Strona 2 z 2

Let’s work together

: ndz maja 24, 2026 8:40 pm
autor: Cora Marshall
Czy Prince jej wyglądał na takiego, który mógłby spierdolić? Sama już nie wiedziała. Ich relacja była delikatnie rzecz ujmując - skomplikowana, a mężczyzna nie raz ją zaskakiwał i to w różnych kontekstach. Potrafił ją wyzywać od szmat, by na kolejnym spotkaniu ją podrywać. Ratował ją z opresji przed Danielem, a potem na nią krzyczał, że jest nieodpowiedzialna. Raz miała ochotę zatrzasnąć mu drzwi przed nosem, a kolejnym razem wtulić się w jego ramiona. Więc w sumie wychodziło na to, że Książę był zdolny do wszystkiego.
Jednak ufała mu na tyle, by wiedzieć, że nie zjebie festiwalu organizowanego w celach charytatywnych, który w dodatku sam tworzył od samego początku. To byłoby kompletnie bez sensu, więc może faktycznie pozostaje jej zaufać mu i w tej kwestii i zacząć się przygotowywać do nowej roli - prowadzącej.
Na razie natomiast przyszło jej przyjąć… zaproszenie? na jego koncert. Była ciekawa od dawna jaki jest w swoim naturalnym środowisku, więc głupio byłoby nie skorzystać z takiej okazji. Nie mogła jednak zrozumieć, jakie pobudki nim kierowały, gdy proponował jej wpadnięcie na jego występ. - A po co się chodzi na koncerty, jeśli właśnie nie po to, aby obejrzeć i posłuchać artysty na scenie na żywo?- spytała znacząco unosząc brew do góry i po chwili kiwając powoli głową, jakby jego słowa docierały do niej w zwolnionym tempie. - Oh czyli randomowych lasek nie zapraszasz na koncerty?- uśmiechnęła się zadziornie łapiąc go za słówko i pokręciła zaraz głową. - Nie musisz. Jak będziesz naprawdę chciał, żebym przyszła, to na pewno dopilnujesz , żeby były te bilety- stwierdziła nie pozwalając sobie na żadne płaszczenie się przed facetem. Nie będzie mu o sobie przypominać.
To jednak nie przeszkodziło jej trochę pośmiać się z niego i jego braku prezentu dla niej.- Oczywiście, że zasłużyłam Ty dusigroszu-zmarszczyła brwi udając nieco obudzoną, ale kąciki jej ust lekko zadrżały zdradzając rozbawienie. Nie zamierzała się prosić ani o bilety ani o prezent. Stawała się samodzielna i musiała zacząć stawiać na siebie. Żyć dla siebie.
Aż nagle brunet zadał jej pytanie, które ją poruszyło. Nie wiedziała, co powiedzieć, a jak wiadomo Cora zawsze ma coś do powiedzenia. Stała przez chwilę w ciszy się w niego wpatrując.- Nie wiem. Nie mam celu w swoim życiu, do którego bym dążyła, żeby po jego osiągnięciu czuć się wygrana- przyznała całkiem szczerze, lecz lekko się zarumieniła wstydząc się swojej wypowiedzi. Bo czy to nie oznaczało, że była chodzącą porażką życiową? Tak się właśnie poczuła.
Może więc pójście po alkohol to był całkiem dobry pomysł. - No trochę tak… Oni są dosyć sztywni i wymagający- mieli po prostu kijek w tyłku i nie raz byli dla niej jak rodzice, ale tacy idealni rodzice, którzy znali odpowiednią równowagę, aby wspierać dziecko, ale nie wyręczać, by było samodzielne.
Lecz zaraz temat zszedł na wenę i bardziej luźniejsze tematy. Blondynka słysząc o tym, że jemu się najlepiej myśli o tronie, przewróciła z rozbawieniem oczami pamiętając ich ostatnią rozmowę w tym temacie.- Oh tak, jak bym mogła o tym zapomnieć-rzuciła biorąc od niego telefon, aby przejrzeć jako pomysły na piosenki. Musiała przyznać, że było ich mnóstwo. Faktycznie, wszystko wokół go inspirowało. Jedna z piosenek przykuła jej uwagę- ten tekst był tak… prawdziwy.- Czyżby Prince Williams miał kiedyś złamane serce?- spytała patrząc na niego spod powiek i dalej scrollując jego telefon.- Cóż, też mi się czasami tak zdarzyło- zaśmiała się głośno , bo i ona nie raz się zgubiła wracając z imprezy. Niektóre z nich były naprawdę grube.
Oddała mu smartfona i wzięła blanta, aby się jeszcze zaciągnąć kilka razy, zanim zniknął za oknem. Wtedy upiła kolejnego łyka whisky i zaczęła coś szkicować na kartce, aż poczuła jego ciepły oddech na ramieniu. Przyłożyła ją szybko do klatki i spojrzała na niego.- Nie podglądaj!- nie przeszkadza się artyście przy pracy!- Ja rysuję, a Ty pisz. Na końcu korytarza na lewo masz toaletę- pokazała mu język i wróciła do szkicowania.


