putting the guard down for a minute
: pn maja 11, 2026 3:37 pm
Przeszło jej przez myśl, że to całkiem urocze.. Wystalkowała go, przecież to było wiadome, prawda? Był jej znajomym, takim z którym rzeczywiście rozmawiała i całkiem lubiła spędzać czas, musiała wiedzieć chociażby podstawy tego kim ten człowiek był. Definitywnie nie spotykałaby się z facetem, o którym nie wiedziała nic, albo którego bliscy byli na jakiejś niezbyt przyjemnej liście. W sumie takim, którzy w ogóle nie mieli śladu w sieci, też nie ufała.. I to nie tak, że chciała się z nim spotykać! Wcale nie. To samo zrobiłaby, gdyby miała jakąś koleżankę, okay? Nie chciała się spotykać w ten sposób z nikim, nie miała na to ani czasu ani ochoty i tyle. Zacisnęła na moment usta w cienką linię, by powstrzymać uśmiech, a przy okazji ugryźć się w język i nie odpowiedzieć "wiem" gdy wspomniał o swoim rodzeństwie, to byłoby chyba trochę creepy. - Dwie siostry, młodsza i starsza. - odpowiedziała zamiast tego, stwierdzając, że kulturalnie byłoby się podzielić swoim rodzeństwem też. Obie na swój osobliwy sposób barwne, kolorowe, roztrzepane i absolutnie kochane. Definitywnie przeciwieństwo Megan, umówmy się. - Okay, nie powstrzymam się. Powiedz mi, że twój brat spał w łóżku-bolidzie za dziecka. - zażartowała, ale właściwie to naprawdę była całkiem ciekawa. Jej młodsza siostra miała fizia na punkcie samochodów, wyścigów i całej reszty, to był trochę jej special interest, a Megan podejrzewała, że gdyby kiedyś kupiła jej taką ramę łóżka, to całkiem by się ucieszyła.
Przyznałaby mu rację co do kwestii finansowej, ale rozmowa o pieniądzach szybko mogła objąć dość depresyjne tony, prawda? O polityce i pieniądzach się nie rozmawia, więc pozwoliła po prostu tematowi umrzeć śmiercią naturalną, jedynie przytakując skinieniem głowy. Pieniądze miały swoje benefity, właściwie całkiem sporo benefitów, ale z drugiej strony, zwłaszcza pracując w opiece zdrowotnej, czasami łapała się na zakrzywionym poglądzie względem ubezpieczenia i społecznej sytuacji. Nie ważne ile miała w sobie empatii, czy jak bardzo była otwarta na to, by wysłuchać każdego przypadku, czasami szczerze nie zdawała sobie sprawy z tego, przez co niektórzy pacjenci musieli przebrnąć. Ekonomiczne rozterki, które pewnie z biznesowej strony Mark znał lepiej niż ona z tej moralnej. Świat był pełny szarej strefy.
- Na pudłach są, pokażę ci potem. W sumie dostajesz naklejkę za bajgla... Ale może tylko te "premium"?.. Nigdy nie zwróciłam uwagi właściwie. - kolejna rzecz, która była tak prosta, a na którą nigdy wcześniej nie wpadła. Tym razem, zamiast podnosić spojrzenie ku niebu, obiecała sobie, że wczyta się w końcu w regulamin promocji i za co właściwie dostawała te naklejki. Prawda była taka, że na te proste bajgle nawet nie patrzyła, bo jakoś tak wydawały jej się mało interesujące. Prostotę lubiła.. W wystroju? W zapachach perfum, we włoskiej kuchni, w bukietach kwiatów, w męskiej modzie.. Ale w bajglach? Nah, chciała, żeby coś się w nich działo. - Brzmi dobrze, lubię twój styl.. Chociaż pikle wolę w burgerach. - a o swojej relacji z tą zwykłą, typową papryką kiedyś mu opowie, ale w tym konkretnym momencie nie miała ochoty się ośmieszać. Nie byli chyba jeszcze przyjaciółmi, nie..? Z drugiej strony bez oporu zapraszała go do siebie, by w świętym spokoju usiąść wygodnie i chillować po uczelnianej siłce, celebrując początek weekendu. Bo wydawał się niegroźny! I nie był natrętem. Nie wkurzał jej swoją gadką ani twarzą. Yep, zdecydowanie dobry kandydat na spędzenie popołudnia/wieczoru, zamiast trucie dupy swoim siostrom, które na pewno miały lepsze rzeczy do roboty. - A bycie pełnym jest najgorsze. - zgodziła się, chociaż rozmowa o jedzeniu w jej przypadku czasami mogła się okazać puszką z robakami, której nie chciał otwierać. Zdawała sobie sprawę z tego, że jej podejście było... Niezbyt zdrowe? Ale wszystko było pod kontrolą. W tym konkretnym przypadku chodziło jej tylko o to, że zanim sygnał z żołądka dotarł do mózgu, że jest już pełny, zazwyczaj było już o kilka dziabów za późno. Nie pamiętała od kogo to usłyszała, ale jak najbardziej mogła się zgodzić i żyła w przekonaniu, że jedzenie do momentu w którym była tak na 70% pełna, było najlepszym sposobem. Nikt nie przekona jej do innego, serio.
