Shush, girl.
: czw maja 14, 2026 11:13 am
Obcowanie z rozhisteryzowanymi, wystraszonymi ludźmi zwykle nie leżało w jego kompetencjach. Społecznie nie był przystosowany do tego, aby sobie z nimi radzić, bo empatii miał w sobie tyle co nic. Zwykle pogarszał sytuację, a nie ją łagodził, dlatego po prostu walczył z innymi niebezpiecznymi ludźmi, którzy raczej przy nim nie płakali. Chociaż gdy wyciągał informacje w ludzi, którzy żałowali wszystkiego i błagali o życie, to chcąc nie chcąc musiał znosić ich szlochy oraz panikę.
Ale tylko przez chwilę. Dopóki nie ucichli na zawsze.
Brew mu drgnęła wyżej na jej odpowiedź. Nie takiej się spodziewał, ale ta była lepsza niż smutne błaganie i przekonywanie, aby jej nie zabijał, bo ma trójkę dzieci czy coś. Akurat był ostatnią osobą, którą miałoby to przekonać.
— Jak nie zaczniesz myśleć, to tak właśnie będzie — odpowiedział niewzruszony, nie spuszczając z niej spojrzenia.
Miał w sobie bardzo dużą cierpliwość. Nie krzyczał, nie wybuchał jak większość osób w jego otoczeniu. Nie atakował innych, jeśli nie miał w tym żadnego celu. Nie lubił jednak marnowania jego czasu, ani tych głupich zabaw w kotka i myszkę.
Był człowiekiem konkretnym i tego też często oczekiwał od innych.
Domyślał się jednak, że dla dziewczyny było to… nowe doświadczenie. Nie wyglądała jak ktoś, kto miał do czynienia z takim światem na co dzień. W zasadzie bardzo mały odsetek ludzi zareagowałby inaczej niż ona na intruza w domu. Odkąd jednak był w Kanadzie widział już kilka filmów. Swego czasu je głośno komentował i wyśmiewał logikę, niemniej zdawał sobie sprawę z tego, że spora część ludzi coś takiego ogląda i przeżywa. Pomyślałby, że przez to ludzie chociaż trochę wiedzą jak się zachować w takiej sytuacji.
Chociaż filmy, a rzeczywistość mocno się różniły.
Gdy ona walczyła ze swoim rozemocjonowaniem, on był tak samo niewzruszony. Przekrzywił tylko głowę w bok, obserwując jej zachowanie. Westchnął ciężej pod nosem, zaraz krzyżując ręce na obandażowanej klatce piersiowej.
— Jeśli ktoś cię pyta co dzisiaj robiłaś, to odpowiadasz, że spałaś, byłaś całą noc sama i nie widziałaś nic dziwnego — powiedział, nieco zmęczony faktem, że musiał jej to wytłumaczyć. — To twój szczęśliwy dzień. — Wątpliwe. — Nie mam ochoty cię zabijać, więc wykorzystaj to, użyj zdrowego rozsądku i nikomu nie opowiadaj o tym, co miało dzisiaj miejsce. Nie było mnie tu. Nikogo nie było, a to — zatrzymał się, pokazując palcem na zaczerwieniony ślad na jej szyi, który możliwe, że jeszcze przez chwilę pozostanie widoczny. — Bawiłaś się z chłopakiem. Jasne? — Bo jak inaczej to wytłumaczyć?
Co jak nie ma chłopaka? To mogła jakiegoś znaleźć na jedną noc. A jak nie pasuje to do jej osobowości oraz sposobu bycia, to lepiej, aby zaczęło.
Taka drobna sugestia nowego kolegi.
— Bo jeśli dowiem się – a się dowiem - że komuś o tym napomknęłaś mimochodem w rozmowie czy w głupiej wiadomości do koleżanki, to następnym razem nie będę miły. — Bo oczywiście, że był bardzo miły. To, że jej nie skrzywdził, tylko wykorzystał jej apteczkę i w dodatku pozwalał jej żyć w zamian za trzymanie gęby na kłódkę, to była najwyższa forma bycia miłym w jego wydaniu.