Książe

Let’s work together

: sob maja 30, 2026 9:17 am
autor: Prince Williams
Strzelił oczyma, nie mogąc się powstrzymać. Tak właśnie było z Corą. Raz tak, raz nie, nawet nie był w stanie wyczuć, czy go lubiła i tolerowała. Chciał poznać całość i zrozumieć to, co siedziało w jej sercu. Kurczaki, zapraszał ją na koncert, a ona wolała pozostać na widowni. Miał mieszane uczucia, w końcu jak prawie zdążyli ustalić, przestała być dla niego obca.
A po co się chodzi na koncerty, gdy zna się artystę i dostaje się od niego bilet? — rozłożył ręce, zadając jej niemalże identyczne pytanie. Dla niego równało się to z backstage'em, afterem oraz każdym rytuałem, który przeprowadzał zarówno przed, jak i po występie — tak, gratuluję. Nie jesteś w moim życiu randomem — aż jej zaklaskał w dłonie — nawet imię twoje znam, Lala — parsknął krótko śmiechem. Standardowo zapominał o kobietach niemalże od razu. Dla niego zlewały się dni, miesiące i wszystko, co było możliwe.
O! — wskazał na nią palcem — to będzie mój prezent urodzinowy — aż zaczął wysyłać SMS za SMS'em do menadżera — bilet na mój koncert. Daj mi adres email — chociaż im dłużej pisał, to miał zamiar wpuścić ją zza kulisy, tak by mogła obserwować wszystko, co znajdowało się dookoła i patrzeć na to wielkimi oczyma. W końcu moment tworzenia koncertu, same próby momentami były wręcz intymne — już nie jestem dusigroszem, ahahahaha — punkt dla Ciebie Prince, choć dalej miał zamiar kupić jej jakiś sensowny prezent. Tylko miał jeden problem. Oprócz tego że była uparta, nieustępliwa, to praktycznie nic o niej nie wiedział. No może znał kuszący smak jej ust, na które zerknął ukradkiem, ale nic co mogłoby wskazywać na to, co chciałaby dostać... to nie.
A wiesz, co lubisz robić? — dopytał, unosząc dłoń, by włożyć jej niesforny kosmyk włosów za ucho. Wyglądała przepięknie, lekko zawstydzona i smutna — moi rodzice kazali mi zostać kimś poważnym, a jestem raperem — zawsze musiał łamać czyjeś oczekiwania, często dostawał przez to po głowie — robię to, co lubię — i szczerze? Właśnie dlatego wydawał się szczęśliwy — kocham czuć adrenalinę w trakcie występów, ale też te chwile, gdy w studiu w spokoju nagrywam utwory — nawet te brzmiące bardziej imprezowo. Refleksja, spokój, samotność to one budowały nastrój panujący w studiu — wtedy czuje się wygranym. Jak robię to, co lubię. Wiesz co lubisz, Cora? — zagadnął, przechylając delikatnie głowę i utrzymując kontakt wzrokowy. Wielu ludzi nie wiedziała, co tak właściwie lubiło robić. Takie rzeczy odkrywało się przez całe życie.
Sztywniacy. Tematu rodzeństwa nie chciał dłużej poruszać. Musieli przypominać ten budynek. Szarzy, nieznoszący sprzeciwu, wykalkulowani.
Miał złamane — mruknął cicho, odwracając wzrok. Widocznie pochmurniał, nie lubił wracać myślami do tej kobiety. Dałby sobie za nią rękę uciąć, to by teraz ręki nie miał — a samą siebie kiedyś zgubiłaś? — dopytał, unosząc jedną ze swoich brwi ku górze lekko rozbawiony. Widocznie łączyło ich znacznie więcej niż oboje przypuszczali. Dopił swoje whiskey do końca.
Skoro tak dbasz o moją dupę, to idę się wysrać księżniczko — stwierdził, wstając i faktycznie ruszył do toalety. Wytrzymał całe trzy minuty — cofam to! — wrócił z uniesionymi dłońmi ku górze — w tak sztywnym kiblu, gdzie mydło pachnie biurokracją nie da się w spokoju wysrać — nieodpowiedni tron na książęce pośladki. Aż wrócił, by na nowo móc usiąść obok niej.
Pokaż, co tam masz — rzucił, trącając ją palcem w ramię — też Ci pokażę — powoli dyskusja zaczynała przypominać rozmowę dzieci — nie daj się namawiać — dodał, zaczynając się śmiać — obiecuję się nie zaśmiać — nawet zasalutował prawie jak prawdziwy harcerz — chociaż po blancie będzie ciężko — bo nie mógł w jakikolwiek sposób się zatrzymać. Raz, za razem śmiał się coraz głośniej, aż nie przegryzł sobie policzka prawie że do krwi.
W zamian pokażę Ci piosenkę o beznadziei korporacyjnej i szarym życiu, albo tą o zerwaniu — alkohol i blant zrobiły swoje. Nawet jemu język zaczynał się rozplątywać — w ogóle nie obraź się, ale nie pasujesz tutaj — i od razu dodał — jesteś bardziej jak słońce, a tu pachnie nudą — przede wszystkim była wolna i nie podrobienia. Cora powinna czerpać każdą, najmniejszą radość z życia.

