Everything I do, I do it for you
: ndz maja 17, 2026 2:28 am
Uśmiech nie schodził jej z twarzy, gdy z takim urokiem zapraszał ją do siebie. I jak tutaj mu odmówić? - Uznam, że to zaproszenie nie ma bliskiego terminu ważności- odpowiedziała wbrew własnym pragnieniom, ale niestety goście zza ściany przeszkadzali jej w realizacji tego zaproszenia. Ale kiedy wyjdą… Wtedy Skye zamierzała nie tylko zostawić Dominicowi ślady w mniej widocznych miejscach, ale także upewnić się, że doskonale pamięta, że należy właśnie do niej. - I to jest prawidłowa odpowiedź, ale na wszelki wypadek będę Ci o tym przypominać- uśmiechnęła się wymownie, bo wiadomo, co miała na myśli. Musieli dbać o ten ogień w ich związku, aby się nie wypalił. Musieli dbać o siebie nawzajem, bo skoro w swoich ramionach czuli się tak pierwszy raz w życiu, należało to uczucie pielęgnować.
Brunetka zdawała sobie sprawę, że dla Dominica sam tak poważny związek to bardzo duży krok. Po rozmowie, którą odbyli na wspólnym wyjeździe, wiedziała że nie jest on gotowy myśleć o dalszych krokach. Nie naciskała na niego. Korzystała z tego co mają. Łapała każde wspólne chwile czując w środku, że uczucia mężczyzny to coś więcej niż zwykły, przelotny romans. Brakowało jej jednak momentami chociażby świadomości, że oboje dążą do tego samego. Nie chodziło o tempo w jakim się poruszają, ale wiedzą, że patrzą w tym samym kierunku? Na pewno przeniosłaby ich relację na wyższy poziom, a w Skye zaszczepiła większy spokój i pewność co do przyszłości ich związku.
Na razie jednak chwytała się tego co ma i korzystała z każdej wspólnej chwili, których po zmianie pracy było nieco mniej. Tym bardziej, że oboje byli małymi pracoholikami. Starali się jednak znajdować ten czas dla siebie, więc może faktycznie Murray powinna się zapytać jak Reyes chciałby spędzić swoje urodziny? Postawiła jednak na niespodzianki i może pierwsza nie do końca jej wyszła, ale z pozostałych chyba będzie zadowolony! - Oh chcesz mnie ukarać?- poruszyła wymownie brwiami, gdy tak uroczo się oburzył na jej sformułowanie o dzieciństwie. - Błądzić? Mówisz o ich błądzeniu, swoim czy moim? Mam nadzieję, że miałeś na myśli tych pierwszych- spytała śmiejąc się lekko z tego, chociaż poczuła pewien ucisk pod żebrami. Może faktycznie Dominic traktował związek z nią jako pewne błądzenie? Próbę związania się z przyjaciółką, z którą miała bardzo niesamowity seks i teraz nie wie jak się z tego wykręcić? Myśli Skye czasami uciekały w niebezpiecznych kierunkach, gdy nie do końca wiedziała na czym stoi. To też rozwalało jej poprzednie związki, gdy obietnice jej facetów nie pokrywały się z działaniami. A ona po prostu chciała kogoś, kto wie czego chce i robi wszystko, żeby to osiągnąć. Czy to tak wiele? Miała nadzieję, że nie.
Pocałunek i złożona obietnica miały być romantyczne i całe szczęście w jej głowie pozostał obraz mężczyzny, który dobrze ją zrozumiał. A jeżeli niekoniecznie, to niech chociaż dobrze to wykorzysta! - Czyli najpierw grzeczna zabawa, a potem niegrzeczna?- uśmiechnęła się zadziornie i podobał jej się taki plan. Nawet jeśli mieliby przez to wyjść na mało gościnnych gospodarzy, przyspieszając wyjście gości. - Lepiej poczekajmy aż sprawdzimy w jakim będziesz stanie po zabawie, bo może jutro będzie Cię męczyć kac- w końcu to bardzo wyjątkowe urodziny. Koniec pewnej ery (dzieciństwa).
Dominic Reyes
Brunetka zdawała sobie sprawę, że dla Dominica sam tak poważny związek to bardzo duży krok. Po rozmowie, którą odbyli na wspólnym wyjeździe, wiedziała że nie jest on gotowy myśleć o dalszych krokach. Nie naciskała na niego. Korzystała z tego co mają. Łapała każde wspólne chwile czując w środku, że uczucia mężczyzny to coś więcej niż zwykły, przelotny romans. Brakowało jej jednak momentami chociażby świadomości, że oboje dążą do tego samego. Nie chodziło o tempo w jakim się poruszają, ale wiedzą, że patrzą w tym samym kierunku? Na pewno przeniosłaby ich relację na wyższy poziom, a w Skye zaszczepiła większy spokój i pewność co do przyszłości ich związku.
Na razie jednak chwytała się tego co ma i korzystała z każdej wspólnej chwili, których po zmianie pracy było nieco mniej. Tym bardziej, że oboje byli małymi pracoholikami. Starali się jednak znajdować ten czas dla siebie, więc może faktycznie Murray powinna się zapytać jak Reyes chciałby spędzić swoje urodziny? Postawiła jednak na niespodzianki i może pierwsza nie do końca jej wyszła, ale z pozostałych chyba będzie zadowolony! - Oh chcesz mnie ukarać?- poruszyła wymownie brwiami, gdy tak uroczo się oburzył na jej sformułowanie o dzieciństwie. - Błądzić? Mówisz o ich błądzeniu, swoim czy moim? Mam nadzieję, że miałeś na myśli tych pierwszych- spytała śmiejąc się lekko z tego, chociaż poczuła pewien ucisk pod żebrami. Może faktycznie Dominic traktował związek z nią jako pewne błądzenie? Próbę związania się z przyjaciółką, z którą miała bardzo niesamowity seks i teraz nie wie jak się z tego wykręcić? Myśli Skye czasami uciekały w niebezpiecznych kierunkach, gdy nie do końca wiedziała na czym stoi. To też rozwalało jej poprzednie związki, gdy obietnice jej facetów nie pokrywały się z działaniami. A ona po prostu chciała kogoś, kto wie czego chce i robi wszystko, żeby to osiągnąć. Czy to tak wiele? Miała nadzieję, że nie.
Pocałunek i złożona obietnica miały być romantyczne i całe szczęście w jej głowie pozostał obraz mężczyzny, który dobrze ją zrozumiał. A jeżeli niekoniecznie, to niech chociaż dobrze to wykorzysta! - Czyli najpierw grzeczna zabawa, a potem niegrzeczna?- uśmiechnęła się zadziornie i podobał jej się taki plan. Nawet jeśli mieliby przez to wyjść na mało gościnnych gospodarzy, przyspieszając wyjście gości. - Lepiej poczekajmy aż sprawdzimy w jakim będziesz stanie po zabawie, bo może jutro będzie Cię męczyć kac- w końcu to bardzo wyjątkowe urodziny. Koniec pewnej ery (dzieciństwa).
Dominic Reyes