Chociaż mogła tego nie wiedzieć… ale zdecydowanie powinna skorzystać z propozycji.
— Zrozumiałaś? — spytał, bo drugi raz już się nie powtórzy.
Maelle Lennox
Ale tylko przez chwilę. Dopóki nie ucichli na zawsze.
Brew mu drgnęła wyżej na jej odpowiedź. Nie takiej się spodziewał, ale ta była lepsza niż smutne błaganie i przekonywanie, aby jej nie zabijał, bo ma trójkę dzieci czy coś. Akurat był ostatnią osobą, którą miałoby to przekonać.
— Jak nie zaczniesz myśleć, to tak właśnie będzie — odpowiedział niewzruszony, nie spuszczając z niej spojrzenia.
Miał w sobie bardzo dużą cierpliwość. Nie krzyczał, nie wybuchał jak większość osób w jego otoczeniu. Nie atakował innych, jeśli nie miał w tym żadnego celu. Nie lubił jednak marnowania jego czasu, ani tych głupich zabaw w kotka i myszkę.
Był człowiekiem konkretnym i tego też często oczekiwał od innych.
Domyślał się jednak, że dla dziewczyny było to… nowe doświadczenie. Nie wyglądała jak ktoś, kto miał do czynienia z takim światem na co dzień. W zasadzie bardzo mały odsetek ludzi zareagowałby inaczej niż ona na intruza w domu. Odkąd jednak był w Kanadzie widział już kilka filmów. Swego czasu je głośno komentował i wyśmiewał logikę, niemniej zdawał sobie sprawę z tego, że spora część ludzi coś takiego ogląda i przeżywa. Pomyślałby, że przez to ludzie chociaż trochę wiedzą jak się zachować w takiej sytuacji.
Chociaż filmy, a rzeczywistość mocno się różniły.
Gdy ona walczyła ze swoim rozemocjonowaniem, on był tak samo niewzruszony. Przekrzywił tylko głowę w bok, obserwując jej zachowanie. Westchnął ciężej pod nosem, zaraz krzyżując ręce na obandażowanej klatce piersiowej.
— Jeśli ktoś cię pyta co dzisiaj robiłaś, to odpowiadasz, że spałaś, byłaś całą noc sama i nie widziałaś nic dziwnego — powiedział, nieco zmęczony faktem, że musiał jej to wytłumaczyć. — To twój szczęśliwy dzień. — Wątpliwe. — Nie mam ochoty cię zabijać, więc wykorzystaj to, użyj zdrowego rozsądku i nikomu nie opowiadaj o tym, co miało dzisiaj miejsce. Nie było mnie tu. Nikogo nie było, a to — zatrzymał się, pokazując palcem na zaczerwieniony ślad na jej szyi, który możliwe, że jeszcze przez chwilę pozostanie widoczny. — Bawiłaś się z chłopakiem. Jasne? — Bo jak inaczej to wytłumaczyć?
Co jak nie ma chłopaka? To mogła jakiegoś znaleźć na jedną noc. A jak nie pasuje to do jej osobowości oraz sposobu bycia, to lepiej, aby zaczęło.
Taka drobna sugestia nowego kolegi.
— Bo jeśli dowiem się – a się dowiem - że komuś o tym napomknęłaś mimochodem w rozmowie czy w głupiej wiadomości do koleżanki, to następnym razem nie będę miły. — Bo oczywiście, że był bardzo miły. To, że jej nie skrzywdził, tylko wykorzystał jej apteczkę i w dodatku pozwalał jej żyć w zamian za trzymanie gęby na kłódkę, to była najwyższa forma bycia miłym w jego wydaniu.
Chociaż mogła tego nie wiedzieć… ale zdecydowanie powinna skorzystać z propozycji.
— Zrozumiałaś? — spytał, bo drugi raz już się nie powtórzy.
Maelle Lennox