panienka nie patrz mi przez ramię

Let’s work together

: ndz maja 31, 2026 1:44 am
autor: Cora Marshall
Rzecz w tym, że to Cora dzisiaj szczególnie nie potrafiła rozgryźć Prince’a. Zawsze był dla niej wielką niewiadomą, ale tego dnia szczególnie. Był jakiś inny… Był milszy. Wciąż pozostawał prostakiem, ale był jakoś dziwnie miły. Przyzwyczaiła się już do tego, że ją wyzywa od szmat i ciśnie , że gada głupoty i świeci dupą, więc teraz jego zachowanie było dla niej sporym zaskoczeniem. Nie wiedziała w jaki sposób się do tego odnieść.
- Czy jest jakaś znacząca różnica między tym czy się zna artystę czy nie? Przychodzisz dla muzyki przecież- dla Cory głównym powodem pójścia na koncert była chęć posłuchania muzyki na żywo. Znajomość artysty było kwestią drugorzędną. To te dźwięki gitary wprost trafiające do jej uszu. Idealnie trafione nuty. Słowa w żaden sposób nie przerobione przez audiotune. Przeżywanie tego wszystkiego jednocześnie z innymi - to było dla niej najważniejsze idąc na koncert. - Chcesz żebym przyszła na Twój koncert w jakimś innym celu?- spytała unosząc znacząco brew i wyczekując jego odpowiedzi. W końcu wprost zapytała o co mu chodzi, bo naprawdę biedna blondynka zaczynała się gubić.
Jego pytanie na temat tego, co lubi robić pozostawiła bez odpowiedzi. Zamiast tego dała mu przestrzeń na wypowiedź, słuchając go uważnie, lecz jednocześnie próbując to jakoś przełożyć na siebie. - Wiesz, że wciąż można być poważnym i szanowanym artystą?- rzuciła przelotem z lekkim uśmiechem, bo akurat dla niej bycie raperem tego nie wykluczało. Mógł wciąż rapować, byleby tylko to nie były piosenki o sraniu i ruchaniu. Natomiast jego pytanie znowu ją dogoniło. Westchnęła ciężko wzruszając ramionami. - Lubię robić wiele rzeczy, ale nie wiem czy nadają się do tego, aby móc opłacić rachunki z tego- nigdy o tym nie rozmyślała, może pora na to, aby zaczęła? W końcu praca w Northand nie była jej marzeniem i dusiła się tutaj. Lubiła marketing, ale nie w takiej formie w jakiej była zmuszona pracować w firmie Marshall.
Dlatego trzymała butelkę whisky w szufladzie biurka, aby jakoś móc przeżyć niektóre z tych wielu nudnych spotkań. Dzięki temu mogli teraz siedzieć z Williamsem i popijać sobie alkohol, a przy tym nie wyzywać się i nie rzucać mięsem. Był to niezły progres! Nawet to, że mężczyzna właśnie przyznał się jej, że miał kiedyś złamane serce, co chyba faktycznie było prawdą, bo wyraźnie spochmurniał. A na domiar złego chyba gdzieś uciekał myślami, bo zadał jej właśnie pytanie, której odpowiedzi mu przed chwilą udzielił. - No tak, przecież to właśnie przed chwilą powiedziałam. Słuchasz mnie?