Strona 2 z 2

010. Red wedding

: wt maja 12, 2026 3:53 pm
autor: Gabriela R. Blais
trigger warning
przekleństwa
Matko Najświętsza, trzymaj mnie w swej opiece, bo zwariuję, a nie stać mnie na specjalistę.

I cały sprytny plan chuj trafił. No oczywiście, że jak już miała wszystko poukładane, to rudowłosa nie zgodziła się na związanie. To nie była przecież przemoc, a racjonalne wyjście z sytuacji gdzie obie mogłyby na spokojnie przedyskutować kolejne kroki, licząc że Ricz spokojnie będzie siedział w jednym miejscu. W gorszym scenariuszu ten zabawiłby się w tajnego agenta i spierdoliłby im, ale wtedy byłoby chociaż zabawnie. Zamiast tego dalej ciągnęli tą telenowele, a jej nie zostało nic innego jak zrobić gasps in spanish. Przemknęła niczym zdrajca w kierunku okna podczas wielkiej spowiedzi Ricza i zgarnęła fajki z blatu. Obiecała sobie, że w tym mieszkaniu nie będzie jebać nikotyną, a ona nie będzie każdego popołudnia wstawać na kacu, ale nadzwyczajne okoliczności wymagały wsparcia moralnego. Maryśka byłaby lepsza, ale Marlboro również mogło poratować. Musiało.
Zaciągnęła się i wypuściła dym ze swoich płuc, a powiew świeżego powietrza porwał toksyczne opary wysyłając je w świat. Czy Ezra wybaczy Riczowi? Czy jej relacja z kuzynem kiedyś wróci na właściwe tory? Tego dowiecie się państwo w nowym odcinku.
Szkoda, że nie mogła teraz wcisnąć pauzy i przejść dalej. SZKODA. Nie mogli jak normalna rodzina dać sobie po mordzie i zjeść? Albo pójść na terapię i skończyć w kasynie, bo szkoda wydawać tyle hajsu na speców od czapy?
- Ja jej powiem. - wykrztusiła w końcu te słowa z siebie i posłała Riczowi wymowne spojrzenie. Mentalnie robiła już znak krzyża nad swoim grobem i wypisała wszystkie zasady, które muszą obowiązywać na jej pogrzebie. Oby Ricz kurwa szarpnął się na wiązankę, bo kurwa wstanie i rozpęta jebaną apokalipsę.
Męczennik od pierdolonego miłosierdzia. Zachciało się być rodzinnym wolontariuszem. A gdyby tak... Znowu spojrzała na Ricza, a ten jedynie mógł zastanawiać się co rodziło jej się w tej rudej główce. Bo gdyby napisała do Billego i jakimś cudem ubezwłasnowolnili Ricza, to czy udowodniłaby wszystkim na papierze, że Latynos jest niezdolny do samodzielnej egzystencji? Nikt nie mógłby winić chorego, prawda? Tylko czy wtedy ona dostałaby prawa rodzicielskie, czy jednak Rosa, bo prawnie była jego żoną? Tutaj był potrzebny prawnik. Może wtedy Rosa przyjęłaby to spokojniej i nic nie stałoby się?
- Trzeba to zrobić delikatnie. Jeszcze ciocią nie zostałam i nie chcę mieć na sumienia... - Dupa Blada. Cokolwiek nie zrobi, to będzie źle. Jak powie Rosie prawdę, to ta ich pozabija, a Ricz do końca życia będzie wypominać jej, że zdradziła rodzinę. Jak nie powie nic Rosie, to Erza będzie na nią wściekła, a Rosa i tak ją zabije jak kiedyś dowie się prawdy. W obu wersjach była martwa.
Pozostało jej jedynie czekać na reakcje przyjaciółki.

Boże spraw, żeby wyjaśnili to sobie tu i teraz bez udziału latynoskiej siły wkurwienia ciężarnej.

AMEN.


Erza B. Fernandes Ricardo Martinez

010. Red wedding

: śr maja 13, 2026 7:11 pm
autor: Erza B. Fernandes
Ricardo Martinez, Gabriela R. Blais

Gabi, masz więcej? — spytała ruda, licząc na poratowanie. Dalej żyłka pulsowała na jej czole — na całkowicie trzeźwo nie dam rady — tylko że papierosy w ogóle nie wydawały się dobrą opcję. Wręcz przeciwnie miała wrażenie, że całą ją wzdryga na samą myśl. Finalnie wpatrywała się w przyjaciółkę. Telenowela. Idealnie brzmiało to słowo do obecnej sytuacji. Jaka była szansa, że bliska jej osoba będzie rodziną z Martinezem? Powinna być poniżej zera, a wszystko wskazywało na jedno. Będą musieli się dogadać.
A bardziej wolałaby go zadźgać.
Powinna się dowiedzieć — miała nadzwyczaj poważny ton. Nie chodziło jej o zemstę, a o prostą, kobiecą sprawiedliwość. Cokolwiek Riczi miał na sumieniu, powinien zostać za to ukarany. Sama świadomość życia z oszustem, aż ją wzdrygała na samą myśl.
Gabi nie. — zaprotestowała poważnym tonem, spoglądając na Gabi. Miał się bawić, pić, tańczyć i obgadywać facetów. Zamiast tego roztrząsały sprawy miłosne ex-kochanka Erzy. Lubiła go, nawet coś do niego czuła, ale obrzydzenie okazywało się dużo silniejszą emocją — on powinien jej powiedzieć — i nawet nie przeszłoby jej przez myśl, że byłaby to największa, najgorętsza kłótnia wszech czasów. Skoro wytłumaczył się z samej ucieczki do Toronto, to powód mógłby okazać się gwoździem do trumny. Czy tego chciała? Też chyba nie. Zwłaszcza gdy tak pięknie zaczął o wszystkim opowiadać. Mimowolnie coś ją ruszyło.
W dużym skrócie zachowałeś się jak egoista, dając ponieść się przygodzie? — skwitowała, zakładając rękę na rękę. To była piękna, krótka historia — i teraz nie poinformowałeś o tym osoby, która powinna się o wszystkim dowiedzieć? — jej powiedział, Rosie nie — naprawdę dupek z Ciebie — co by nie powiedział, jakby się nie bronił dla niej nim pozostanie. Świnie musiałyby zacząć latać po niebie, by zmieniła zdanie na ten temat. Tylko nie była psychopatką, która zrobiłaby to za niego.
Naprawdę myślisz, że ona się nie dowie prawdy? — spytała cicho, patrząc to na jednego, to na drugiego — Karma zawsze wraca. — i bywa naprawdę okrutna. Nie chciała mu się wpierdalać życie. Już wystarczająco zrobił jej w nim bałagan. Teraz jedynie chciała odpoczywać, zapomnieć i pójść dalej.
Muszę się napić — i na całe szczęście wódka się nie roztrzaskała. Otworzyła obie butelki, wpierw napiła się alkoholu, potem przepiła to colą. Idealnie. Jeszcze trochę i zacznie myśleć.