Nie powstrzymała rozbawionego uśmiechu, gdy zapytał o mundur i tyle by było z jej próby wydawania się groźną.
- Nie, nie paraduję po szpitalu w mundurze, to tylko w bazie treningowej. - odpowiedziała zgodnie z prawdą, dziękując Bogu za to, że nie musiała żyć w swoich bojowych butach. Większość dnia w tej twardej, wzmocnionej skórze? Nope. Nie była już buntowniczą nastolatką i takie zabawy jej nie cieszyły, jej zmęczonych stóp tym bardziej. - Siły zbrojne mają taki program, w którym przyszli chirurdzy, którzy już dostali się do medycznej szkoły, mogą się starać w tym samym momencie o dołączenie do armii. Armia płaci za szkołę, praktyki, wszystko w pakiecie, szkoli cię bojowo w tym samym momencie i płaci ci za to, a haczyk jest taki, że kiedy już skończysz swoją edukację ze wszystkimi dodatkowymi specjalizacjami, które sobie wybierzesz, twoje życie należy do nich przez kilka lat. - rozgadała się, tłumacząc, mimo że w gruncie rzeczy nie pytał.. I zdała sobie sprawę z tego, że właściwie rzadko o tym komukolwiek mówiła. Była zwykłym studentem, który spędzał miesiąc swojego wolnego czasu w bazie szkoleniowej, a potem wracała, by zostać chirurgiem i.. To w sumie tyle.
- Oh, znasz jakieś? Przyznam, że ćwiczę tylko w bazie, co jest trochę żenujące i pewnie powinnam to robić częściej... - zmarszczyła lekko brwi, bardziej na bolesne ukłucie budującej się paniki w jej klatce piersiowej, spowodowane tym, że mogłaby być do tyłu. Nie po to zapieprzała jak dyliżans, żeby być do tyłu, prawda? Z drugiej strony.. Brakowało jej godzin w dobie i dni w tygodniu, gdyby rzeczywiście miała mieć czas na medyczną szkołę, treningi i jeszcze dodatkowe strzelectwo, fuck. Zajęło jej tylko chwilę, żeby przywołać się do porządku, na moment wstrzymując oddech, wbijając prawy kciuk we wnętrze lewej dłoni, a potem powoli wypuszczając powietrze ustami. Okay. Bez paniki. Jakoś to ogarnie, zaczynając od koleżeńskiego wypadu na strzelnicę z Markiem, prawda? I tak nie była beznadziejnym strzelcem... Po prostu.. Mogłaby poświęcić temu więcej czasu i tyle.
Wzmianka o whiskey, na którą lekko się skrzywiła. No tak, męskie trunki, takie które miały smakować jak paliwo i sprawiać, że na klacie rosły dodatkowe włoski.