- spytała z lekkim sarkazmem, ale i nieco z troską marszcząc przy tym brwi, gdy mu się przyglądała. Może uciekał myślami daleko stąd w kierunku kobiety, którą kiedyś pokochał?
Ale zaraz wyszedł z niego prawdziwy Prince gadający o kupie i ogłaszający wszem i wobec , że idzie zrobić dwójkę. Cora tylko przewróciła oczami w milczeniu, nawet nie odprowadzając go wzrokiem, gdy stąd wychodził. Najpierw spuściła wzrok na białą kartkę papieru, która leżała na jej udach. Trzymała ołówek w dłoniach przytrzymując obie końcówki między palcami. Wzrok intensywnie wbity w biały papier w niczym nie pomagał. Westchnęła opierając głowę o ścianę i przymykając oczy, bo może to jej pomoże zebrać myśli albo odpędzić je wszystkie, zostawiając miejsce tylko na totalny reset. Niestety to już w ogóle nie było jej dane, bo zaraz ponownie usłyszała głos Prince’a i spojrzała na niego najpierw spod dołu , gdy stał nad nią, ale zaraz ich wzrok się zrównał. - Nie mam co pokazywać. Zbyt wiele nie narysowałam, gdy byłeś w toalecie. To jest tak, że dasz mi ołówek i kartkę i od razu coś narysuję sama z siebie. Powiedz żebym narysowała słonia, to to zrobię. Ale poza tym… to tak nie działa- starała się mu to wytłumaczyć najlepiej jak potrafiła i nie zabierała mu nawet swojej kartki z jego widoku. I tak w sumie była całkiem czysta. - A chcesz mi pokazać tą o złamanym sercu? Jeżeli nie, to przecież nie będę wywierać na Ciebie o to presji- doprecyzowała, bo nie chciała go stawiać w niekomfortowej sytuacji. Ciekawość ją zżerała, ale znała granice, których musiała się trzymać. Tym bardziej, gdy brunet stał się dla niej aż tak miły. - Czy Ty masz gorączkę?- spytała się nachylając w jego kierunku i dotykając dłonią jego czoła. - Bo gadasz jakbyś postradał wszystkie rozumy, a nawet nie sądziłam, że jakieś masz- stwierdziła całkowicie szczerze, nie złośliwie.- Dzisiaj jesteś jakoś tak dziwnie… miły? Aż nazbyt miły. Dotychczas nawet jeżeli zdarzyło Ci się zrobić dla mnie coś miłego, to zaraz dorzucałeś od siebie jakieś chamskie teksty, a dzisiaj tylko skrytykowałeś mój notes i to nawet w taki… grzeczny sposób- nie poznawała go. Prince, którego zdążyła poznać zachowywał się całkowicie inaczej.



