extreme makeover - table edition
: sob maja 09, 2026 1:57 am
Niby nie ma, a ona jednak nadal łudziła się, że tą perfekcyjność pewnego dnia osiągnie. Czy to się stanie? Z całą pewnością nie, niemniej tego nie można biedaczce wyperswadować, gdyż nadal będzie próbowała swoich sił. Ciężko jednak myśleć o takich sprawach, gdy w tej samej chwili Hunter nie mógł wręcz przez parę chwil oderwać spojrzenia od nieśmiertelników, jakie posiadał na swojej szyi. To piękny gest, noszenie tego swojego wraz z tym po ojcu. Ale że nie umiała aż z tego wszystkiego zebrać ostatecznych swych przemyśleń, jedynie pokrzepiająco się na to uśmiechnęła, dając mu jeszcze ten moment dla siebie.
Gdyby nie to, że dzięki pracy potrafiła opanowywać swoje reakcje, zapewne mocno by się zdziwiła, zaszokowała, a na koniec zrobiłaby zapewne mocno dziwną minę. I to wszystko przez to jedno zdanie wypowiedziane przez Huntera o tym, że jemu to nie przeszkadza. — Dobrze wiedzieć — odparła trochę zbyt rzeczowo, jakby znów była Panią Psycholog, którą kolejną takiego typu uwagę zapisuje sobie do swojego dzienniczka związanego z danym pacjentem, żeby nie zapomnieć o wszystkich przyswojonych faktach, które potem będzie mogła wykorzystać do dalszych rozmów. Na koniec jednak uśmiechnęła się dosyć rozbawiona, żeby nie wyszła z tego niezręczna sytuacja, licząc iż nie mówił tego w jakiś inny sposób, niż powinien.
Bo tak powinien zrobić, prawda? On też powinien zachowywać się tak, aby stwarzać przestrzeń utrzymania tej znajomości jako… znajomość, nic więcej. No, może delikatne koleżeństwo.
Pomimo mówienia, że nie przystoi oraz że nie powinna nadszarpywać gościnności, po zachowaniu i braku komentarza ze strony Huntera uznała, że to była propozycja ale z tych bardziej nie do odrzucenia, na co musiała chyba ostatecznie przystać - tym bardziej, gdy jeszcze sama wysprzęgliła się z tymi dalszymi informacjami, że jutro ma nieco luźniejszy dzień, ale i tak potrzebuje od rana auta, a po niego będzie jej ciężko zajechać w te rejony, jeśli chce ze wszystkim zdążyć. No cóż - klamka zapadła, a najwidoczniej Prudence od dawien dawna spędzi noc u faceta w domu.
Zresztą, nie miałaby zbyt możliwości na to, aby teraz jeszcze się dochodzić, gdy zadała pytanie, na które chciała uzyskać odpowiedź. I na co też Hunter zaczął odpkwoaidać - choć z widocznie mocnym trudem w głowie, zachowaniu, napięciu ciała jakie towarzyszyło w trakcie poruszanych kwestii.
Przyciągnęła jedną z nóg do swojej klatki, obejmując ją jednym z wolnych kamieni, w drugiej nadal trzymając kieliszek - co jakiś czas sącząc z niego delikatne łyki. Tak, żeby się zaraz całkowicie nie zalać, bo w sumie to dziś zdecydowanie zbyt mało zjadła, co tez mogłoby być dla niej w obecnej chwili dosyć tragiczne w skutkach; a i przy tym dla niego samego, który musiałby trzymać jej włosy, gdyby zaczęła rozmawiać z muszlą i to nie w taki sposób, w jaki by chciała i to nie z tą muszlą, z jaką by chciała. Przyglądała mu się w dalszym ciagu, chcąc dzięki mówię ciała dowiedzieć się więcej, niż przekazuje. Dostrzegając, jak wiele trudu mu przyszło powiedzenie tej prawdy. Jak ciężkie brzemię na sobie dźwigał w tej sprawie. Jak prawdopodobnie może i nawet jakiś mały kamyczek z serca mu poleciał, iż przyznał się do tego na głos. Niemniej najbardziej poruszyło ją to, jak szybko postawił wstać z kanapy po skończeniu mówienia.
— Hunter, ja… — urwała rozpoczęte słowa przeprosinowe, lecz nie zdążyła dokończyć. Mężczyzna od razu skierował się z salonu do swojej sypialni, na co westchnęła i opadła z powrotem na kanapę - tuż po tym, jak próbowała samej się podnieść, aby jakoś do niego dotrzeć. Nie było na to najmniejszej szansy, a przecież też nie ciała go przyciskać do muru, nie dając mu tej możliwości ucieczki. Skoro tego potrzebował - to tym bardziej nie mogła stanąć mu na drodze. Westchnęła przeciągle, znacznie mocniej niż sekundę wcześniej, zarzuciła niesforne włosy do tyłu, a kosmyki założyła za uszy, kończąc wino ze swojego kieliszka. Chwilę przy tym rozlcgąała się po pomieszczeniu, nie wiedząc co teraz. Czy może powinna jednak wyjść i dać mu całkowicie przestrzeń w swojej prywatnej jaskini? Z drugiej strony - mogłaby tym rozjuszyć Huntera, nagłym wyjściem, gdy ustalili co innego. Pokręciła głową z przymkniętymi powiekami, jakby to miało jej dać poczucie chwilowego przywrócenia kontroli oraz możliwości odcięcia się od tego, co ją otacza. Po chwili otworzyła oczy, decydując się na dość śmiały gest, ale to tylko i ze względu na to, że nie chciała podnieść sobie chociaż tej dolnej garderoby. Zdjęła spodnie, zarzuciła je przez podłokietnik kanapowy, po czym ułożyła sobie poduszki i przysunęła do siebie kocyk. Próbowała zasnąć, choć galopujące myśli nie dawały jej spokoju. Bo może jednak powinna do niego zajrzeć, upewnić się że jest z nim wszystko w porządku?