- Mam... Gazowaną wodę, pomarańczowy sok, kran-colę, elektrolity w proszku, idiotycznie dobre wino, gin i Vermouth, więc najlepsze, co mogę ci zaproponować, to albo wino tak, jak jest, albo domowe Martini. - nie imprezowała z ludźmi, to prawda.. Ale robiła naprawdę dobre koktajle, okay? Lubiła myśleć, że to przez swoją niechęć do mocnych alkoholi, połączona z zamiłowaniem do komfortu i smacznych rzeczy. Zdecydowanie. Dokończyła swojego shake'a, który jak zawsze wystarczył, żeby zaspokoić głód, odłożyła jedzonko na później, zamiast tego wyciągając dwa kieliszki. Tak, potrafiła zrobić dobre Martini, ale nie posiadała odpowiedniego do nich szkła, bo aż tak popieprzona nie była. Miała natomiast specyficzną lodóweczkę w której te wina trzymała w idealnej temperaturze, więc była tylko trochę popieprzona. - Chodź tu lepiej i powiedz mi co byś chciał. - stwierdziła w końcu, sprawdzając przy okazji zawartość lodówki i szafek w których trzymała wszelkie słoiki i konserwy. Rzadko gotowała.. Zwyczajnie nie mając czasu, ale niech pierwszy rzuci kamień ten, kto nigdy nie miał pod ręką szybkiej przekąski w postaci krakersów i oliwek.
Mark Rosenhall
Przyznałaby mu rację co do kwestii finansowej, ale rozmowa o pieniądzach szybko mogła objąć dość depresyjne tony, prawda? O polityce i pieniądzach się nie rozmawia, więc pozwoliła po prostu tematowi umrzeć śmiercią naturalną, jedynie przytakując skinieniem głowy. Pieniądze miały swoje benefity, właściwie całkiem sporo benefitów, ale z drugiej strony, zwłaszcza pracując w opiece zdrowotnej, czasami łapała się na zakrzywionym poglądzie względem ubezpieczenia i społecznej sytuacji. Nie ważne ile miała w sobie empatii, czy jak bardzo była otwarta na to, by wysłuchać każdego przypadku, czasami szczerze nie zdawała sobie sprawy z tego, przez co niektórzy pacjenci musieli przebrnąć. Ekonomiczne rozterki, które pewnie z biznesowej strony Mark znał lepiej niż ona z tej moralnej. Świat był pełny szarej strefy.
- Na pudłach są, pokażę ci potem. W sumie dostajesz naklejkę za bajgla... Ale może tylko te "premium"?.. Nigdy nie zwróciłam uwagi właściwie. - kolejna rzecz, która była tak prosta, a na którą nigdy wcześniej nie wpadła. Tym razem, zamiast podnosić spojrzenie ku niebu, obiecała sobie, że wczyta się w końcu w regulamin promocji i za co właściwie dostawała te naklejki. Prawda była taka, że na te proste bajgle nawet nie patrzyła, bo jakoś tak wydawały jej się mało interesujące. Prostotę lubiła.. W wystroju? W zapachach perfum, we włoskiej kuchni, w bukietach kwiatów, w męskiej modzie.. Ale w bajglach? Nah, chciała, żeby coś się w nich działo. - Brzmi dobrze, lubię twój styl.. Chociaż pikle wolę w burgerach. - a o swojej relacji z tą zwykłą, typową papryką kiedyś mu opowie, ale w tym konkretnym momencie nie miała ochoty się ośmieszać. Nie byli chyba jeszcze przyjaciółmi, nie..? Z drugiej strony bez oporu zapraszała go do siebie, by w świętym spokoju usiąść wygodnie i chillować po uczelnianej siłce, celebrując początek weekendu. Bo wydawał się niegroźny! I nie był natrętem. Nie wkurzał jej swoją gadką ani twarzą. Yep, zdecydowanie dobry kandydat na spędzenie popołudnia/wieczoru, zamiast trucie dupy swoim siostrom, które na pewno miały lepsze rzeczy do roboty. - A bycie pełnym jest najgorsze. - zgodziła się, chociaż rozmowa o jedzeniu w jej przypadku czasami mogła się okazać puszką z robakami, której nie chciał otwierać. Zdawała sobie sprawę z tego, że jej podejście było... Niezbyt zdrowe? Ale wszystko było pod kontrolą. W tym konkretnym przypadku chodziło jej tylko o to, że zanim sygnał z żołądka dotarł do mózgu, że jest już pełny, zazwyczaj było już o kilka dziabów za późno. Nie pamiętała od kogo to usłyszała, ale jak najbardziej mogła się zgodzić i żyła w przekonaniu, że jedzenie do momentu w którym była tak na 70% pełna, było najlepszym sposobem. Nikt nie przekona jej do innego, serio.