Prince Williams

Let’s work together

: ndz cze 07, 2026 9:14 pm
autor: Prince Williams
:bruh: :aaa:

Kobiety. Gdyby wszystkie byłyby tak skomplikowane, to biedny Prince musiałby się zastrzelić. Albo przynajmniej rękę odciąć, bo nie dałby rady wytłumaczyć wszystkiego. Cory nie był w stanie. Raz go lubiła, raz się z nim kłóciła, a później... sam właściwie nie wiedział, co tak właściwie działo się przed jego oczyma. Nie był w stanie tego wytłumaczyć w żaden racjonalny sposób. Dla niego sprawa koncertu była jasna, skoro ją zapraszał to ze wszelkimi korzyściami, a nie by stała jak durny człowiek wśród randomów wykrzykujących jego imię.
Tak — odparł lekko zdziwiony jej pytaniem — jak dostajesz bilety od artysty, to też po to by spędzić z nim czas — na backstage'u, albo przed, albo jeszcze po koncercie — a oto bym Cię nie podejrzewał — parsknął, odwracając kota ogonem. Chciał, ale trudno było mu się do tego przyznać, ale... czasem człowiek musiał się poświęcić dla dobra ogółu — na after party mogłabyś się pojawić — zaproponował całkowicie normalnie, puszczając jej krótko oczko. Po czym zaraz dodał — o ile ubierzesz się normalnie — drobną szpileczkę musiał wbić. Inaczej nie byłby sobą. Dzisiaj wyglądała... dobrze, nawet bardzo dobrze jego zdaniem. Ubrania idealnie dopasowywały się do jej ciała, ale nic nie odkrywały, pomagając działać wyobraźni. To właśnie tak utkwił na kilka dobrych, długich chwil. Oczami wyobraźni widział siebie tańczącego z nią na stole. Piękny widok.
Ale ja nie chcę takim być — bycie szanowanym powodowało, że ludzie stawiali wobec Ciebie wymagania, a to ich chciał uniknąć — życie jest jedno, a ja chcę się bawić — piosenki o kupie, ruchaniu, melanżu go bawiły. Kiedy zaczynał pisać te poważniejsze, nie poznawał samego siebie. Większość wkładał do szuflady, a te najbardziej znane utwory chował do szuflady, bo tak było mu łatwiej. Proste życie bez zmartwień było łatwiejsze do przełknięcia, niż mierzenie się z wymaganiami innych ludzi — a co lubisz robić Cora? — zagadnął, unosząc do góry jeden z kącików ust — czasem warto zaryzykować — wbrew pozorom opłacenie rachunków było dla niego ważne, ale nie najważniejsze. W życiu nie funkcjonowałby w ciągłej rutynie. Potrzebował bodźców, nowości, podróży i choć nigdy nie znalazł odpowiedniego kompana podróży, to kiedyś i go znajdzie.
Poprawka — tak, zamyślił się. Nie chodziło o samo gubienie się, bo skoro oboje mieli do tego talent, to pytanie powinno brzmieć inaczej — zgubiłabyś się ze mną? — zaśmiał się krótko, unosząc sugestywnie obie swoje brwi ku górze. Cały czas darli koty, ratowali się, a nigdy nie mieli chwili normalności. Noo, tak naprawdę aż do teraz nie mieli takiego momentu.
To narysuj siebie — chyba łatwiej byłoby narysować słonia? Aż sam na siebie westchnął — albo gówno — aż sam się zaśmiał. Był dorosły, ale kupa, kutas, seks, dalej go bawiły — wybierz sama — wzruszył delikatnie ramionami. Z dość zabawowego nastroju szybko wpadł w dość posępny. Sam po sobie się tego nie spodziewał. Normalnie się uśmiechał, bawił się, a teraz? Nic mu nie zostało. Tamta kobieta wydawała się go zniszczyć. Wybrał swoje lekkie życie, bo nie potrafił sam uleczyć rany — a nie będziesz się śmiała ze mnie? — spytał w końcu, spoglądając na nią uważnie. Prince nie mówił o własnych uczuciach, przelewał je na teksty, a później chował — nigdy jej nie wydałem — podobnie jak tamtej piosenki, na której przyłapała go Cora, gdy byli u niego w studiu. Wszystko miało swoje lepsze i gorsze strony.
Czekaj, mam gorączkę? — przechylił delikatnie głowę, a jej dłoń chwycił i nie puścił — bo uważam, że nie masz kija w dupie? — czuł się lekko skonfundowany. Krzyczał niedobrze, nie krzyczał podobnie, jak tu kobietom dogodzić? — pierwszy raz na mnie nie krzyczysz od wejścia, Lala — i to było jedyne rozsądne wytłumaczenie jego zachowania, które sam sobie wmawiał — normalnie to otwierałem drzwi i było: blablabla, dupek, blablabla, nie patrz mi na dupę, blablabla, jesteś beznadziejny —zmarszczył nos, by bardziej przypominać zirytowaną Corę — a teraz... — pili, jarali, dogadywali się — rozmawiamy o festiwalu — westchnął ciężko — chociaż może masz kija w dupie, skoro nie potrafisz zluzować — dopiero wtedy puścił je dłoń, a wzrok powędrował mu ku górze — To wolisz się kłócić czy nie? Bo bym zabrał Cię z tego wieżowca i coś Ci pokazał — ile można siedzieć wśród czterech ścian, które wysysały pokłady kreatywności? Nawet on to czuł... Chyba. O ile to nie był ten bąk, który puścił jeszcze w kiblu Marshalli.

