Strona 2 z 2

Maskarada

: ndz maja 10, 2026 9:10 pm
autor: Max Korhonen
Padająca odpowiedź wymalowała się lekkim zdumienie, tym razem jednak w niebieskich tęczówkach. W zasadzie, zadając to pytanie, nie przewidział niczego poza jedną z dwóch prostych odpowiedzi; albo całkowitego dystansu, albo równie prostego przyzwolenia. Tymczasem Lilian po raz kolejny wymknęła się schematowi, w który mimowolnie próbował ją wpisać. Zaskoczyła go i nawet gdyby chciał, nie potrafił tego ukryć. Przez krótką chwilę po prostu patrzył na nią w ciszy, jakby analizował nie tyle same słowa, co sposób, w jaki je wypowiedziała. Wydawała się być nerwowa, a dźwięk irytującego telefonu przyniósł jej - w odczuciu Maxa - subtelną ulgę.
Cała reszta wydarzyła się zbyt szybko, by Korhonen mógł poświęcić choć chwilę na zastanowienie. Odrzucił gdzieś na bok zdroworozsądkowe myślenie i ruszył szybkim krokiem przez wypełnioną gośćmi salę. Huk spadającej tacy oraz dźwięk tłuczonego szkła zwróciły uwagę niemal każdego, kogo przez cały wieczór starał się unikać. Max jednak świadomie zignorował ten drobny „wypadek”, skupiając się wyłącznie na nieznajomej. W chwili, gdy zerknęła przez ramię, ich spojrzenia ponownie się spotkały, lecz mimo to się nie zatrzymała.
— Cholera — syknął pod nosem, wypadając przez frontowe drzwi zaledwie chwilę po niej. Chłodne powietrze uderzyło go w twarz niemal natychmiast, jednak nie zwolnił nawet na moment. Wzrokiem szybko odnalazł sylwetkę Lilian oddalającą się w stronę parkingu. -Cholera - powtórzył, odruchowo zaciskając dłoń na metalowej poręczy, gotów zbiec w dół schodów, jednak wtedy ona na powrót ruszyła w jego kierunku.

Widząc ją ponownie przed sobą, poddał się po raz kolejny zaskoczeniu. Jeszcze chwilę temu niemal bezmyślnie ruszył za nią, przekonany, że jeśli teraz pozwoli jej odejść, już nigdy więcej jej nie zobaczy. A jednak wróciła; zdyszana, wyraźnie poruszona i z tym chaosem wymalowanym w spojrzeniu, który dziwnym sposobem przyciągał go do niej coraz bardziej. Serce nadal biło mu szybciej po pośpiesznym biegu przez salę i nagłym wyrwaniu się z dusznej atmosfery bankietu, jednak w chwili, gdy zatrzymała się przed nim, wszystko inne zeszło na dalszy plan. Przez krótką chwilę po prostu patrzył, zauważając drżenie palców zaciskających się na materiale sukienki, przyspieszony oddech i to krótkie zawahanie w oczach, zupełnie jakby nie była pewna, dlaczego właściwie zawróciła.
Dla Maxa cały ten wieczór wydawał się być farsą, w której nie miał najmniejszej ochoty brać udziału, jednak w chwili, kiedy natknął się na nieznajomą, w końcu pojął, że być może nie pojawił się tam całkowicie bez powodu. Po raz pierwszy od wielu miesięcy przestał analizować każdy kolejny krok, każde słowo i każdą reakcję. Przy niej wszystko działo się zbyt szybko, zbyt impulsywnie i zdecydowanie zbyt naturalnie, by mógł zachować chłodny dystans, którym zwykle odgradzał się od ludzi. Była szalona, nieokiełznana i całkowicie nieprzewidywalna.
Utwierdził się w tym, dokładnie w momencie, kiedy poczuł jej dłonie na swojej twarzy i ledwie sekundę później ciepło ust, które początkowo wydawało się niepewne, niemal ostrożne. Wówczas emocje tego wieczoru w końcu znalazły ujście. Instynktownie objął ją w pasie, przyciągając bliżej siebie, kierowany obawą, że jeśli tego nie zrobi, znowu mu ucieknie. Pocałunek bardzo szybko przestał być jedynie impulsem. Stał się czymś więcej, czymś co nie mieściło się w żadnym logicznym wytłumaczeniu, jakimi na co dzień operował Max. Budził w nim reakcję równie instynktowną, co niepokojącą. Kiedy odwzajemnił pocałunek, miał nieprzyjemne, ale wyraźne wrażenie, że przekracza granicę, której jeszcze chwilę temu nawet nie dopuszczał do istnienia. I że nie ma już pewności, czy będzie chciał się z niej wycofać.