Hunter Wright
Gdyby nie to, że dzięki pracy potrafiła opanowywać swoje reakcje, zapewne mocno by się zdziwiła, zaszokowała, a na koniec zrobiłaby zapewne mocno dziwną minę. I to wszystko przez to jedno zdanie wypowiedziane przez Huntera o tym, że jemu to nie przeszkadza. — Dobrze wiedzieć — odparła trochę zbyt rzeczowo, jakby znów była Panią Psycholog, którą kolejną takiego typu uwagę zapisuje sobie do swojego dzienniczka związanego z danym pacjentem, żeby nie zapomnieć o wszystkich przyswojonych faktach, które potem będzie mogła wykorzystać do dalszych rozmów. Na koniec jednak uśmiechnęła się dosyć rozbawiona, żeby nie wyszła z tego niezręczna sytuacja, licząc iż nie mówił tego w jakiś inny sposób, niż powinien.
Bo tak powinien zrobić, prawda? On też powinien zachowywać się tak, aby stwarzać przestrzeń utrzymania tej znajomości jako… znajomość, nic więcej. No, może delikatne koleżeństwo.
Pomimo mówienia, że nie przystoi oraz że nie powinna nadszarpywać gościnności, po zachowaniu i braku komentarza ze strony Huntera uznała, że to była propozycja ale z tych bardziej nie do odrzucenia, na co musiała chyba ostatecznie przystać - tym bardziej, gdy jeszcze sama wysprzęgliła się z tymi dalszymi informacjami, że jutro ma nieco luźniejszy dzień, ale i tak potrzebuje od rana auta, a po niego będzie jej ciężko zajechać w te rejony, jeśli chce ze wszystkim zdążyć. No cóż - klamka zapadła, a najwidoczniej Prudence od dawien dawna spędzi noc u faceta w domu.
Zresztą, nie miałaby zbyt możliwości na to, aby teraz jeszcze się dochodzić, gdy zadała pytanie, na które chciała uzyskać odpowiedź. I na co też Hunter zaczął odpkwoaidać - choć z widocznie mocnym trudem w głowie, zachowaniu, napięciu ciała jakie towarzyszyło w trakcie poruszanych kwestii.
Przyciągnęła jedną z nóg do swojej klatki, obejmując ją jednym z wolnych kamieni, w drugiej nadal trzymając kieliszek - co jakiś czas sącząc z niego delikatne łyki. Tak, żeby się zaraz całkowicie nie zalać, bo w sumie to dziś zdecydowanie zbyt mało zjadła, co tez mogłoby być dla niej w obecnej chwili dosyć tragiczne w skutkach; a i przy tym dla niego samego, który musiałby trzymać jej włosy, gdyby zaczęła rozmawiać z muszlą i to nie w taki sposób, w jaki by chciała i to nie z tą muszlą, z jaką by chciała. Przyglądała mu się w dalszym ciagu, chcąc dzięki mówię ciała dowiedzieć się więcej, niż przekazuje. Dostrzegając, jak wiele trudu mu przyszło powiedzenie tej prawdy. Jak ciężkie brzemię na sobie dźwigał w tej sprawie. Jak prawdopodobnie może i nawet jakiś mały kamyczek z serca mu poleciał, iż przyznał się do tego na głos. Niemniej najbardziej poruszyło ją to, jak szybko postawił wstać z kanapy po skończeniu mówienia.
— Hunter, ja… — urwała rozpoczęte słowa przeprosinowe, lecz nie zdążyła dokończyć. Mężczyzna od razu skierował się z salonu do swojej sypialni, na co westchnęła i opadła z powrotem na kanapę - tuż po tym, jak próbowała samej się podnieść, aby jakoś do niego dotrzeć. Nie było na to najmniejszej szansy, a przecież też nie ciała go przyciskać do muru, nie dając mu tej możliwości ucieczki. Skoro tego potrzebował - to tym bardziej nie mogła stanąć mu na drodze. Westchnęła przeciągle, znacznie mocniej niż sekundę wcześniej, zarzuciła niesforne włosy do tyłu, a kosmyki założyła za uszy, kończąc wino ze swojego kieliszka. Chwilę przy tym rozlcgąała się po pomieszczeniu, nie wiedząc co teraz. Czy może powinna jednak wyjść i dać mu całkowicie przestrzeń w swojej prywatnej jaskini? Z drugiej strony - mogłaby tym rozjuszyć Huntera, nagłym wyjściem, gdy ustalili co innego. Pokręciła głową z przymkniętymi powiekami, jakby to miało jej dać poczucie chwilowego przywrócenia kontroli oraz możliwości odcięcia się od tego, co ją otacza. Po chwili otworzyła oczy, decydując się na dość śmiały gest, ale to tylko i ze względu na to, że nie chciała podnieść sobie chociaż tej dolnej garderoby. Zdjęła spodnie, zarzuciła je przez podłokietnik kanapowy, po czym ułożyła sobie poduszki i przysunęła do siebie kocyk. Próbowała zasnąć, choć galopujące myśli nie dawały jej spokoju. Bo może jednak powinna do niego zajrzeć, upewnić się że jest z nim wszystko w porządku?
Hunter Wright