Let’s work together

: czw cze 11, 2026 12:00 am
autor: Cora Marshall
Odnosiła wrażenie, że znowu coraz bardziej się mija z Księciem. Przestawała znowu go rozumieć, a ich podejście do tematu się rozmijało. Muzyka najwyraźniej potrafiła ich zarówno dzielić, jak i łączyć. - Cóż, ja z kolei nie podejrzewałabym Cię o bycie dżentelmenem- przewróciła oczami i akurat najwyraźniej trafiła idealnie, skoro po chwili usłyszała jak bezczelnie nabija się z jej stroju. Od razu zastygła wpatrując się w niego zaskoczona.
Jak on mógł?!
Był tam. Widział co Daniel próbował z nią zrobić. Tak, tamtej nocy komentował jej strój twierdząc, że był zbyt krótki. Jednak tamto gadanie zrzucała na karb alkoholu we krwi oraz tego, że nie wiedział jak się poczuła. Mógł się domyślać, ale nie miał pewności. Ale teraz? Po tym, gdy płakała w jego ramionach? Nie raz, a dwa razy? Nieprzyjemny dreszcz przebiegł wzdłuż jej kręgosłupa na wspomnienia przerażających męskich dłoni błądzących po jej ciele tamtej nocy. Po ciele, którym podobno kusiła zbyt krótką sukienką. - Na after party przyjdę, o ile koncert mnie odpowiednio zainteresuje- posłała mu fałszywy uśmiech, który zaraz zniknął z jej twarzy. Cała ochota z koncertu i after party wyparowała z niej w mgnieniu oka. Wolała unikać tłumów ludzi będąc w nieodpowiednim towarzystwie, a Williams, który właśnie się z niej śmiał, stał się teraz taki w jej oczach.
Kiedy dopytywał się, co lubi robić, przez chwilę się zamyśliła. Utkwiła wzrok w panoramę Toronto zza szyby. Miasto pomału szykowało się do wieczoru - niebo ciemniało, a latarnie i światła w mieszkaniach zaczynały rozświetlać teren. To był piękny widok. - Kocham muzykę. Kocham sztukę. Kocham, gdy mogę wyrazić siebie w swojej pracy- w końcu przyznała zerkając na niego dopiero na koniec wypowiedzi. Było wiele rzeczy, które lubiła robić i wiele możliwości jak mogłaby wyrazić siebie. Nie wiedziała tylko jak w ten sposób zarabiać na życie.
Natomiast pojawiały się jeszcze kolejne pytania, na które nie znała odpowiedzi.- Z Tobą? Zależy gdzie- odpowiedziała marszcząc przy tym brwi , wyraźnie skonsternowana. O co mu chodziło? Co miał na myśli? Prince ją zaskakiwał nieustannie. - Nie jestem chujem, aby się śmiać ze złamanego serca- potrafiła spokojnie porozmawiać o uczuciach, chociaż czy oboje potrafili o tym porozmawiać ze sobą? Najwyraźniej niekoniecznie, bo Książę zaraz zaczął ją przedrzeźniać i znowu mówić o temacie kupy. Cora tylko westchnęła zażenowana i zmęczona tym tematem. Chyba w jego dyskografii co najmniej połowa utworów była o wypróżnianiu.- A coś jeszcze mam do wyboru? Czy to są jedyne opcje? Bo w sumie żadna mnie za szczególnie nie zainteresowała. Mieliśmy pracować, a nie się kłócić czy gdzieś szlajać- a na podkreślenie swoich słów, własnej upiła łyk drinka.