W momencie, gdy wsunęła palce w jego włosy, mimowolnie przymknął oczy, natomiast świat za ich plecami praktycznie przestał istnieć. Nie było już balu, ludzi ani nazwiska Eliasa Northa. Była tylko ona. Słodycz tego pocałunku wdzierała się pod skórę Maxa powoli, działając na niego w sposób niemal odurzający. Rozmywała granice, które zwykle trzymał w idealnym porządku, rozpraszała myśli. Oddech urywał mu się na krótkie momenty, a serce przyspieszało w rytmie, którego nie kontrolował. I choć wciąż gdzieś z tyłu głowy tliła się resztka rozsądku, była coraz cichsza — zagłuszana przez jej obecność, ciepło i sposób, w jaki całkowicie bez wysiłku burzyła jego spokój.
Dopiero po dłuższej chwili odsunął się minimalnie, bardziej po to, by odzyskać oddech niż rzeczywiście zwiększyć między nimi dystans. Czoło oparł na moment o jej czoło, a w niebieskich tęczówkach wciąż buzowało to samo napięcie, którego żadne z nich nie próbowało już ukrywać. — To zdecydowanie lepsze niż zwykłe „dziękuję” — mruknął z ledwie dostrzegalnym rozbawieniem.



Lilian Davenport

Maskarada

: wt maja 12, 2026 1:31 pm
autor: Lilian Davenport

To szalone, krzyczała nieustannie w myślach, a pomimo tego nie potrafiła przestać. Całowała go z zawziętością; z czułością, o którą nigdy siebie nie podejrzewała. Serce waliło jej tak mocno, że aż bolało
W głowie miała chaos. Osobliwy strach mieszał się z ekscytacją, a poczucie bezpieczeństwa z irracjonalną paniką.
Bała sie, że jeżeli pozwoli sobie na jeszcze odrobinę więcej, nie będzie już potrafiła się wycofać.W końcu to miał być wyłącznie ostatni taniec; zakończenie spotkania autorskiego na które wymknęła się po kryjomu w obawie przed czujnym okiem babki. I tylko ta świadomość sprawiała, że Lilian stopniowo wracały hamulce.
Stara Dolores lada momeny miała pojawić się w okolicy.
Odsunął się delikatnie, ale wciąż niebyt znacząco. Czuła na ustach resztki pocałunków i to niebezpieczne ciepło rozlewające się po całym ciele. Tym razem z zatrważającą pewnością wpatrywała się w niebieskie oczy nieznajomego i nie mogąc zignorować napięcia, po raz kolejny sięgnęła do jego warg.
I jeszcze jeden raz... I jeszcze... i znowu, ostatni. To szalone, zaśmiała się w myślach, kiedy ostatecznie rozplątała dłonie z ciała mężczyzny i stanęła w przyzwoitszej odległości.
Teraz naprawdę muszę iść — oznajmiła, po czym pośpiesznie odczepiła z nadgarstka srebrną bransoletkę z różową literką ,,L” oraz kilkoma ozdobnymi zawieszkami w kształcie stokrotek. — Mieszkam w Toronto. Znajdź mnie, jeżeli potrafisz — mówiąc to uśmiechnęła się i złapawszy poły sukni ruszyła w stronę schodów, a następnie z powrotem w kierunku parkingu.
Wieczór zakończył się krzywym spojrzeniem Dolores, która brutalnie wpakowała wnuczkę na tylne siedzenie starego Mercedesa.

zt. x2