Nie powstrzymała rozbawionego uśmiechu, gdy zapytał o mundur i tyle by było z jej próby wydawania się groźną.
- Nie, nie paraduję po szpitalu w mundurze, to tylko w bazie treningowej. - odpowiedziała zgodnie z prawdą, dziękując Bogu za to, że nie musiała żyć w swoich bojowych butach. Większość dnia w tej twardej, wzmocnionej skórze? Nope. Nie była już buntowniczą nastolatką i takie zabawy jej nie cieszyły, jej zmęczonych stóp tym bardziej. - Siły zbrojne mają taki program, w którym przyszli chirurdzy, którzy już dostali się do medycznej szkoły, mogą się starać w tym samym momencie o dołączenie do armii. Armia płaci za szkołę, praktyki, wszystko w pakiecie, szkoli cię bojowo w tym samym momencie i płaci ci za to, a haczyk jest taki, że kiedy już skończysz swoją edukację ze wszystkimi dodatkowymi specjalizacjami, które sobie wybierzesz, twoje życie należy do nich przez kilka lat. - rozgadała się, tłumacząc, mimo że w gruncie rzeczy nie pytał.. I zdała sobie sprawę z tego, że właściwie rzadko o tym komukolwiek mówiła. Była zwykłym studentem, który spędzał miesiąc swojego wolnego czasu w bazie szkoleniowej, a potem wracała, by zostać chirurgiem i.. To w sumie tyle.
- Oh, znasz jakieś? Przyznam, że ćwiczę tylko w bazie, co jest trochę żenujące i pewnie powinnam to robić częściej... - zmarszczyła lekko brwi, bardziej na bolesne ukłucie budującej się paniki w jej klatce piersiowej, spowodowane tym, że mogłaby być do tyłu. Nie po to zapieprzała jak dyliżans, żeby być do tyłu, prawda? Z drugiej strony.. Brakowało jej godzin w dobie i dni w tygodniu, gdyby rzeczywiście miała mieć czas na medyczną szkołę, treningi i jeszcze dodatkowe strzelectwo, fuck. Zajęło jej tylko chwilę, żeby przywołać się do porządku, na moment wstrzymując oddech, wbijając prawy kciuk we wnętrze lewej dłoni, a potem powoli wypuszczając powietrze ustami. Okay. Bez paniki. Jakoś to ogarnie, zaczynając od koleżeńskiego wypadu na strzelnicę z Markiem, prawda? I tak nie była beznadziejnym strzelcem... Po prostu.. Mogłaby poświęcić temu więcej czasu i tyle.
Wzmianka o whiskey, na którą lekko się skrzywiła. No tak, męskie trunki, takie które miały smakować jak paliwo i sprawiać, że na klacie rosły dodatkowe włoski.
- Mam... Gazowaną wodę, pomarańczowy sok, kran-colę, elektrolity w proszku, idiotycznie dobre wino, gin i Vermouth, więc najlepsze, co mogę ci zaproponować, to albo wino tak, jak jest, albo domowe Martini. - nie imprezowała z ludźmi, to prawda.. Ale robiła naprawdę dobre koktajle, okay? Lubiła myśleć, że to przez swoją niechęć do mocnych alkoholi, połączona z zamiłowaniem do komfortu i smacznych rzeczy. Zdecydowanie. Dokończyła swojego shake'a, który jak zawsze wystarczył, żeby zaspokoić głód, odłożyła jedzonko na później, zamiast tego wyciągając dwa kieliszki. Tak, potrafiła zrobić dobre Martini, ale nie posiadała odpowiedniego do nich szkła, bo aż tak popieprzona nie była. Miała natomiast specyficzną lodóweczkę w której te wina trzymała w idealnej temperaturze, więc była tylko trochę popieprzona. - Chodź tu lepiej i powiedz mi co byś chciał. - stwierdziła w końcu, sprawdzając przy okazji zawartość lodówki i szafek w których trzymała wszelkie słoiki i konserwy. Rzadko gotowała.. Zwyczajnie nie mając czasu, ale niech pierwszy rzuci kamień ten, kto nigdy nie miał pod ręką szybkiej przekąski w postaci krakersów i oliwek.
Mark Rosenhall