Prince Williams

Let’s work together

: ndz cze 14, 2026 9:36 pm
autor: Prince Williams
Cora Marshall

Czasami nim bywam — parsknął, kręcąc głową. Rodzice wbili mu za dzieciaka zasady kultury, a on postanowił się ich trzymać w ramach wyjątkowych sytuacji i wyjątkowych osób. Na co dzień był gburem, rzucał kąśliwe uwagi, ale szczerze większość czasu miał w głębokim poważaniu, co myślą o nim osoby, których nie zna. Liczyły się dla niego przyjaciele, rodzina, a kiedyś wybranka serca. Łatwiej funkcjonowało się mu w ten sposób, nie przejmując się zdaniem innych.
Tyle że Cora nie była już dla niego totalnie obca. Nie potrafił zrozumieć tego, co działo się w jej głowie. Zauważył fałszywy uśmiech, zmianę w tonie, ale nie przypuszczałby, że mogłoby ją to złamać. Zresztą musiałaby mu to powiedzieć, poziom obsługi faceta przypominał momentami poziom ziemniaka.
Już daj spokój, Lala — strzelił oczyma. Odpowiednio zainteresuje? Chyba nie znała jego możliwości — po prostu przyjdź i się baw — nie był to rozkaz, nakaz, a bardziej propozycja. Trudno przychodziło mu słowo proszę, a skoro nie widziała go na scenie... to może powinna? Wszystko w ramach pracy oczywiście — dobrze byś się bawiła. Niekoniecznie ze mną — nie musieli spędzać ze sobą czasu — moja ekipa jest w porządku — wbrew pozorom w środowisku muzycznym większość nie przypominała dupka Daniela. Go nawet Prince nienawidził, to mówiło samo za siebie, a jego ekipa była stosunkowo niegroźna.
To mogłabyś pracować w galerii sztuki, albo coś projektować — już zaczął głośno myśleć. Miała przed sobą tyle możliwości, które warte byłyby przemyślenia — albo we wytwórni muzycznej — ale może nie w tej jego... Zbyt często, by się kłócili, choć ta krótka myśl była całkiem kusząca musiał to przyznać — teraz pytanie brzmi — lekko spoważniał, przechylając delikatnie głowę — co umiesz robić najlepiej? — lubić można, ale by można było z tego zarabiać, trzeba było być zajebistym — poza podnoszeniem mi ciśnienia — to mogliby oboje robić zawodowo, niestety, za to nikt nie zapłaci — powinnaś umówić się do jakiegoś doradcy zawodowego — zaplanować, doszkolić się, a skąd to wiedział Prince? — starzy kazali mi do niego chodzić, gadał głupoty, ale niektórzy są chyba git — ten jego to miał jedno przykazania. Nakierować go na zostanie prawnikiem, lub lekarzem, nic pomiędzy. O tyle dobrze, że Prince szedł własnymi ścieżkami i nie miał zamiaru zwalniać nawet na moment.
Niespodzianka — odparł praktycznie od razu — dam Ci, jak dasz się zabrać — choć słuchanie smutnej piosenki w szarym budynku, przypominającym kołchoz, miałoby swoje plusy — to jest część pracy. Czasami odpowiednie miejsce jest w stanie odpowiednio Cię zainspirować — zarządził stanowczo, czekając na jej decyzję — naprawdę uważasz, że tu byłabyś w stanie pracować? — głupie pytanie w końcu już tutaj pracowała, ale facepalma przybił sobie tylko mentalnego — rysować i tworzyć plakat możesz wszędzie, ale nie wszędzie jest odpowiednia atmosfera — tu na pewno nie, potrzebne były spore pokłady kreatywności, które to miejsce wysysało — mogłabyś mi zaufać? — spytał, wyciągając w jej stronę dłoń. Jego oczy od razu utkwiły w tych jej, próbując znaleźć w nich odpowiedź.