za coś duszę diabłu czy jaki chuj? - bo w sumie to każdy gadał o tej klątwie i jej skutkach, ale mało kto o tym jak ta została rzucona na ich uroczy latynoski ród. Może jednak lepiej było nie dociekać i przyjąć po prostu całą tę spuściznę? Potykać się na prostej drodze, a wychodzić cało nawet z największych opresji? Jak tacy super bohaterowie po koksie, którzy nie odróżniają rzeczywistości od halucynacji?
- Pewnie dlatego, że moja matka uciekła z rudym Kanadyjczykiem. No cóż... Grunt to być konsekwentnym i do końca życia nieść rozczarowanie dla rodzinki. - uniosła kąciki ust, żeby ukryć ten cień smutku, który pojawił się w jej serduszku na jego słowa. Rozdarta pomiędzy dwoma rodzinami. Dziewczyna, która nie pasuje nigdzie... To brzmiało jak słaby wstęp do filmu biograficznego tych wszystkich pseudo gwiazdek. Ale może tak to miało być? Wielka kariera, pławienie się w luksusie i bolesny upadek. Może właśnie tak ta klątwa działała.
- Bo co? Wstydzisz się mnie, bo jestem ruda? - wytknęła mu żartobliwie i pewnie dalej by się tak droczyli, ale były ważniejsze kwestie do obgadania. Takie jak koncert Shakiry. I gdyby brała piękny przykład ze starszego kuzyna, to byłoby ją stać na taki koncert, ale ona to żyła rozrzutnie. Zgarniała sporo siana na swoich obrazach oraz znajomościach z bogaczami i puf... Znowu bieda pukała do jej drzwi. Hulaj duszo piekła nie ma.
- Nie wiem... Ten cały menadżer wspomniał tylko o sobie. Myślisz, że możemy mu ufać? - bo po dziecięcej ekscytacji przychodził czas na rozkminy w stylu, czy ktoś nie chce nas okantować? Skarbówka nie miała aż takich speców, żeby ich oszukać, ale co jak, ten garniturek mami właśnie takich fanów słodkimi słówkami i bach? Będą musieli prześwietlić typa zanim dadzą mu dwie bańki. - Nie! Nie dzwoń jeszcze do nikogo! Zwiększamy nasze szanse i tylko pomyśl. - rozłożyła dłonie jakby chciała mu pokazać jakiś ładny świat, który rozpościerał się przed nimi - Wchodzi tu Pilar w jakimś sexy wdzianku. Robi jej się mokro na widok Shakiry, która idzie powoli w naszą stronę. A ona zamiast zawiesić na niej oko, to najpierw z nami się wita. Shakira zna twoje imię. Przecież Pilar rozniesie to biurko, gdy ci pokaże swoją wersję Waka Waka. Mówię ci, będzie warto. - zakończyła tą piękną wizję nie wspominając o końcówce, którą sobie wymarzyła. Bo skoro Pilar i Madox mieli roznieść biuro, to ona...
- A odsłoń. Zrobimy show. A jak ten menadżer to gej? Musimy przewidzieć wszystko! - bo ona niejednego geja już nawróciła z bananów na brzoskwinki, ale po co ryzykować? - Nie no Ricz musimy przy tym być. William? Babka w warzywniaku coś wspominała o waszym ślubie. Przystojny chociaż? - poruszyła sugestywnie brwiami, ale w żołądku jej się przewróciło trzy razy na samo wspomnienie Billa. Bo co, jeśli serio Madox go zaprosi i wyjdzie to, że kilka lat temu spotykała się z jego kumplem? Jeszcze jakby potrafili kantować w takich sprawach... Bo jak będzie blisko, to nie było chuja we wsi. Na bank się zapomni i będzie posyłać mu tęskne oraz wkurwione spojrzenia, gdy zobaczy go z jakąś lafiryndą. A co gorsza znikną gdzieś razem i zostanie to uchwycone na kamerze. Niby nic wielkiego, wystarczyło tylko się przyznać i ugłaskać jakoś Madoxa, ale... To był ich świat, ich piękna historia, którą nie chciała się dzielić z resztą świata. Nawet po latach jej serce szybciej biło na jego widok. Nigdy nie wyleczyła się z Patela. I jeśli kiedykolwiek miała nadejść wiekopomna chwila przyznania się, to chciała to zrobić razem. Trzymać jego dłoń jak w pierdolonej telenoweli, żeby sprostać losowi we dwoje.
- Ogarniemy tylko biurko. - na dźwięk jego głosu wyrwała się ze wspomnień o ramionach Williama i krytycznie spojrzała na pomieszczenie, w którym się znajdowali. Prócz kilku przedmiotów, które znalazły się na ziemi po tym, jak w szaleńczym tempie musiała dostać się przez biurko do Madoxa, to było całkiem git. - Co? - spojrzała na plamkę krwi. Potem na Madoxa, który najwyraźniej nie był właścicielem tej kropelki. Nawet pochyliła się i zerknęła w dół, żeby ocenić czy aby, nie dostała kobiecych dni i na samą myśl o Shakirze przy akrobacjach biurkowych gdzieś coś nie poleciało, ale było czysto. - To nie ja. Tylko nie mów, że tak zwalniasz ludzi. - wyszeptała, gdy oboje pochylili się nad tym cudem natury. - Może jeszcze trupa w szafie masz? - zachichotała i podeszła do jednej wielkiej szafy, którą otworzyła z rozmachem. Może trupa tam nie było, ale za to więcej krwi i przecięty sznur. - Kurwa, Madi. Więziłeś tu kogoś? - nie mieli teraz czasu na takie zabawy. Shakira była w drodze. Musieli jednak tym się zająć, bo chuj wie, gdzie był lokator szafy.

Madox A. Noriega